29 lut 2016

Plansza okiem Muffina - #3 recenzja gry Słowostwory

Każdy z nas grał, a już na pewno kojarzy grę „Państwa, miasta”. Pamiętam, że jako podrostek siedziałam z grupą rówieśników przed blokiem z kartką papieru i długopisem. Nic więcej nie było potrzeba, aby kreatywnie zabić czas i  dobrze się bawić. Wydawnictwo Egmont uraczyło nas grą, która w jakiś sposób nawiązuje do tej świetniej zabawy dzieciństwa serwując nam pozycję Słowostwory.

Słowostwory jest to gra wydana  w 2012 roku – czy przyciąga nas jako pozycja do kupienia? Samo pudełko zachęca graficznie, opis gry również pobudza naszą ciekawość – no dobrze, może nie naszą a moją – uwielbiam wszystko co kolorowe, pstrokate i nie na miejscu! Gra więc ląduję na półeczce – w końcu nie musimy grać w gry „tylko dla dorosłych”, prawda? ;)

Po zerwaniu folii możemy spokojnie rozparcelować pudełko – w środku znajdujemy:

  • 72 karty liter
  • 7 kart z jokerem
  • 7 kart pomocy
  • 7 płytek aktywności
  • 1 znacznik gracza startowego
  •  1 klepsydra
  •  4 żetony rundy
  • 40 SłowoStworów
  • 4 drewniane kostki
  •  24 naklejki na kostki

Po zapoznaniu się z materiałami w środku, muszę przyznać, że nie są zrobione „pod dzieci”. Są dosyć łatwe do zniszczenia – wiadomo, że dzieciaki starsze, młodzież czy dorośli nie zniszczą, ale Ci najmłodsi nie będą mieli problemu z powyginaniem czy podarciem. Graficznie wszystko kusi – poczynając od Słowostworów, na pięknej grafice kart kończąc – każda litera ma swój własny image – wygląda to naprawdę świetnie i pomaga dzieciom powiązać daną rzecz z karty z rzeczywistym odzwierciedleniem. Jako nauczycielka muszę przyznać, że taka metoda drylowania liter, zwłaszcza w wieku wczesnoszkolnym, kiedy uczniowie dopiero je poznają, jest naprawdę dobrym pomysłem.

Pozycja oferuje nam dwa warianty rozgrywki – łagodny i intensywny. Łagodny jest przeznaczony dla dzieci młodszych, których zasób słownictwa nie jest bardzo zaawansowany i rozbudowany, a intensywny, starszych czy też dla dorosłych. Instrukcja jasno opowiada nam o zasadach, przeprowadzając nas po kolei, krok po kroku do końca. 

Poczynając od wariantu łatwego, gdzie po obróceniu klepsydry, rzucie wybraną kością i odwróceniu jednej lub dwóch liter (w zależności od stopnia zaawansowania graczy) należy wymyślić słowo, które ma w sobie daną literkę – nie ważne czy na początku, środku, końcu (co sprawa, że gra jednak różni się od „Państw, miast”) – na wymyślenie odpowiedniej nazwy mamy 30 sekund. Dla osób starszych nie jest to problemem, jednak dla najmłodszych, zwłaszcza gdy gramy na dwie karty a nie jedną może być dosyć trudne i mogą oni zacząć stwarzać niestworzone słowa i kreować małe słowopotwory. Za każdy zwycięski pojedynek gracz dostaje dwa tytułowe Słowostwory, reszta graczy może nadal myśleć nad słowem (do zakończenia czasu), nie używając wyrazu już powiedzianego ani takiego, do którego nawiązuje karta (np. literkę A obrazuje arbuz). Jeżeli uda im się stworzyć coś na czas dostają jednego Słowostwora. 

W wariancie intensywnym należy – tak jak w wariancie łatwym – z dwóch liter stworzyć słowo w danej kategorii (ach właśnie, ja tu pitu pitu i nie napisałam o kategoriach – państwa, miasta, zawody, muzyka, film, sport, zwierzę, roślina, zabawka, rzecz, bajka, joker), a osoby które nie biorą udziału w pojedynku mogą wymieniać karty na ręce z bankiem liter. Przed każdą turą należy dociągnąć do trzech kart na rękę, aby tworzyć wycinki alfabetu, które finalnie zamieniamy na tytułowe Słowostwory. 

Gra nie jest trudna, łatwe zasady i szybkość rozgrywki sprawiają, że trwa ona około 10-15 minut i możemy w nią zagrać właściwie całą familią. Idealnie sprawdza się na rodzinne posiedzenia, czy na zwykłe niedzielne popołudnie. O czym ja tu… No na imprezie w gronie znajomych, też całkiem przyjemnie się w to gra ;) Interakcji jest sporo, przecież cały czas się pojedynkujemy no i niestety losowość też jest spora – nigdy nie wiemy jakie karty zostaną wyłożone na stół. 

Moją finalną oceną jest 6. Dlaczego? Grze niestety ujmuje dosyć liche wykonanie elementów – łatwe do wygięcia karty czy szalenie prosta do złamania klepsydra (znacznik pierwszego gracza) nie są pozytywnym aspektem tej pozycji. Co więcej dla najmłodszych 30 sekund to troszkę za mało – dla starszych owszem, czas jest wystarczający – idealnym rozwiązaniem byłyby albo dwie klepsydry dla różnych wariantów, albo modyfikacja czasu o kolejny obrót klepsydry. Kolejnym negatywnym aspektem jest to, że wariant trudny jest po prostu za krótki. 4 rundy? Człowiek się dobrze nie wkręci, a już koniec gry. Kiedy gramy w gronie ludzi starszych niż 12 lat gra trwa… 10 minut? Dosyć krótko, zwłaszcza, że sam czas rozstawiania i sortowania Słowostworów (Które u mnie leżą ładnie posortowane w foliach, jednakże ludzie niezwiązani z karciankami, planszówkami, raczej tego nie robią) jest dosyć długi. No tak… co ja… 30 sekund start! Zwierze z K i Y!

Wydawnictwo: Egmont

Rok wydania: 2012

Cena sugerowana: 79,90

Wiek: 8+

Czas rozgrywki: 30 min

Wolisz posłuchać o grze? Zapraszamy tutaj: 
A może zastanawiasz się jak wygląda rozgrywka. Jeżeli tak to odpowiedź jest w tym filmie: 

 Autor: Karolina Krukierek
Share:

28 lut 2016

Wygraj ze Stertą! - konkurs

Wiem jak bardzo lubicie konkursy. Niedawno zakończyliśmy konkurs graficzny, a do wygrania była Neuroshima: Konwój, ufundowana przez Portal Games. Mam dla Was bardzo fajną informację – dziś startuje kolejny konkurs z nagrodami od tego wydawnictwa.

Tym razem do wygrania będzie inna gra od Portal Games, a w zasadzie od ich linii 2Pionki. Zapraszamy do Podziemi to tytuł, który bardzo przypadł do gustu graczy. Mała, szybka gra, która daje wiele satysfakcji. Najlepszy tytuł dla świeżaków jak i doświadczonych graczy, którzy szukają lekkiego tytułu na przerwę pomiędzy ciężkimi planszówkami.

Sama gra polega na odpowiednim kalkulowaniu. Dociągamy karty przeciwników i albo decydujemy „dołożyć” potwora do lochu, albo zabieramy jeden element ekwipunku i odrzucamy przeciwnika. Inną opcją jest spasować i nie brać udziału w danej turze. Jeśli wszyscy poza jednym graczem spasowali – ostatni wchodzi do lochu i za pomocą posiadanego ekwipunku (o ile jeszcze jakiś został), stara się walczyć z potworami w środku. Jeżeli je pokona – wychodzi dumny i zdobywa sławę. Jeśli wyjdzie dwa razy – wygrywa grę. Jeśli jednak przegra, to za pierwszym razem wychodzi poobijany, a za drugim… no cóż, nie wychodzi. Jeśli wszyscy poza jednym graczem zginęli – ten wygrywa.

Gra sprowadza się do tego, że albo planujemy kogo wkopać do środka na pewną śmierć, albo zbroimy się licząc na nadchodzący splendor. Wiecie już zatem na czym polega gra, teraz pora na zasady konkursu:

Wykonaj zaproszenie, które zachęci kogoś do wejścia do lochu (pamiętaj, że jest bardzo duża szansa, że z niego nie wyjdzie, więc musisz się postarać!).


Do wygrania jeden egzemplarz gry Zapraszamy do Podziemi ufundowany przez Portal Games.
Zgłoszenia można wysyłać na adres: konkursstertagier@gmail.com w tytule wpisując: Konkurs - Zaproszenie.

Będzie nam niezmiernie miło jak polubicie również nasz fanpage: Sterta Gier

Wzięcie udziału w konkursie wiąże się z zaakceptowaniem regulaminu konkursowego.
Regulamin konkursu:


  1. Z uczestników, którzy wyślą prace zgodne z tematyką wyłoniony zostanie zwycięzca na podstawie głosowania 3 osobowego.

  2. Organizatorem konkursu jest portal Sterta Gier, a nagrody zostały ufundowane przez Portal Games.

  3. Odpowiedzi można przesyłać na:  konkursstertagier@gmail.com w temacie wpisując Konkurs - Zaproszenie. W mailu proszę również podać imię i nazwisko pod jakim jest się fanem Sterty :)

  4. Warunkiem odbycia się konkursu jest przynajmniej 10 zgłoszeń.

  5. Zwycięzcy zostaną poinformowani mailowo oraz ich imię i nazwisko lub pseudonim zostaną podane na profilu Facebook

  6. Wzięcie udziału w konkursie wiąże się z akceptacją wykorzystania danych (imię i nazwisko, bądź pseudonim) przez organizatora konkursu oraz ze zgodą na publikacje nadesłanych prac.

  7. Forma prac jest dowolna: może to być tekst, zdjęcie, grafika, nagranie.

  8. Konkurs trwa od 28.02.2016 do 13.03.2016. Ogłoszenie wyników do dwóch tygodni od zakończenia konkursu.

  9. Jeżeli po 5 dniach po ogłoszeniu wyników, zwycięzca nie prześle swoich danych do wysyłki to pierwszą nagrodę otrzyma osoba z drugiego miejsca, a drugie miejsce zostanie wylosowane ponownie.

  10. Wysyłką nagrody zajmuję się strona Sterta Gier, przesyłka jedynie na terenie Rzeczpospolitej Polskiej.

  11.  Organizator zastrzega sobie prawo do zmiany regulaminu.
Share:

27 lut 2016

Wyrusz w kościaną podróż po Elorim! - recenzja gry Dungeon Dice

Już jakiś czas temu otrzymaliśmy do recenzji grę Dungeon Dice. Ciężko nam szło zabranie się za nią, gdyż ograniczony czas i angielska instrukcja nie idą razem w parze. Ale w końcu udało się rozegrać kilka partii w różnym gronie i chciałbym się podzielić z Wami odczuciami.

Dungeon Dice to gra ufundowana na kickstarterze. Wydało ją wydawnictwo Potluck Games. Jest to ciekawy tytuł na pół godzinki, niezbyt skomplikowany choć zdecydowanie losowy. Ciężko nie zaznaczyć losowości w grze, która opiera się na samych kostkach, ale z drugiej strony w pewnym stopniu panujemy nad tą losowością.

Zawartość gry to przede wszystkim kostki: 8 żółtych kości artefaktów, 16 czerwonych kostek jednorazowego użytku, 22 niebieskie kości ekwipunku, 15 białych kości potworów, 5 białych kości zaklęć, 12 zielonych kości bohaterów, 4 czarne kości poziomu bohaterów i 5 czarnych kości poziomów potworów (służących do określania ich siły). To wszystko daje nam łącznie 87 kostek! I to nie byle jakich, tylko porządnych z ładnymi grafikami. Do tego wszystkiego dochodzi 5 kolorowych sakiewek do przechowywanie kości zarówno w trakcie gry jak i w czasie gdy tytuł leży na półce. W naszej wersji otrzymaliśmy dobrze wykonane, solidne, antypoślizgowe maty, wykonane w klimatyczny sposób, które ułatwiają rozgrywkę.

Ale o co w zasadzie chodzi? Otóż umarł król, a kolejni następcy również ciągle ginęli. Wszystkiemu winne okazały się potwory, które nękały królestwo. Czy zatem nie będzie dobrym pomysłem wybić trochę nawiedzających nas monstrów i zdobyć sławę? Wtedy to właśnie będziemy mogli zasiąść na tronie Elorim. Jednak nie jesteśmy jedyni, którzy wpadli na ten genialny pomysł. Zatem kto pierwszy osiągnie sławę ten wygrywa.

W Dungeon Dice chodzi, jak wyżej wspomniałem, o zdobycie wymaganej sławy. W tym konkretnym przypadku o zdobycie 4 punktów sławy. Będziemy je otrzymywać za cenne artefakty, za zebrane doświadczenie, ale najwięcej zdobędziemy oczywiście za zabijanie groźnych potworów. W grze podzielono monstra na kilka kolorów, od tych najsłabszych (nie przynoszących chwały) do tych najpotężniejszych (dających, aż 3 punkty sławy). 

Postaram się Wam pokrótce przedstawić zasady tejże gry. Otóż na początku, każdy z graczy otrzymuje jedną kostkę zieloną (z wartościami od 1 do 4) oraz losuje dwa przedmioty jednorazowego użycia i dwa przedmioty ekwipunku. Na początku swojej tury, aktywny gracz losuje jedną kostkę potwora i turla nią. Po wylosowaniu monstra decydujemy czy panicznie uciekamy czy stajemy dzielnie do walki. W pierwszym wyborze nic się nie dzieje, kolejka przechodzi dalej. Gdy jednak zdecydujemy się walczyć to musimy wziąć pod uwagę kilka aspektów. Pierwszym z nich jest poziom potwora, który określa iloma kośćmi będziemy rzucać przy obliczaniu jego siły. Druga sprawa to specjalne umiejętności i czary. Następnie decydujemy, którymi kostkami będziemy rzucać my. Z ekwipunku możemy wybrać dwie bronie jednoręczne lub jedną dwuręczna, zbroja, a dodatkowo rzucamy naszą zieloną kostką (w późniejszym etapie zdobywamy ich więcej). Jeżeli wyrzuciliśmy sumę oczek wyższą od sumy potwora to wygraliśmy i zdobywamy nagrodę, która przedstawiona jest na jednej ze ścianek potwora. Dodatkowo jeżeli miał on konkretny kolor to odkładamy go jako trofeum. Jeżeli był remis to również zdobywamy nagrody, jednak otrzymujemy jedną ranę. Jeżeli zaś przegraliśmy to otrzymujemy ranę, czyli tracimy zieloną kostkę, aż do momentu, gdy się nie wyleczymy. I tak w zasadzie gra toczy się, aż do momentu, gdy któryś z graczy uzyska 4 punkty sławy. 

Istotnym aspektem jest możliwość współpracy między graczami. Inni mogą nas wspomóc, a w zamian otrzymają doświadczenie. Jeżeli się nie uda to otrzymają również ranę. Gdyby jednak przyszło nam przekonywać ich do naszego pomysłu to możemy zaproponować im udział w zyskach czy inną zapłatę, jednak wszystkie ustalenia są wiążące. 

Gra jest szybka, z czasem staje się coraz prostsza, jednak ilość symboli jest duża co sprawia częste spoglądanie do instrukcji. W zależności od ilości graczy, odbiór gry się znacznie zmieniał. Chyba najlepiej nam się grało w 4 osoby, gdyż dawało to największe możliwości negocjacji, współprac czy wymian. 

Gra jest ciekawa, klimatyczna i szybka. Mnie jednak do siebie nie przekonała. Mimo, że mamy jakieś panowanie nad losowością to czasem można dostać wręcz białej gorączki. Do tego nie wciągnęła mnie na tyle, by ją nosić na spotkania i tłumaczyć innym zasady, jednak nie będę jej też nikomu odradzał. Gra ma wiele swoich plusów i minusów. Jeżeli chodzi o te pierwsze to zdecydowanie wykonanie stoi na bardzo wysokim poziomie. Do tego dochodzi w miarę prosta mechanika, instrukcja (która na początku mnie przerażała) również napisana w bardzo przyjemny sposób. Do tego dochodzi krótki czas rozgrywki co również jest jej atutem. Sama rozgrywka może być wciągająca i ciekawa, jednak to nadal rzucanie kostkami i Ci którzy nie lubią losowości lepiej niech po nią nie sięgają. Jeżeli ktoś szuka szybkiej, klimatycznej gry kościanej to polecam ten tytuł, innym radzę najpierw gdzieś zagrać kilka razy nim skusicie się na zakup.

I.
Klimat
5/6
II.
Złożoność
5/6
III.
Oprawa graficzna
5/6
IV.
Wykonanie elementów
6/6
V.
Grywalność na 2 graczy
4/6
VI.
Grywalność na więcej osób
4,5/6

Ocena Końcowa: 4,92


Nazwa: Dungeon Dice

Wydawca: Potluck Games

 Rok wydania: 2015

 Edycja: Pierwsza

 Sugerowana cena: 60 dolarów

 Ocena: 4,92/6
 Za przekazanie gry do recenzji dziękuję wydawnictwu Potluck Games
potluckgames.com/

Share:

25 lut 2016

Nie testowaliśmy tego wcale - recenzja i kampania crowdfundingowa

Czy gra może być jednocześnie dobra i głupia?  Czy rozgrywka może być zróżnicowana do tego stopnia, że raz się gra 15 sekund a innym razem kilkanaście minut? Na początku w to nie wierzyłem, ale powiem Wam – da się! Taką grą jest We didn't playtest this at all, której kampania dotycząca polskiego wydania wystartowała w lutym na wspieram.to.

Nie testowaliśmy tego wcale, bo taki tytuł będzie nosić polska wersja, to szybka gra imprezowa dla 2-15 osób. Jest to gra karciana, w której przyjdzie nam toczyć bitwy, zgadywać co może być na innych kartach, przyjmować lub odrzucać prezenty i robić inne głupie rzeczy, które dadzą nam wygraną lub przez które przegramy.

W białym pudełku znajdziemy białe karty z tekstem. I w zasadzie tyle. Jest ich 90 (60 podstawowych, 15 z pakietu Chaos i 15 pustych do twórczości własnej). Do tego dochodzi instrukcja, która jest zabawnie napisana. Pozwolę sobie wręcz ją zacytować: „Podstawowym celem gry jest wygrać. Jeśli przegrasz, to znaczy, że nie wygrałeś i wtedy faktycznie przegrałeś i odpadasz z gry. Jeśli wszyscy gracze za wyjątkiem Ciebie przegrają, oznacza to, że wygrałeś!”.

Oczywiście wybór gracza rozpoczynającego też musiał być inny od standardowych „najmłodszy/najstarszy zaczyna” albo „zaczyna gracz, który ostatnio…”. Nie. Tutaj twórcy gry nakazują nam wybrać gracza rozpoczynającego… najbardziej losowo jak się da!

O co zatem chodzi w tej grze? Otóż każdy z graczy ma na ręce dwie karty i na początku swojej tury dobiera jedną, a następnie zagrywa którąś z kart. Gdy wszyscy zastosują się do tekstu (czasem jest to zakaz mówienia jakiś wyrazów, czasami walka na kamień, papier, nożyce, a jeszcze innym razem po prostu nakaz powiedzenia czegoś przed wyłożeniem karty), tura przechodzi do następnego gracza. I zgodnie z zacytowaną zasadą – gramy dopóki ktoś nie wygra/wszyscy nie odpadną.

Bardzo proste, zabawne i przede wszystkim szybkie. Najkrótsza nasza gra to jakieś 15 sekund! Jest to fajny tytuł do piwka, na imprezie, na rozruszanie towarzystwa. Jak to skomentowała moja znajoma: „Ta gra jest genialnie głupia”. I myślę, że to najlepszy komentarz. 

Chciałem jeszcze napisać o skalowaniu tego tytułu. Otóż z jednej strony im więcej graczy tym większa frajda, jednak grając przy obsadzie 11 osób, często było tak, że ktoś nie zdążył zagrać swoich kart i już odpadł. Najlepiej nam się grało w 6 osób. 

Atutem tego tytułu jest poczucie humoru i szybka rozgrywka. Co do tego pierwszego to możecie już przeczytać na początku recenzji, a dodam, że każda karta ma zapisany jakiś zabawny komentarz. Szybka rozgrywka (a  w polskiej wersji językowej jeszcze szybsza) to też duży plus gry imprezowej.

Serdecznie chciałbym Was zaprosić do wsparcia Nie testowaliśmy tego wcale na wspieram.to  - https://wspieram.to/nietestowalismytegowcale


I.
Klimat
-
II.
Złożoność
6/6
III.
Oprawa graficzna
4/6
IV.
Wykonanie elementów
4/6
V.
Grywalność na 2 graczy
5/6
VI.
Grywalność na więcej osób
6/6

Ocena Końcowa: 5

 Nazwa: Nie testowaliśmy tego wcale

Wydawca: Czacha GameS

 Rok wydania: plan 2016

 Edycja: Pierwsza

 Sugerowana cena: 35zł

 Ocena: 5/6
 Za przekazanie gry do recenzji dziękuję wydawnictwu Czacha GameS
https://www.facebook.com/czachagame/?fref=ts

Share:

24 lut 2016

Kraina Planszówek - zapowiedzi

Kraina planszówek zasypała nas swoimi informacjami na temat kolejnych premier tego roku. Choć nie są to tak wielkie ilości jak w przypadku wydawnictwa Rebel, to jednak nie mają się czego wstydzić – ciekawe, rodzinne gry już niebawem!

Choć daty owych premier są dokładnie nie znane (z zaufanych źródeł wiadomo mi, że będzie mały poślizg z niektórymi tytułami) to gracze już mogą zacierać ręce i szykować portfele. Poniżej zaprezentuje Wam pokrótce 7 gier, które dotychczas zostały zapowiedziane przez krainę planszówek.
Na pierwszy rzut oka pójdzie gra Tata Miś, hop z kry na krę!. Rodzinna gra, w której wcielamy się w tytułowego Tatę Misia i musimy przenieść nasze małe pociechy do mycia, jednak droga wiedzie przez krę. Gra typu push your luck, rodzinna, około półgodzinna.


Czeka nas również kolejna odsłona z serii pędzących zwierzaków. Po jeżach i żółwiach do boju staną również ślimaki. Kto wygra wyścig do sałaty? Komu uda się wyprzedzić swych rywali i wygrać upragniony wyścig? Już niebawem będziecie mogli się sprawdzić w Pędzące ślimaki!


Okej, było rodzinnie, przyjemnie, czas na małą potyczkę. Kraina Planszówek wyda kolejną grę z serii „Dobra gra w dobrej cenie” – Bitwa na morzu. Każdy z graczy stanie do walki, w której będzie się starał zdobyć cenne skarby. Będzie dużo walki i zatopień statków, także czekamy, czekamy!

Pamiętacie grę Duuuszki? Recenzowaliśmy jej drugą odsłonę (Duuuszki w kąpieli – do sprawdzenia TUTAJ) i nam się bardzo spodobała. Tym razem gra ma zostać wydana w wersji deluxe, w której dostaniemy dwa nowe przedmioty. Świetna gra, którą polecamy każdemu dużemu jak i mniejszemu graczowi, a dodatkowo teraz wydana w metalowym pudełku!

Następnym gorącym tytułem będzie Flying Kiwis, które w polskim wydaniu wystąpi jako Kiwi. Leć nielocie, leć!. Dobra zręcznościowa gra, w której gracze będą się starać trafić swoimi ptakami Kiwi, do specjalnego pudełka, a to wszystko za pomocą rampy! Dobra gra na przerwy w pracy czy rozgrzewkę przed innymi tytułami.


A na koniec zostawiłem sobie i Wam torcik, który bardzo nas cieszy. Gra Potwory w Nowym Jorku, zostanie wydana przez krainę planszówek już niebawem! Kontynuacja hitu Potwory w Tokio, wzbogacona o nowe elementy. Tym razem, jak to na potwory przystało, będzie mogli burzyć budynki, bronić się przed wojskiem i zdobywać chwałę. Zostały dodane nowe symbole na kostkach, nowe karty i całkiem nowa, większa plansza. Czekamy z niecierpliwością!


Każdy torcik powinien mieć jednak wisienkę. W tym przypadku będzie to zupełnie odmienna gra patrząc na inne tytuły z tego wydawnictwa. Otóż na ten rok zapowiedziane zostało również Zombie 15’. Figurkowa gra kooperacyjna, w której gracze mają 15 minut na rozegranie danego scenariusza. Koop z prawdziwego zdarzenia, zatem czekamy niecierpliwie!

Share:

22 lut 2016

Plansza okiem Muffina - #2 recenzja gry Metro 2033


Każdy z nas ma wizję jak będzie wyglądać koniec świata – czy to będzie wielki wybuch, choroba, meteoryt. Autor serii „Metro” również ją posiada – osadza post nuklearny świat w moskiewskim metrze. Czytelnicy doświadczają jak bohaterowie zmagają się z zagrożeniami, które niesie ze sobą postapokaliptyczny obraz stworzony przez Dimitrija Glukhovsky’ego. Razem z nimi wędrujemy przez tunele, docieramy na stacje i stawiamy czoła wyzwaniom – trudniejszym, łatwiejszym, acz na pewno wciągającym. Na podstawie serii książek powstały gry – komputerowa oraz planszowa, a o tej drugiej chciałabym nadmienić kilka słów.

Przeglądając listę gier dostępnych na różnych stronach internetowych, w dziale strategia widzimy „Metro 2033” – okładka przyciągająca wzrok, opis również niczego sobie – pierwszą myślą jest… Dlaczego by nie spróbować? Biorąc pod uwagę samo wykonanie gry, nie ma się do czego przyczepić, poza jednym małym niuansem. Karty i plansza są wykonane solidnie, gra na pewno będzie służyła przez wiele rund… jednakże podstawki pod bohaterów są niestety za ciasne. Przy każdej partii używane znaczniki bohaterów wgniatają się – prowadzi to do zniszczenia owego znacznika im częściej jest używany. W samym pudełku znajdujemy:

               •    Planszę
               •    6 kart frakcji
               •    6 kart bohaterów
               •    6 znaczników bohaterów wraz z podstawkami
               •    7 kart prawa
               •    36 kart zagrożeń (dwie talie, po 18 kart każda)
               •    30 kart sprzętu
               •    18 kart misji
               •    7 kart walki
               •    Żetony zasobów
               •    Żetony frakcji
               •    Znacznik pierwszego gracza
               •    Znacznik rundy
               •    6 nakładek na nieaktywne części planszy
               •    Instrukcję


Jak widzicie, w skład pudła nie wchodzą kostki – właściwie możemy zaplanować każdy swój manewr i generalnie losowość jest tutaj na bardzo niskim poziomie – żeby nie powiedzieć na żadnym. Pomimo kłód pod nogi, które rzuca nam „Metro 2033”, jesteśmy w stanie pilnować i mieć w ryzach całą rozgrywkę. Spokojnie można ułożyć sobie strategię, która finalnie może doprowadzić nas do zwycięstwa. Ale o co w tym tak naprawdę chodzi?

Poczynając od angielskiego zwrotu „The more the merrier” (Im więcej, tym weselej), który idealnie pasuje do „Metro 2033” chciałam tylko napomknąć, iż negatywna interakcja w tej grze jest elementem nieuniknionym, więc nawet największe ciapy takie jak ja muszą komuś zrobić nieprzyjemną niespodziankę. 

Runda składa się z pięciu faz – przesunięcia znacznika rundy, mobilizacji, akcji armii, akcji bohatera i zakończenia rundy. Tylko w dwóch z nich rzeczywiście można coś podziałać i pozdobywać – reszta to pozyskiwanie surowców, myślenie co kiedy zrobić i czy wystarczy grzybów czy naboi na kolejny ruch. Każda frakcja jest inna i każda z nich przynosi inne profity, tak jak i każdy bohater ma swoją cechę unikalną, która pomaga w uzyskaniu owego 10 punktu zwycięstwa.

Świetne jest to, iż do polskiego zestawu dodane są zaślepki, które ułatwiają rozgrywkę – nieaktywne części planszy należy zasłonić, aby nikt się nie pomylił i nie wszedł na obszar nieaktywny – sama plansza jest przepięknie wykonana, dla fanów serii „Metro” ta gramusi być niesamowitą gratką! Co więcej strategia, strategia i jeszcze raz strategia. Trzeba myśleć przy każdym jednym ruchu, ponieważ jeden mały błąd może zaważyć na całej rundzie, opóźnić czy nawet doprowadzić do przegranej. Jeżeli chodzi o negatywne aspekty pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy to stacje. One niby są opisane i po kilku partiach spokojnie się można na planszy odnaleźć, jednakże pierwsze dwie-trzy rozgrywki są katastrofalne patrząc właśnie przez pryzmat poruszania się – na które stacje można, na które nie a i które są bazowe.  „Metro 2033” może się wydać dla kogoś grą nudną – dlaczego? Ponieważ właściwie różnorodność akcji jest żadna. Cały czas powielamy schematy: zdobywamy, odrzucamy, walczymy, liczymy i w kółko – jeżeli ktoś nie lubi tego rodzaju rozrywki, to obawiam się, że Metro nie do końca przypadnie do gustu.

W mojej ocenie gra zasługuje na 8/10. Oprawa samej gry jest świetna, fajnie wprowadza w klimat oraz same zasady i mechanika jest łatwa – jednakże po kilkunastu turach może to męczyć i nudzić. Do której grupy graczy należysz? Uważam, że pozycja jest warta sprawdzenia – a co z Tobą? Podejmiesz wyzwanie i wcielisz się w bohatera biegającego po tunelach? 



Wolisz posłuchać o grze? Zapraszamy tutaj:




A może zastanawiasz się jak wygląda rozgrywka. Jeżeli tak to odpowiedź jest w tym filmie: 

Autor recenzji: Karolina Krukierek
Share:

Plansza okiem Muffina - #2 recenzja gry Metro 2033


Każdy z nas ma wizję jak będzie wyglądać koniec świata – czy to będzie wielki wybuch, choroba, meteoryt. Autor serii „Metro” również ją posiada – osadza post nuklearny świat w moskiewskim metrze. Czytelnicy doświadczają jak bohaterowie zmagają się z zagrożeniami, które niesie ze sobą postapokaliptyczny obraz stworzony przez Dimitrija Glukhovsky’ego. Razem z nimi wędrujemy przez tunele, docieramy na stacje i stawiamy czoła wyzwaniom – trudniejszym, łatwiejszym, acz na pewno wciągającym. Na podstawie serii książek powstały gry – komputerowa oraz planszowa, a o tej drugiej chciałabym nadmienić kilka słów.

Przeglądając listę gier dostępnych na różnych stronach internetowych, w dziale strategia widzimy „Metro 2033” – okładka przyciągająca wzrok, opis również niczego sobie – pierwszą myślą jest… Dlaczego by nie spróbować? Biorąc pod uwagę samo wykonanie gry, nie ma się do czego przyczepić, poza jednym małym niuansem. Karty i plansza są wykonane solidnie, gra na pewno będzie służyła przez wiele rund… jednakże podstawki pod bohaterów są niestety za ciasne. Przy każdej partii używane znaczniki bohaterów wgniatają się – prowadzi to do zniszczenia owego znacznika im częściej jest używany. W samym pudełku znajdujemy:

               •    Planszę
               •    6 kart frakcji
               •    6 kart bohaterów
               •    6 znaczników bohaterów wraz z podstawkami
               •    7 kart prawa
               •    36 kart zagrożeń (dwie talie, po 18 kart każda)
               •    30 kart sprzętu
               •    18 kart misji
               •    7 kart walki
               •    Żetony zasobów
               •    Żetony frakcji
               •    Znacznik pierwszego gracza
               •    Znacznik rundy
               •    6 nakładek na nieaktywne części planszy
               •    Instrukcję


Jak widzicie, w skład pudła nie wchodzą kostki – właściwie możemy zaplanować każdy swój manewr i generalnie losowość jest tutaj na bardzo niskim poziomie – żeby nie powiedzieć na żadnym. Pomimo kłód pod nogi, które rzuca nam „Metro 2033”, jesteśmy w stanie pilnować i mieć w ryzach całą rozgrywkę. Spokojnie można ułożyć sobie strategię, która finalnie może doprowadzić nas do zwycięstwa. Ale o co w tym tak naprawdę chodzi?

Poczynając od angielskiego zwrotu „The more the merrier” (Im więcej, tym weselej), który idealnie pasuje do „Metro 2033” chciałam tylko napomknąć, iż negatywna interakcja w tej grze jest elementem nieuniknionym, więc nawet największe ciapy takie jak ja muszą komuś zrobić nieprzyjemną niespodziankę. 

Runda składa się z pięciu faz – przesunięcia znacznika rundy, mobilizacji, akcji armii, akcji bohatera i zakończenia rundy. Tylko w dwóch z nich rzeczywiście można coś podziałać i pozdobywać – reszta to pozyskiwanie surowców, myślenie co kiedy zrobić i czy wystarczy grzybów czy naboi na kolejny ruch. Każda frakcja jest inna i każda z nich przynosi inne profity, tak jak i każdy bohater ma swoją cechę unikalną, która pomaga w uzyskaniu owego 10 punktu zwycięstwa.

Świetne jest to, iż do polskiego zestawu dodane są zaślepki, które ułatwiają rozgrywkę – nieaktywne części planszy należy zasłonić, aby nikt się nie pomylił i nie wszedł na obszar nieaktywny – sama plansza jest przepięknie wykonana, dla fanów serii „Metro” ta gramusi być niesamowitą gratką! Co więcej strategia, strategia i jeszcze raz strategia. Trzeba myśleć przy każdym jednym ruchu, ponieważ jeden mały błąd może zaważyć na całej rundzie, opóźnić czy nawet doprowadzić do przegranej. Jeżeli chodzi o negatywne aspekty pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy to stacje. One niby są opisane i po kilku partiach spokojnie się można na planszy odnaleźć, jednakże pierwsze dwie-trzy rozgrywki są katastrofalne patrząc właśnie przez pryzmat poruszania się – na które stacje można, na które nie a i które są bazowe.  „Metro 2033” może się wydać dla kogoś grą nudną – dlaczego? Ponieważ właściwie różnorodność akcji jest żadna. Cały czas powielamy schematy: zdobywamy, odrzucamy, walczymy, liczymy i w kółko – jeżeli ktoś nie lubi tego rodzaju rozrywki, to obawiam się, że Metro nie do końca przypadnie do gustu.

W mojej ocenie gra zasługuje na 8/10. Oprawa samej gry jest świetna, fajnie wprowadza w klimat oraz same zasady i mechanika jest łatwa – jednakże po kilkunastu turach może to męczyć i nudzić. Do której grupy graczy należysz? Uważam, że pozycja jest warta sprawdzenia – a co z Tobą? Podejmiesz wyzwanie i wcielisz się w bohatera biegającego po tunelach? 



Wolisz posłuchać o grze? Zapraszamy tutaj:




A może zastanawiasz się jak wygląda rozgrywka. Jeżeli tak to odpowiedź jest w tym filmie: 

Autor recenzji: Karolina Krukierek
Share:

21 lut 2016

Powrót do dzieciństwa - recenzja produktów Edipresse Książki

Współpraca z Edipresse Książki dostarczyła mi wielkich wspomnień z dzieciństwa. Otrzymałem od nich 3 produkty – grę memory zwierzęta oraz dwa komplety puzzli. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt oprawy tychże tytułów, gdyż w przypadku memory za obrazki posłużyły zdjęcia wybitnego polskiego fotografa Jacka Boneckiego, a w puzzlach zobaczymy fotki zrobione przez znaną podróżniczkę – Beatę Pawlikowską.

Nie samymi  planszówkami człowiek żyje, więc tym razem postanowiłem Wam zrecenzować te 3 produkty, które (tak jak planszówki) świetnie sprawdzają się jako domowa rozrywka. Do tego zawierają element edukacyjny. Kto z nas nie grał w memory w dzieciństwie? Chyba nie ma takiej osoby. Połączenie tej klasycznej już gry edukacyjnej z świetnymi zdjęciami Jacka Bonieckiego, sprawia że bardzo chętnie sięga się po to właśnie wydanie. Trzeba również zaznaczyć, że nazwy zwierząt są w języku polskim jak i angielskim co sprawia, że dzieci przy tym mogą również uczyć się angielskich nazw zwierzaków.

Jeżeli chodzi o puzzle ze zdjęciami Beaty Pawlikowskiej to dostałem dwa komplety: Japonia – śnieżne małpy w Jigokudani oraz Peru – Andyjskie lamy w wełnianych czapeczkach. Obydwa są złożone z 60 elementów. Choć to nie dużo to świetnie sprawdzają się dla dzieciaków, a potem do ozdobienia ściany w pokoju. Zdjęcia są wręcz rewelacyjne, co znacznie przyciąga uwagę.

Wykonanie zarówno puzzli jak i memory jest dobre. Gra nie zetrze się, a puzzle nie powyginają zbyt szybko, a żywotność takich produktów, szczególnie przy dzieciach, to bardzo ważny aspekt. Bardzo fajną sprawą jest również dołączony kod QR, po zeskanowaniu którego możemy pooglądać jeszcze więcej wspaniałych zdjęć.

Ciężko mi podsumować takie właśnie produkty, ale najwyższa pora to zrobić. Memory bardzo fajne, klasyka gatunku, a wykonanie produktu jak i dołączone zdjęcia robią z tego bardzo ciekawy tytuł. Szczególnie polecam rodzicom, którzy szukają dla dzieciaków prostej gry edukacyjnej. Jeżeli chodzi o puzzle to super zdjęcia, fajna ozdoba na ścianę, więc jak ktoś szuka czegoś innego niż zwykłe obrazki czy wydrukowane zdjęcia to polecam jak najbardziej!

Za przekazanie materiałów do recenzji dziękuję serdecznie: 
http://edipresse.pl/

Share:

Powrót do dzieciństwa - recenzja produktów Edipresse Książki

Współpraca z Edipresse Książki dostarczyła mi wielkich wspomnień z dzieciństwa. Otrzymałem od nich 3 produkty – grę memory zwierzęta oraz dwa komplety puzzli. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt oprawy tychże tytułów, gdyż w przypadku memory za obrazki posłużyły zdjęcia wybitnego polskiego fotografa Jacka Boneckiego, a w puzzlach zobaczymy fotki zrobione przez znaną podróżniczkę – Beatę Pawlikowską.

Nie samymi  planszówkami człowiek żyje, więc tym razem postanowiłem Wam zrecenzować te 3 produkty, które (tak jak planszówki) świetnie sprawdzają się jako domowa rozrywka. Do tego zawierają element edukacyjny. Kto z nas nie grał w memory w dzieciństwie? Chyba nie ma takiej osoby. Połączenie tej klasycznej już gry edukacyjnej z świetnymi zdjęciami Jacka Bonieckiego, sprawia że bardzo chętnie sięga się po to właśnie wydanie. Trzeba również zaznaczyć, że nazwy zwierząt są w języku polskim jak i angielskim co sprawia, że dzieci przy tym mogą również uczyć się angielskich nazw zwierzaków.

Jeżeli chodzi o puzzle ze zdjęciami Beaty Pawlikowskiej to dostałem dwa komplety: Japonia – śnieżne małpy w Jigokudani oraz Peru – Andyjskie lamy w wełnianych czapeczkach. Obydwa są złożone z 60 elementów. Choć to nie dużo to świetnie sprawdzają się dla dzieciaków, a potem do ozdobienia ściany w pokoju. Zdjęcia są wręcz rewelacyjne, co znacznie przyciąga uwagę.

Wykonanie zarówno puzzli jak i memory jest dobre. Gra nie zetrze się, a puzzle nie powyginają zbyt szybko, a żywotność takich produktów, szczególnie przy dzieciach, to bardzo ważny aspekt. Bardzo fajną sprawą jest również dołączony kod QR, po zeskanowaniu którego możemy pooglądać jeszcze więcej wspaniałych zdjęć.

Ciężko mi podsumować takie właśnie produkty, ale najwyższa pora to zrobić. Memory bardzo fajne, klasyka gatunku, a wykonanie produktu jak i dołączone zdjęcia robią z tego bardzo ciekawy tytuł. Szczególnie polecam rodzicom, którzy szukają dla dzieciaków prostej gry edukacyjnej. Jeżeli chodzi o puzzle to super zdjęcia, fajna ozdoba na ścianę, więc jak ktoś szuka czegoś innego niż zwykłe obrazki czy wydrukowane zdjęcia to polecam jak najbardziej!

Za przekazanie materiałów do recenzji dziękuję serdecznie: 
http://edipresse.pl/

Share:

20 lut 2016

Zbierasz czy osłaniasz? - recenzja gry Kamienie w Kieszenie

Jeżeli poszukujecie dobrej, prostej gry planszowej dla całej rodziny to dobrze trafiliście. Dziś chciałbym Wam zaprezentować tytuł od wydawnictwa Rebel.pl, w którym liczy się umiejętność przewidywania ruchów przeciwnika, ale i też umiejętność blefowania. Mowa o szybkiej grze Kamienie w kieszenie.

Kamienie w kieszenie to rodzinny tytuł, w którym będziemy mieli okazje wykazać się sprytem i postaramy się zdobyć bardzo wartościowe kamienie. Bardzo kolorowe pudełko przyciąga uwagę, a gdy je otworzymy to staje się jeszcze bardziej ciekawie. W środku znajdziemy 6 płytek postaci, 5 płytek grzybów, instrukcje, ładną materiałową sakiewkę i piękne kamienie życia. Każdy element wykonany solidnie, kolorowo i klimatycznie.

Na pudełku w skrócie przedstawiono zasady gry, które brzmią „wskazuj, chwytaj, wygrywaj”.  Na tym właśnie będą skupiać się gracze. Reguły są banalne do zrozumienia. Na stole leża płytki grzybów na które systematycznie dokładamy kamienie życia. Gracze wspólnie odliczają na głos do  3 i wskazują płytkę grzyba. Jeżeli tylko jeden gracz wskazał daną płytkę to zgarnia klejnoty i układa na płytce postaci. Jeśli jednak wskazało ją więcej osób – wszyscy odchodzą z niczym. Są jeszcze dodatkowo dwie możliwości wskazywania: można wybrać na swój cel płytkę przeciwnika i spróbować mu ukraść klejnoty lub można zasłonić ręką swoją płytkę i przenieść swoje klejnoty do banku (odkładamy obok i nikt już nam ich nie zabierze).  Jeżeli wybraliśmy drugą opcję to odwracamy płytkę postaci i musi przeczekać jedną kolejkę. Za każdą kombinacje 3 kolorów (żółty, niebieski, czerwony) dostajemy 5 punktów, za każdy biały kamień 2 punkty i za każdy niezwiązany w kombinacje – 1 punkt. Osoba z największą ilością punktów na koniec gry wygrywa.

Jak sami widzicie  zasady są banalnie proste. Gra wywołuje dużo śmiechu i jest świetną opcją na odpoczynek od myślenia i kombinowania. Gra stworzona do zabawy, bez większego planowania. Liczy się spostrzegawczość i kombinowanie, gdyż nie jest zabronione rozmawiać o tym jaki grzyb się wskaże w następnej turze, ale nikt nie każe dotrzymywać słowa…

Gra jest świetna dla graczy w każdym wieku i zdecydowanie dobrze się gra w podanym zakresie (3-6) graczy. Przy trzech osobach jest mniej chaotycznie, ale nadal bardzo zabawnie, jednak przy 6 to jest straszny mętlik i to jest w tym wszystkim najlepsze. Najpierw mamy wrażenie, że zebraliśmy świetne kamienie i będzie super komplet, a za chwile się okazuje, że jednak straciliśmy kamienie z własnej płytki.

Jest to zdecydowanie tytuł rodzinny, w którym każdy może wygrać. Starzy wyjadacze planszówkowi mogą przegrać z osobami, które pierwszy raz grają w cokolwiek. Maluchy mogą pokonać swoje rodzeństwo czy rodziców. Czy są jakieś minusy? My nie dostrzegliśmy, aczkolwiek niektórym może nie podejść jakaś wersja negatywnej interakcji. Jeśli szukacie tytułu, w który zagracie w leniwe popołudnie, a nie lubicie się nagłówkować przy grach to Kamienie w kieszenie będzie bardzo dobrym wyborem. Do tego polecam wszystkim, którzy szukają gry na małe domówki oraz oczywiście wszystkim rodzicom, którzy szukają gry łączącej pokolenia.

I.
Klimat
4/6
II.
Złożoność
5/6
III.
Oprawa graficzna
5/6
IV.
Wykonanie elementów
5/6
V.
Grywalność na 2 graczy
-
VI.
Grywalność na więcej osób
5/6

Ocena Końcowa: 4,8


Nazwa: Kamienie w kieszenie

Wydawca: Rebel.pl

Wydanie: pierwsze
Rok: 2016

Sugerowana cena: 89,95 zł

Ocena: 4,8/6

Za przekazanie gry do recenzji dziękuję wydawnictwu Rebel.pl:
www.rebel.pl
Share:

My na Facebooku

Labels

Blog Archive