27 cze 2016

Wyniki konkursu z G3!

Konkurs współorganizowany z wydawnictwem G3 dobiegł końca. Przesłaliście nam sporo prac i mieliśmy duży problem z wyborem, jednak musieliśmy się na coś zdecydować. Wśród nadesłanych prac trafialiśmy na wiersze, rysunki, fotografie i inne prace graficzne. 

Zwycięzcy konkursu wykazali się swoją wielką kreatywnością i pomysłowością. Wybraliśmy dwie prace tekstowo zdjęciowe, które nas najbardziej urzekły.

Na pytanie pierwsze czyli o planszówkowy Torcik, najlepiej odpowiedział użytkownik o pseudonimie "GGRR", który nadesłał nam pracę: Przepis na planszówkowy Torcik.

Zwycięska odpowiedź na pytanie drugie, czyli o planszówkowy prezencik, nadesłana została w formie prezentacji, a jej autorem jet wazka. Sprawdźcie tutaj jej prace: Prezencik.

Dodatkowo chciałbym wspomnieć o pewnym klubie planszówkowym, do którego należą dzieciaki. Dostaliśmy od nich sporo prac, a wiek uczestników nas zadziwił, bo do klubu należą dzieci od 6 roku życia! Za to wielkie zaangażowanie i urocze prace chcieliśmy, wraz z G3, przekazać dodatkową nagrodę dla całego klubu - grę Torcik. Więcej o inicjatywie i samym klubie znajdziecie na stronie www.skama.net

Serdecznie gratulujemy zwycięzcom oraz dziękujemy sponsorom i zachęcamy do dalszego zaglądania na naszą stronę!

Share:

Wyniki konkursu z G3!

Konkurs współorganizowany z wydawnictwem G3 dobiegł końca. Przesłaliście nam sporo prac i mieliśmy duży problem z wyborem, jednak musieliśmy się na coś zdecydować. Wśród nadesłanych prac trafialiśmy na wiersze, rysunki, fotografie i inne prace graficzne. 

Zwycięzcy konkursu wykazali się swoją wielką kreatywnością i pomysłowością. Wybraliśmy dwie prace tekstowo zdjęciowe, które nas najbardziej urzekły.

Na pytanie pierwsze czyli o planszówkowy Torcik, najlepiej odpowiedział użytkownik o pseudonimie "GGRR", który nadesłał nam pracę: Przepis na planszówkowy Torcik.

Zwycięska odpowiedź na pytanie drugie, czyli o planszówkowy prezencik, nadesłana została w formie prezentacji, a jej autorem jet wazka. Sprawdźcie tutaj jej prace: Prezencik.

Dodatkowo chciałbym wspomnieć o pewnym klubie planszówkowym, do którego należą dzieciaki. Dostaliśmy od nich sporo prac, a wiek uczestników nas zadziwił, bo do klubu należą dzieci od 6 roku życia! Za to wielkie zaangażowanie i urocze prace chcieliśmy, wraz z G3, przekazać dodatkową nagrodę dla całego klubu - grę Torcik. Więcej o inicjatywie i samym klubie znajdziecie na stronie www.skama.net

Serdecznie gratulujemy zwycięzcom oraz dziękujemy sponsorom i zachęcamy do dalszego zaglądania na naszą stronę!

Share:

25 cze 2016

Stwórz swój Torcik - recenzja gry Torcik

Każdy z nas lubi zjeść coś dobrego, a jeszcze lepiej jak sami to sobie przyrządzimy. Najważniejsze, aby cieszyć zarówno oko jak i kubki smakowe. Najlepszego do tego, naszym zdaniem, są torty i inne torciki. I tak o to przechodzimy do gry wydawnictwa G3 – Torcik, który z pieczeniem ma nie wiele wspólnego, ale za to nasze odczucia wzrokowe będą bardzo zadowolone.

Torcik to gra dla dzieci, w której przyjdzie nam zbierać karty, by móc wypiec torcik. Ostatni z graczy, który się zorientuje co się dzieje, zostanie naznaczony, znaczy przyozdobiony czerwonymi gwiazdkami! Tak, tak! Fajna gra dla dzieciaków, sprawiająca wiele radości.

W małym, kolorowym pudełku znajdziemy 30 kart, płytkę z tortem oraz pisak – stempel. Zarówno karty jak i żeton wykonane są bardzo kolorowo, solidnie i nie strach dać je dzieciom. Stempel również jest bardzo trwały, nie wysycha tak szybko, a dodatkowo jest łatwo zmywalny.

Zasady gry? Banalnie proste! Każdy z graczy ma pięć kart na ręce. W tym samym czasie, gracze będą przekazywać sobie jedną kartę z ręki. Gdy któremuś z graczy uda się ułożyć pięć kart w tym samym kolorze to uderza w płytkę z torcikiem. Ostatni, który to zrobił zostaje ostemplowany (raz!) przez zwycięzcę rundy i rozdajemy karty od nowa. Gra kończy się, gdy któryś z graczy otrzyma piątą pieczątkę, a wygrywa gracz mający ich najmniej.

Szybka, fajna gra dla dzieci. Takimi słowami określiłbym Torcik. Nie posiada on jakiejś nowej mechaniki, nie wprowadza niczego z efektem „wow”, a mimo to sprawia dużą radość dzieciakom, daje pewien zakres wyboru i ćwiczy refleks. A stempel? Fajna alternatywa żetonów punktacji, które mogły tu spokojnie zastąpić pieczątki.

Jest to gra zdecydowanie dla dzieci. Wydawca oznaczył, że gra jest od piątego roku życia i jak najbardziej się z tym zgadzamy. Przy pierwszych partiach z pociechami będziemy im podpowiadać, ale potem już spokojnie poradzą sobie same.

Czy gra ma jakieś wady? Nie wiemy czy będzie to dobra gra na dłużej. Jedna sprawa to stempel – choć trwały to kiedyś się skończy. Inna sprawa, że gra jest niewymagająca, więc może szybko nudzić dzieciaki, które będą szukały czegoś dłuższego. Oczywiście mówię tutaj o tych, które już zaczęły swą przygodę z planszą. Jako gra, która ma zachęcić dzieciaki do rozrywki przy stole to Torcikjest jak najbardziej grą bardzo dobrą.


Super wykonanie, kolorowe karty i trwałość to zdecydowanie plusy tego tytułu. Prosta mechanika, która nie zniechęci dzieciaków również działa pozytywnie na Torcik. Polecamy tę grę rodzicom, którzy szukają ciekawego tytułu, który zachęci dzieciaki do poszukiwania kreatywnych zajęć i gier, bo Torcik jak najbardziej do takowych należy.


Nazwa: Torcik

Wydawca: G3 

Wydanie: pierwsze

Rok: 2016

Sugerowana cena: 35 zł 
Za dostarczenie gry dziękuję wydawnictwu G3.
www.g3poland.com
Share:

Stwórz swój Torcik - recenzja gry Torcik

Każdy z nas lubi zjeść coś dobrego, a jeszcze lepiej jak sami to sobie przyrządzimy. Najważniejsze, aby cieszyć zarówno oko jak i kubki smakowe. Najlepszego do tego, naszym zdaniem, są torty i inne torciki. I tak o to przechodzimy do gry wydawnictwa G3 – Torcik, który z pieczeniem ma nie wiele wspólnego, ale za to nasze odczucia wzrokowe będą bardzo zadowolone.

Torcik to gra dla dzieci, w której przyjdzie nam zbierać karty, by móc wypiec torcik. Ostatni z graczy, który się zorientuje co się dzieje, zostanie naznaczony, znaczy przyozdobiony czerwonymi gwiazdkami! Tak, tak! Fajna gra dla dzieciaków, sprawiająca wiele radości.

W małym, kolorowym pudełku znajdziemy 30 kart, płytkę z tortem oraz pisak – stempel. Zarówno karty jak i żeton wykonane są bardzo kolorowo, solidnie i nie strach dać je dzieciom. Stempel również jest bardzo trwały, nie wysycha tak szybko, a dodatkowo jest łatwo zmywalny.

Zasady gry? Banalnie proste! Każdy z graczy ma pięć kart na ręce. W tym samym czasie, gracze będą przekazywać sobie jedną kartę z ręki. Gdy któremuś z graczy uda się ułożyć pięć kart w tym samym kolorze to uderza w płytkę z torcikiem. Ostatni, który to zrobił zostaje ostemplowany (raz!) przez zwycięzcę rundy i rozdajemy karty od nowa. Gra kończy się, gdy któryś z graczy otrzyma piątą pieczątkę, a wygrywa gracz mający ich najmniej.

Szybka, fajna gra dla dzieci. Takimi słowami określiłbym Torcik. Nie posiada on jakiejś nowej mechaniki, nie wprowadza niczego z efektem „wow”, a mimo to sprawia dużą radość dzieciakom, daje pewien zakres wyboru i ćwiczy refleks. A stempel? Fajna alternatywa żetonów punktacji, które mogły tu spokojnie zastąpić pieczątki.

Jest to gra zdecydowanie dla dzieci. Wydawca oznaczył, że gra jest od piątego roku życia i jak najbardziej się z tym zgadzamy. Przy pierwszych partiach z pociechami będziemy im podpowiadać, ale potem już spokojnie poradzą sobie same.

Czy gra ma jakieś wady? Nie wiemy czy będzie to dobra gra na dłużej. Jedna sprawa to stempel – choć trwały to kiedyś się skończy. Inna sprawa, że gra jest niewymagająca, więc może szybko nudzić dzieciaki, które będą szukały czegoś dłuższego. Oczywiście mówię tutaj o tych, które już zaczęły swą przygodę z planszą. Jako gra, która ma zachęcić dzieciaki do rozrywki przy stole to Torcik jest jak najbardziej grą bardzo dobrą.


Super wykonanie, kolorowe karty i trwałość to zdecydowanie plusy tego tytułu. Prosta mechanika, która nie zniechęci dzieciaków również działa pozytywnie na Torcik. Polecamy tę grę rodzicom, którzy szukają ciekawego tytułu, który zachęci dzieciaki do poszukiwania kreatywnych zajęć i gier, bo Torcik jak najbardziej do takowych należy.


Nazwa: Torcik

Wydawca: G3 

Wydanie: pierwsze

Rok: 2016

Sugerowana cena: 35 zł 
Za dostarczenie gry dziękuję wydawnictwu G3.
www.g3poland.com
Share:

23 cze 2016

Narzuć swoje Tempo! - recenzja gry Tempo

„W ogrodzie na P… Ppppparasolka!, teraz na s… ssssosna!, teraz na Z.. Zzzz. STOP!” – z jakiej gry to cytat? Oczywiście z nowości od Granny czyli z gry Tempo.Gra na myślenie, wyczucie czasu i niezłą wiedzę. O co chodzi dokładniej? Czytajcie dalej!
Tempo to rodzinna gra słowna, w której przyjdzie nam wysilić swe szare komórki, ale nie tylko w doborze słów, ale również w wyczuciu czasu. Gra zawiera wariant prosty i trudny oraz dodatkowe karty Junior. Planszę też można rozkładać na różne sposoby, ale o tym poniżej.
Standardowo już przedstawię Wam zawartość pudła. Dużego pudła, które mogłoby zdecydowanie być mniejsze, ale o tym potem. Pod wiekiem znajdziemy: dwustronna planszę złożona z 3 elementów (można ułożyć na wiele różnych wariantów), 12 drewnianych pionków (6 kompletów po dwa), 180 kart, klepsydrę z zasłonką i instrukcję.

Reguły gry są banalnie proste i łatwe do ogarnięcia. Ustawiamy swoje pionki na linii startu i wybieramy gracza rozpoczynającego. Przed naszymi pionkami (mamy dwa – kwadratowy i okrągły) znajdują się kolejne litery, a które możemy przeskakiwać w określony sposób (nie zawsze da się iść na wszystkie pola). Na początku tury gracz pociąga kartę kategorii i ją czyta. Na karcie znajdują się dwa typy: zielony – wariant łatwiejszy i czerwony – wariant trudniejszy (wariant gry wybieramy zawsze przed jej rozpoczęciem). Po odwróceniu przez gracz karty, gracz siedzący po jego lewej stronie odwraca klepsydrę. Od tej chwili aktywny gracz ma 30 sekund na wymyślenie jak najwięcej wyrazów należących do przeczytanie kategorii. Za każdy wyraz na daną literę, gracz przeskakuje swoim pionkiem okrągłym.
Gdzie jest haczyk w tej grze? Otóż to nie jest zwykłe 30 sekund po upłynięciu których przesuwamy swój pionek. Naszym zadaniem jest samemu powiedzieć stop. Wtedy gracz posiadający klepsydrę podnosi zasłonkę i zapada werdykt – jeśli czas jeszcze się przesypuje to zgadujący przesuwa swój pionek kwadratowy w miejsce w którym stanął swym drugim pionem. Jeśli natomiast czas upłynął – okrągły pion wraca do kwadratowego i w następnej turze zaczynamy z tego samego miejsca. Wygrywa gracz, którego pionki przejdą przez metę jako pierwsze (pozostali gracze dokańczają swoje tury tak, aby każdy zagrał tyle samo i w przypadku, gdy dwóch graczy przeszło metę, sprawdzamy który pionek jest dalej).

Jak sami widzicie zasady gry są proste. My je zrozumieliśmy po pobieżnym przeczytaniu instrukcji, wytłumaczyliśmy pozostałym w minutę i tyle. A zabawa? Nie mała. Czasem człowiek tak się zablokuje, że aż mu się śmiać chce. Czasem też zdarza się, że dojdziemy już naprawdę daleko, a tu się okazuje, ze skończył nam się czas.

Bardzo fajnym rozwiązaniem są karty dla juniorów. Zawierają one proste, czytelne kategorie, w których dzieci będą miały o wiele łatwiej. Grając z maluchami układamy dwa stosy kategorii – jeden dla dorosłych, drugi dla dzieci. Ten dziecięcy stosik jest prostszy, więc raczej nie dojdzie do sytuacji, że dzieciaki będą miały duży problem. Dodatkowo twórcy sugerują, że w przypadku problemów u dzieci z wymyśleniem słów, należy dać im więcej czasu, np. 60 sekund – dwukrotne odwrócenie klepsydry.

Chciałbym wspomnieć też o minusie, o którym napisałem na początku. Duże pudło. Skoro twórcy zdecydowali się na rozkładaną planszę (rozkłada się na 3 odrębne elementy) to spokojnie pudło mogłoby być o połowę mniejsze. Choć mamy 180 kart to są one małe, więc tutaj też nie rozumiem po co nam pudło, które w dużej mierze wypełnione jest kartonem. W zasadzie tylko tyle mam do zarzucenia tej grze.

Przejdźmy jednak do tych pozytywnych rzeczy. Przede wszystkim zabawa. Mimo, że jest to gra rywalizacyjna to w dużej mierze rywalizujemy sami ze sobą, a to sprawia, że dobrze się bawimy. Wymyślanie słów, sprawdzanie swojego wyczucia czasu, jednocześnie kibicowanie innym – te wszystkie aspekty zawiera ta gra i to bardzo nam się w niej podoba.

Drugą sprawą są walory edukacyjne i to nie tylko dla dzieci. Często bywa tak, że nawet po skończeniu już swojej tury, siedzimy i myślimy co mogliśmy powiedzieć w danej kategorii. Albo wymyślanie po cichu haseł, które mógłby powiedzieć aktywny gracz. Dodatkowo dzieciaki bardzo poszerzają swoją wiedzę, przez wymyślanie wyrazów, ale również przez podsłuchiwanie (i dopytywanie o znaczenie) wyrażeń rzucanych przez dorosłych w danych kategoriach. Mogę Was zapewnić, że dzieciaki czasem sobie lepiej radzą niż dorośli i nie raz Was w tej grze zaskoczą.

A na koniec wykonanie. Pomijając to duże pudło, którego nie możemy przeboleć (gra fajnie sprawdzałaby się na wyjazdy…), to wykonanie stoi na dobrym poziomie. Drewniana plansza jest trwała, drewniane pionki fajnie się wkomponują w ten tytuł, a karty są czytelne i dobrej jakości. Do tego wszystko jest bardzo kolorowe co bardzo przyciąga wzrok.

Podsumowując – Tempo to bardzo udana gra rodzinna, która będzie świetnie pasować do graczy w każdym wieku. Dodatkowo można grać w tzw. mieszanym składzie, co bardzo pozytywnie wpłynęło na nasz odbiór tego tytuły. Polecam tę grę wszystkim, którzy poszukują gier z walorami edukacyjnymi. Nauka przez zabawę to zawsze bardzo dobre połączenie, a tutaj dzieci się tak szybko nie znudzą. A dorośli? Dla nich to też nie lada wyzwanie, więc polecam tę grę każdemu kto lubi słowne wyzwania!


I.
Klimat
5/6
II.
Złożoność
5/6
III.
Oprawa graficzna
4,5/6
IV.
Wykonanie elementów
5/6
V.
Grywalność na 2 graczy
4,5/6
VI.
Grywalność na więcej osób
5/6

Ocena Końcowa: 4,83


Nazwa: Tempo

Wydawca: Granna

Wydanie: pierwsze
Rok: 2016

Sugerowana cena: 69,95zł

Ocena: 4,83/6
Za grę dziękuję wydawnictwu Granna

Share:

Narzuć swoje Tempo! - recenzja gry Tempo

„W ogrodzie na P… Ppppparasolka!, teraz na s… ssssosna!, teraz na Z.. Zzzz. STOP!” – z jakiej gry to cytat? Oczywiście z nowości od Granny czyli z gry Tempo. Gra na myślenie, wyczucie czasu i niezłą wiedzę. O co chodzi dokładniej? Czytajcie dalej!
Tempo to rodzinna gra słowna, w której przyjdzie nam wysilić swe szare komórki, ale nie tylko w doborze słów, ale również w wyczuciu czasu. Gra zawiera wariant prosty i trudny oraz dodatkowe karty Junior. Planszę też można rozkładać na różne sposoby, ale o tym poniżej.
Standardowo już przedstawię Wam zawartość pudła. Dużego pudła, które mogłoby zdecydowanie być mniejsze, ale o tym potem. Pod wiekiem znajdziemy: dwustronna planszę złożona z 3 elementów (można ułożyć na wiele różnych wariantów), 12 drewnianych pionków (6 kompletów po dwa), 180 kart, klepsydrę z zasłonką i instrukcję.

Reguły gry są banalnie proste i łatwe do ogarnięcia. Ustawiamy swoje pionki na linii startu i wybieramy gracza rozpoczynającego. Przed naszymi pionkami (mamy dwa – kwadratowy i okrągły) znajdują się kolejne litery, a które możemy przeskakiwać w określony sposób (nie zawsze da się iść na wszystkie pola). Na początku tury gracz pociąga kartę kategorii i ją czyta. Na karcie znajdują się dwa typy: zielony – wariant łatwiejszy i czerwony – wariant trudniejszy (wariant gry wybieramy zawsze przed jej rozpoczęciem). Po odwróceniu przez gracz karty, gracz siedzący po jego lewej stronie odwraca klepsydrę. Od tej chwili aktywny gracz ma 30 sekund na wymyślenie jak najwięcej wyrazów należących do przeczytanie kategorii. Za każdy wyraz na daną literę, gracz przeskakuje swoim pionkiem okrągłym.
Gdzie jest haczyk w tej grze? Otóż to nie jest zwykłe 30 sekund po upłynięciu których przesuwamy swój pionek. Naszym zadaniem jest samemu powiedzieć stop. Wtedy gracz posiadający klepsydrę podnosi zasłonkę i zapada werdykt – jeśli czas jeszcze się przesypuje to zgadujący przesuwa swój pionek kwadratowy w miejsce w którym stanął swym drugim pionem. Jeśli natomiast czas upłynął – okrągły pion wraca do kwadratowego i w następnej turze zaczynamy z tego samego miejsca. Wygrywa gracz, którego pionki przejdą przez metę jako pierwsze (pozostali gracze dokańczają swoje tury tak, aby każdy zagrał tyle samo i w przypadku, gdy dwóch graczy przeszło metę, sprawdzamy który pionek jest dalej).

Jak sami widzicie zasady gry są proste. My je zrozumieliśmy po pobieżnym przeczytaniu instrukcji, wytłumaczyliśmy pozostałym w minutę i tyle. A zabawa? Nie mała. Czasem człowiek tak się zablokuje, że aż mu się śmiać chce. Czasem też zdarza się, że dojdziemy już naprawdę daleko, a tu się okazuje, ze skończył nam się czas.

Bardzo fajnym rozwiązaniem są karty dla juniorów. Zawierają one proste, czytelne kategorie, w których dzieci będą miały o wiele łatwiej. Grając z maluchami układamy dwa stosy kategorii – jeden dla dorosłych, drugi dla dzieci. Ten dziecięcy stosik jest prostszy, więc raczej nie dojdzie do sytuacji, że dzieciaki będą miały duży problem. Dodatkowo twórcy sugerują, że w przypadku problemów u dzieci z wymyśleniem słów, należy dać im więcej czasu, np. 60 sekund – dwukrotne odwrócenie klepsydry.

Chciałbym wspomnieć też o minusie, o którym napisałem na początku. Duże pudło. Skoro twórcy zdecydowali się na rozkładaną planszę (rozkłada się na 3 odrębne elementy) to spokojnie pudło mogłoby być o połowę mniejsze. Choć mamy 180 kart to są one małe, więc tutaj też nie rozumiem po co nam pudło, które w dużej mierze wypełnione jest kartonem. W zasadzie tylko tyle mam do zarzucenia tej grze.

Przejdźmy jednak do tych pozytywnych rzeczy. Przede wszystkim zabawa. Mimo, że jest to gra rywalizacyjna to w dużej mierze rywalizujemy sami ze sobą, a to sprawia, że dobrze się bawimy. Wymyślanie słów, sprawdzanie swojego wyczucia czasu, jednocześnie kibicowanie innym – te wszystkie aspekty zawiera ta gra i to bardzo nam się w niej podoba.

Drugą sprawą są walory edukacyjne i to nie tylko dla dzieci. Często bywa tak, że nawet po skończeniu już swojej tury, siedzimy i myślimy co mogliśmy powiedzieć w danej kategorii. Albo wymyślanie po cichu haseł, które mógłby powiedzieć aktywny gracz. Dodatkowo dzieciaki bardzo poszerzają swoją wiedzę, przez wymyślanie wyrazów, ale również przez podsłuchiwanie (i dopytywanie o znaczenie) wyrażeń rzucanych przez dorosłych w danych kategoriach. Mogę Was zapewnić, że dzieciaki czasem sobie lepiej radzą niż dorośli i nie raz Was w tej grze zaskoczą.

A na koniec wykonanie. Pomijając to duże pudło, którego nie możemy przeboleć (gra fajnie sprawdzałaby się na wyjazdy…), to wykonanie stoi na dobrym poziomie. Drewniana plansza jest trwała, drewniane pionki fajnie się wkomponują w ten tytuł, a karty są czytelne i dobrej jakości. Do tego wszystko jest bardzo kolorowe co bardzo przyciąga wzrok.

Podsumowując – Tempo to bardzo udana gra rodzinna, która będzie świetnie pasować do graczy w każdym wieku. Dodatkowo można grać w tzw. mieszanym składzie, co bardzo pozytywnie wpłynęło na nasz odbiór tego tytuły. Polecam tę grę wszystkim, którzy poszukują gier z walorami edukacyjnymi. Nauka przez zabawę to zawsze bardzo dobre połączenie, a tutaj dzieci się tak szybko nie znudzą. A dorośli? Dla nich to też nie lada wyzwanie, więc polecam tę grę każdemu kto lubi słowne wyzwania!


I.
Klimat
5/6
II.
Złożoność
5/6
III.
Oprawa graficzna
4,5/6
IV.
Wykonanie elementów
5/6
V.
Grywalność na 2 graczy
4,5/6
VI.
Grywalność na więcej osób
5/6

Ocena Końcowa: 4,83


Nazwa: Tempo

Wydawca: Granna

Wydanie: pierwsze
Rok: 2016

Sugerowana cena: 69,95zł

Ocena: 4,83/6
Za grę dziękuję wydawnictwu Granna

Share:

22 cze 2016

Plansza okiem Muffina - #18 Recenzja gry O mój Zboże!

O mój boże! O mój… zboże? J

Przedstawiam Wam moi mili jedną z nowszych produkcji wydawnictwa Lacerta „O mój zboże” – grę, która świetnie wpisuje się w kanion mini euro gier, którą możemy schować do kieszonki i wziąć ze sobą właściwie wszędzie. Zdecydowanym atrybutem tej gry jest właśnie jej wielkość – malutkie pudełko pozwala nam na transport w torebce – dzięki czemu my, kobiety nie mamy powodu do narzekania, że ciężko, że nieporęcznie i że w ogóle źle – a, że wszyscy wiedzą , iż damska torebka jest baaardzo pojemna; lubi być więc wykorzystywana choć troszku do przenoszenia różnego rodzaju produktów.

Oczywiście o damskich torebkach więcej wspominać nie będę, aczkolwiek chciałabym się skupić na właśnie zbożowej karciance. Muszę pochwalić za przetłumaczenie tytułu – jestem anglistką, więc nie mogłabym nie docenić tłumacza, który „O my goods” (przyp. God – Bóg) sprytnie zamienił w „O mój zboże”. W tym niepozornym opakowaniu znajdujemy bardzo dobrze zredagowaną instrukcję oraz 110 wielofunkcyjnych kart – będą one naszymi budynkami, dobrami oraz monetami.

W tym miejscu nie mogłabym nie wspomnieć o wspaniałych ilustracjach, które są ozdobą tej gry – kiedy widzi się grafiki podobne do Kawerny czy Agricoli od razu chce się sięgnąć po ów tytuł! To była pierwsza rzecz, która w sposób oczywisty mnie przyciągnęła i zachęciła do zakupu.

Co do samej mechaniki – nie należy ona do najtrudniejszych, ale banalna również nie jest. Płynnie, razem z instrukcją możemy przejść przez pierwsze przygotowanie do rozgrywki – każdy z graczy otrzymuje kartę swojego robotnika oraz wypalarnię węgla. Na wypalarnii kładziemy siedem sztuk kart (będą one naszymi monetami oraz dobrami), na rękę dostajemy po pięć kart, a sama tura składa się z czterech faz – doborze kart, świtu, zmierzchu i produkcji.

Pierwsza faza polega na wymianie dowolnej ilości kart z ręki oraz doborze dwóch kolejnych. Druga zaś pozwala nam otworzyć targ, gdzie układamy karty z talii głównej obok siebie tak aby tylko dobra były widoczne. Karty są oznaczone połówką słońca lub nie – jeśli zaś chodzi o samo targowisko kontynuujemy dodawanie kolejnych dóbr dopóki nie będziemy mieli odpowiednio dwóch kart z połówkami słońca. W tej fazie musimy również wysłać naszego pracownika do któregoś budynku oraz zdecydować czy chcemy coś zbudować – koszt budynku jest ukazany w górnym lewym rogu każdej karty. Jest niesamowita różnorodność cen, budynków i surowców które będziemy musieli poświęcić aby wyprodukować coś droższego – każda karta powinna być użyta z rozwagą, ta aby przyniosła nam jak największe benefity. Nasz pracownik może działać sumiennie lub leniwie. Kiedy pracuje sumiennie otrzymuje on dwa dobra na dany budynek, jeśli leniwie będzie potrzebował jednego dobra mniej (np. jeśli dany budynek potrzebuje 2x glina i 1x drewno, dany pracownik wyprodukuje dane dobro za np. 1x glina i 1xdrewno) niż zwykle, choć zarobi jedynie jedną kartę.

W fazie trzeciej po raz drugi otwiera się targ – postępujemy analogicznie jak wcześniej – wykładamy karty do ukazania się dwóch części słońca.

W fazie czwartej produkujemy dobra (z surowców dostępnych na targu oraz z ręki). Aby uruchomić łańcuch produkcji (dolny prawy róg karty) odrzucamy z ręki dowolną ilość kart przedstawiających odpowiednie ikony i kładziemy je na odpowiednim budynku. W tym momencie budujemy budynki, które wcześniej deklarowaliśmy – opłacamy je, a budynek staje się dla nas kolejnymi punktami oraz lokacjami, które przynoszą nam kolejne zyski.

W turze zamiast budować możemy zatrudnić asystenta. Jest to ludek, który będzie nam pomagał produkować dobra. Przypisujemy go do jednego budynku i aby go przenieść musimy uiścić opłatę w wysokości dwóch monet. Pracuje on zawsze sumiennie, jednak zarabia na nas tylko jedną kartę.
Gra kończy się gdy któryś z graczy wybuduje ósmy budynek – następuje wtedy ostatnia rudna i ostateczne podliczenie punktów.

Losowość tutaj nie przejmuje sterów, skaluje się całkiem nieźle, a samo wykonanie nie budzi żadnych zastrzeżeń. Gra jest warta każdej złotówki, a nawet powiedziałabym że więcej.

PLUSY:
- cena
- wykonanie
- łatwa mechanika
- mini euro-gra

MINUSY:
Nie stwierdziłam J

Nie widząc ani większych ani mniejszych zastrzeżeń z czystym sumieniem daję tej grze 4/5. Chętnie do niej wracam, a sam mało pudełkowy format zachęca do tego aby mieć ją przy sobie – ah no tak. Ja zawsze mam  przy sobie jakąś grę. Myślę, że „O mój zboże!” będzie częstym gościem mojego plecaka – w 100% na to zasługuje.

Wolicie posłuchać o grze? Zapraszamy!


Autor: Karolina Krukierek
Share:

Plansza okiem Muffina - #18 Recenzja gry O mój Zboże!

O mój boże! O mój… zboże? J

Przedstawiam Wam moi mili jedną z nowszych produkcji wydawnictwa Lacerta „O mój zboże” – grę, która świetnie wpisuje się w kanion mini euro gier, którą możemy schować do kieszonki i wziąć ze sobą właściwie wszędzie. Zdecydowanym atrybutem tej gry jest właśnie jej wielkość – malutkie pudełko pozwala nam na transport w torebce – dzięki czemu my, kobiety nie mamy powodu do narzekania, że ciężko, że nieporęcznie i że w ogóle źle – a, że wszyscy wiedzą , iż damska torebka jest baaardzo pojemna; lubi być więc wykorzystywana choć troszku do przenoszenia różnego rodzaju produktów.

Oczywiście o damskich torebkach więcej wspominać nie będę, aczkolwiek chciałabym się skupić na właśnie zbożowej karciance. Muszę pochwalić za przetłumaczenie tytułu – jestem anglistką, więc nie mogłabym nie docenić tłumacza, który „O my goods” (przyp. God – Bóg) sprytnie zamienił w „O mój zboże”. W tym niepozornym opakowaniu znajdujemy bardzo dobrze zredagowaną instrukcję oraz 110 wielofunkcyjnych kart – będą one naszymi budynkami, dobrami oraz monetami.

W tym miejscu nie mogłabym nie wspomnieć o wspaniałych ilustracjach, które są ozdobą tej gry – kiedy widzi się grafiki podobne do Kawerny czy Agricoli od razu chce się sięgnąć po ów tytuł! To była pierwsza rzecz, która w sposób oczywisty mnie przyciągnęła i zachęciła do zakupu.

Co do samej mechaniki – nie należy ona do najtrudniejszych, ale banalna również nie jest. Płynnie, razem z instrukcją możemy przejść przez pierwsze przygotowanie do rozgrywki – każdy z graczy otrzymuje kartę swojego robotnika oraz wypalarnię węgla. Na wypalarnii kładziemy siedem sztuk kart (będą one naszymi monetami oraz dobrami), na rękę dostajemy po pięć kart, a sama tura składa się z czterech faz – doborze kart, świtu, zmierzchu i produkcji.

Pierwsza faza polega na wymianie dowolnej ilości kart z ręki oraz doborze dwóch kolejnych. Druga zaś pozwala nam otworzyć targ, gdzie układamy karty z talii głównej obok siebie tak aby tylko dobra były widoczne. Karty są oznaczone połówką słońca lub nie – jeśli zaś chodzi o samo targowisko kontynuujemy dodawanie kolejnych dóbr dopóki nie będziemy mieli odpowiednio dwóch kart z połówkami słońca. W tej fazie musimy również wysłać naszego pracownika do któregoś budynku oraz zdecydować czy chcemy coś zbudować – koszt budynku jest ukazany w górnym lewym rogu każdej karty. Jest niesamowita różnorodność cen, budynków i surowców które będziemy musieli poświęcić aby wyprodukować coś droższego – każda karta powinna być użyta z rozwagą, ta aby przyniosła nam jak największe benefity. Nasz pracownik może działać sumiennie lub leniwie. Kiedy pracuje sumiennie otrzymuje on dwa dobra na dany budynek, jeśli leniwie będzie potrzebował jednego dobra mniej (np. jeśli dany budynek potrzebuje 2x glina i 1x drewno, dany pracownik wyprodukuje dane dobro za np. 1x glina i 1xdrewno) niż zwykle, choć zarobi jedynie jedną kartę.

W fazie trzeciej po raz drugi otwiera się targ – postępujemy analogicznie jak wcześniej – wykładamy karty do ukazania się dwóch części słońca.

W fazie czwartej produkujemy dobra (z surowców dostępnych na targu oraz z ręki). Aby uruchomić łańcuch produkcji (dolny prawy róg karty) odrzucamy z ręki dowolną ilość kart przedstawiających odpowiednie ikony i kładziemy je na odpowiednim budynku. W tym momencie budujemy budynki, które wcześniej deklarowaliśmy – opłacamy je, a budynek staje się dla nas kolejnymi punktami oraz lokacjami, które przynoszą nam kolejne zyski.

W turze zamiast budować możemy zatrudnić asystenta. Jest to ludek, który będzie nam pomagał produkować dobra. Przypisujemy go do jednego budynku i aby go przenieść musimy uiścić opłatę w wysokości dwóch monet. Pracuje on zawsze sumiennie, jednak zarabia na nas tylko jedną kartę.
Gra kończy się gdy któryś z graczy wybuduje ósmy budynek – następuje wtedy ostatnia rudna i ostateczne podliczenie punktów.

Losowość tutaj nie przejmuje sterów, skaluje się całkiem nieźle, a samo wykonanie nie budzi żadnych zastrzeżeń. Gra jest warta każdej złotówki, a nawet powiedziałabym że więcej.

PLUSY:
- cena
- wykonanie
- łatwa mechanika
- mini euro-gra

MINUSY:
Nie stwierdziłam J

Nie widząc ani większych ani mniejszych zastrzeżeń z czystym sumieniem daję tej grze 4/5. Chętnie do niej wracam, a sam mało pudełkowy format zachęca do tego aby mieć ją przy sobie – ah no tak. Ja zawsze mam  przy sobie jakąś grę. Myślę, że „O mój zboże!” będzie częstym gościem mojego plecaka – w 100% na to zasługuje.

Wolicie posłuchać o grze? Zapraszamy!


Autor: Karolina Krukierek
Share:

20 cze 2016

Latające nieloty z krainy planszówek! - recenzja gry Kiwi. Leć nielocie, leć


Gdy dowiedzieliśmy się o premierze tytułu od Egmontu, to nie mogliśmy się doczekać. Zapowiadała się dobra, szybka gra zręcznościowa dla wszystkich. Gra o latających nielotach. Mowa tu oczywiście o grze Kiwi. Leć nielocie, leć. Jak wypadło? Sprawdźcie sami.

Kiwi, leć nielocie leć to zręcznościowa gra planszowa dla ludzi w każdym wieku. Nie liczy się w niej spryt, nie da się wyliczyć szans, ani specjalnie zaplanować ruchów. Owszem, możemy przyjąć pewne taktyki, jednak zabawa jest na tyle dobra, że raczej i tak każdy czerpie z tego tytułu garściami.

Zajrzyjmy jednak pod wieczko. W pudle znajdziemy tekturowe elementy do stworzenia planszy, 4 katapulty, 40 żetonów kiwi (po 10 w każdym kolorze) i podstawkę do stworzenia dna planszy. Wszystko fajnie, ładnie wykonane, choć elementy do składania planszy mogłyby lepiej przylegać
.
Zasady? Banalnie proste. Każdy otrzymuje katapultę i kiwi w danym kolorze. Plansza, którą umieszczamy w pudełku, jest podzielona na 16 kwadratów (4x4), a naszym zadaniem jest ułożyć kiwi – stworzyć układ 4 żetonów tworzących kwadrat. Nie będzie to takie proste, gdyż nasi przeciwnicy będą nam to skutecznie uniemożliwiać przez wbijanie swych żetonów, które zakryją nasze. W przypadku gdy ktoś ułoży powyższy układ to krzyczy Kiwi! i wygrywa on grę. Jeśli zaś tak się nie stało, a wszyscy gracze wystrzelali się ze swych żetonów należy przejść do punktacji końcowej. Gracz, którego żetony są na górze zbiera cały stos żetonów znajdujących się pod nim i je zlicza (nie liczy się tutaj kolor, a ilość). Gracz z największą liczbą punktów zwycięża.

Jest kilka aspektów, które nas urzekły w tej grze, a ocena będzie obiektem zarówno własnych doświadczeń (wielu godzin grania, w przedziale wiekowym 15-52 i w każdym wariancie osobowym), jak i obserwacji graczy podczas Pionka (Rodzinne spotkanie z grami planszowymi organizowane przez Portal).

Przede wszystkim rywalizacja. Występuje ona tutaj w dość specyficzny sposób, gdyż z jednej strony staramy się nie dopuścić do ułożenia Kiwi przez przeciwników, ale z drugiej strony pomagamy sobie przez podawanie przestrzelonych  żetonów, podpowiadanie itp. I powiem Wam, że to nie jakieś jednorazowe przypadki, gdyż zauważyłem, że tak robią wszyscy.

Druga sprawa – punktacja. Okej, każdy stara się wbić Kiwi, bądź skończyć na szczycie stosów. Jednak po dwóch, trzech partiach, gra sprowadza się typowo do zabawy. Po godzinie grania nikt nie pamiętał czy wygrał 5, 7 czy 10 razy. Liczyło się spędzanie czasu z bliskimi i dobra zabawa.

Kolejny aspekt to odbiorcy gry. Gdy otworzyliśmy pudełko to mieliśmy wrażenie, że będzie to gra dla dzieci, ewentualnie młodzieży i tak chcieliśmy ją traktować. Jednak udało nam się zachęcić do zagrania również osoby w wyżej wymienionym przedziale wiekowym i gra tutaj zrobiła taką samą furorę. Chcieliśmy też dodać, że poza graniem w Kiwi, można też dać młodszym pociechom same katapulty do zabawy.

Ostatni już taki aspekt, na który szczególnie chcieliśmy zwrócić uwagę to regrywalność. Wydawało się nam, że zasady panujące w Kiwi. Leć nielocie, leć. będą miały zły wpływ na powrót do tej gry. Przecież tutaj się nic nie zmienia. Jednak myliliśmy się. Prosta gra, a daje taką frajdę, że ciężko się od niej oderwać. Wielki plus!

Czy gra ta może mieć minusy? Otóż jak dla nas to wspomniane wykonanie elementów do stworzenia przegródek na planszy mogłoby być trochę lepsze. Niby po ułożeniu wszystkiego to się trzyma i ani razy nam się nie rozpadło, jednak rozkładanie jest dość mozolne, a wypadające przegródki nie pomagają nam w dobrej zabawie. Dodatkowym i to bardzo wielkim minusem dla nas jest… brak siatki do rozłożenia wokół stołu, która zapobiegałaby rozrzucaniu kiwi po całym pokoju!

Oczywiście ostatnie zdanie to był żart, jednak z minusów to tylko ten jeden wspomniany. Jak widzicie nie wpływa on na samą rozgrywkę, więc jest bardzo dobrze. Co do wykonania katapult, żetonów, walorów kolorystycznych i humoru – nie mamy żadnych zastrzeżeń, gra stoi na wysokim poziomie do czego przyzwyczaiła nas kraina planszówek.

Podsumowując – Kiwi. Leć nielocie, leć to bardzo dobra rodzinna gra planszowa, w której większą wagę przykłada się do zabawy niż do zwycięstwa. Naszym zdaniem to właśnie na tym polegać powinny rodzinne gry – powinny dawać dużo radości, umacniać więzi rodzinne i sprawiać, że ludzie częściej będą przebywać w swoim towarzystwie. Ta gra spełnia wszystkie te „wymagania” i polecam ją z czystego serca wszystkim. Na Pionku ludzie bardzo wysoko oceniali tę grę, właśnie głównie przez aspekt rywalizacji, która występuje w czasie wstrzeliwania, ale zapomina się o tym, że ktoś wygrał, bo po prostu chce się grać dalej. Wielkie brawa dla Krainy Planszówek!


I pamiętajcie! Człowiek człowiekowi wilkiem, a Kiwi kiwi kiwi!



I.
Klimat
5/6
II.
Złożoność
5/6
III.
Oprawa graficzna
5/6
IV.
Wykonanie elementów
4,5/6
V.
Grywalność na 2 graczy
6/6
VI.
Grywalność na więcej osób
6/6

Ocena Końcowa: 5,25

Nazwa: Kiwi. Leć nielocie, leć

Wydawca: Kraina Planszówek

Wydanie: pierwsze
Rok: 2016

Sugerowana cena: 65,95zł

Ocena: 5,25/6
Za grę dziękuję wydawnictwu Kraina Planszówek
Share:

My na Facebooku

Labels

Blog Archive