27 cze 2016

Wyniki konkursu z G3!

Konkurs współorganizowany z wydawnictwem G3 dobiegł końca. Przesłaliście nam sporo prac i mieliśmy duży problem z wyborem, jednak musieliśmy się na coś zdecydować. Wśród nadesłanych prac trafialiśmy na wiersze, rysunki, fotografie i inne prace graficzne. 

Zwycięzcy konkursu wykazali się swoją wielką kreatywnością i pomysłowością. Wybraliśmy dwie prace tekstowo zdjęciowe, które nas najbardziej urzekły.

Na pytanie pierwsze czyli o planszówkowy Torcik, najlepiej odpowiedział użytkownik o pseudonimie "GGRR", który nadesłał nam pracę: Przepis na planszówkowy Torcik.

Zwycięska odpowiedź na pytanie drugie, czyli o planszówkowy prezencik, nadesłana została w formie prezentacji, a jej autorem jet wazka. Sprawdźcie tutaj jej prace: Prezencik.

Dodatkowo chciałbym wspomnieć o pewnym klubie planszówkowym, do którego należą dzieciaki. Dostaliśmy od nich sporo prac, a wiek uczestników nas zadziwił, bo do klubu należą dzieci od 6 roku życia! Za to wielkie zaangażowanie i urocze prace chcieliśmy, wraz z G3, przekazać dodatkową nagrodę dla całego klubu - grę Torcik. Więcej o inicjatywie i samym klubie znajdziecie na stronie www.skama.net

Serdecznie gratulujemy zwycięzcom oraz dziękujemy sponsorom i zachęcamy do dalszego zaglądania na naszą stronę!

25 cze 2016

Stwórz swój Torcik - recenzja gry Torcik

Każdy z nas lubi zjeść coś dobrego, a jeszcze lepiej jak sami to sobie przyrządzimy. Najważniejsze, aby cieszyć zarówno oko jak i kubki smakowe. Najlepszego do tego, naszym zdaniem, są torty i inne torciki. I tak o to przechodzimy do gry wydawnictwa G3 – Torcik, który z pieczeniem ma nie wiele wspólnego, ale za to nasze odczucia wzrokowe będą bardzo zadowolone.

Torcik to gra dla dzieci, w której przyjdzie nam zbierać karty, by móc wypiec torcik. Ostatni z graczy, który się zorientuje co się dzieje, zostanie naznaczony, znaczy przyozdobiony czerwonymi gwiazdkami! Tak, tak! Fajna gra dla dzieciaków, sprawiająca wiele radości.

W małym, kolorowym pudełku znajdziemy 30 kart, płytkę z tortem oraz pisak – stempel. Zarówno karty jak i żeton wykonane są bardzo kolorowo, solidnie i nie strach dać je dzieciom. Stempel również jest bardzo trwały, nie wysycha tak szybko, a dodatkowo jest łatwo zmywalny.

Zasady gry? Banalnie proste! Każdy z graczy ma pięć kart na ręce. W tym samym czasie, gracze będą przekazywać sobie jedną kartę z ręki. Gdy któremuś z graczy uda się ułożyć pięć kart w tym samym kolorze to uderza w płytkę z torcikiem. Ostatni, który to zrobił zostaje ostemplowany (raz!) przez zwycięzcę rundy i rozdajemy karty od nowa. Gra kończy się, gdy któryś z graczy otrzyma piątą pieczątkę, a wygrywa gracz mający ich najmniej.

Szybka, fajna gra dla dzieci. Takimi słowami określiłbym Torcik. Nie posiada on jakiejś nowej mechaniki, nie wprowadza niczego z efektem „wow”, a mimo to sprawia dużą radość dzieciakom, daje pewien zakres wyboru i ćwiczy refleks. A stempel? Fajna alternatywa żetonów punktacji, które mogły tu spokojnie zastąpić pieczątki.

Jest to gra zdecydowanie dla dzieci. Wydawca oznaczył, że gra jest od piątego roku życia i jak najbardziej się z tym zgadzamy. Przy pierwszych partiach z pociechami będziemy im podpowiadać, ale potem już spokojnie poradzą sobie same.

Czy gra ma jakieś wady? Nie wiemy czy będzie to dobra gra na dłużej. Jedna sprawa to stempel – choć trwały to kiedyś się skończy. Inna sprawa, że gra jest niewymagająca, więc może szybko nudzić dzieciaki, które będą szukały czegoś dłuższego. Oczywiście mówię tutaj o tych, które już zaczęły swą przygodę z planszą. Jako gra, która ma zachęcić dzieciaki do rozrywki przy stole to Torcik jest jak najbardziej grą bardzo dobrą.


Super wykonanie, kolorowe karty i trwałość to zdecydowanie plusy tego tytułu. Prosta mechanika, która nie zniechęci dzieciaków również działa pozytywnie na Torcik. Polecamy tę grę rodzicom, którzy szukają ciekawego tytułu, który zachęci dzieciaki do poszukiwania kreatywnych zajęć i gier, bo Torcik jak najbardziej do takowych należy.


Nazwa: Torcik

Wydawca: G3 

Wydanie: pierwsze

Rok: 2016

Sugerowana cena: 35 zł 
Za dostarczenie gry dziękuję wydawnictwu G3.
www.g3poland.com

23 cze 2016

Narzuć swoje Tempo! - recenzja gry Tempo

„W ogrodzie na P… Ppppparasolka!, teraz na s… ssssosna!, teraz na Z.. Zzzz. STOP!” – z jakiej gry to cytat? Oczywiście z nowości od Granny czyli z gry Tempo. Gra na myślenie, wyczucie czasu i niezłą wiedzę. O co chodzi dokładniej? Czytajcie dalej!
Tempo to rodzinna gra słowna, w której przyjdzie nam wysilić swe szare komórki, ale nie tylko w doborze słów, ale również w wyczuciu czasu. Gra zawiera wariant prosty i trudny oraz dodatkowe karty Junior. Planszę też można rozkładać na różne sposoby, ale o tym poniżej.
Standardowo już przedstawię Wam zawartość pudła. Dużego pudła, które mogłoby zdecydowanie być mniejsze, ale o tym potem. Pod wiekiem znajdziemy: dwustronna planszę złożona z 3 elementów (można ułożyć na wiele różnych wariantów), 12 drewnianych pionków (6 kompletów po dwa), 180 kart, klepsydrę z zasłonką i instrukcję.

Reguły gry są banalnie proste i łatwe do ogarnięcia. Ustawiamy swoje pionki na linii startu i wybieramy gracza rozpoczynającego. Przed naszymi pionkami (mamy dwa – kwadratowy i okrągły) znajdują się kolejne litery, a które możemy przeskakiwać w określony sposób (nie zawsze da się iść na wszystkie pola). Na początku tury gracz pociąga kartę kategorii i ją czyta. Na karcie znajdują się dwa typy: zielony – wariant łatwiejszy i czerwony – wariant trudniejszy (wariant gry wybieramy zawsze przed jej rozpoczęciem). Po odwróceniu przez gracz karty, gracz siedzący po jego lewej stronie odwraca klepsydrę. Od tej chwili aktywny gracz ma 30 sekund na wymyślenie jak najwięcej wyrazów należących do przeczytanie kategorii. Za każdy wyraz na daną literę, gracz przeskakuje swoim pionkiem okrągłym.
Gdzie jest haczyk w tej grze? Otóż to nie jest zwykłe 30 sekund po upłynięciu których przesuwamy swój pionek. Naszym zadaniem jest samemu powiedzieć stop. Wtedy gracz posiadający klepsydrę podnosi zasłonkę i zapada werdykt – jeśli czas jeszcze się przesypuje to zgadujący przesuwa swój pionek kwadratowy w miejsce w którym stanął swym drugim pionem. Jeśli natomiast czas upłynął – okrągły pion wraca do kwadratowego i w następnej turze zaczynamy z tego samego miejsca. Wygrywa gracz, którego pionki przejdą przez metę jako pierwsze (pozostali gracze dokańczają swoje tury tak, aby każdy zagrał tyle samo i w przypadku, gdy dwóch graczy przeszło metę, sprawdzamy który pionek jest dalej).

Jak sami widzicie zasady gry są proste. My je zrozumieliśmy po pobieżnym przeczytaniu instrukcji, wytłumaczyliśmy pozostałym w minutę i tyle. A zabawa? Nie mała. Czasem człowiek tak się zablokuje, że aż mu się śmiać chce. Czasem też zdarza się, że dojdziemy już naprawdę daleko, a tu się okazuje, ze skończył nam się czas.

Bardzo fajnym rozwiązaniem są karty dla juniorów. Zawierają one proste, czytelne kategorie, w których dzieci będą miały o wiele łatwiej. Grając z maluchami układamy dwa stosy kategorii – jeden dla dorosłych, drugi dla dzieci. Ten dziecięcy stosik jest prostszy, więc raczej nie dojdzie do sytuacji, że dzieciaki będą miały duży problem. Dodatkowo twórcy sugerują, że w przypadku problemów u dzieci z wymyśleniem słów, należy dać im więcej czasu, np. 60 sekund – dwukrotne odwrócenie klepsydry.

Chciałbym wspomnieć też o minusie, o którym napisałem na początku. Duże pudło. Skoro twórcy zdecydowali się na rozkładaną planszę (rozkłada się na 3 odrębne elementy) to spokojnie pudło mogłoby być o połowę mniejsze. Choć mamy 180 kart to są one małe, więc tutaj też nie rozumiem po co nam pudło, które w dużej mierze wypełnione jest kartonem. W zasadzie tylko tyle mam do zarzucenia tej grze.

Przejdźmy jednak do tych pozytywnych rzeczy. Przede wszystkim zabawa. Mimo, że jest to gra rywalizacyjna to w dużej mierze rywalizujemy sami ze sobą, a to sprawia, że dobrze się bawimy. Wymyślanie słów, sprawdzanie swojego wyczucia czasu, jednocześnie kibicowanie innym – te wszystkie aspekty zawiera ta gra i to bardzo nam się w niej podoba.

Drugą sprawą są walory edukacyjne i to nie tylko dla dzieci. Często bywa tak, że nawet po skończeniu już swojej tury, siedzimy i myślimy co mogliśmy powiedzieć w danej kategorii. Albo wymyślanie po cichu haseł, które mógłby powiedzieć aktywny gracz. Dodatkowo dzieciaki bardzo poszerzają swoją wiedzę, przez wymyślanie wyrazów, ale również przez podsłuchiwanie (i dopytywanie o znaczenie) wyrażeń rzucanych przez dorosłych w danych kategoriach. Mogę Was zapewnić, że dzieciaki czasem sobie lepiej radzą niż dorośli i nie raz Was w tej grze zaskoczą.

A na koniec wykonanie. Pomijając to duże pudło, którego nie możemy przeboleć (gra fajnie sprawdzałaby się na wyjazdy…), to wykonanie stoi na dobrym poziomie. Drewniana plansza jest trwała, drewniane pionki fajnie się wkomponują w ten tytuł, a karty są czytelne i dobrej jakości. Do tego wszystko jest bardzo kolorowe co bardzo przyciąga wzrok.

Podsumowując – Tempo to bardzo udana gra rodzinna, która będzie świetnie pasować do graczy w każdym wieku. Dodatkowo można grać w tzw. mieszanym składzie, co bardzo pozytywnie wpłynęło na nasz odbiór tego tytuły. Polecam tę grę wszystkim, którzy poszukują gier z walorami edukacyjnymi. Nauka przez zabawę to zawsze bardzo dobre połączenie, a tutaj dzieci się tak szybko nie znudzą. A dorośli? Dla nich to też nie lada wyzwanie, więc polecam tę grę każdemu kto lubi słowne wyzwania!


I.
Klimat
5/6
II.
Złożoność
5/6
III.
Oprawa graficzna
4,5/6
IV.
Wykonanie elementów
5/6
V.
Grywalność na 2 graczy
4,5/6
VI.
Grywalność na więcej osób
5/6

Ocena Końcowa: 4,83


Nazwa: Tempo

Wydawca: Granna

Wydanie: pierwsze
Rok: 2016

Sugerowana cena: 69,95zł

Ocena: 4,83/6
Za grę dziękuję wydawnictwu Granna

22 cze 2016

Plansza okiem Muffina - #18 Recenzja gry O mój Zboże!

O mój boże! O mój… zboże? J

Przedstawiam Wam moi mili jedną z nowszych produkcji wydawnictwa Lacerta „O mój zboże” – grę, która świetnie wpisuje się w kanion mini euro gier, którą możemy schować do kieszonki i wziąć ze sobą właściwie wszędzie. Zdecydowanym atrybutem tej gry jest właśnie jej wielkość – malutkie pudełko pozwala nam na transport w torebce – dzięki czemu my, kobiety nie mamy powodu do narzekania, że ciężko, że nieporęcznie i że w ogóle źle – a, że wszyscy wiedzą , iż damska torebka jest baaardzo pojemna; lubi być więc wykorzystywana choć troszku do przenoszenia różnego rodzaju produktów.

Oczywiście o damskich torebkach więcej wspominać nie będę, aczkolwiek chciałabym się skupić na właśnie zbożowej karciance. Muszę pochwalić za przetłumaczenie tytułu – jestem anglistką, więc nie mogłabym nie docenić tłumacza, który „O my goods” (przyp. God – Bóg) sprytnie zamienił w „O mój zboże”. W tym niepozornym opakowaniu znajdujemy bardzo dobrze zredagowaną instrukcję oraz 110 wielofunkcyjnych kart – będą one naszymi budynkami, dobrami oraz monetami.

W tym miejscu nie mogłabym nie wspomnieć o wspaniałych ilustracjach, które są ozdobą tej gry – kiedy widzi się grafiki podobne do Kawerny czy Agricoli od razu chce się sięgnąć po ów tytuł! To była pierwsza rzecz, która w sposób oczywisty mnie przyciągnęła i zachęciła do zakupu.

Co do samej mechaniki – nie należy ona do najtrudniejszych, ale banalna również nie jest. Płynnie, razem z instrukcją możemy przejść przez pierwsze przygotowanie do rozgrywki – każdy z graczy otrzymuje kartę swojego robotnika oraz wypalarnię węgla. Na wypalarnii kładziemy siedem sztuk kart (będą one naszymi monetami oraz dobrami), na rękę dostajemy po pięć kart, a sama tura składa się z czterech faz – doborze kart, świtu, zmierzchu i produkcji.

Pierwsza faza polega na wymianie dowolnej ilości kart z ręki oraz doborze dwóch kolejnych. Druga zaś pozwala nam otworzyć targ, gdzie układamy karty z talii głównej obok siebie tak aby tylko dobra były widoczne. Karty są oznaczone połówką słońca lub nie – jeśli zaś chodzi o samo targowisko kontynuujemy dodawanie kolejnych dóbr dopóki nie będziemy mieli odpowiednio dwóch kart z połówkami słońca. W tej fazie musimy również wysłać naszego pracownika do któregoś budynku oraz zdecydować czy chcemy coś zbudować – koszt budynku jest ukazany w górnym lewym rogu każdej karty. Jest niesamowita różnorodność cen, budynków i surowców które będziemy musieli poświęcić aby wyprodukować coś droższego – każda karta powinna być użyta z rozwagą, ta aby przyniosła nam jak największe benefity. Nasz pracownik może działać sumiennie lub leniwie. Kiedy pracuje sumiennie otrzymuje on dwa dobra na dany budynek, jeśli leniwie będzie potrzebował jednego dobra mniej (np. jeśli dany budynek potrzebuje 2x glina i 1x drewno, dany pracownik wyprodukuje dane dobro za np. 1x glina i 1xdrewno) niż zwykle, choć zarobi jedynie jedną kartę.

W fazie trzeciej po raz drugi otwiera się targ – postępujemy analogicznie jak wcześniej – wykładamy karty do ukazania się dwóch części słońca.

W fazie czwartej produkujemy dobra (z surowców dostępnych na targu oraz z ręki). Aby uruchomić łańcuch produkcji (dolny prawy róg karty) odrzucamy z ręki dowolną ilość kart przedstawiających odpowiednie ikony i kładziemy je na odpowiednim budynku. W tym momencie budujemy budynki, które wcześniej deklarowaliśmy – opłacamy je, a budynek staje się dla nas kolejnymi punktami oraz lokacjami, które przynoszą nam kolejne zyski.

W turze zamiast budować możemy zatrudnić asystenta. Jest to ludek, który będzie nam pomagał produkować dobra. Przypisujemy go do jednego budynku i aby go przenieść musimy uiścić opłatę w wysokości dwóch monet. Pracuje on zawsze sumiennie, jednak zarabia na nas tylko jedną kartę.
Gra kończy się gdy któryś z graczy wybuduje ósmy budynek – następuje wtedy ostatnia rudna i ostateczne podliczenie punktów.

Losowość tutaj nie przejmuje sterów, skaluje się całkiem nieźle, a samo wykonanie nie budzi żadnych zastrzeżeń. Gra jest warta każdej złotówki, a nawet powiedziałabym że więcej.

PLUSY:
- cena
- wykonanie
- łatwa mechanika
- mini euro-gra

MINUSY:
Nie stwierdziłam J

Nie widząc ani większych ani mniejszych zastrzeżeń z czystym sumieniem daję tej grze 4/5. Chętnie do niej wracam, a sam mało pudełkowy format zachęca do tego aby mieć ją przy sobie – ah no tak. Ja zawsze mam  przy sobie jakąś grę. Myślę, że „O mój zboże!” będzie częstym gościem mojego plecaka – w 100% na to zasługuje.

Wolicie posłuchać o grze? Zapraszamy!


Autor: Karolina Krukierek

20 cze 2016

Latające nieloty z krainy planszówek! - recenzja gry Kiwi. Leć nielocie, leć


Gdy dowiedzieliśmy się o premierze tytułu od Egmontu, to nie mogliśmy się doczekać. Zapowiadała się dobra, szybka gra zręcznościowa dla wszystkich. Gra o latających nielotach. Mowa tu oczywiście o grze Kiwi. Leć nielocie, leć. Jak wypadło? Sprawdźcie sami.

Kiwi, leć nielocie leć to zręcznościowa gra planszowa dla ludzi w każdym wieku. Nie liczy się w niej spryt, nie da się wyliczyć szans, ani specjalnie zaplanować ruchów. Owszem, możemy przyjąć pewne taktyki, jednak zabawa jest na tyle dobra, że raczej i tak każdy czerpie z tego tytułu garściami.

Zajrzyjmy jednak pod wieczko. W pudle znajdziemy tekturowe elementy do stworzenia planszy, 4 katapulty, 40 żetonów kiwi (po 10 w każdym kolorze) i podstawkę do stworzenia dna planszy. Wszystko fajnie, ładnie wykonane, choć elementy do składania planszy mogłyby lepiej przylegać
.
Zasady? Banalnie proste. Każdy otrzymuje katapultę i kiwi w danym kolorze. Plansza, którą umieszczamy w pudełku, jest podzielona na 16 kwadratów (4x4), a naszym zadaniem jest ułożyć kiwi – stworzyć układ 4 żetonów tworzących kwadrat. Nie będzie to takie proste, gdyż nasi przeciwnicy będą nam to skutecznie uniemożliwiać przez wbijanie swych żetonów, które zakryją nasze. W przypadku gdy ktoś ułoży powyższy układ to krzyczy Kiwi! i wygrywa on grę. Jeśli zaś tak się nie stało, a wszyscy gracze wystrzelali się ze swych żetonów należy przejść do punktacji końcowej. Gracz, którego żetony są na górze zbiera cały stos żetonów znajdujących się pod nim i je zlicza (nie liczy się tutaj kolor, a ilość). Gracz z największą liczbą punktów zwycięża.

Jest kilka aspektów, które nas urzekły w tej grze, a ocena będzie obiektem zarówno własnych doświadczeń (wielu godzin grania, w przedziale wiekowym 15-52 i w każdym wariancie osobowym), jak i obserwacji graczy podczas Pionka (Rodzinne spotkanie z grami planszowymi organizowane przez Portal).

Przede wszystkim rywalizacja. Występuje ona tutaj w dość specyficzny sposób, gdyż z jednej strony staramy się nie dopuścić do ułożenia Kiwi przez przeciwników, ale z drugiej strony pomagamy sobie przez podawanie przestrzelonych  żetonów, podpowiadanie itp. I powiem Wam, że to nie jakieś jednorazowe przypadki, gdyż zauważyłem, że tak robią wszyscy.

Druga sprawa – punktacja. Okej, każdy stara się wbić Kiwi, bądź skończyć na szczycie stosów. Jednak po dwóch, trzech partiach, gra sprowadza się typowo do zabawy. Po godzinie grania nikt nie pamiętał czy wygrał 5, 7 czy 10 razy. Liczyło się spędzanie czasu z bliskimi i dobra zabawa.

Kolejny aspekt to odbiorcy gry. Gdy otworzyliśmy pudełko to mieliśmy wrażenie, że będzie to gra dla dzieci, ewentualnie młodzieży i tak chcieliśmy ją traktować. Jednak udało nam się zachęcić do zagrania również osoby w wyżej wymienionym przedziale wiekowym i gra tutaj zrobiła taką samą furorę. Chcieliśmy też dodać, że poza graniem w Kiwi, można też dać młodszym pociechom same katapulty do zabawy.

Ostatni już taki aspekt, na który szczególnie chcieliśmy zwrócić uwagę to regrywalność. Wydawało się nam, że zasady panujące w Kiwi. Leć nielocie, leć. będą miały zły wpływ na powrót do tej gry. Przecież tutaj się nic nie zmienia. Jednak myliliśmy się. Prosta gra, a daje taką frajdę, że ciężko się od niej oderwać. Wielki plus!

Czy gra ta może mieć minusy? Otóż jak dla nas to wspomniane wykonanie elementów do stworzenia przegródek na planszy mogłoby być trochę lepsze. Niby po ułożeniu wszystkiego to się trzyma i ani razy nam się nie rozpadło, jednak rozkładanie jest dość mozolne, a wypadające przegródki nie pomagają nam w dobrej zabawie. Dodatkowym i to bardzo wielkim minusem dla nas jest… brak siatki do rozłożenia wokół stołu, która zapobiegałaby rozrzucaniu kiwi po całym pokoju!

Oczywiście ostatnie zdanie to był żart, jednak z minusów to tylko ten jeden wspomniany. Jak widzicie nie wpływa on na samą rozgrywkę, więc jest bardzo dobrze. Co do wykonania katapult, żetonów, walorów kolorystycznych i humoru – nie mamy żadnych zastrzeżeń, gra stoi na wysokim poziomie do czego przyzwyczaiła nas kraina planszówek.

Podsumowując – Kiwi. Leć nielocie, leć to bardzo dobra rodzinna gra planszowa, w której większą wagę przykłada się do zabawy niż do zwycięstwa. Naszym zdaniem to właśnie na tym polegać powinny rodzinne gry – powinny dawać dużo radości, umacniać więzi rodzinne i sprawiać, że ludzie częściej będą przebywać w swoim towarzystwie. Ta gra spełnia wszystkie te „wymagania” i polecam ją z czystego serca wszystkim. Na Pionku ludzie bardzo wysoko oceniali tę grę, właśnie głównie przez aspekt rywalizacji, która występuje w czasie wstrzeliwania, ale zapomina się o tym, że ktoś wygrał, bo po prostu chce się grać dalej. Wielkie brawa dla Krainy Planszówek!


I pamiętajcie! Człowiek człowiekowi wilkiem, a Kiwi kiwi kiwi!



I.
Klimat
5/6
II.
Złożoność
5/6
III.
Oprawa graficzna
5/6
IV.
Wykonanie elementów
4,5/6
V.
Grywalność na 2 graczy
6/6
VI.
Grywalność na więcej osób
6/6

Ocena Końcowa: 5,25

Nazwa: Kiwi. Leć nielocie, leć

Wydawca: Kraina Planszówek

Wydanie: pierwsze
Rok: 2016

Sugerowana cena: 65,95zł

Ocena: 5,25/6
Za grę dziękuję wydawnictwu Kraina Planszówek

19 cze 2016

Turniej 51. Stan - zapraszamy!

Świat, który znasz przestał istnieć... Nie ma rządu, armii, cywilizacji... Wszechobecny bunt komputerów doprowadził do wojny pomiędzy ludźmi i maszynami... Czy potrafisz zdobyć władzę i wpływy w nowym świecie i zbudować nowy, 51. Stan?
Dragonus zaprasza 25 czerwca na prezentację oraz turniej premierowej gry Wydawnictwa Portal - 51. Stan!
Miejsce: Sklep Dragonus, ul. Lubomirskiego 49, Kraków
Jesteś fanem gier w klimacie post-apo? Potrafiłbyś przetrwać w świecie zdominowanym przez maszyny? Spróbuj swoich sił i zagraj w 51. Stan! LINK DO WYDARZENIA: https://www.facebook.com/events/1734926160124190/ Data: 25.06.2016 (sobota)
Zgłoszenie należy wysłać do dnia 23 czerwca (czwartek), do godziny 24:00 na adres e-mail: turnieje@dragonus.pl, podając imię i nazwisko, nazwę turnieju oraz datę.
Zapisy drogą mailową: turnieje@dragonus.pl Limit miejsc na turnieju: 32 osoby

Program:
11:00 - prezentacja gry
12:00 - start turnieju

Zgłoszenia:
- 10% rabatu na zakup 51. Stanu dla wszystkich uczestników wydarzenia.
O udziale w wydarzeniu decyduje kolejność zgłoszeń. Weryfikacja zgłoszenia nastąpi w przeciągu maksymalnie 72 godzin od momentu zapisu. Nagrody: - gra Konwój dla zwyciezcy, - upominki od Wydawnictwa Portal, - kupony rabatowe do wykorzystania w sklepie Dragonus,
Zastrzegamy sobie prawo zwiększenia ilości nagród :) Wstęp darmowy! PATRONAT MEDIALNY: Sterta Gier https://www.facebook.com/stertagier/ Board Games Addiction https://www.facebook.com/boardgamesaddiction/

Planszoholicy
https://www.facebook.com/planszoholicy/

Przystanek Planszówka
https://www.facebook.com/Przystanek-Plansz%C3%B3wka-341811342576598/ Kostki zostały rzucone https://www.facebook.com/kostkizostalyrzucone/ Post Apokalipsa Polska https://www.facebook.com/PostApokalipsaPolska/

Postapokaliptycznie przez świat
https://www.facebook.com/postapokaliptycznieprzezswiat/

Planszówki okiem Powermilka

18 cze 2016

Planuj, pracuj, buduj i wytwarzaj! - recenzja gry O mój Zboże!

Po tłumaczeniu recenzowanej właśnie gry uznałem,  że wydawnictwo Lacerta robi to najlepiej. Dlaczego? Otóż ten szybki i prosty filerek nosi angielską nazwę „Oh, my Goods!”, a po polsku „O mój Zboże!”. Zapraszam do lektury!

O mój Zboże! to nowość od wydawnictwa Lacerta, w którym będziemy budowali kolejne budynki ekonomiczne, dające nam pewne materiały czy bonusy. Do tego będziemy starali się pracować tak, aby jak najlepiej skorzystać z łańcucha produkcyjnego. Jak to zrobić? Wszystko dzięki wielofunkcyjnym kartom!

Skoro już o kartach mowa to znajdziemy ich 110 w pudełku. Oprócz tego dostaniemy krótką, treściwą instrukcję z wieloma przykładami. Wykonanie stoi na wysokim poziomie, karty są ładne, trwałe, kolorowe i czytelne. Cenimy też tę grę za pudełko – małe, dobre na podróż, tak jak i sama gra, ale o tym za chwile.

W O mój Zboże będziemy się wcielać w role rzemieślników produkujących narzędzia, beczki, szkło i wiele innych towarów. Gra dzieli się na cztery fazy, w które płynnie przechodzimy. Pierwszą fazą jest dobieranie kart – wszyscy gracze dobierają po dwie karty, ewentualnie gracz może też wymienić całą posiadaną rękę i pobrać tyle samo kart ile odrzucił (plus dwie). Druga faza to świt. Rozpoczynamy wykładanie kart ze stosu i robimy to, aż do momentu, gdy na kartach pojawią się dwie połówki słońca (nad nazwą budynku). Gdy dojdzie do takiej sytuacji  gracze decydują (w tym samym czasie) do którego budynku wyślą pracownika oraz co wybudują w ostatniej fazie. Jeśli chodzi o pracę to można pracować albo sumiennie albo leniwie. W pierwszym przypadku potrzebujemy tylu surowców ile jest pokazane na karcie i otrzymujemy dwa towary, a w drugim dostaniemy jeden towar mniej, ale potrzeba nam jednego surowca mniej. Kolejna faza to zmierzch – znów wykładamy karty (do tych wcześniej już wyłożonych) i znów faza trwa, aż do wyciągnięcia drugiej połówki słońca.

Po zakończeniu zmierzchu zamyka się targ i przechodzimy do ostatniej fazy – produkcji i budowy. Wysyłaliśmy swojego pracownika do budynku, więc teraz trzeba sprawdzić czy i ile udało nam się dzięki temu zyskać. Sprawdzamy czy na targu dostępne są materiały (po lewej stronie karty), które potrzebujemy do wyprodukowania towaru. Jeśli tak to, w zależności od wybranego rodzaju pracy, produkujemy jeden lub dwa towary. W prawym dolnym rogu znajduje się symbol łańcucha produkcji – oznacza on, że jeśli wyprodukowaliśmy jakiś towar to możemy to zwielokrotnić przez odłożenie z ręki odpowiednich kart z odpowiednimi surowcami. Na koniec budujemy budynek, który odkładaliśmy na bok w fazie  świtu. Gra kończy się, gdy dowolny gracz wybuduje ósmy budynek. Dokańczamy wtedy bieżącą rundę i rozgrywamy jeszcze jedną na specjalnych zasadach. Wygrywa gracz, który na koniec miał najwięcej punktów zwycięstwa.

Wspomniałem Wam, że karty są wielofunkcyjne. Jak sami możecie zauważyć po powyższych zasadach, karty mają kilka cech. Układając je zakrytą stroną mamy symbol towaru – to właśnie tak będziemy zaznaczać ile dóbr wyprodukował dany budynek. Karty są również przeróżnymi budynkami – zakładem szewskim, wypalarnią węgla, przędzalnią itp. Poza tym karty symbolizują dobra, które dostępne są na targu. Ostatnią cechą są połówki słońca, które określają kiedy zaczyna się i kończy druga i trzecia faza.

Twórca gry – Alexander Pfister – gościł już na naszej stronie. Recenzowaliśmy jego ciężkie euro – Mombasę. O mój Zboże! to tytuł zdecydowanie lżejszy i przyjemniejszy, a przede wszystkim o wiele krótszym. Dodatkowo tego autora możecie skojarzyć z głośnej ostatnio gry Wyspa Skye (również wydawnictwa Lacerta), które nazywane jest Carcassone na sterydach. To wszystko pokazuje, że Alexander jest utalentowanym twórcom, więc będziemy się przyglądać jego kolejnym pomysłom.

O mój Zboże! to gra przyjemna. Nie występuje to paraliż decyzyjny, zasady tłumaczy się bardzo szybko, można wczuć się w rzemieślniczy klimat. Jest to gra również lekka, z niskim progiem wejścia. Innowacyjne podejście do wielofunkcyjności kart może bardzo się spodobać wszystkim tym, którzy zaczynają swe przygody z planszówkami, gdyż będzie to dla nich coś innego, nowego. Starzy wyjadacze lubujący się w klimat produkcji i nie wymagający negatywnej interakcji również odnajdą się w tej małej grze. Polecamy!


I.
Klimat
5/6
II.
Złożoność
5/6
III.
Oprawa graficzna
5/6
IV.
Wykonanie elementów
5,5/6
V.
Grywalność na 2 graczy
4,5/6
VI.
Grywalność na więcej osób
5/6

Ocena Końcowa: 5


 Nazwa: O mój Zboże!

Wydawca: Lacerta

 Rok wydania: 2016

 Edycja: Pierwsza

 Sugerowana cena: 35zł

 Ocena: 5/6 
 Za przekazanie gry do recenzji dziękuję wydawnictwu Lacerta

http://www.lacerta.pl/

16 cze 2016

Współpracuj lub walcz by przeżyć! - recenzja gry Bright Future

 
Ok. Przyszedł czas na recenzje gry osadzonej w klimatach post-apokaliptycznych, do których nie pałam wielką sympatią, ale nie określiłbym ich też jako swojej zmory. Po prostu traktuje te gry z dużą dozą dystansu, ale nie niechęci. Nadszedł czas na recenzje tytułu, który po otwarciu wywołał u mnie niepokój przez masę elementów i długą instrukcję. Na szczęście nie było tak źle jak się obawiałem. Przedstawiam Wam Bright Future.

Bright Future to gra wydawnictwa Ogry Games (odpowiedzialnych za Metro 2033 oraz Smoczy Wyścig). Jest to tytuł który oferuje nam, aż trzy różne warianty rozgrywki, a do tego dostajemy masę porządnie wykonanych elementów i świetnych klimatycznych kart.

Skoro już zacząłem o zawartości to opowiem Wam o niej bardziej szczegółowo. Otóż w twardym kartonowym pudle znajdziemy: 12 dwustronnych kart bohaterów (każdy bohater w wersji męskiej/żeńskiej), 6 kart ludzi i 6 kart mutantów, 48 kart sprzętu (24 karty broni i 24 karty pancerza), 36 kart lokacji, 16 kart tuneli, 16 kart mapy, 106 różnorakich żetonów (żetony misji, żywności, życia, kodu itd.), podręcznik (dobre słowo) z zasadami gry.

Chciałbym Wam przybliżyć zasady tejże gry, jednak nie jestem do końca pewien czy zrobiłbym to odpowiednio, szczególnie że są trzy różne warianty, a każdy ma sporo swoich zasad. Przybliżę Wam zatem same tryby gry, a po skrót zasad zapraszam na profil blueberrypuddingcake, którzy również recenzowali ten tytuł w ramach swojego cyklu Plansza z Muffinem.

Okej, zatem do rzeczy. W Bright Future mamy 3 warianty gry: Tunel Władzy, Podziemna Gorączka i Arena. I tutaj niestety zaczynają się rozbieżności z opisów na pudełku z tymi w instrukcji. Otóż na pudełku znajdziemy informację, że Podziemna Gorączka jest do zagrania w trybie 1-4, a w instrukcji że 2-4. Podobnie się ma sprawa z Tunelem Władzy – pudełko podaje, że 2-5, a instrukcja że jest wariant solo.

Ale przejdźmy do fabuły. Tunel Władzy – jest to tryb rywalizacji, w którym każdy walczy o swoje przetrwanie. Naszym celem jest odnalezienie kodu dostępu do schronu, do którego prowadzi tytułowy Tunel Władzy. Jest to o tyle istotne, że wszystkie pozostałe schrony zaczynają już wiać pustkami, a do tego skażona woda zaczyna dostawać się do środka. Zaczyna się walka o przetrwanie i jedynym ratunkiem jest zdobycie niezbędnych kodów do otwarcia włazu wejściowego.

Drugi tryb to wspomniana Podziemna Gorączka. Jest to przeciwieństwo tunelu władzy – stajemy się bohaterami, którzy współpracując ze sobą starają się pozbyć choroby wywołanej przez promieniowanie. Tutaj nie ma już wpływu czy należymy do ludzi czy mutantów – łączy nas wspólny cel czyli pozbycie się choroby. Będziemy to mogli uzyskać dzięki zdobywaniu próbek chorób i odnajdywaniu lekarzy, a nawet mikrobiologa, który będzie mógł stworzyć szczepionkę. Czasem będzie ostrzegać pobliskich o chorobie, aby się nie zarazili, a czasem będziemy musieli posunąć się do zabicia jednostek. Pamiętać jednak musimy, że każda zabita jednostka to duża strata dla i tak już upadającej populacji, więc czy będzie po co dalej szukać lekarzy?

Ostatnim trybem jest Arena. Jest to przeznaczony dla dwóch graczy wariant, w którym będziemy się pojedynkować. Bo czym byłoby życie bez zabawy? Jednak co jeśli zabawa przeradza się w walkę o przeżycie? Na Arene przybywają handlarze, najemnicy i wszyscy inni szulerzy od których będziemy kupować sprzęt, który to pozwoli nam zwyciężyć na Arenie. Zwyciężyć znaczy przeżyć.

Sami możecie stwierdzić, że Bright Future to gra z raczej klasycznymi założeniami postapo – wybuchowa bomba jądrowa, ludzie uciekają do tuneli, wybucha choroba i albo się jednoczymy albo rywalizujemy. Czy przez ten fakt gra traci? Otóż moim zdaniem nie.

Dlaczego nie? Gdyż jest to gra przemyślana. Nie ma tu zbyt wielu przypadków, każdy swój ruch trzeba przemyśleć, zaplanować, a jakiekolwiek błędy będą nas srogo kosztować. Owszem, może się zdarzyć że zaplanujemy jedno, a w efekcie otrzymamy coś zupełnie innego (lepszego), ale są to raczej sporadyczne sytuacje.

Żetony, karty, plansze, podręcznik. Wszystko jest zrobione bardzo dobrze. Wszystko zostało utrzymane w klimatycznej, szarej kolorystyce, która idealnie pasuje do tematu gry. Żetony są ładne, twarde, ciężkie do zajechania. Tak samo plansza. Karty w dwóch rozmiarach, ale wszystkie czytelne mimo że znajdziemy na nich mnóstwo piktogramów.

Niestety musimy też wspomnieć o tych gorszych sprawach. Wydaje nam się, że instrukcja mogłaby być zrobiona lepiej. I nie chodzi mi tu o jej wykonanie – te stoi na bardzo wysokim poziomie. Bardziej chodzi mi o tekst. Wspomniałem Wam już jedną wpadkę jeśli chodzi o ilość graczy. Dodatkowo czytając instrukcję czasem ma się wrażenie, że dostajemy za dużo informacji naraz co powoduje, że instrukcja daje nam wrażenie, jakby miała nas zaraz przerosnąć.

I to w zasadzie tyle, jeśli chodzi o minusy. Słyszeliśmy również opinie, że zbyt duża ilość piktogramów na kartach wprowadza chaos, ale nam one bardzo pomagały, więc wszystko zależy od gracza. Porównując do opinii Karoliny z blueberrypuddingcake, zauważycie z pewnością pewne rozbieżności. Zapewne będą one spowodowane tym, że są to skrajne opinie – nasza czyli osób, które podchodzą z dystansem do takiego tematu, oraz ich czyli ludzi, którzy lubują się w postapo.

Nasza ocena nie będzie tak wysoka jak od Karoliny. Mimo, że uważamy grę za dobrą, fajną, klimatyczną to dla nas jest trochę za ciężka i czasami (w zależności od grona) może być nużąca. Nie zrozumcie nas źle – gra jest dobra, ale po prostu nie wszystkim podejdzie. Jeśli ktoś jest niedzielnym graczem, albo po prostu się nie odnajduje w takiej tematyce to Bright Future go nie przekona. Natomiast jeśli jesteś fanem post-apokaliptycznych tematów to jest to dla Ciebie pozycja obowiązkowa!


I.
Klimat
5,5/6
II.
Złożoność
3,5/6
III.
Oprawa graficzna
5/6
IV.
Wykonanie elementów
5/6
V.
Grywalność na 2 graczy
3,5/6
VI.
Grywalność na więcej osób
4/6

Ocena Końcowa: 4,41

Nazwa: Bright Future

Wydawca: Ogry Games

Wydanie: pierwsze

Rok: 2016

Sugerowana cena: 139,95 zł

Ocena: 4,41/6
Za przekazanie gry do recenzji dziękuję wydawnictwu Ogry Games
www.ogrygames.com