15 sie 2019

Czy wojownicy Ninja trenują na Skandynawii? – recenzja gry Osadnicy: Królestwa Północy

Można śmiało rzec, że wydawnictwo Portal Games to prawdziwa fabryka gier planszowych. Analizując ich kalendarz wydawniczy można się przekonać, że miesięcznie swoje premiery mają średnio około 3-4 planszówki. Z pod ich szyldu wychodzą gry na zagranicznych licencjach, ale także dewelopują własne tytuły. Ich najnowszym dzieckiem jest gra pod tytułem Osadnicy: Królestwa Północy autorstwa Ignacego Trzewiczka oraz Joanny Kijanki. Czy jest to kolejny dodatek do gry Osadnicy: Narodziny Imperium czy też całkiem osobna pozycja?

Osadnicy: Królestwa Północy to gra karciana dla 1-4 graczy, w której wcielicie się w rolę przywódców wybranego klanu. Wykonując swoje akcje w kolejnych rundach będziecie rozwijać swoje imperium poprzez wznoszenie nowych budynków, odkrywanie nowych lądów oraz plądrowanie wysp, aby pozyskiwać nowe surowce. Każda kolejna akcja i decyzja mogą was przybliżyć do zwycięstwa, co może zmotywować przeciwników do najazdu na wasze królestwo!

Seria Osadników ma charakterystyczne i łatwo rozpoznawalne ilustracje. Z okładki Królestw Północy więc uśmiechają się do nas trzy barwne postacie reprezentujące trzy różne frakcje występujące w grze. I już was uspokajamy,jeśli się zmartwiliście, że będzie mało opcji do wyboru – każda z tych frakcji jest podzielona na dwa klany co daje łącznie sześć talii kart po 33 sztuki w każdej. Więc jest w czym wybierać, a dodatkowo jesteśmy przekonani, że Portal Games już pracuje nad dodatkami do gry. Co jeszcze znajdziemy w pudełku oprócz kart? Plansze wypraw i punktacji. Sporo drewnianych elementów wyciętych w kształt konkretnego surowca. Masę żetonów – statków, akcji, złota czy też najeżdżania. Co bardzo się ceni to fakt, że w pudełku znajdziemy genialnie zaprojektowaną wypraskę z dedykowanymi miejscami na wszystkie karty i żetony, a także specjalny podajnik na surowce dzięki któremu zachowany jest porządek w pudełku. Minusem jaki dość wyraźnie przeszkadza w grze to źle dobrane kolorystycznie żetony punktacji do znaczników akcji graczy. Nierzadko myliły nam się kolory i dodawaliśmy punkty przeciwnikowi zamiast sobie. Lepiej mogły zostać rozwiązane również kafle akcji, a dokładnie ich łączenie, bo często podczas gry rozsuwają się. Całość natomiast prezentuje się naprawdę świetnie. Jakość komponentów stoi na wysokim poziomie, a grafiki urzekają tak samo jak w przypadku Narodzin Imperium.

Co zatem Królestwa Północy oferują nowego? Czy są to Narodziny Imperium, ale w wersji skandynawskiej? Nie będziemy tutaj robić dogłębnej analizy, ale przedstawimy wam najnowszy tytuł jak najlepiej, abyście mogli sami zdecydować, czy chcecie w niego zagrać. Rozgrywka toczy się na przestrzeni rund, a te z kolei dzielą się na cztery fazy. I tak w pierwszej fazie – wypatrywania dobieramy cztery karty ze swojej talii klanu, aby następnie zatrzymać wybraną ich ilość opłacając koszt w postaci robotników. Druga faza – akcji jest najdłuższą fazą w grze,w której gracze kolejno wykonują po jednej z dostępnych akcji. Mamy do wyboru cztery podstawowe akcje takie jak budowa lokacji, najazd na przeciwnika, użycie akcji ze zbudowanych wcześniej kart oraz użycie pionu akcji klanu. Użycie piona klanu pozwala na dobranie kolejnej karty na rękę, wybudowanie jej za darmo, wypłynięcie, pobranie surowców lub zaludnienie. Trzecia faza to faza wypraw, czyli coś co prawdziwy wiking lubi najbardziej! Dzięki plądrowaniu odległych wysp możemy zyskać dużo wartościowych surowców. Jednak, jeśli postawimy na ekspansję naszego imperium to możemy zadeklarować podbicie danej wyspy, czyli dołączenie jej do naszego królestwa. Ostatnią fazą jest faza czyszczenia. Gra toczy się do momentu, aż pierwsza osoba nie zdobędzie jako pierwsza 25 punktów zwycięstwa. Wtedy przechodzimy do finalnego punktowania, a osoba z największą liczbą PZ wygrywa grę.

Tak w wielkim skrócie prezentują się zasady gry Osadnicy: Królestwa Północy. Na pierwszy rzut oka widzimy jednocześnie podobieństwa i różnice porównując ten tytuł do Narodzin Imperium. W obu grach skupiamy się na rozwoju własnego królestwa przez dodawanie kolejnych kart do naszego obszaru gry, za które notabene punktujemy na koniec partii. Jednak w Królestwach Północy sporo się zmienia pod względem mechanicznym. Nowe lokacje możemy wybudować nie tylko za surowce, ale także za wykonanie odpowiedniej akcji. I tutaj warto wspomnieć o kaflach akcji, na których stawiamy swoje piony, aby wykonać konkretną czynność. Mamy do dyspozycji dwa piony, czyli dwie akcje. Jednak po opłaceniu kosztu możemy ponownie użyć tego piona, aby skorzystać akcji z sąsiadującego kafla. Warto więc kalkulować, czy się opłaca wydawać surowiec, aby wykonać dodatkową akcję.

Co się bardzo rzuca w oczy to zmniejszona interakcja między graczami. Możemy najechać na przeciwnika i tylko zablokować mu wybraną kartę do końca danej rundy bez otrzymania dodatkowego bonusu. Tutaj bardzo liczymy na jakieś urozmaicenie w przyszłych dodatkach, bo gra z wikingami w tle aż się prosi o zwiększoną negatywną interakcję!

Jak skaluje się rozgrywka w konkretnych wariantach osobowych? Wiadomo, że w dwie osoby gra się będzie toczyć najszybciej, jednak nawet w pełnym składzie nie ma bardzo odczuwalnego downtime’u. Oczywiście kolejka musi przejść przez wszystkich graczy, jednak akcje wykonuje się bardzo płynnie, a po kilku partiach wręcz bardzo automatycznie. Dodatkowo, zaprojektowana została kampania dla osób, które lubią również tryb solo w grach planszowych.

Osadnicy: Królestwa Północy wydawnictwa Portal Games to pełnoprawny tytuł w tej serii. Mówimy serii, bo oprócz recenzowanego właśnie tytułu oraz Narodzin Imperium, istnieje również gra Osadnicy: Wykreślane Imperium, ale to temat na osobny artykuł. Królestwa Północy to kawał solidnej i dającej dużo frajdy gry karcianej, dzięki któremu możemy się poczuć jak prawdziwy wiking rozbudowujący swoje imperium i plądrujący dalekie wyspy.

Jeśli szukacie gry karcianej, w którą można zagrać w około godzinę, gdzie trzeba zarządzać surowcami, szukać zależności między kartami, aby dawały jak najlepsze efekty to zdecydowanie polecamy grę Osadnicy: Królestwa Północy. Jest to bardzo regrywalny tytuł, w który chce się zagrać ponownie po skończeniu partii, aby uczyć się kolejnych klanów i odkrywać ich właściwości. Zdecydowanie polecamy!


Nazwa: Osadnicy: Królestwa Północy
Wydawnictwo: Portal Games
Rok: 2019
Sugerowana cena: 120zł
Dziękujemy wydawnictwu Portal Games za przesłanie egzemplarza recenzenckiego 
Portal Games

Share:

13 sie 2019

Czy warto korzystać z mobilnej wersji kasyna?

Wybierając kasyno często możemy wybrać z jakiej wersji chcemy korzystać, często do dyspozycji mamy wersje do ściągnięcia, mobilną oraz przeglądarkową czy też aplikacje.

Rozwój kasyn

Jeszcze kilkadziesiąt/kilkanaście lat temu jedyną możliwością, aby wygrywać prawdziwe pieniądze, było udanie się do kasyna naziemnego. Rozwój technologii, internet otworzył całkowicie nowy rozdział w historii kasyn, pojawiły się tzw. kasyna online, dzięki którym możemy prowadzić rozgrywkę online. Kolejnym ułatwieniem, pozwalającym graczom na jeszcze lepszy dostęp do kasyn są mobilne wersje kasyn. Wystarczy jedynie dostęp do internetu oraz na przykład tablet lub smartphone’a, aby grać, niezależnie od tego gdzie w danym momencie jesteś. Wszelkie informacje dotyczące kasyn, producentów oprogramowania możecie znaleźć na stronie https://bestcasinos.pl/.

Co oferują wersje mobilne kasyn?


Jeśli chodzi o ofertę gier w wersji mobilnej to obejmuje ona sloty, video poker, blackjack, ruletkę i inne gry stołowe. Jednoręki bandyta jest zdecydowanie najpopularniejszą grą graną dziś na telefonie komórkowym czy tablecie. Użytkownicy mogą spodziewać się podobnych doświadczeń w porównaniu z kasynami naziemnymi/online, z niewielkimi różnicami, głównie dotyczącymi formatu gier. Wysokiego poziomu bezpieczeństwa należy spodziewać się przede wszystkim po renomowanych kasynach, które dodatkowo oferują podobne metody płatności – wpłat i wypłat środków z konta. Oczywiście, również w przypadku wersji mobilnych możemy spodziewać się bonusów. Niestety mogą się one okazać nieco mniejsze niż w przypadku kasyn online, jednak nie są to znaczne różnice. W dalszym ciągu będziemy mieli możliwość skorzystania z bonusów powitalnych, jednak skala dodatkowych środków czy spinów może być mniejsza.

Najpopularniejsze platformy do gry


Prawie wszystkie dostępne aplikacje do gier hazardowych na iPhone'a będą działać ze wszystkimi wersjami iPhone'a, iPadów, a nawet nowego zegarka Apple Watch. Jeśli w kasynie mobilnym jest dostępna aplikacja Apple App, na stronie głównej znajdziesz link do pobrania. Alternatywnie, jeśli szukasz konkretnej aplikacji, na pewno znajdziesz ją na Apple Store. Oczywiście, oprócz firmy Apple na rynku znajduję się drugi wielki gracz, który obsługuje ponad dwa razy więcej użytkowników – Android. Technologia Android obejmuje wiele różnych marek i jest kompatybilna m.in. z telefonami Acer, Samsung, HTC, Xiaomi etc. Jednym z powodów sukcesu Androida jest jego mobilny system operacyjny, co oznacza, że jest on kompatybilny z niemal każdym smartfonem lub tabletem dostępnym na rynku.

Plusy i minusy wersji mobilnych/aplikacji kasyn online

Z pewnością znajdziemy więcej plusów, niż minusów, jednak zawsze warto zwrócić uwagę na obie strony medalu. Do plusów można zaliczyć przede wszystkim: 

• dostęp do gier w każdym miejscu i o każdej godzinie, 
• możliwość gry bez wpłaty środków, 
• możliwość natychmiastowego depozytu środków, 
• bardzo dobra oferta gier, 
• szeroki zakres zakładów. 

Minusy to na przykład sytuacje, w których nasze połączenie internetowe nie jest wystarczająco silne, co może mieć duży wpływ na naszą rozgrywkę. Drugą kwestią jest fakt, iż zdarza się, że bonusy czy promocje oferowane poprzez mobilną wersję/aplikację nie są aż tak duże jak w przypadku kasyn online. Jednak jest na to prosty sposób, wystarczy najpierw dokonać rejestracji online i skorzystać z bonusu poprzez przeglądarkę internetową na komputerze. Korzystanie z kasyna na tablecie czy też telefonie komórkowym to świetna i przede wszystkim wygodna opcja, wystarczy, że weźmiesz swój telefon do ręki i zagłębisz się w świat kasynowej karuzeli.
Share:

4 sie 2019

Czy wyszlibyście do pracy w dwóch różnych skarpetkach? – recenzja gry Nigdy w Życiu!


Wyobraźcie sobie taką sytuację. Jesteście szczęśliwym małżeństwem od 14 lat. Wasze dzieci rok w rok zdobywają świadectwo z paskiem. Macie wspaniałych znajomych, którzy wszystko o was wiedzą, a wy o nich. Ale czy na pewno? Spotykacie się na wspólnym wieczorze z grami planszowymi, ogrywacie znane tytuły, ale ktoś nagle rzuca pytanie „A graliście już w tę nowość od Naszej Księgarni? Może spróbujemy?” Nigdy w Życiu nie sądzilibyście, że po jednej partii w z pozoru zwykłą grę karcianą, wasze dotychczasowe życie i poglądy legną w gruzach.

Co to za gra? - zapytacie. Ot, niby zwykła gra karciana, ale po kilku partiach zdziwicie się, jak mało wiecie o drugiej osobie i podsunie wam wiele szalonych pomysłów, które będziecie pragnęli zrealizować. Mowa tutaj o grze Nigdy w Życiu wydawnictwa Nasza Księgarnia. Jest to pozycja przeznaczona dla 2-6 graczy w wieku 18+ i świetna gra imprezowa dla dorosłych. Waszym zadaniem jest obstawianie, kto z Waszych przeciwników jest lub byłby w stanie zrobić rzeczy podane na kartach. Walczycie oczywiście o punkty, a kto będzie miał ich najwięcej – wygra!

Co znajdziemy w małym pudełku? 80 Kart Pytań, 24 Karty Odpowiedzi, 6 Kart Obstawiania Wyniku, 12 kryształowych znaczników graczy, tor punktacji oraz instrukcję. Nie będziemy się długo rozwodzić nad wykonaniem gry. Żółta oprawa pudełka sprawia, że rzuca się ono w oczy na sklepowych półkach. Ilustracji dużo nie uświadczymy z racji tego, że na Kartach Pytań jest tekst. Co do samych kart – są one wytrzymałe i spokojnie przetrwają niejedną imprezę. Warto wspomnieć o kompaktowym pudełku, które możecie zabrać ze sobą wszędzie – czy na domówkę, czy do baru, a nawet na wyjazd z przyjaciółmi.

Zasady tłumaczy się w minutę. Waszym celem jest udzielenie odpowiedzi zgodnej z prawdą, na pytanie odczytane z wylosowanej karty – czy chcielibyście zrobić  rzecz z tej karty. Dodatkowo, musicie również obstawić, ilu współgraczy chciałoby zrobić te rzeczy! Ale od początku. W swojej turze gracz dobiera na rękę kartę i czyta jedno z czterech dostępnych pytań. Następnie wszyscy gracze (łącznie z czytającym) decydują, czy są skłonni zrobić rzecz zawartą w pytaniu. Swoją odpowiedź definiują (w tajemnicy) przez wskazanie odpowiedniej wartości odpowiedzi. Tych jest aż cztery – od 0 do 3, gdzie zero to tytułowe „Nigdy w życiu”, a 3 to „Tak!”. Po tym wyborze gracz obstawia wynik, który jest sumą odpowiedzi pozostałych zawodników. Gdy wyniki zostały obstawione, wszyscy gracze ujawniają swoje odpowiedzi, a następnie sumują ich wartości. Gracze, którzy poprawnie obstawili wynik, zdobywają jeden punkt. W przypadku braku poprawnego obstawienia punktuje gracz, który obstawił najbliższą wartość. Gra kończy się, gdy ktoś jako pierwszy zdobędzie 12 punktów.

Nigdy w Życiu wydawnictwa Nasza Księgarnia to gra z rodzaju, gdzie nie liczy się wynik końcowy, ale przyjemność i radość ze wspólnej gry. Czasem trzeba zapomnieć o ostrej matematyce i przeliczaniu, czy bardziej się opłaca sprzedać złoto teraz, czy dopiero po kolejnej zamorskiej wyprawie. Zacieśnianie więzów społecznych, odkrywanie siebie i swoich bliskich jest równie ważne!

Owo odkrywanie przynosi ze sobą często wesołe sytuacje. Bo nagle się okazuje, że wasz przyjaciel od podstawówki, który zawsze miał tróję na szynach z WF-u, potrafi kręcić hula-hoopem! A wasza żona chciałaby mieć dredy! Salwy śmiechu mieszają się z minami zdziwienia, kiedy jesteśmy pewni odpowiedzi drugiej osoby, a ona ujawnia zupełnie inną! Ta gra to narzędzie do poznania siebie i swoich bliskich. Odradzamy rozgrywkę z nowo poznanymi osobami, bo kwintesencją tej gry jest szok po odpowiedzi osoby, którą wydaje się wam, że dobrze znacie, a ona zaskakuje was swoim wyborem.

Nigdy w życiu od Naszej Księgarni to ciekawa pozycja imprezowa. Dobra zabawa i kupa śmiechu są gwarantowane! Jeśli szukacie szybkiej i prostej mechanicznie gry, która uświetni wasze domówki – ten tytuł to dobry wybór.
 



Nazwa: Nigdy w życiu!
Wydawnictwo: Nasza księgarnia
Rok wydania: 2019
Sugerowana cena: 30zł
Dziękujemy wydawnictwu Nasza księgarnia za przekazanie egzemplarza recenzenckiego
Nasza księgarnia

Share:

30 lip 2019

Zachowaj powagę i wygraj! - recenzja gry Nie śmiej się!

Kto z was nie lubi starych, poczciwych kalamburów? Ileż radochy i zabawy daje długa rozgrywka w dobranym towarzystwie. Jednak zwyczajne kalambury ewidentnie znudziły się wydawnictwu Alexander. Dziś chcemy przedstawić wam jedną z ich gier, w której będziecie musieli zachowywać powagę, by wygrać.

Nie śmiej się! to towarzyska gra planszowa dla 3-12 graczy w wieku 8+. Celem gry jest jak najpóźniejsze dotarcie do ostatniego pola z uśmiechem na planszy. Jednak ruch waszych pionków zależy od tego, jak łatwo dajecie się rozśmieszyć przeciwnikowi. Pokazujący muszą uruchomić swoją wyobraźnię, aby w niekonwencjonalny sposób przedstawić hasło i rozśmieszyć współgraczy.

O grach wydawnictwa Alexander można mówić wiele, ale ich głównym plusem jest to, że wykonanie wszystkich stoi na tym samym poziomie. Nie jest ono może wybitne, ale przynajmniej jednakowe i to je odróżnia w gąszczu innych gier planszowych. Nie inaczej jest w przypadku Nie śmiej się! W pudełku, otwieranym jak pizza, znajdziemy sporo ciekawych elementów. Od instrukcji zaczynając, przez planszę do gry, kostki, pionki, klepsydrę i karty haseł, a na nosie klauna kończąc. Tak! Do każdego egzemplarza dodawany jest kolorowy nos klauna, który jest ważnym elementem podczas rozgrywki. Całość wykonania jest przyzwoita — plansze są grubsze, lecz karty trochę łamliwe.

W grze Nie śmiej się! mamy dwa warianty rozgrywki. Celem pierwszego jest jak najpóźniejsze dotarcie do ostatniego pola na planszy, a w drugim jak najszybsze. Opiszemy po krótce oba. W pierwszym z nich, zaczynający zawodnik odkrywa kartę z hasłami, odczytuje wszystkie, a następnie przez rzut kością losuje te, które będzie prezentował. Ale uwaga! Na kości jest pole NOS, które po wylosowaniu oznacza, że gracz będzie musiał założyć nos klauna do pokazywania. Jako że zgadywane hasło jest widoczne dla pozostałych, to osoba pokazująca musi nie tyle dosłownie je pokazać, co zrobić to jak najśmieszniej. I tutaj ogranicza was jedynie wasza wyobraźnia. Możecie wydawać dziwne dźwięki, śpiewać, rapować, skakać, śmiesznie pozować czy gestykulować. Nie wolno wam jedynie łaskotać przeciwników. Jeśli udało wam się rozśmieszyć chociaż jedną osobę w wyznaczonym czasie, to przesuwacie pionek tej osoby o jedno pole ku przegranej. Jeśli nie udało wam się nikogo rozbawić— to wasz pionek przesuwa się w dół.

Drugi wariant gry to typowe kalambury — gracz pokazujący wybiera hasło i stara się w wyznaczonym czasie je zaprezentować. Jeśli dokona tego, to zarówno on, jak i osoba, która poprawnie odgadła, przesuwają swój pionek ku zwycięskiemu polu. Jednak wydawnictwo Alexander postarało się, żeby nie było zbyt prosto. Bo jak tu szybko pokazać zepsutą pralkę, dziadka na skuterku albo kurę znoszącą jajko?

Nie śmej się! wydawnictwa Alexander to gra imprezowa, w której co chwila wybuchają salwy śmiechu. Zapewnia dobrą zabawę, a kupa śmiechów, chichów i heheszków jest gwarantowana! Dodatkowa nutka rywalizacji doda tylko smaczku na waszej parapetówce. Nikt raczej nie chciałby przegrać jako pierwszy, więc będzie się przykładał do prezentacji, aby rozśmieszyć całe grono znajomych.

Znudziły się wam zwykłe kalambury? Szukacie prostej gry imprezowej, która ożywi waszą domówkę? Nie śmiej się! to może być tytuł, który wam się spodoba. Proste zasady, rywalizacja, śmieszne hasła w połączeniu ze zgraną ekipą przyjaciół to sposób na udaną imprezę przy grze Nie śmiej się!


 
 Nazwa: Nie śmiej się!
Wydawnictwo: Alexander
Rok wydania: 2018
Sugerowana cena: 35zł
Dziękujemy wydawnictwu Alexander za przesłanie egzemplarza recenzenckiego
Alexander

Share:

28 lip 2019

Odkrywaj i osiedlaj! - recenzja gry Laguna

Gry, w których musimy zasiedlić i eksplorować ląd,w dużej mierze kojarzą się z trudnymi tytułami. Z tym tematem zmierzył się również Reiner Knizia, w ostatnich latach kojarzony z prostymi, rodzinnymi grami, które jednak mają w sobie to coś. Sprawdźmy zatem, jak wypada Laguna, która w Polsce została wydana przez Funiverse.

Laguna to prosta gra rodzinna dla 2 – 4 graczy w wieku powyżej 8. roku życia. Sama partia to około 40 minut zabawy. W kolorowym pudle znajdziemy masę ciekawych rzeczy: dużą planszę, 32 drewniane znaczniki dóbr, 20 osad w 4 kolorach, 90 żetonów osadników w 4 kolorach, notes punktacji i instrukcję.

Warto wspomnieć, że tutaj za ilustrację odpowiada nasz rodak – Tomasz Larek, o którym już wspominaliśmy przy recenzji Chytrogrodu. Ilustracje w Lagunie zdecydowanie przyciągają wzrok i zachęcają do grania. Wykonanie elementów też jest bardzo dobre – plansza jest gruba, tak samo jak żetony. Osady to śliczne domki, które wpasowują się w tematykę gry. Duży plus za wykonanie!

Zasady gry są proste i szybkie do ogarnięcia. Choć instrukcja, naszym zdaniem, mogłaby być lepsza, to po zagłębieniu się i zrobieniu kilku ruchów wszystko staje się jasne. Przygotowanie gry jest szybkie – każdy bierze żetony w swoim kolorze, zasoby wrzucamy do woreczka płóciennego, a następnie losowo rozkładamy we wskazanych miejscach na planszy.

Rozgrywka dzieli się na dwie fazy, a na koniec każdej z nich będziemy punktować. Pierwszą z nich jest Faza Eksploracji, w której będziemy odkrywać dane wyspy. Pierwszy gracz kładzie swój żeton osadnika na polu morza (łodzią do góry) i to samo robią kolejni. Każdy kolejny żeton (lub wioskę), który będziemy chcieli dołożyć na wyspę, będzie musiał sąsiadować z naszym żetonem już znajdującym się na planszy – jedynie na polach morza możemy umieszczać nie połączone ze sobą żetony. Jeżeli ustawimy swojego osadnika na polu, na którym znajduje się jakieś dobro, to zabieramy je do swoich zasobów. Faza ta dobiega końca, gdy spełniony zostanie jeden z dwóch warunków – wszyscy gracze rozłożą już swoich osadników lub z planszy znikną wszystkie dobra. I tutaj następuje pierwsze punktowanie (drugie na koniec gry wygląda tak samo) – punkty otrzymujemy za wiele różnych rzeczy – za przewagi na wyspach, za obecność na 7 lub 8 wyspach, za połączenie, które stworzyliśmy pomiędzy wyspami, za statuetki, za ilość zebranych takich samych dóbr oraz jednorazowo za komplet 4 różnych dóbr. Gdy wszystkie punkty zostaną podliczone, to sprzątamy z planszy wszystkich osadników i pozostałe zasoby, a zostają jedynie wioski, które wybudowaliśmy w pierwszej fazie. Ponownie losujemy zasoby i układamy je na planszy. Gra jest kontynuowana zgodnie z ruchem wskazówek zegara, więc zaczyna gracz po lewej od tego, który zakończył fazę eksploatacji. Druga faza to Faza Osadnictwa. Przebiega ona w taki sam sposób, jak Faza Eksploatacji z jedyną różnicą – teraz nawet jeśli chcemy położyć osadnika na wodzie, to musi on przylegać do wcześniej położonego żetonu (rozpoczynamy grę z wioskami i to od nich zaczynamy rozkładać swoje żetony). Warunki zakończenia fazy są takie same jak w poprzedniej. Na koniec następuje punktowanie, a następnie podliczanie punktów zdobytych w dwóch fazach. Gracz z ich największą liczbą zostaje zwycięzcą.

Trochę się rozpisaliśmy na temat tych zasadach, ale chyba zawarliśmy wszystko, co dobrze opisuje ten tytuł. W Lagunie może i nie ma bezpośredniej interakcji między graczami, ale po pewnym czasie będziemy wykonywać ruchy tak, by zdążyć zebrać dobra przed przeciwnikiem, albo żeby zablokować mu drogę, by nie połączył dużej liczby wysp. Jak widać – zawsze można sobie poprzeszkadzać.

W Lagunie podoba nam się to, że pierwsza faza ma duży wpływ na drugą. To jak rozmieścimy swoje osady, będzie potem skutkowało możliwościami, jakie dostaniemy w fazie drugiej. Jest to też pewien minus, bo jeśli popełnimy o jeden błąd za dużo przy rozstawianiu wioski, to możemy się już nie podnieść.

Laguna to nadal tytuł należący do tych lżejszych, czyli taki, który wpisuje się w ostatnie portfolio Reinera Knizii (bo ostatnie lata w jego wykonaniu to gry rodzinne/dla dzieci). Ten tytuł jest jednak ciekawy - powoduje, że musimy pokombinować, a jednocześnie będziemy się dobrze bawić. Zdecydowanie polecamy sprawdzić, bo gra może trafić w Wasze gusta!



Nazwa: Laguna
Wydawnictwo: Funiverse
Rok wydania: 2019
Sugerowana cena: 99,95zł
Dziękujemy wydawnictwu Funiverse za wysłanie egzemplarza recenzenckiego
 Funiverse

Share:

25 lip 2019

Jakiego koloru są truskawki? – recenzja gry Gra pozorów

No więc, co z tymi truskawkami? Są czerwone? Zielone? A może niebieskie? Tym podchwytliwym pytaniem zaczniemy dzisiejszy artykuł o ciekawej grze wydawnictwa Nasza Księgarnia, w której nic nie jest takie, jakie mogłoby się wydawać. Zapraszamy na recenzję przewrotnego tytułu, jakim jest Gra pozorów.

Gra pozorów to karcianka dla 2-4 graczy w wieku 8+. Grając równocześnie, będziecie starali się jak najszybciej wyłożyć na stół wszystkie swoje karty z ręki. Aby wygrać, potrzebna wam jest spostrzegawczość i szybkość! Nie przypuszczacie jednak, że będzie zbyt łatwo, prawda? Będziecie musieli oszukać wasz mózg, żeby poprawnie wykładać karty!

Mechanika tytułu karcianego Gra pozorów odwołuje się do eksperymentu amerykańskiego psychologa Johna Ridleya Stroopa. W owym eksperymencie uczestnicy mieli na głos nazywać kolor tuszu, którym zostały napisane wyrazy, jednocześnie ignorując ich znaczenie. Na przykład, gdy napisane było słowo ZIELONY, należało powiedzieć „niebieski”. Jest to trudniejsze niż mogłoby się wydawać, a dzieje się tak, ponieważ w tym samym czasie prawa półkula mózgu stara się określić kolory, a lewa analizuje sens słów. Przez ten lekki zgrzyt nasz mózg dłużej przetrawia informacje, co sprawia, że rozgrywka w Grze pozorów staje się bardziej ekscytująca!

Ale do rzeczy! W małym i zgrabnym pudełku znajdziemy 65 kart podstawowych, 45 kart zaawansowanych oraz instrukcję. Ilustracji nie uświadczymy zbyt dużo – raptem dwie truskawki wraz z napisem. Rozgrywka w Grę pozorów trwa szybko, a jej przygotowanie polega na rozdaniu odpowiedniej ilości kart uczestnikom partyjki. W grze nie występują żadne tury czy rundy – wszyscy grają jednocześnie i ścigają się między sobą, aby być pierwszą osobą, która pozbędzie się wszystkich kart z ręki. Aby poprawnie wyłożyć kartę, należy dopasować ją do opisu z karty, która już leży na środku stołu. Zwracacie uwagę na treść wyrazu, nie wygląd liter. Dopiero szukając kolejnej karty patrzycie na wygląd liter. Jeśli warunek się zgadza, to gra toczy się dalej, ale tym razem próbujecie dołożyć kolejną kartę do tej wyłożonej przed chwilą. Sytuacja na stole co chwilę się zmienia, więc musicie być diabelsko spostrzegawczy i czujni. Gra toczy się do momentu, aż pierwszy gracz pozbędzie się wszystkich swoich kart.

Proste prawda? Trochę główkowania i logicznego myślenia, a zabawy cała masa! Uprzedzamy – trzeba rozegrać parę partyjek, aby wdrożyć się w mechanikę. Na początku często się myliliśmy i dokładaliśmy, na przykład, karty o tym samym kolorze zamiast w poszukiwanym rozmiarze. Gdy już opanujecie sprawnie podstawowe zasady, zawsze możecie wprowadzić karty zaawansowane, na których warunek jest opisany w lustrzanym odbiciu. To jeszcze większe wyzwanie dla mózgu.

Gra pozorów wydawnictwa Nasza Księgarnia to świetna gra, która dostarczy rozrywki ludziom w każdym wieku – od najmłodszych do najstarszych. Jednak miejmy na uwadze, że tym najstarszym refleks może już nie dopisywać. Jednak w swoim tempie mogą dalej trenować swój mózg. Jest to kolejny tytuł, który dostarcza nie tylko rozrywki, ale również pozytywnie wpływa na nasze szare komórki.

Polecamy wszystkim, którzy lubią gry rozwojowe, a jednocześnie szukają dobrej zabawy podobnej do tej, którą dostarczają Dobble. Sprawdzi się również jako gra imprezowa, jeśli znudziły wam się pozycje pokroju kalambur. Dodatkowo, kompaktowe pudełko pozwala zabrać grę na wyjazd. 




Nazwa: Gra pozorów
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2019
Sugerowana cena: 20zł
Dziękujemy wydawnictwu Nasza Księgarnia za przekazanie egzemplarza recenzenckiego
Nasza Księgarnia

Share:

20 lip 2019

Wybuduj swoje Miasteczko marzeń! - recenzja gry Welcome to

W tym roku mamy wysyp wielu gier z gatunku roll & write czy też potocznie zwanych wykreślanek. W zeszłym roku trafiła w nasze ręce Winnica od Granny i Steamrollers od Portal Games, a w tym roku już ogrywaliśmy Osadników: Wykreślane Imperium od Portal Games oraz Welcome to od Rebel.pl. I to właśnie o tym ostatnim tytule przeczytacie dziś w naszej recenzji!

Welcome to Miasteczko Marzeń to gra wykreślana dla nieograniczonej liczby graczy (!), której partia trwa około 20 minut, a minimalny wiek graczy szacuje się na 10 lat. W pudełku z grą znajdziecie: 29 kart planu miejscowego (karty celów), 81 kart budowy, 4 arkusze pomocy, notes punktacji, instrukcję. Wykonanie? Bardzo dobre - mimo że, jak wiadomo, wszystko idzie w druku międzynarodowym (poza pudełkiem i instrukcją, elementy są niezależne językowo), to i tak nie można niczego zarzucić wydawcom.

Reguły tejże gry są bardzo proste, jak to w większości wykreślanek. Każdy z graczy otrzymuje arkusz swojego miasteczka, na którym będzie zaznaczał wszystkie swoje akcje. Na środku stołu rozkładamy 3 cele (z 3 poziomów), które będą nam dostarczać dodatkowe punkty. Obok tworzymy trzy równe stosy kart, cyframi do góry (karty z jednej strony posiadają cyfry, z drugiej symbole). Na początku każdej rundy będziemy odwracać każdą wierzchnią kartę, odkrywając symbol – ważne jest, by odkrywać tak, aby karty tworzyły pary (ta którą odwróciliśmy, z tą która się „pojawiła”). Następnie wszyscy gracze wybierają jedną „parę” i wpisują cyfrę w jeden z domów, a dodatkowo mogą skorzystać z danego efektu. Takich efektów jest 6 – geodeta (pozwala postawić płot na danej ulicy), pośrednik nieruchomości (zwiększa wartość danego osiedla), architekt krajobrazu (dzięki niemu dostajemy dodatkowe punkty za las na danej ulicy), producent basenów (jeżeli dobrze będziemy wpisywać cyfry z tym efektem, to dostaniemy dodatkowe punkty), pracownik budowy (pozwala nam zwiększyć/zmniejszyć wartość wpisywanej cyfry), bis (pozwala wpisać dwa razy daną cyfrę, za co później możemy dostać ujemne punkty). Zasady wpisywania cyfr są proste – muszą być one wpisane w kolejności rosnącej od lewej do prawej oraz nie można dwa razy wpisać tej samej cyfry na danej ulicy (w wariancie podstawowym). Gra kończy się na kilka sposobów – jeżeli któryś z graczy zrealizuje 3 różne cele, gdy trzeci raz nie jesteśmy w stanie wpisać cyfry lub gdy ktoś zbudował wszystkie domy na swoich osiedlach. Na koniec podliczamy punkty za każdy element i gracz z największą liczbą na koniec gry zostaje zwycięzcą.

Trochę się rozpisaliśmy o zasadach, ale sami zobaczycie, że są one bardzo proste i szybko załapiecie, o co chodzi. Nauka zasad to jakieś 2 minuty, a potem wszystkie niejasności można omawiać na bieżąco – wszyscy gramy jednocześnie, więc nie ma problemu, żeby przypominać o działaniu danego efektu karty.

Welcome to… Miasteczko Marzeń jest bardzo regrywalna – do każdej partii losujemy inne cele, karty będą pojawiać się w różnej kolejności, do danych cyfr będą przypisane inne efekty, więc za każdym razem będziemy musieli trochę pokombinować. Jeżeli ktoś już się poczuje bardzo pewnie, to można sięgnąć po wariant zaawansowany – tam dochodzą trudniejsze cele oraz nowe zasady (np. ronda).
Cenimy sobie bardzo Welcome to właśnie za prostotę. Wiemy, że możemy tę grę wyciągnąć na stół po rodzinnym obiedzie i wszyscy raz dwa załapią zasady. Gra jest stosunkowo szybka, więc nie stwierdziliśmy problemu z jej dłużeniem się.

Welcome to Miasteczko Marzeń to jedna z naszych ulubionych gier z gatunku roll & write. Wydawca oferuje w swoim sklepie dodatkowy notes punktacji (dla tych, którym by brakło) oraz alternatywne notesy, wraz z drobnymi dodatkami. Polecamy tę grę każdemu, niezależnie od stopnia zaawansowania w grach planszowych!



Nazwa: Welcome to... Miasteczko Marzeń
Wydawnictwo: Rebel
Rok wydania: 2019
Sugerowana cena: 79,95zł
Dziękujemy wydawnictwu Rebel za wysłanie egzemplarza recenzenckiego
Rebel i wyszstko gra
Share:

17 lip 2019

Gdzie Popiel harcuje, tam myszy zemstę knują! – recenzja gry Król Popiel

Drodzy Czytelnicy naszego bloga! Z serią Legendy Polskie wydawnictwa Granna powinniście być już zapoznani. Recenzowaliśmy dla was takie tytuły jak Bazyliszek, Smok Wawelski czy Pan Twardowski. W tym artykule rozprawiać będziemy o kolejnej grze z tej serii – Król Popiel.

Król Popiel wydawnictwa Granna to gra przeznaczona dla 2-5 graczy w wieku 6+. Będziecie pomagać myszom dorwać podstępnego króla Popiela. Dokładając kolejne kafelki do wieży, zmuszacie króla do ucieczki na coraz wyższe piętra, po drodze zdobywając bonusy. Zwycięży ten z graczy, który w czasie walki z bezwzględnym władcą zgromadzi najwięcej punktów.

Jak prezentuje się gra nazwana imieniem niegodziwego króla? Kolorowo i bajkowo – ilustracje są przyjazne dzieciom. Wesołe myszki co prawda zlewają się w jedną całość, ale koniec końców cała oprawa graficzna jest utrzymana w sympatycznym tonie. W pudełku znajdziemy sporo elementów – dwustronną planszę, 36 kafli z myszami, 5 pionków myszy (graczy), pionek króla Popiela, podstawki pod znaczniki, żetony nagród oraz instrukcję. Całość prezentuje się dobrze, a stawiając ją na półce z pozostałymi tytułami z tej serii, kolekcja wygląda już naprawdę okazale. Szkoda tylko, że nie został dołączony dodatkowy woreczek strunowy na kafelki myszy, aby bardziej uporządkować wnętrze pudełka.

Słuchajcie, rozgrywka w grę Król Popiel nie jest skomplikowana. Zacznijmy od szybkiego przygotowania partyjki. Musimy rozłożyć planszę, wybrać kolor gracza oraz pionek i umieścić go na torze punktacji. Następnie wszyscy uczestnicy otrzymują jeden losowy kafelek z myszami, trzy umieszczają na polach dobierania, a pozostałe układają w stosie obok planszy. Po przetasowaniu żetonów nagród i ustawieniu pionka króla Popiela na planszy, jesteście gotowi do rozegrania gry! W swojej turze gracz dokłada kafelek z myszami, stosując się do zasad wykładania kafli, które zaraz szybko opiszemy. Następnie dobiera jeden z dostępnych na polach dobierania kafli – to nim wykona ruch w swojej następnej rundzie. Jak zatem dokładamy kolejne elementy na planszę? Na pewno żaden nowy kafelek nie może wystawać poza wyznaczoną linię murów wieży. Nie może również być położony na wierzchu już leżącego kafelka, na polu z przeszkodami, lub na polu, na którym stoi król Popiel. Kolejne kafle należy dokładać tak, aby stykały się one przynajmniej jednym bokiem z innymi kafelkami myszy. Gdy gracz dołoży swój element, natychmiast otrzymuje określoną liczbę punktów – zależną od tego jak dobrze dopasował go do reszty pozostałych kafelków już leżących w wieży. Każdy kafel myszy ma na brzegach połowę żółtej kropki – gracz otrzymuje 1 punkt za utworzenie pełnej kropki w swoim ruchu. Wynik od razu zaznacza się na torze punktacji. Gra toczy się tak do momentu, aż cała wieża zostanie zapełniona głodnymi myszami, a sam Popiel nie będzie już miał żadnej drogi ucieczki. Zwycięzcą zostaje ten z graczy, który zdobył najwięcej punktów.

Król Popiel to przyjemna i prosta gra, bo mechanicznie układamy klasycznego Tetrisa. Tytuł ten dedykowany jest oczywiście najmłodszym graczom. Jednak oprócz walorów edukacyjnych i wizualnych, gra wymaga lekkiego skupienia się. Musimy się trzymać kilku zasad dokładania kafli i wypatrywać okazji, by jak najlepiej zapunktować w swoim ruchu. Jednak dorośli nie będą wcale musieli za bardzo się „podkładać” i ich pociechy szybko nauczą się dopasowywać kształty oraz planować swoje ruchy.

Oprócz zwykłego układania kolejnych kafli, czasem będziemy musieli rozwiać dylematy. Czy bardziej opłaci się zwykłe dołożenie elementu na planszę, czy próba zgarnięcia fajnego bonusu, który w końcowym efekcie da nam więcej punktów? Rozwijającym czynnikiem jest tu planowanie swoich ruchów. Chociaż przy większej liczbie osób niestety się to nie sprawdza, ponieważ zanim tura dojdzie do nas, sytuacja w wieży może się mocno zmienić. 

 Król Popiel wydawnictwa Granna to sympatyczna gra planszowa z serii Legendy Polskie. Wszystkie gry z tej linii uczą młode umysły myślenia taktycznego, dedukcyjnego oraz zapamiętywania szczegółów. Zapoznajcie się z pozostałymi grami z tej serii, bo warto! My liczymy na kolejne tytuły z linii Legendy Polskie, a tymczasem grę Król Popiel polecamy najmłodszym oraz miłośnikom puzzli i Tetrisa. 

Nazwa: Król Popiel
Wydawnictwo: Granna
Rok wydania: 2018
Sugerowana cena: 35zł
Dziękujemy wydawnictwu Granna za przesłanie egzemplarza recenzenckiego 
Granna

Share:

15 lip 2019

Zbieraj wskazówki, współpracuj i rozwiąż zagadkę! – recenzja gry Lisek urwisek

W ostatnich miesiącach dużo się mówi o grach detektywistycznych. Czy to za sprawą Kronik Zbrodni, czy też naszego rodzimego Detektywa. Ten ostatni tytuł zdobywa wiele nominacji i nagród. W ostatnich tygodniach został nominowany do prestiżowego Spiel Des Jahre. Wspomniane tytuły są przeznaczone dla starszego grona graczy. Nie można jednak zapominać o najmłodszych! I tak, dzięki wydawnictwu Nasza Księgarnia, polskiej edycji doczekała się detektywistyczna gra dla dzieci – Lisek urwisek.

Lisek urwisek to kooperacyjna gra dla 2-4 graczy w wieku 5+. W grze wcielacie się w detektywów i musicie wspólnie rozwiązać zagadkę – kto skradł ciasto? Waszym zadaniem jest wskazanie jednego z kilku podejrzanych. Spokojnie możemy Wam sprzedać pierwszą podpowiedź - złodziejaszek ma rudą kitę! Zbierając wskazówki w trakcie gry, złapcie złodzieja zanim ten ucieknie z waszym pysznym ciastem!

W średniej wielkości pudełku znajdziemy dobrze zaprojektowaną wypraskę z dedykowanymi miejscami na poszczególne elementy gry. Wśród nich znajdziemy planszę, karty podejrzanych, żetony wskazówek, kostki do gry, pionki graczy oraz figurkę lisa. Największą furorę wśród dzieciaków robi jednak dekoder wskazówek, do którego wkładamy żetony i na ich podstawie wyciągamy wnioski, kto jest złodziejaszkiem. Całość prezentuje się bardzo kolorowo i ładnie, a z ilustracji narysowanych ciekawą kreską uśmiechają się do nas przebiegłe lisy.

Gra jest bardzo prosta, ale trzeba poświęcić chwilę uwagi, aby zapamiętać obowiązujące w niej zasady. Szybkie przygotowanie rozgrywki polega na rozłożeniu odpowiednich elementów na planszy oraz wybraniu jednego podejrzanego lisa. Aby wybrać łasucha, który zwędził wasze ciasto, musicie potasować karty Liska Urwiska, a następnie wybrać jedną i wsunąć ją do dekodera wskazówek. Oto wasz złodziejaszek, którego musicie odnaleźć i zidentyfikować wśród pozostałych kart lisów znajdujących się wokół planszy. W swojej turze gracz musi w pierwszej kolejności podjąć decyzję, co będzie robił w swoim ruchu. Czy będzie szukał wskazówek, czy ujawniał podejrzane lisy. Następnie wykonuje rzut kośćmi (maksymalnie trzy razy) i odczytuje wynik. Jeśli gracz zdecydował się wybrać na poszukiwanie wskazówek, to przemieszcza swój pionek w ich kierunku. Jeśli jednak postanowił zdemaskować następnych podejrzanych – odkrywa 2 kolejne karty z ich puli. Niezależnie od decyzji, na wszystkich kościach muszą się znajdować te same symbole, aby akcja się powiodła. Jeśli jednak po trzecim przerzucie kości nadal wskazują różne znaki, to musicie przesunąć figurkę Liska Urwiska w kierunku jego kryjówki. Wasza zabawa w detektywów trwa do momentu aż będziecie przekonani, że wiecie który lis jest psotnym urwiskiem. Spośród pozostałych kart lisów leżących wokół planszy wskazujecie gagatka i wyciągacie kartę z dekodera. Jeśli imiona się zgadzają – dopadliście liska urwiska! Jeśli jednak imiona się nie zgadzają lub podejrzany ucieknie do swojej nory – przegraliście grę i straciliście ciasto. 

Jak już wspominaliśmy – najciekawszym elementem gry Lisek urwisek jest dekoder wskazówek. Jest to małe narzędzie, za pomocą którego będziecie kolejno eliminować niewinne lisy i przybliżać się do rozwiązania zagadki. Działa on następująco – na każdej karcie liska urwiska znajdują się zielone kropki, a wskazówki to elementy ubioru waszego podejrzanego. Po przyłożeniu wskazówki do dekodera i uruchomieniu go, powinniście być w stanie stwierdzić, czy dana wskazówka pokazuje się z zieloną kropką, czy bez niej. Jeśli widzicie zieloną kropkę, to wasz podejrzany ma dany element ubioru na sobie i jest to dla was sygnał, że pozostałe liski są w takim razie niewinne.

Lisek urwisek to gra kooperacyjna dla najmłodszych. Jednak w naszej „dorosłej” redakcji zrobił mega furorę i świetnie się wspólnie bawiliśmy. Wracając jednak do grupy docelowej – dzieciakom bardzo spodoba się ten tytuł. Od eksplorowania obrazków i imion lisków, przez zabawy figurką, do prześcigania się w odkrywaniu wskazówek w dekoderze. Każdy jeden będzie chciał móc odsłonić kolejną wskazówkę i wyeliminować niewinne liski.

Gra zapewnia sporą dawkę wrażeń, ale ćwiczy też pamięć dzieciaków oraz rozwija pracę w grupie. W grze ważna jest kooperacja – bez współpracy nie wygra się tak łatwo. Dzieci muszą działać wspólnie, rywalizując z czasem i losem, bo dużo zależy od rzutu kośćmi. Gdy potoczy się fala złych wyników, podejrzany lisek może zbyt szybko czmychnąć do swojej norki.

Polecamy grę Lisek urwisek wszystkim dzieciom – nawet tym najstarszym, które szukają ciekawej rozrywki. Czekają na was wspólne dywagacje na temat wskazówek, dyskusje o podejrzanych oraz frajda z dekodowania kolejnych poszlak. Polecamy rodzicom zakup tej gry swoim pociechom, aby ćwiczyły pamięć i współpracę z innymi. 

Nazwa: Lisek Urwisek
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2019
Sugerowana cena: 50zł
Dziękujemy wydawnictwu Nasza Księgarnia za przesłanie egzemplarza recenzenckiego
Nasza Księgarnia


Share:

Ścisła współpraca

My na Facebooku

Labels