f Sterta Gier
  • Ex Libris

    Ex Libris - Marzysz o sprawowaniu funkcji Głównego Bibliotekarza w mieście nie z tego świata?

10 lut 2019

Rzuć wyzwanie Czempionom Areny i zwyciężaj, by zdobyć chwałę — recenzja gry Monolith Arena

Michał Oracz w światku gier planszowych to postać już kultowa i nie trzeba go raczej nikomu przedstawiać. Twórca gier takich jak Neuroshima Hex czy Cry Havoc wyszedł ostatnio do graczy ze swoją najnowszą propozycją. Tym razem na warsztat wziął swój stary tytuł i przerobił go na skierowany do bardziej ukierunkowanych odbiorców. Zostańcie z nami do końca artykułu, a dowiecie się, czy Monolith Arena wydawnictwa Portal to tylko odgrzewanie kotleta?

Monolith Arena wydawnictwa Portal to gra taktyczna, której tematem są walki na arenie pomiędzy Czempionami różnych frakcji. Przeznaczona jest dla 2-4 graczy w wieku 10+, a rozgrywka zajmuje około 30-45 minut. W grze będziemy kolejno dokładać na planszę żetony swojej armii do czasu, aż nie zostanie wywołana bitwa. Jej celem, jak również i całej gry, jest zniszczenie Sztandaru drugiego gracza. Wygra ten, który sprowadzi liczbę punktów Wytrzymałości Sztandaru przeciwnika do zera.

Jak prezentuje się Monolith Arena? Zaiste dostojnie. W dużym pudełku, oprócz instrukcji i planszy gry, znajdziemy całą masę żetonów, planszetki graczy oraz plastikowe podstawki — elementy Monolitów. Na „całą masę” żetonów składają się znaczniki inicjatywy, sojuszy czy też wytrzymałości. Najważniejszymi jednak są cztery komplety po 35 Żetonów Frakcji i to nimi głównie będziemy się posługiwać podczas gry. Monolith Arena osadzona jest w świecie fantasy, stąd też armie oraz wszystkie ilustracje przedstawiają różne orki, elfy, krasnoludy czy też mroczne demony. Grafiki są świetne i bardzo klimatyczne. Nam bardzo przypadły do gustu planszetki graczy, które są podobnie wykończone jak te w Artefaktach Obcych — lekko chropowate oraz miejscami gładkie. Szkoda tylko, że elementy monolitów nie zostały spersonalizowane dla poszczególnych frakcji. Zamiast tego są one neutralne i lekko odstające od kolorystyki armii. Ot mały szczegół, ale nadałby grze jeszcze więcej klimatu.

Rozgrywka w Monolith Arena składa się z serii tur. Gracze wykonują je kolejno po sobie, a w trakcie swojego ruchu mają do wykonania kilka akcji. Pierwszą jest dobieranie do trzech żetonów Armii ze swojej puli i odkrycie ich. Następnie jeden z nich trzeba odrzucić, a z pozostałymi dwoma należy zdecydować, czy się chce się je zagrać na planszę, zostawić na później, bądź też również odrzucić. Ważną zasadą jest, że przez całą rozgrywkę nie można posiadać więcej niż trzy odkryte żetony. Co więcej, zamiast dokładać żetony na planszę możemy rozwinąć swój Monolit. Składa się on z trzech żetonów — Sztandaru oraz dwóch własnego wyboru. Gra toczy się w ten sposób, aż któremuś z przeciwników nie skończą się zakryte kafelki lub gdy wcześniej jego sztandar nie zostanie pozbawiony punktów życia. Rozgrywana jest wtedy Ostateczna Bitwa, której wynik może jeszcze wiele zmienić.

Tak w zarysie wygląda partia gry w Monolith Arena. Dodatkowo musicie wiedzieć, że w każdej Armii dostępne są trzy rodzaje zagrywanych żetonów — Czempionów, Run oraz Rozkazów. Dwa pierwsze zagrywane są na planszę i to nimi kierujemy podczas Bitew. Żetony Rozkazów po wykorzystaniu właściwości — odrzucamy. Każdy Czempion ma swoją inicjatywę, która decyduje o kolejności wykonywania ataku podczas Bitwy. Nie będziemy się rozpisywać o właściwościach każdej armii, więc powiemy tylko, że wszystkie jednostki mogą atakować wręcz, z dystansu lub są żywą tarczą. Specjalne właściwości to smaczki Monolith Areny

Największy plus gry, jaki chcemy wam zaprezentować w pierwszej kolejności, to proste zasady i mechanika. Bo co trudnego jest w dokładaniu kafelków na planszę i w zapamiętaniu, że nie mogę ich dobrać więcej niż 3 sztuki? Schody zaczynają się przy odpowiednim ich wyłożeniu na planszę, tak aby wyrządzić wrogowi jak najwięcej szkód. Monolith Arena polega na strategicznym planowaniu położenia swojego wojska i wykorzystywaniu jego specjalnych zdolności.

Pytaliśmy we wstępie, czy Monolith Arena to odgrzewanie starego kotleta? Owszem. Mechanicznie gra nie różni się praktycznie niczym od Neuroshimy Hex, tak dobrze znanej wśród fanów gier planszowych. Nowością jest tutaj tylko mechanizm Monolitów, które dobrze zagrane dają potężną przewagę lub mogą uratować nas przed przegraną. Po co więc taki zabieg? Czy Michałowi Oraczowi skończyły się nowe pomysły? Na to pytanie nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć. Natomiast sądzimy, że jest to dobry chwyt marketingowy — sprzedać coś, co w Polsce przyjęło się bardzo dobrze — w nowej odsłonie na całym świecie. A poza tym — moda na retro jest przecież "w modzie". 

Wróćmy jednak do naszych wrażeń z rozgrywki. W Monolith Arena polecamy grać w dwie osoby. Jest to tytuł typowo szachowy. Owszem, spodobał nam się wariant drużynowy, jednak satysfakcja z samotnej wygranej jest większa. Tym bardziej, gdy wygrywamy po pięknym combo z ułożonych Czempionów. Polecamy wam zagrać w Monolith Arenę, jeśli lubicie główkować nad swoimi ruchami jak przy dobrej partii szachów. Dobre jest to, że podstawowe zasady są na tyle przystępne, iż można je wytłumaczyć w kilka chwil i tak naprawdę urozmaicamy je odpowiednimi właściwościami Frakcji. Te też są odpowiednio zbalansowane — nie ma sytuacji, że tylko Frakcja A może pokonać Frakcję B. Trafnie wykombinowane ruchy to droga do zwycięstwa. Przeszkadzało nam tylko to, że gdy zdarzy się kilka złych dociągnięć z rzędu, to nasz przeciwnik może się szybko rozwinąć.

Monolith Arenę polecamy fanom Neuroshimy Hex, chociażby dla samego zagrania i wypróbowania mechaniki Monolitów. Osobom, które nie znają starszej siostry Areny i dopiero poznają świat gier planszowych, chcemy powiedzieć tylko jedną rzecz. Warto zagrać w ten tytuł ze względu na możliwość strategicznego myślenia, proste zasady i dużą regrywalność — po przegranej partii będziecie mieli ochotę na natychmiastowy rewanż!
4,8/6

Nazwa: Monolith Arena
Wydawnictwo: Portal Games
Rok: 2018
Sugerowana cena: 120zł
Dziękujemy wydawnictwu Portal Games za przesłanie egzemplarza recenzenckiego
Portal Games


Share:

7 lut 2019

Wyrusz do swojego El Dorado! - recenzja gry Zaginiona Ekspedycja

Wydawnictwo All in Games spotkaliśmy pierwszy raz na Gliwickim Pionku, gdzie prezentowali przede wszystkim swoją autorską grę – Magię Czarnego Sportu. Nawiązaliśmy wtedy dobry kontakt, zostaliśmy zaproszeni do rozegrania partii zarówno we wspomniany MCS, jak i w Zagionioną Ekspedycję. Czasu trochę minęło, a w nasze ręce trafiły ich trzy gry – Dead Men Tell no Tales, Crypt oraz wspominana Zaginiona Ekspedycja. I to właśnie na recenzję tej ostatniej Was serdecznie zapraszamy.

Zaginiona Ekspedycja to kooperacyjna gra planszowa dla 1 – 4 osób od 14. roku życia. Czas rozgrywki szacuje się w granicach 30 – 60 minut. Autor gry inspirował się postacią Percy’ego Fawcetta, wojskowego, który wyruszył w poszukiwaniu mitycznego El Dorado. Co ciekawe, ta postać jest też znacząca w najnowszej grze Ignacego Trzewiczka – Robinson Cruose: Mystery Tales. Ale my nie o tym.

W małym, zgrabnym pudełku, znajdziemy: 6 kart poszukiwaczy, 9 kart ekspedycji, 56 kart przygód, 28 żetonów przygód, 21 żetonów prowiantu, 12 żetonów amunicji, 2 pionki, dwustronny żeton poranku/wieczoru, żeton lidera ekspedycji, 2 karty pomocy gracza oraz instrukcję. Wykonanie jest całkiem dobre, żetony wystarczająco grube, karty wytrzymałe, więc gra posłuży na naprawdę wiele partii.

Jak wspomnieliśmy – jest to gra kooperacyjna.Będziemy wspólnie walczyć o zwycięstwo, którym jest dotarcie do El Dorado, czyli ostatniej karty naszej wyprawy. Gra podzielona jest na rundy, reprezentujące dzień i noc naszej wyprawy. Na start dostajemy naboje i prowiant, a na wyprawę ruszają 3 postacie. Na początku każdej rundy, gracze otrzymują po 4 karty przygody, które będziemy musieli przejść, by posunąć naszą wyprawę dalej. Na takich kartach mogą znaleźć się różne niebezpieczeństwa, możemy zostać zaatakowani przez plemiona, dzikie zwierzęta, czy zjawiska atmosferyczne. Karty możemy podzielić na 3 typy – wydarzenia (żółte ramki), które są obowiązkowe do wykonania, wybory (czerwone), w których musimy wybrać jeden z kilku wariantów oraz opcje (niebieskie), które możemy, ale nie musimy wykorzystać. W czasie poranka gracze kolejno wykładają 2 karty, układając je w rosnący ciąg (każda karta ma swój numer). W czasie wieczora zagrywamy pozostałe dwie karty, które układamy w takiej kolejności, w jakiej wykładaliśmy je na stół. Gra może zakończyć się na 3 sposoby – wszystkie postacie umrą (przegrana), talia skończy się drugi raz (przegrana), gracze dojdą do El Dorado (wygrana).

Zaginiona Ekspedycja to bardzo dobra gra kooperacyjna, w której liczy się dobra komunikacja i planowanie zagrań. W czasie zagrywania kart gracze mają zakaz mówienia o tym, co mają na ręce, ale podczas samej podróży, już wszyscy biorą udział w rozgrywce, a kwestie sporne rozwiązuje lider ekspedycji, który ma decydujący głos (i zmienia się co rundę).

Gra wykonana jest w bardzo klimatyczny sposób. Ilustracje na kartach (i ich nazwy), są ściśle powiązane z tym, co nas czeka i dla przykładu: gdy spotykamy czarną panterę, to mamy 3 opcję – zastrzelić ją (wydać nabój) i dostać jedzenie, poświęcić dwie sztuki żywności by uciec, bądź przetrwać (lub nie) walkę z nią, tracąc 2 punkty życia.

W Zaginionej Ekspedycji otrzymamy również wariant solo jak i wariant 1v1. Nie często spotyka się, by gry kooperacyjne oferowały możliwość rywalizacji. Tutaj polega on na tym, że dwójka graczy, wspólnie buduje 2 ścieżki, którymi będą szli. Pierwszeństwo w wyborze zmienia się co rundę, więc wszystko staramy się balansować. Nie odczuliśmy, by było to dodane „na siłę” jak niektóre warianty solo w grach, wręcz przeciwnie – wariant rywalizacyjny jest całkiem przyjemny!

Zaginiona Ekspedycja to bardzo dobra, ciekawa gra, która jest bardzo regrywalna dzięki dużej liczbie dostępnych kart. Co rozgrywkę ścieżka będzie wyglądać inaczej, co ekipę będzie się grało inaczej. Serdecznie polecamy ten tytuł, szczególnie fanom poszukiwania El Dorado oraz wszystkim, którzy lubią gry kooperacyjne!

 Nazwa: Zaginiona Ekspedycja
Wydawnictwo: All In Games
Sugerowana cena: 89,95zł
Rok wydania: 2018
Dziękujemy wydawnictwu All In Games za przesłanie egzemplarza recenzenckiego

All In Games


Share:

6 lut 2019

Na nowo spisz historię swoich bohaterów i ich czynów - recenzja gry Paper Tales

Istnieje wiele karcianek, w których budujemy swoje królestwa, walczymy z potworami bądź przeciw sobie. Przyjemniej się gra, gdy takie przygodowe gry karciane mają wbudowaną jakąś otoczkę fabularną. Lub kiedy ta otoczka buduje się wraz z rozwojem gry, podobnie jak w recenzowanym dziś tytule o klimatycznej nazwie Paper Tales wydawnictwa Funiverse. Pozwólcie, że opowiemy wam historię, aby legenda o Papierowych Opowieściach trwała poprzez wieki.

Paper Tales to strategiczna gra karciana wydawnictwa Funiverse. Przeznaczona jest dla 2-5 graczy w wieku 12+, a jej partia potrwa około 30 minut. W każdej turze gracze będą kolejno wybierali najlepszy zestaw Kart Jednostek i dzięki nim zdobędą chwałę oraz punkty dla swojego królestwa. Rozwijając ekonomię państwa i dbając o zasoby militarne nie można zapomnieć, że nic nie trwa wiecznie. Jednostki wraz z postępem w grze będą nieubłaganie przemijały i tylko najbardziej doświadczeni wojownicy przetrwają, aby opowiedzieć swoją historię.

Co znajdziemy w pudełku gry Paper Tales? Pomijając niepotrzebne powietrze to całkiem sporo - planszetkę punktacji, drewniane znaczniki Czasu oraz Graczy, znaczniki monet oraz przemijania, instrukcję oraz sedno tej gry czyli karty. Tych ostatnich mamy 5 kompletów po 5 kart Budynków oraz 81 kart Jednostek. Mamy małe zastrzeżenie co do wykończenia, ale zanim do tego przejdziemy, to chcemy zwrócić waszą uwagę na ilustracje. Warto zagrać w Paper Tales chociażby dla samych grafik. Baśniowe i kolorowe, przypominające witraże, bardzo przyciągają wzrok, a okładka gry intryguje lekką tajemniczością i zaprasza do odkrywania zawartości pudełka. Jednak musimy dodać trochę dziegciu. Polecamy zainwestować w koszulki na karty, bo te są wykonane z miękkiego papieru i łatwo się gną i łamią. Szkoda.

Rozgrywka w Paper Tales trwa 4 pełne tury, podczas których gracze rozgrywają jednocześnie 6 następujących po sobie faz. Ale po kolei. Pierwsza faza, którą musimy  przejść, to zwykły draft. Dobieramy odpowiednią ilość kart z puli ogólnej, wybieramy jedną kartę, a resztę przekazujemy graczowi po swojej lewej, jednocześnie odbierając karty gracza po naszej prawej stronie. Druga faza to wystawienie swoich jednostek na stół przed siebie. Tutaj musimy pamiętać o zasadzie, że dwie karty wykładamy na Przodzie, a dwie na Tyłach. Domyślacie się już, że jednostki na froncie będą odpowiedzialne za wartość siły militarnej, a te z tyłu będą produkowały różne dobra? To dobrze, bo po opłaceniu ich kosztu, przechodzimy do trzeciej fazy - Wojny. Gracze rozpatrują walki z najbliższymi sąsiadami przy stole. Osoba z największą wartością siły Jednostek wygrywa potyczkę i dostaje punkty Chwały. Po wojnie przychodzi czas na regenerację, czyli czwartą fazę - dochodu. Oprócz obligatoryjnego stałego dochodu, każdy gracz otrzymuje tyle żetonów monet, ile wskazują karty Jednostek oraz Budynków. Zostaje już tylko rozbudowa naszego królestwa - możemy wznieść nowe budynki bądź ulepszyć już istniejące. Po tym przychodzi ostatnia szósta faza - przemijania.

W tej fazie występuje całkiem sprytny mechanizm, który wymusza na nas ciągłą rotację kart. Po każdej turze gracz zobowiązany jest do położenia Znacznika Przemijania na każdej jednostce, która jeszcze go nie posiada. Jeśli ów żeton już się znajduje na jakiejś karcie, to niestety jednostka dokonała swojego chwalebnego żywota i trzeba ją odrzucić z dalszej gry. Rozgrywka w Paper Tales kończy się po ukończeniu czwartej tury. Gracze sumują Punkty Legendy i osoba z największą ich ilością zostaje zwycięzcą.

W grze Paper Tales jest coś magicznego, co potrafi przyciągnąć graczy do stołu na nawet kilka partii z rzędu. Mechanicznie może nie wnosi jakichś odkrywczych rozwiązań, ale nadrabia za to naprawdę potężną talią kart. Występuje w niej wiele jednostek i żadna z nich nie posiada takiej samej właściwości.

Spodobało nam się, że gra jest nieźle wyważona pomiędzy punktowaniem militarnym, a ekonomicznym. Na przykład decydując się na rozbudowę królestwa w kilku rundach, nie stracimy aż tak dużo w porównaniu do naszych przeciwników, którzy co rundę zgarniają punkty na nas przez to, że wystawiamy słabsze jednostki do wojny. Oczywiście nasze finalne decyzje są uzależnione od kart  jakie dobierzemy, więc warto na bieżąco brać poprawki we własnych planach na wygraną.

Grę Paper Tales polecamy przede wszystkim za grafiki, które nas urzekły swoim baśniowym klimatem. Warto jeszcze raz powtórzyć,  że tytuł to spora dawka możliwości przy łączeniu kart i ich właściwości tak, aby combować jak najefektywniej. I najbardziej efektownie, bo nie raz zdziwiliśmy się, że aż do takiego stopnia można wykorzystać odpowiednie karty. Gra powinna spodobać się wszystkim fanom gier karcianych, którzy mają zacięcie do fantastyki. Paper Tales to przyjemny filler z potencjałem na więcej.
5/6
 Nazwa: Paper Tales
Wydawnictwo: Funiverse
Rok wydania: 2018
Sugerowana cena: 100zł
Dziękujemy wydawnictwu Funiverse za przesłanie egzemplarza recenzenckiego
Funiverse

 
Share:

2 lut 2019

Portalcon 11 i XXlecie Portal Games - relacja!

W poprzedni weekend (26.01 i 27.01) mieliśmy przyjemność uczestniczyć w kolejnej już, 11. edycji Portalconu. Podobnie jak w poprzednim roku impreza miała miejsce w gliwickim klubie studenckim Spirala. Tegoroczny Portalcon był o tyle wyjątkowy, że był on również obchodami 20. urodzin wydawnictwa Portal Games. Jakie niespodzianki przygotowali więc dla uczestników organizatorzy?

Przede wszystkim wiele emocji wywołało wystąpienie prezesa wydawnictwa – Ignacego Trzewiczka, w którym opowiedział trochę o planach wydawniczych Portalu. Rok 2019 będzie bowiem owocny w wiele hitów i nowości. Więcej o planach wydawniczych przeczytacie tutaj → http://www.stertagier.pl/2019/01/plany-wydawnicze-portal-games.html


Jednak nie sama zapowiedź gier była emocjonująca, ale możliwość zagrania w niektóre z nowości! Przy stołach mogliśmy zasiąść między innymi do Reykholta czy do Teotihuacan: Miasto Bogów. Drugi z tytułów cieszył się tak dużym zainteresowaniem, że mimo sporej ilości egzemplarzy udostępnionych do grania, trzeba było się trochę naczekać, a w sklepiku na terenie konwentu szybko znikał z półek! No i nie ma się co dziwić, gdyż naprawdę było warto! Już sama rozłożona na stole plansza super się prezentowała. Mimo tego że, jak się okazało, Teotihuacan to dość wymagający tytuł (samo tłumaczenie zasad zajęło około 30 minut wraz z rozłożeniem), to był on zdecydowanie warty uwagi. Dawał on bowiem wiele możliwości punktowania, a sama rozgrywka była bardzo wciągająca. Gra zresztą spotkała się z wielkim przyjęciem już przy jej ogłaszaniu, a brawami została okraszona informacja, że jest dostępny do kupienia w sklepiku na terenie konwentu. Więcej na temat gry i jej zasad będziecie mogli przeczytać wkrótce w naszej recenzji.

Zasiedliśmy również do wspomnianego Reykholta. Uwe Rosenberga nie trzeba nikomu przedstawiać, autor takich hitów jak Agricola, Ogródek czy Szklany Szlak, zebrał za swoje gry wiele nagród, w tym najważniejszą - Spiel des Jahres. W Reykholcie przenosimy się na Islandię, gdzie będziemy uprawiać warzywka. Każdy z graczy będzie zakładał własne szklarnie, a następnie siał w nich różne warzywka. Jest to prostsza gra euro (trudność na poziomie Ogródka), która wymaga trochę myślenia, ale generalnie jest to tytuł dla początkujących i średniozaawansowanych.

Z nowości zostali nam też zaprezentowani Architekci Zachodniego Królestwa. Jest to tytuł, który zrewoluzjonizował nasze postrzeganie tytułów z mechaniką worker placement. W grze dysponujemy całą batalią pomocników, dzięki którym pozyskujemy surowce potrzebne do wznoszenia różnych budynków lub Katedry Arcybiskupów. Trzeba jednak zważać na swoje ruchy, ponieważ przeciwnicy widząc waszą przewagę mogą wtrącić wasze meeple do swojego więzienia!

Udało nam się również usiąść do starszych tytułów jak na przykład Machina. Ten historyczny już tytuł to potężna dawka humoru i rywalizacji. W grze budujemy z góry ustalone machiny z przeróżnych części składowych. Wiadomo, że kto pierwszy ten lepszy więc musimy pilnować swoich magazynów, bo przeciwnicy będą próbowali wykraść nasze części maszyn. Całość okraszona jest humorem rodem ze starych polskich klasyków filmowych takich jak chociażby Miś.

Zagraliśmy też w inną grę o machinach, nowość, która ukazała się pod koniec zeszłego roku – Gizmos. Ciekawa, a jednocześnie prosta gra w budowanie maszyn. Rozkręca się powoli, a następnie przeradza się w maszyny, które dobrze napędzone mogą sprawić, że otrzymamy masę bonusów. W swojej turze gracz ma tylko jedną akcję, ale można ona wywołać akcję łańcuchową, która spowoduje, że „odpalimy” kilka kart, a każda z nich przyniesie nam korzyści.

W sobotę oprócz świata gier, można było zetknąć się również z zupełnie inną stroną wydawnictwa – z ludźmi. W ten dzień bowiem mieliśmy przyjemność wysłuchać również wielu ciekawych opowieści z czasów gdy Portal dopiero się rozwijał. Każdy mógł wysłuchać wspomnień gości, którzy dawniej współpracowali z wydawnictwem bądź byli z nim blisko związani. Pojawiło się wiele zabawnych historii, których nie przeczytalibyśmy ani o których nie usłyszelibyśmy raczej nigdzie indziej. Goścmi Portalconu byli między innymi Michał Oracz (autor m.in. Neuroshimy Hex), Mateusz Zaród (autor m.in. Graj Fabułą czy dodatku do Detektywa – Zbrodnie LA), Michał Walczak (autor gry Cry Havoc, hexogłówek oraz developer Portalu w latach 2013-2016) i wielu, wielu innych.

Jako że były to 20. urodziny Portalu, nie mogło zabraknąć oczywiście tortu i szampana. O godzinie 17:00 Ignacy Trzewiczek wygłosił podziękowania, a cała sala odśpiewała ekipie Portalu „Sto lat”. Tort na 20-lecie wydawnictwa nie był takim zwykłym tortem – pojawił się w nim również motyw planszówkowy. Był wykonany bowiem w klimacie Osadników.

Niedziela przebiegała za to w klimacie nazwijmy go „sportowym”. Od rana trwały finały Mistrzostw Polski w Neuroshimę HEX! 3.0. Po południu każdy mógł także uczestniczyć w nagrywaniu podcastu 2pionki na żywo z udziałem publiki. W międzyczasie nieco bardziej wysportowani uczestnicy Portalconu mogli zmierzyć się z ekipą Portalu w meczu piłki nożnej na pobliskim boisku. Mimo panującej wkoło zimy, mrozu i śniegu, udało się rozegrać kilka meczy, w których oczywiście brał udział Ignacy Trzewiczek. Niedziela była również doskonałą okazją na zakup gier w portalowym sklepiku dla tych, którzy nie zdążyli zrobić tego w sobotę.

Podsumowując, 11. Portalcon możemy zaliczyć do udanych. Oprócz wysokiej frekwencji, świadczyć mogą o tym nasze jak najbardziej pozytywne wspomnienia. Poza zagraniem w nowe gry, mieliśmy okazję przypomnieć sobie również te stare, a także zagrać w takie, o których nawet nigdy wcześniej nie słyszeliśmy. Każdy mógł znaleźć w tym roku coś dla siebie i myślimy, że nikt nie wyszedł z imprezy zawiedziony. Dodatkowo każdego witał i żegnał Cthulhu z gry Death May Die wielkości ogrodowego krasnala. Z naszej strony, życzymy całej ekipie Portalu wytrwałości na kolejne 20 lat i tego, aby były one równie owocne jak te dotychczasowe.

Share:

28 sty 2019

Plany wydawnicze Portal Games!

Zgodnie z tradycją, Portal Games ogłasza sporą część swoich planów wydawniczych na bieżący rok podczas Portalconu - specjalnej imprezy dla fanów wydawnictwa, mediów i gości.

W tym roku najważniejsze punkty programu były transmitowane na żywo na naszych kanałach YouTube. Pod tym linkiem możecie obejrzeć prezentację części tytułów, które wydamy w Polsce na licencji. Tutaj możecie obejrzeć relację z anglojęzycznej prezentacji większości nowych gier, jakie Portal planuje stworzyć i opublikować w tym roku.


Jeśli wolisz po prostu poczytać o każdej z gier, nie trzymamy Cię dłużej w niepewności - poniżej lista tytułów, które Portal planuje wydać w 2019 roku:
https://portalgames.pl/pl/plany-wydawnicze/

▪ Architekci Zachodniego Królestwa
▪ Paladyni Zachodniego Królestwa
▪ Reykholt
▪ Root
▪ Root: Plemiona Rzeczne
▪ Teotihuacan: Miasto Bogów
▪ New Frontiers
▪ Race for the Galaxy
▪ Cthulhu: Death May Die
▪ Narcos: Gra Planszowa
▪ Zombicide: Zielona Horda
▪ Zombicide: Zielona Horda - Kompani i Wrogowie
▪ Zombicide: Zielona Horda - Adrian Smith 2
▪ Zombicide: Najeźdźca
▪ Zombicide: Czarna Plaga - Abomination Pack
▪ Zombicide: Czarna Plaga - Hero Box-1
▪ Osadnicy: Królestwa Północy
▪ Osadnicy: Narodziny Imperium - Roll & Write
▪ Osadnicy: Narodziny Imperium Big Box
▪ Prêt-à-porter
▪ Monolith Arena: Akademicy
▪ Neuroshima HEX! 3.0: Sand Runners
▪ Stronghold: Undead
▪ Detektyw: Zbrodnie L.A.
▪ Detective Signature Series





Share:

20 sty 2019

Sprawdź refleks i spostrzegawczość swojego dziecka! - recenzja gry Rach Ciach

Czasami w nasze ręce trafiają gry przeznaczone dla dzieciaków. Oczywiście wtedy testujemy je z najmłodszymi. Tym razem chcielibyśmy zaprezentować Wam grę, która świetnie rozwija refleks u młodych graczy. Zapraszamy do lektury recenzji gry Rach Ciach wydawnictwa Alexander, z którym niedawno rozpoczęliśmy współpracę.

Rach Ciach to familijna gra zręcznościowa dla 2 – 4 osób od 5. roku życia. Gra rozwija u najmłodszych refleks, zręczność i umiejętność zapamiętywania, ale także cierpliwość! W pudełku z grą znajdziemy: 24 kule (4 zestawy po 6 kolorów), plastikowe patyki, talerze, pionki, planszę, dzwonek oraz karty. Wykonanie? Otóż kulki są naprawdę twarde i ciężkie, więc nie ma obawy o jakieś wgniecenia, pęknięcia itd. Trzeba uważać jedynie na patyki, gdyż ciężko wchodzą w talerzyki, ale za to potem sztywno w nim siedzą. Karty są średniej jakości, ale nie ma większej potrzeby ich tasowania czy zagrywania, więc to nie problem.

Zasady gry są banalnie proste – wkońcu to gra dla dzieci! Każdy z graczy otrzymuje zestaw 6 kul, talerzyka i patyka (które łączy ze sobą). Kulki kładzie w swoim talerzyku. W pobliżu rozkładamy planszę i kładziemy na nim swoje pionki. Dzwonek układamy tak, by każdy z graczy miał do niego taki sam dostęp. Na początku rundy odkrywamy kartę, a zadaniem graczy jest ułożenie kul w odpowiednich kolorach, tak jak przedstawiono na różnych obrazkach na kartach. W wersji „zaawansowanej” – pamięciowej – odkrywamy kartę na 5 sekund, następnie zakrywamy i układamy. Punkty dostajemy za każdą kulę, która zgadza się miejscem z kolorem na karcie. Dodatkowo pierwszy gracz, który ułoży i uderzy w dzwonek, a dodatkowo nie popełni żadnego błędu, otrzyma jeszcze jeden punkt. I tak sobie gramy, aż ktoś dojdzie do mety.

Rach Ciach to dobra gra na refleks dla dzieciaków. Gdy już pogracie z pociechą w wersję standardową, to polecamy wypróbować wersję pamięciową – zdecydowanie to ta wersja rozgrywki sprawi, że tytuł ten będzie edukacyjny i bardziej interesujący. Oczywiście z młodszymi graczami zalecamy wydłużyć trochę czas, szczególnie na początku, by gra nie była frustrująca. W grze dodatkowo liczy się precyzja, dziurki są tylko ciut większe od słomki, więc trzeba jeszcze dobrze manipulować kulkami, by odpowiednio je nałożyć na patyk. 

Rach Ciach to tytuł, który sprawdzi się zarówno w domowych warunkach, jak i w szkołach czy przedszkolach. Gra jest wytrzymała, więc nie ma obawy o szybkie zniszczenie się elementów. Dodatkowo gra jest stosunkowo tania, można ją dostać w cenie poniżej 40zł, a to dodatkowo zachęca, by ją wypróbować.

Dzieciaki, z którymi mieliśmy przyjemność testować Rach Ciach były zachwycone rozgrywką. Czasami brakowało im ułamka sekundy, by być pierwszym graczem. Jednak dzięki temu, że dostajemy punkty za poprawnie ułożone kule, to tacy gracze otrzymają tylko jeden punkt mniej, więc mają szanse, by odzyskać go w następnej rundzie.

Jeżeli jako rodzice poszukujecie ciekawej gry, która rozwinie u Waszego dziecka umiejętności zapamiętywania oraz refleks, to Rach Ciach będzie dobrym wyborem. Jeżeli jako wychowawcy szukacie gry do świetlicy w szkole podstawowej, to powinniście zdecydowanie sprawdzić ten tytuł.


Nazwa: Rach Ciach
Wydawnictwo: Alexander
Rok wydania: 2017
Sugerowana cena: 10zł
Dziękujemy wydawnictwu Alexander za przesłanie egzemplarza recenzenckiego
Alexander
Share:

19 sty 2019

Zostań asystentem laboratoryjnym — recenzja gry Dr Mikrob

Gry planszowe to nie tylko ciężkie móżdżenie nad planszą, ale często też sprawdzian zręczności i spostrzegawczości. Przez nasze ręce przechodziły takie gry jak Dobble czy SzaloneZegarki. Niedawno, dzięki wydawnictwu Rebel, mieliśmy przyjemność wcielić się w asystentów laboratoryjnych i próbowaliśmy odkryć antidotum na nudę. I udało się! Nie będziecie na nią cierpieć podczas rozgrywek w grę Dr Mikrob.

Dr Mikrob to zręcznościowa gra planszowa dla 2-4 graczy w wieku 8+. W trakcie gry wcielamy się w naukowców, którzy prowadzą badania aby zdobyć uznanie samego doktora Mikroba! By to osiągnąć, gracze muszą wybrać odpowiednie mikroby do swoich szalek Petriego, przestrzegając zasad laboratorium. Zwycięży osoba, której jako pierwszej uda się poprawnie przeprowadzić 5 badań nad antidotum i udowodni to zdobytymi Kartami Badacza.

Zatrzymamy się na chwilę nad wykonaniem gry Dr Mikrob, które jest świetne! Duże, kolorowe pudełko z ciekawym zabiegiem na okładce. W oczy rzuca się zafoliowana dziura, która wkomponowuje się w grafikę ze stołem laboratoryjnym. Dzięki temu widzimy już pierwszą część zawartości pudełka — małe i kolorowe mikroby. Dodatkowo, po otwarciu wieczka w środku znajdziemy Karty Badań, 4 pęsety oraz 5 szalek Petriego — cztery dzielone oraz jedną dużą. No i oczywiście instrukcję. Nie mamy zastrzeżeń co do wykonania elementów, chociaż pudełko mogłoby być mniejsze. Za to wielką frajdę sprawiają
pęsety, którymi gracze dokładają kolejne mikroby do swoich szalek i podszczypują sobie palce, gdy ktoś kogoś wyprzedzi i zabierze mu mikroba sprzed nosa.

Jak powszechnie wiadomo, wielcy wynalazcy zazwyczaj mieli bałagan w swoich gabinetach czy warsztatach. Wam jednak doradzamy zrobić porządek w swoich laboratoriach, aby łatwiej się grało w Dr Mikroba. Grę rozpoczynamy od przygotowania szalki z mikrobami oraz potasowania Kart Badań. Następnie każdy z graczy otrzymuje swoją dzieloną szalkę Petriego oraz pęsetę. Gdy wszyscy będą gotowi, odkrywana jest wierzchnia karta z talii. Uczestnicy rozgrywki ścigają się między sobą o to, kto pierwszy zrealizuje cel z danej Karty Badań. Dokonują tego przez wyławianie pojedynczych mikrobów z dużej szalki i umieszczanie ich we własnej, zachowując odpowiednie zasady. Należy umieścić mikroby zgodnie z wytycznymi na karcie badań oraz dołożyć brakujące pamiętając o tym, że w jednej części szalki Petriego musi się znaleźć mikrob o innym kształcie i kolorze niż w drugiej części. Dr Mikrob posiada dodatkowe warianty, gdzie gracze mogą sobie nawzajem podrzucać do swoich szalek albo niepotrzebne mikroby, albo wirusa, którego trzeba się pozbyć jeśli nie chce się otrzymać ujemnych punktów. Rozgrywka kończy się, gdy któryś gracz zdobędzie piątą Kartę Badań.

Dr Mikrob bardzo się nam spodobał. Jest to dobry tytuł jako szybki filler, ale przede wszystkim skierowany jest dla młodszego grona planszówkowiczów. Dzieciaki będą miały frajdę, bo będą się mogły poczuć jak prawdziwy laborant, który odkrywa szczepionkę na złego wirusa. Pomogą w tym świetnie zaprojektowane pęsety oraz szalki Petriego.

Dodatkowo, grając w Dr Mikroba będziecie ćwiczyć spostrzegawczość oraz refleks. Musicie być szybcy i sprytni. W laboratoriach nie ma mowy o błędach — jeśli się pomylicie i dodacie złego mikroba do swojej szalki, to wasi przeciwnicy mogą to bezlitośnie wykorzystać, szybciej zdobywając punkt. A w większym zamieszaniu nad stołem, nietrudno pomylić te małe i kolorowe mikroby. Spokojnie jednak — wielokrotne rozgrywki zrobią z was prawdziwych ekspertów od wirusów i antidotum na nie.

Dr Mikrob wydawnictwa Rebel to świetna i bardzo regrywalna propozycja dla miłośników szybkich gier zręcznościowych. Jeśli chcecie szybko stworzyć antidotum na nudę, która zawisła podczas wieczoru z grami planszowymi lub po prostu macie ochotę na szybką partyjkę czegoś przyjemnego, to jest to tytuł dla was. Głównymi zaletami są szybki czas rozgrywki oraz masa śmiechu podczas wyławiania mikrobów z szalki. Przekonajcie się zresztą sami! Gorąco polecamy!
5/6

Nazwa: Dr Mikrob
Wydawnictwo: Rebel
Rok wydania: 2018
Sugerowana cena: 65zł
Dziękujemy wydawnictwu Rebel za wysłanie egzemplarza recenzenckiego
Rebel i wyszstko gra

Share:

16 sty 2019

Pochwal się światu swoim księgozbiorem — recenzja gry Ex Libris

Mamy nadzieję, że w szkole czytaliście sumiennie wszystkie lektury, które zadawała wam polonistka. Jeśli nie, to liczymy, że reflektujecie się czytając wszystkie nasze recenzje! W tym artykule przybliżymy wam świetną grę wydawnictwa 2 Pionki, nie o czytaniu książek, a o ich kolekcjonowaniu. Proszę Państwa — Ex Libris!

Ex Libris to niezwykła gra o kolekcjonowaniu rzadkich książek o niesamowitych tytułach. Jest to najnowszy tytuł linii wydawniczej 2 Pionki od wydawnictwa Portal Games. Pozycja przeznaczona jest dla 1-4 graczy w wieku 10+, a jedna rozgrywka twa około 45 minut. W grze wcielamy się w kolekcjonerów rzadkich i wartościowych ksiąg i rywalizujemy o tytuł Głównego Bibliotekarza. Wysyłając swoich pomocników na poszukiwanie przeróżnych tytułów i porządkując swoje półki, czekamy na ostateczny werdykt Urzędowego Inspektora, który oceni wartość naszego księgozbioru.

Zacznijmy jednak od początku, czyli wykonania. W środku pudełka znajdziemy dużo komponentów takich jak Plansza Miasta, Formularz Kontrolny Zasobów Bibliotecznych, Kafle Lokacji, znaczniki graczy i znaczniki Pomocników Bibliotecznych. Jest to gra karciana, więc na całą talię występującą w grze składa się aż 152 Kart Książek. Biorąc pudełko w swoje ręce widzimy ładną okładkę, która zapowiada nam, że będziemy buszować między książkami. Same ilustracje w grze są przepiękne. Kolorowe. Magiczne. Bajkowe. Te oraz więcej przymiotników znajdziecie w księdze Unifikacja Wyrażeń Magicznych. Nie znacie? Macie prawo, bo to jest jeden z kilkudziesięciu. Ba! Kilkuset tytułów ksiąg, które możecie znaleźć w grze Ex Libris. Ekipa Portal Games wykonała świetną robotę tłumacząc grę i dzięki temu możemy znaleźć takie perełki książkowe jak Bazyliszkowa Optyka czy Chaos w nie-nowym świecie. A pierwotnie były plany, by tytuły tych ksiąg nie zostały przetłumaczone.

Chociaż z początku Ex Libris może się wydać skomplikowane, to wcale takie nie jest. Po przygotowaniu niezbędnych elementów, czyli wylosowaniu przez graczy swoich Kafli Bibliotek i rozdaniu Pomocników Bibliotecznych, należy ustalić jaki rodzaj książek będzie stanowił Dzieła Wybitne i Księgi Zakazane oraz specjalizację gracza. Gra toczy się na przestrzeni rund, w których rozgrywane są kolejno cztery, niżej opisane fazy. Pierwszą fazą jest przygotowanie, czyli wyłożenie nowych Kafli Lokacji obowiązujących w tej rundzie. W drugiej fazie umieszczamy naprzemiennie swoich pracowników na wcześniej wylosowanych kaflach lub na kaflu swojej domowej biblioteczki. Po ustawieniu swojego pionka wykonujemy efekt, którego opis znajdziemy na każdym kaflu. Rozróżniamy dwa rodzaje efektów — natychmiastowy oraz opóźniony, który wchodzi w życie z końcem aktualnej rundy. Najczęściej jednak są to akcje typu — dołóż książki do swojej biblioteki, odrzuć lub dobierz kartę. Najważniejszym warunkiem, o którym trzeba tutaj pamiętać jest to, że książki muszą być dokładane alfabetycznie. W przeciwnym wypadku nie zostaną one wzięte pod uwagę przy finalnym punktowaniu. Trzecia faza to rozpatrzenie wspomnianych wcześniej opóźnionych efektów, a faza Czwarta — Czyszczenia — to odrzucenie odpowiedniej ilości Kafli Lokacji, zebranie swoich pomocników oraz sprawdzenie, czy któryś z graczy posiada już odpowiednią liczbę książek, która umożliwi rozpoczęcie Rundy Finałowej.

Ta liczba determinowana jest ilością graczy. Po skończeniu Rundy Finałowej nasze biblioteki odwiedza Urzędowy Inspektor. Dokładnie sprawdza nasz księgozbiór i przyznaje nam punkty. Lub odejmuje. Punktujemy za stabilność naszych półek, za różnorodność dzieł oraz za posiadanie największej ilości Dzieł Wybitnych — premiujemy również za zebrane książki, związane z naszą specjalizacją. Jednak gdy w naszej bibliotece znajdą się jakieś Księgi Zakazane, Inspektor odpowiednio nas ukarze. Wygrywa gracz, który zebrał największą liczbę punktów.
I jak wam się widzi Ex Libris po przeczytaniu tego skróconego opisu rozgrywki? Proste prawda? Nawet jeśli coś wyda się wam skomplikowane, to zapewniamy, że już po pierwszej rundzie wszystko się klaruje i możecie się cieszyć świetną grą o układaniu waszej wymarzonej biblioteki.

Nam udało się pierwszy raz zagrać w Ex Libris na Portalconie rok temu. I spodobało nam się do tego stopnia, że objęliśmy ten tytuł naszym patronatem. Razem z ekipą Geek Factor. Po raz kolejny... ech...:) Jest to ciekawy worker placement, gdzie co rundę odkrywane są coraz to nowe pola, na które możemy wysłać naszych pomocników. Co więcej, po każdej rundzie jeden Kafel Lokacji przechodzi na kolejną, więc co rundę zwiększa się nam ilość możliwych lokacji do wyboru.

Bardzo dobrze przemyślani są nasi pomocnicy. W grze podstawowej dostajemy trzech Pomocników Bibliotecznych, którzy nie posiadają żadnych specjalizacji. Dzięki temu uczymy się zasad gry. Jednak gdy ktoś już dobrze je pozna, to może co rundę wybrać spośród 12 Kafli Bibliotek jednego Starszego Pomocnika. Oni mają już swoje specjalne umiejętności i mogą ich używać raz na rundę. Dodaje to fajnego urozmaicenia, przez co partie nie stają się powtarzalne. Ale jeśli ktoś odczułby powtarzalność w grze, to radzimy porządnie potasować wszystkie kafle. Nam się jeszcze nie zdarzyło, aby nasze rozgrywki wyglądały tak samo. Wszystkich Kafli Bibliotek, lokacji lub samych Kart Ksiąg jest tak dużo, że istnieje bardzo małe prawdopodobieństwo, że powieje nudą w grze. Wszystko się stale zmienia i dzieje bardzo szybko. Nasza jedyna uwaga jest taka, że gra może się za szybko skończyć w momencie, gdy komuś idealnie spasowało rozdanie i dostał takie karty, że nie robi nic innego tylko dokłada je do swojej biblioteki.

Z czystym sumieniem polecamy wam grę Ex Libris wydawnictwa 2 Pionki. Jest to bardzo dobry tytuł, w którym trzeba jednocześnie myśleć przestrzennie jak układać książki w swojej bibliotece, jak i pilnować jaki rodzaj ksiąg dobieramy. Całość jest okraszona lekką nutką negatywnej interakcji, ale nie jest ona przytłaczająca. Grę polecamy bibliofilom, planszówkofilom oraz wszystkim, którzy szukają średnio trudnej gry do której zasiądą zarówno z dziećmi, jak i ze starszymi osobami, a jednocześnie gra ich nie znudzi zbyt szybko. My tymczasem wracamy do naszej rozgrywki i wyszukiwania kolejnych smaczków w tytułach ksiąg takich jak Omlet nad kukułczym gniazdem. Serdecznie polecamy!
6/6

Nazwa: Ex Libris
Wydawnictwo: 2Pionki 
Rok wydania: 2018
Sugerowana cena: 110zl
Dziękujemy wydawnictwu 2 Pionki za przesłanie egzemplarza recenzenckiego
2 Pionki


Share:

12 sty 2019

Chodź, pomaluj mój świat! - recenzja gry Sagrada

Gry planszowe w ostatnich latach rozrosły się w Polsce niesamowicie. Wielu nowych wydawców, jeszcze więcej nowych graczy. Nasze hobby coraz częściej jest regularnym graniem, a nie tylko sporadycznym - w niedzielę po obiedzie. W rozroście popularności gier planszowych duży udział mają gry z niskim progiem wejścia. I taką też grę opiszemy. Zapraszamy do przeczytania kilku słów o Sagradzie od Foxgames!

Sagrada to rodzinna gra planszowa dla 1-4 osób, przy której spędzimy około 45-60minut na jednej partii. Sagrada Familia to niedokończone dzieło wielkiego artysty – Antoniego Gaudiego. W grze planszowej będziemy mieli okazję wymienić i budować nowe witraże w tym barcelońskim kościele.

Pod wieczkiem pudełka znajdziemy świetną, plastikową wypraskę, w której każdy element ma swoje miejsce. A trochę elementów jest. W pudełku mamy: 4 duże ramy okienne, które pełnią funkcję planszy graczy, 12 dwustronnych kart wzorów, 90 kości w 5 kolorach, worek na kości, 12 kart narzędzi, 10 kart jawnych celów, 5 kart ukrytych celów, tor punktacji/rund, 24 żetony przysługi, 4 żetony punktacji.

Zasady gry są banalnie proste. Na początku dostajemy swoją ramę okienną i dwie karty wzorów. Spośród nich wybieramy jeden wzór, który będziemy starali się ułożyć. Dostajemy też kartę indywidualnego celu, za który będziemy punktować, a na stole rozkładamy 3 karty narzędzi oraz 3 karty jawnych celów. Wsypujemy wszystkie kości do woreczka i jesteśmy gotowi do gry. Aktywny gracz w swojej turze bierze dwukrotnie większą liczbę kostek niż liczba graczy i dobiera jeszcze jedną kość, po czym rzuca wszystkimi. Są to kostki, które gracze będą mogli zdobyć w tej rundzie. Gracz aktywny pobiera jedną kostkę i układa ją w swoim witrażu. Następnie robią to kolejni gracze zgodnie z ruchem wskazówek zegara, a potem kolejka „odbija”.Oznacza to, że ostatni gracz bierze dwie kostki, a kolejność idzie w przeciwną stronę. Na stole powinna zostać jedna kostka – odkładamy ją na tor rund. 
Wydaje się być proste, ale nie jest aż tak kolorowo (choć to naprawdę kolorowa gra!). Przede wszystkim trzeba pamiętać o trzech podstawowych zasadach – gdy układamy kości na witrażu, to kości tego samego koloru lub tej samej wartości nie mogą się stykać bokami. Dodatkowo, musimy układać kości tak, by sąsiadowały już z leżącymi (mogą po skosie). No i w zależności od witrażu, jaki wybraliśmy (mamy kilka poziomów trudności), będziemy mieli narzucone niektóre pola, które pokazują jaki kolor lub jaka wartość musi się znaleźć w tym miejscu. Mamy jeszcze karty narzędzi. Przy wyborze trudności witraży mamy zaznaczone, ile dostaniemy żetonów przysługi. Będą one nam potrzebne do wykorzystywania narzędzi, które wymagają użycia jednego żetonu. Jeśli na danej karcie leży już jakiś żeton, wówczas do wykorzystania narzędzi będziemy musieli użyć dwóch żetonów. Narzędzia bywają różne – pozwalają nam podmienić wyrzucone kostki, zmienić ich wartość, przesunąć kości już ułożone i wiele wiele innych. Na koniec gry zliczamy punkty z naszych celów indywidualnych, celów jawnych, odejmujemy od tego punkty za luki w naszym witrażu i dodajemy za pozostałe żetony przysług. Gracz z największą liczbą punktów zostaje zwycięzcą.

Choć trochę rozpisaliśmy się na temat zasad, to uwierzcie nam, że grę łapie się bardzo szybko - tym bardziej, że instrukcja dobrze opisuje panujące tutaj zasady. Co do punktacji to mamy jedyne zastrzeżenie – gracze mogą się namęczyć, by ułożyć cały witraż, a na końcu i tak nie dostają za to dodatkowych punktów.Czasem bywa to bardzo krzywdzące, gdyż lepiej mieć luki, ale spełniać cel zbiorowy. Ale to tylko taka nasza drobna uwaga.

Sama rozgrywka w Sagradzie idzie sprawnie. Warto tutaj zaopatrzyć się w podstawki pod kości czy dice traye (polecamy playmaty.pl), szczególnie przy graniu w 4 osoby, gdyż trochę tych kosteczek jest, a szkoda tracić czas na ich gonienie po pokoju.

Dla nas Sagrada jest bardzo ciekawym i solidnym tytułem rodzinnym. Jej piękne wykonanie sprawia, że do gry zasiada się z jeszcze większą ochotą. Elementy są naprawdę trwałe i będą służyć graczom naprawdę długo. Planszetki graczy są grube i twarde, więc nie ma strachu, że się zniszczą. Jedynie martwią nas kosteczki, które są delikatne, więc mogą nie wytrzymać wielu rzutów na drewniany stół.

Sagrada skaluje się naszym zdaniem bardzo dobrze. Gra przebiega tak samo sprawnie w 2 jak i 4 osoby, jedynie cała partia może trwać chwilę dłużej. Tak jak wcześniej pisaliśmy – gra się płynnie i nie ma tzw. „downtime”, czyli przestojów i oczekiwania na swoją turę. Oczywiście są kości, więc jest i pewna doza losowości, jednak nie jest ona tutaj aż tak odczuwalna.

Naszym zdaniem, Sagrada, to jedna z najlepszych gier rodzinnych, wydana w Polsce w 2018 roku. Nawet Foxgames świetnie dopasowało swoje logo (zrobione w witrażowej formie) do całego pudełka, co jest bardzo estetyczne i chwała im za to! Serdecznie polecamy Sagradę każdemu – i tym, którzy zaczynają swoją przygodę z planszówkami, i  tym, którzy grywają tylko sporadycznie, jak i tym, którzy do grania siadają w każdej możliwej chwili. Nie zawiedziecie się!

Ocena: 5,8/6


Nazwa: Sagrada
Wydawnictwo: FoxGames 
Rok wydania: 2018
Sugerowana cena: 119zł
Dziękujemy wydawnictwu Foxgames za przesłanie egzemplarza recenzenckiego  
FoxGames
Share:

Ścisła współpraca

My na Facebooku

Labels