2 gru 2020

Robin Hood grywa w szachy? – recenzja gry Robin z Locksley

Możliwe jest, że Robin Hood grywał w szachy, gdyż według historycznych źródeł pisanych, szachy były już znane w VI wieku naszej ery. Czyli na długo przez rządami Ryszarda Lwie Serce, w których to latach dzieją się przygody naszego bohatera – Robina. Na pewno w szachy grywa też Uwe Rosenberg, twórca gier planszowych, znany między innymi z gry ekonomicznej Reykholt. Kolejne partie szachów musiały go zainspirować do zaprojektowania najnowszego tytułu – Robin z Locksley za który w Polsce odpowiada wydawnictwo Moria Games. 

Robin z Locksley to ciekawa taktyczna gra planszowa dla 2 graczy w wieku 8+. W grze będziecie zbierać cenne łupy, poruszając się swoim pionkiem podobnie jak skoczek w szachach. Po co te łupy? Otóż, aby wykonywać przeróżne zadania, by następnie móc się poruszyć swoim minstrelem. Bo oprócz tego, że jest to gra lekko strategiczna, to także wyścigowa! Gracz, którego minstrel jako pierwszy skończy dwa pełne okrążenia wokół planszy, zostaje zwycięzcą.

Gra mieści się w niewielkich rozmiarów pudełku, ale składa się aż z kilkudziesięciu kafelków. Mówiąc dokładniej: z 60 kafli łupów oraz 24 kafli sławy. Oprócz tego w pudełku znajdziecie po 2 drewniane pionki Robinów oraz Minstreli, wraz z niedopracowaną instrukcją. Graficznie Robin z Locksley jest bardzo ładną, ale oszczędną w ilustracje grą. Kafelki nadrukowane są na grubszej tekturze, więc w samym wykonaniu nie można się do niczego przyczepić. Jednak gdy przychodzi do czytania instrukcji, a dokładnie do opisów kafelków Sławy – tutaj sprawa ma się trochę gorzej. Niektóre teksty brzmią jakby wprost wyjęte z internetowego tłumacza, bez jakiejkolwiek korekty drugiej osoby. Do części kafelków też można się przyczepić i lepiej zredagować tekst. Dla początkujących graczy niektóre niedoprecyzowane polecenia mogą być problematyczne. Jednak wprawniejsi gracze powinni sobie poradzić.

Przejdźmy jednak do samej rozrywki. Ta jest bardzo przyjemna i wciągająca, a reguły da się wytłumaczyć w parę chwil. Po szybkim przygotowaniu partii gry, które polega na losowym rozłożeniu kafli łupów na stole, a następnie również na losowym dociągnięciu kafli Sławy (zadań), pierwszym graczem zostaje najmłodsza osoba i to ona wybiera jedno narożne pole, które będzie miejscem startowym jej Robina. Następnie naprzemiennie wykonujecie dwie rzeczy. Po pierwsze poruszacie Robina z jednego miejsca, na wybrane przez siebie pole z łupem, pamiętając, aby poruszyć go zgodnie z ruchem znanym wszystkim szachistom. Pobieracie cenny kafelek do swoich zbiorów z miejsca docelowego, dokładacie nowy kafelek w opuszczane miejsce, a następnie rozpatrujecie kolejne pole na torze wyścigu. Tor wyścigu składa się z kilku kafelków, a na każdym rozpisane jest odpowiednie zadanie, które musicie wykonać, by poruszyć pionek Minstrela na daną lokację. Zadania są różne: posiadaj kafelek z danym symbolem, miej zestaw kafelków łupów składający się dokładnie z 4 sztuk i tym podobne. Jeśli spełniacie warunek z kafla – poruszacie się pionkiem do przodu. Jeśli z jakichś przyczyn nie możecie dokończyć zadania, możecie przekupić Minstrela złotem, aby pojechał dalej. W ten sposób gra toczy się, aż któryś z was nie zrobi dwóch pełnych okrążeni na torze wyścigu, lub nie zdubluje drugiego gracza, gdy ten utknie z zadaniami na amen.

Robin z Locksley to bardzo ciekawa pozycja wśród logicznych gier planszowych. Występuje tutaj element ciekawego poruszania meeplem po planszy, w celu zbierania odpowiednich kafelków z symbolami potrzebnymi, by dokończyć zadania. Ścigacie się między sobą o to, kto pierwszy dotrze na metę. Jednak czasem może zdarzyć się taka sytuacja, że pomimo waszych starań, nie potraficie spełnić misji przez dłuższą chwilę i przeciwnik wam ucieka bardzo szybko. Warto wtedy się zastanowić, czy nie lepiej wydać monetę, aby pójść dalej, niż czekać, aż dołożony zostanie nowy, pasujący nam kafelek.

Możecie być pewni, że przy grze Robin z Locksley nie będziecie się nudzili. Jeśli wykonujecie ruch za ruchem, to nie będzie czasu na dłuższe zastanawianie się. Gra jest bardzo dynamiczna i chociaż trzeba planować, a nawet wypadałoby, bo plansza oraz wszystkie zadania są widoczne od początku do końca rozgrywki, to partie są rozgrywane bardzo szybko. Podczas gry skupiamy się nie tylko na najbliższych zadaniach, ale na długo terminowych również. Warto czasem nawet przez kilka rund zbierać tylko łupy, by wymienić je na pieniądze, które finalnie pozwolą nam wykonać kilka zadań naraz. Ciekawostką jest również fakt, że czas rozgrywki można modyfikować, dodając lub odejmując kafelki z toru wyścigu.

Można rzec, że Robin z Locksley to logiczna i wyścigowa gra planszowa z lekką domieszką szachów jednocześnie. Pomimo, że nie jest wolna od niedoskonałości związanych z opisami kafli zadań, to gra jest naprawdę bardzo dobra i bawiliśmy się przy niej przednio. Jest to również bardzo regrywalny tytuł, bo po każdej partii odczuwamy chęć rewanżu. Także co partię budujemy planszę od nowa, więc za każdym razem będą inne zadania do wykonania. Robin z Locksley to bardzo dobra pozycja dla dwóch graczy, którzy szukają gry, przy której jednocześnie pogłówkują, ale i nie przegrzeją zwojów mózgowych. Polecamy!


Nazwa: Robin z Locksley
Wydawnictwo: Moria Games
Rok wydania: 2020
Grę kupisz TUTAJ

Dziękujemy księgarni Gandalf.com.pl za wysłanie egzemplarza recenzenckiego



Share:

29 lis 2020

Czy posiadasz Boskie pstryknięcie? - recenzja gry Palec Boży

Twórcy gier często prześcigają się w pomysłach co zrobić, by ich gra była „tą wyjątkową”. Jedni wprowadzają niestandardowe piony/figurki, które budują większy klimat. Inni stawiają na innowacje w postaci elementów 3D, kolejni zaś łączą wiele mechanik, tworząc coś nowego. Twórcy gry Palec Boży postanowili połączyć najprostszą formę area control z „pstrykanką”. Jak to wyszło? Sprawdźmy!

 Palec Boży to gra wydana przez foxgames dla 2-4 osób, gdzie jedna partia trwa około 25-40 minut. Sugerowany wiek to co najmniej 8 lat. Pudełko jest w dość nietypowym, podłużnym formacie, ale to wszystko spowodowane nietypową planszą, w formie maty do gry. Oprócz niej w środku  znajdziemy 4 dwustronne karty bogów, 20 kart praw, 28 drewnianych dysków proroków, 8 drewnianych  dysków templariuszy, 16 drewnianych dysków świątyń, drewniany dysk króla małpy, dysk sfinksa, zestaw naklejek, znacznik pierwszego gracza, znacznik ręki boga, żetony punktów zwycięstwa, płytkę rezerwy, znacznik serca, znacznik tornada i instrukcję.


Zawartość dość bogata, jak na prostą rodzinną pstrykankę, ale nie możemy tutaj nic zarzucić. Z racji, iż piony mają się „ślizgać” po planszy, to zrobienie jej z maty neoprenowej było bardzo dobrym posunięciem. Plansza się nie niszczy, łatwo się ją zwija i nie ma „łączeń”. Drewniane krążki są również wykonane w bardzo dobry sposób, są wytrzymałe, co w tej grze ma naprawdę spore znaczenie.

Rozgrywka jest bardzo prosta – każdy bierze 4 świątynie i proroków (różna liczba w zależności od liczby graczy). Każdy dostaje również kartę Boga w danym kolorze, który ma swoją specjalną zdolność. Runda rozgrywa się przez 3 fazy – pierwsza z nich polega na wyłożeniu dwóch kart praw i wybraniu przez graczy jednej z nich. Karty te zmieniają punktację lub formę rozgrywki. Zdarza się, że teraz będziemy punktować za Morze, czyli obszar, który wcześniej nie punktował wcale, albo że będzie się pstrykać małym palcem. Druga faza to „pstrykanie”. Jeżeli trafimy do miasta na wyspie, to możemy na niej postawić swoją świątynię. Ostania faza to punktowanie i zabieranie swoich proroków z powrotem do siebie (świątynie zostają!). Zdobywanie punktów w grze jest banalnie proste – za obecność na wyspie (są 4 dostępne) dostajemy 1 punkt, za przewagę na wyspie dostajemy dodatkowo 2 punkty. Jeżeli w trakcie rundy trafimy w środek planszy (tak zwany Pępek Świata), to natychmiast otrzymujemy 1 punkt za trafienie + 1 punkt za obecność na wyspach. Gracz z największą liczbą punktów na koniec gry zostaje zwycięzcą.

Mamy kilkanaście partii w różnym gronie za sobą. Najlepiej grało nam się w pełnym, czteroosobowym składzie, gdyż najwięcej się na planszy działo. Początkowo wydawało się, że niektóre postacie są mocniejsze od innych – na przykład Dagda otrzymuje dodatkowe punkty za wypychanie proroków poza planszę. I byłoby dobrze, gdyby nie wchodziły zasady, które najpierw mówiły, że pstrykamy małym palcem, a potem, że ustawiamy krążek na boku i tak pstrykamy. Z kolei Temida rozstrzyga remisy i może jeden wygrać na swoją korzyść – w grze 3 i 4 osobowej to działa super, bo można ponegocjować nad stołem, gdy każdemu zostaje po jednym proroku („nie wybijaj mnie, to wygrasz remis na wyspie”). Każda postać jest całkiem niezła i wprowadza urozmaicenie do rozgrywki, a dla tych co grają z dziećmi sugerujemy, że pierwsze partie mogą zagrać bez umiejętności specjalnych.

Palec Boży to bardzo przyjemna, lekka pstrykanka, w której można się całkiem nieźle pobawić. Wykonanie gry jest mega solidne, wspomniana już wcześniej plansza wykonana z maty, grube krążki – z pewnością starczy na wiele rozgrywek. Grę znajdziecie w sklepach po około 100zł, co jak dla nas jest naprawdę dobrą ceną, jak za frajdę którą ta gra daje.

Palec Boży to tytuł który na pewno zostanie długo w naszej kolekcji. Jego zaletą jest prostota zasad, które tłumaczy się bardzo szybko. Przygotowanie rozgrywki jest również szybkie (oczywiście jeśli dbacie o porządek w pudełku), a frajda z pstrykania jest widoczna na twarzach niezależnie od wieku graczy. Serdecznie polecamy!


Nazwa: Palec Boży
Wydawnictwo: FoxGames
Najtaniej kupisz: TUTAJ
Rok wydania: 2020
Dziękujemy wydawnictwu FoxGames za przesłanie egzemplarza recenzenckiego:
FoxGames









Share:

26 lis 2020

Czy na pewno to dobry wybór? – recenzja gry Dylemat Wagonika

Czy spotkaliście się kiedyś ze zwrotem „dylemat wagonika” lub „dylematem zwrotnicy”? W nauce jest to eksperyment myślowy, wykorzystywany do analizy systemu wartości, logicznych niekonsekwencji, czy rozważania problemów w polityce lub medycynie. W oryginalnej wersji brzmi on mniej więcej tak: wagonik kolejowy wyrwał się spod kontroli, a na jego drodze znajduje się pięciu ludzi. Możecie przestawić zwrotnicę, by wagonik pojechał drugim torem, na którym znajduje się tylko jeden człowiek. Co powinniście zrobić? Zebrać ekipę dobrych znajomych i zagrać w najnowszy tytuł wydawnictwa Rebel – Dylemat Wagonika.

Dylemat Wagonika to imprezowa gra karciana dla 3-13 graczy w wieku 16+. W grze dzielicie się na dwie drużyny, a jedna osoba wciela się w postać maszynisty zwaną Karolem Kolejarzem. To jego zadaniem jest wybrać tor, po którym przejedzie zabójczy wagonik. Celem obu drużyn jest przekonanie Karola, że powinien przestawić zwrotnicę i zamordować ludzi na torze przeciwników. Niezależnie od waszych argumentów, Karol Kolejarz będzie miał twardy orzech do zgryzienia i obojętnie jaką decyzję podejmie – żadna nie będzie miała szczęśliwego zakończenia.

Grę otrzymujemy w małym i zgrabnym pudełku. Na jej zawartość składa się aż 500 kart! W tym 200 kart nieskazitelnych postaci, 125 kart plugawych postaci, 175 kart modyfikatorów. Oprócz tego w pudełku znajdziemy mini planszę – rozwidlenie torów, 26 znaczników śmierci, znacznik Karola Kolejarza oraz instrukcję. Karty wykonane są z lepszej jakości papieru, co się chwali, mając na uwadze, że jest to gra imprezowa, gdzie ryzyko wylania napojów zawsze jest wyższe. Zwłaszcza przy takiej grze jak Dylemat Wagonika, gdzie głośnym i żywym dyskusjom nie ma końca. Za grafiki w grze odpowiedzialny jest zespół Cyanide & Happiness, którzy działają w sieci od kilkunastu lat i znani są ze swojego czarnego humoru. Jeśli nie znacie jeszcze ich twórczości – polecamy sprawdzić w przerwie w pracy. Jeśli bawią was sprośne i czasem niesmaczne żarty, to spodobają się wam ich komiksy i filmiki.

Ale jak gra karciana ma się do eksperymentu psychologicznego? Pozwólcie, że wyjaśnimy wam zasady gry, a wszystko stanie się jasne. Zacznijcie od wyboru osoby, która będzie Karolem Kolejarzem, a następnie wybierzcie dwie drużyny. Nie przywiązujcie się – Kolejarz oraz drużyny co rundę będą się zmieniały. Następnie każda drużyna dobiera po trzy karty z trzech różnych talii (talie kart nieskazitelnych postaci, plugawych postaci oraz modyfikatorów). Następnie dobieracie i dokładacie jedną kartę nieskazitelnej postaci na swoim torze. Gdy będziecie gotowi, wybierzcie z wcześniej wylosowanych kart jedną dobrą postać do waszego toru, jedną złą do toru przeciwnika oraz jedną kartę modyfikatorów, która może sprawić, że np. konkretna postać ze złej, stanie się dobra lub odwrotnie. Finalnie Karol Kolejarz stanie przed faktem przejechania swoim wagonikiem dwóch dobrych kart i jednej złej (chyba że modyfikatory zmieniły cechy postaci). I w tym momencie zaczyna się najlepsza część gry, ponieważ drużyny starają się uargumentować i przekonać gracza sterującego wagonikiem, żeby oszczędził ich postacie. W ten oto sposób Karol Kolejarz może mieć do wyboru przejechanie najwybitniejszego fizyka na świecie, kwiatka, który ma właściwości leczące raka oraz krytyka filmowego, który napisał negatywną recenzję o bajce „Toy Story 3”, a z drugiej strony przyjacielskiego dinozaura, psa i kotka oraz sztuczną inteligencję, która pewnego dnia zniewoli ludzkość. Bardzo trudne wybory, jednak decyzja musi zostać podjęta. W zależności od wyboru gracza prowadzącego wagonik, osoby, których drużyna przegrała tę rundę, otrzymują znacznik śmierci. Następnie idąc z ruchem wskazówek zegara, kolejna osoba wciela się w rolę Karola Kolejarza, a jednocześnie zmienia się skład drużyn. W ten oto sposób gracie, aż każdy z was zostanie maszynistą dwa razy. Wygrywa osoba, która ma najmniej żetonów śmierci.

Dylemat Wagonika to bardzo szybka i bardzo śmieszna karciana gra imprezowa wydawnictwa Rebel. Jest to kolejna gra, gdzie czarny humor odgrywa kluczową rolę i tak naprawdę może nie każdemu podejść do gustu. Wiadomo, nie wszyscy lubią gry imprezowe i jest to zrozumiałe. Nie każdemu również musi pasować czarny humor – każdą osobę bawi co innego i zdecydowanie polecamy grać w Dylemat Wagonika ze sprawdzoną grupą znajomych. Uważamy jednak, że Loża Szyderców czy Shit Happerns to tytuły zdecydowanie bardziej sprośne, czy obrzydliwe pod względem niektórych żartów. W Wagoniku mamy dużo nawiązań do współczesnej popkultury i wydarzeń na świecie. Więc pod względem czarnego humoru gra jest lepiej zbalansowana.

Dylemat Wagonika to gra bardzo zabawna z ciekawą mechaniką ze zmieniającymi się drużynami, dzięki czemu każdy gracz będzie miał okazję podjąć mniej lub bardziej słuszny werdykt. Podczas rozgrywki często będą wam towarzyszyć dłuższe rozmowy natury moralnej. Podjęcia dobrej decyzji nie ułatwią wam karty modyfikatorów, które mogą wywrócić spojrzenie na całą grupę o 180 stopni. Grę polecamy grupom dobrych znajomych, którzy lubią takie rozmyślania i dylematy, oraz nie boją się używać twardych argumentów, by postawić na swoim, a jednocześnie potrafią się dobrze bawić i pośmiać. Bo wybuchów śmiechów będzie co niemiara!

 

Nazwa: Dylemat Wagonika
Wydawnictwo: Rebel
Rok wydania: 2020
Grę najtaniej kupisz TUTAJ

Dziękujemy wydawnictwu Rebel za wysłanie egzemplarza recenzenckiego

Rebel.pl

Share:

23 lis 2020

"Coś Ty tu nabazgrolił?!" - recenzja gry Podaj Dalej! Bez cenzury

Znacie grę Podaj Dalej? Jest to całkiem przyjemna gra imprezowa. W tym roku Rebel wydał ten tytuł w wersji Podaj Dalej! Bez cenzury. Zauważyliśmy, że ostatnio bardzo dużo gier wychodzi w odmianach 18+, czy to nowy trend? Ale wracając – czy to odgrzewanie kotleta, czy może coś ciekawszego?

Podaj Dalej! Bez cenzury to imprezowa gra dla 4 – 8 osób w wieku 18+. Jedna partia trwa około 20 minut, choć i tak często gra się kilka razy z rzędu. W pudełku z grą znajdziemy karty z hasłami (1200 haseł), 8 ścieralnych mazaków, 4 gąbki, 8 zmazywalnych szkicowników, instrukcję, 8 podstawek pod piwo (w kolorach graczy). Wykonanie jest dobre, mazaki starczą na długo, szkicowniki się nie niszczą, a jeśli nie zetrzecie ich od razu po graniu, to spirytusem schodzi całkiem nieźle.

Zasady są banalnie proste i opierają się na popularnym głuchym telefonie, tylko że szkicowanym. Każdy bierze przed siebie szkicownik, mazak i najlepiej coś procentowego. Następnie gracze dostają po karcie. Wybierany jest numerek i każdy zaczyna od zapisania hasła – potem w zależności od liczby graczy albo zaczyna to hasło rysować, albo podaje je dalej, a sam rysuje od innego gracza. I tak idzie kolejka – rysujemy, następnie zgadujemy co inni narysowali, następnie znów rysujemy i gra trwa do momentu, kiedy wróci do nas nasz notes. Wtedy porównujemy hasło od którego wyszliśmy z tym z jakim skończyliśmy. Im zabawniej tym lepiej! Jest również wersja z punktowaniem, ale jest to dodane na siłę, a i tak wszyscy wiedzą, że nie o to tu chodzi :)

Wersja Bez Cenzury ma dokładnie takie same zasady jak wersja podstawowa, z tym że ma zmienione hasła, dlatego raczej nie zasiadajcie do tego tytułu z młodszymi graczami. Różnica między hasłami jest spora – od kwestii seksualnych, po alkoholowe czy natury osobistej, więc, jak się możecie domyśleć, trzeba się nieźle nagłówkować przy rysowaniu, a jeszcze więcej przy zgadywaniu.

Zasiadając do Podaj Dalej! Bez cenzury obawialiśmy się o nasze umiejętności szkicowania – na szczęście gra jest na tyle elastyczna, że wręcz im mniejsze umiejętności, tym większa zabawa (szczególnie potem, przy tłumaczeniu „co autor miał na myśli”). Jeśli więc też macie takie obawy, to możecie je spokojnie porzucić.

Podaj Dalej! Bez cenzury to bardzo ciekawy tytuł na gry zakrapiane alkoholem – będziecie się świetnie bawić zarówno przy zgadywaniu, jak i rysowaniu. Jeżeli poszukujecie czegoś do grania rodzinnego, to polecamy sięgnąć po podstawową wersję gry Podaj Dalej, bo mimo że nie gra się tutaj na punkty, to zabawa i tak jest świetna!

 Nazwa: Podaj Dalej! Bez cenzury

Wydawnictwo: Rebel
Rok wydania: 2020
Grę najtaniej kupisz TUTAJ

Dziękujemy wydawnictwu Rebel za wysłanie egzemplarza recenzenckiego 

 


Share:

13 lis 2020

A jak Ty wykreujesz swój sen? - recenzja gry Pracownia Snów

Czy miewacie tak, że okładka danej gry krzyczy do Was „jestem prostą grą rodzinną”, a gdy ją rozkładacie okazuje się, że nie jest wcale tak sielankowo? Albo wręcz odwrotnie – okładka sugeruje ciężką grę ekonomiczną, a wychodzi na to, że mało się w grze robi? Nam się to zdarza dość sporadycznie (może to kwestia już jako takiego obycia w grach albo sprawdzania wszystkiego, co wydaje się podejrzane), ale gdy zamawialiśmy grę Pracownia Snów z księgarni TaniaKsiążka.pl, to mieliśmy te pierwsze wrażenie. Czy było to tylko złudzenie?

Pracownia Snów to taktyczna gra planszowa przeznaczona dla 1 – 4 graczy powyżej 8. roku życia. Autorzy podają, że czas rozgrywki to około 25 minut na jednego gracza i po naszych partiach się z tym zgadzamy, zakładając, że nie macie w grupie osób, które lubią się zaciąć. W pudełku znajdziemy: 4 dwustronne plansze Graczy, 50 kart Sennych Krajobrazów, 4 figurki Marzycieli, planszę Krainy Snów, 109 znaczników Okruchów Snów, 4 figurki podróżników, 4 znaczniki Drzemki, 4 żetony kolejności, 4 znaczniki świec, woreczek na okruchy, znacznik budzika, planszę Sennych Marzeń, 16 żetonów Sennych Marzeń, 12 figurek Drzew, 25 Okruchów Koszmaru oraz Pana Koszmara. Wykonanie? Dobre, acz nie idealne, plansza nam się niestety rozeszła przy pierwszym składania. Do pozostałych elementów nie mamy żadnych zastrzeżeń.

Choć pierwotnie gra wydawała się bardzo prosta, to jednak chwilę spędziliśmy na czytaniu i później tłumaczeniu zasad. Gra dzieli się na 3 fazy: Zasypiania, Wędrowania i Kreowania Snów. Pierwsza faza polega na uzupełnianiu planszy Okruchami Snów, przesunięciu budzika i rozdzieleniu kolejności graczy – faza ta jest pomijana w pierwszej rundzie. Druga faza to wędrowanie – przemieszczamy się naszym podróżnikiem po planszy i wykonujemy akcje. Mamy 4 punkty akcji do wykorzystania, które możemy wykorzystać na dwa sposoby – pobranie okruchu Snu oraz przemieszczanie się – wszystkie te akcje kosztują jeden punkt akcji. Dodatkowo możemy za darmo (raz na rundę) wykonać akcję specjalną zakątku, w którym się znajdujemy. Dodatkowo możemy wykorzystać akcję karty snu, kładąc na niej jeden okruch Snu, który wróci potem do nas w pierwszej fazie. Ostatnią dodatkową akcją jest darmowe przemieszczanie się – jest to możliwe, jeżeli mamy Okruch w kolorze klucza danego zakątka – kolor klucza może się zmieniać w trakcie gry. Faza trzecia to Kreowanie Snu – zgodnie z zasadami przenosimy zebrane Okruchy Snów do naszej pracowni, starając się odtworzyć układ, który mamy na karcie. Jak się uda zrealizować cel, to zdobywamy natychmiast punkty Drzemki i dobieramy nowe karty. W fazie przygotowania odkrywamy cele ogólne dla wszystkich, za które zdobywa się punkty na koniec gry. Ten, kto ma ich najwięcej, zostaje zwycięzcą.

Powyżej przedstawiliśmy Wam skrót zasad, by nakreślić, o co chodzi w grze. Choć sama mechanika wydaje się banalnie prosta – ot wykorzystać 4 punkty akcji, a potem poukładać dyski na planszy, to kombinowania jest tutaj co niemiara. Trzeba obrać dobrą strategię, bo to klucz do zwycięstwa w tej grze. Karty, które dają nam punkty są podzielone na 3 stosy zgodnie z trudnością ich wykonania (i oczywiście im trudniejsze, tym bardziej wartościowe). Odwzorowanie musi być dokładnie takie samo, jak na karcie, więc żadne elementy nie mogą leżeć pod/na sobie, jeśli nie jest to pokazane na karcie. I tutaj przydają się bardzo zarówno akcje specjalne zakątków, jak i kart snów, gdyż one pozwalają nam między innymi przemieszczać żetony w naszej pracowni snów.

Pracownia Snów to ciekawa propozycja, która zaskoczyła nas liczbą strategii, które można obrać na zwycięstwo. Część graczy stawiała na ilość – realizowała dużo kart pierwszego poziomu, inni zaś skupiali się na trudniejszych układach, ale jednocześnie realizowali kilka kart mniej. Poruszanie się po planszy również wymaga dobrego planowania, ponieważ warto posiadać okruchy w kolorach kluczy, aby nie tracić punktów akcji.

Pracownia Snów to naszym zdaniem dobrze dopracowana, z bardzo ładną oprawą graficzną, gra planszowa dla młodszych i starszych. Posiada ona zarówno wariant solo, jak i wariant zaawansowany, co znacznie rozszerza grono, do którego jest skierowana. Co grę będziemy mieli inne karty oraz inne Marzenia Senne, za które będziemy punktować (są one zrobione w ciekawy sposób, gdyż na kafelku jest napisany warunek (na przykład „najwięcej okruchów”), a w przygotowaniu losujemy żeton w danym kolorze i przypisujemy go do danego Marzenia (więc mamy „najwięcej okruchów w kolorze niebieskim) – wpływa to całkiem dobrze na regrywalność. Polecamy Wam sprawdzić Pracownie Snów a także inne gry planszowe z księgarni Taniaksiążka.pl, której serdecznie dziękujemy za podarowanie gry do recenzji.


Nazwa: Pracownia Snów

Wydawca: Lacerta

Rok: 2020

Za grę dziękujemy:

Share:

10 lis 2020

Rozwijaj swoje kapitalistyczne imperium – recenzja gry Furnace

Rynek gier planszowych bardzo się rozwinął w ciągu ostatnich lat. Jeszcze niedawno wystarczał nam rzut kością, wybór, czy pójść pionkiem w lewo, czy w prawo na planszy i wykonanie akcji, związanej z polem na którym wylądowaliśmy. Dzisiaj oczekujemy, że kupiona przez nas gra będzie wypchana elementami po same brzegi. Najlepiej z pokolorowanymi już figurkami i znacznikami wykonanymi z najlepszego materiału. Oczekiwania graczy planszówkowych idą w górę, dlatego dziś chcemy was przekonać, że do stworzenia świetnej gry wystarczy talia kart i dosłownie kilka znaczników. Zapraszamy na recenzję gry Furnace.

Furnace wydawnictwa Hobby World to ekonomiczna gra karciana dla 2-4 graczy w wieku 12+. W grze wcielacie się w dziewiętnastowiecznych przemysłowych potentatów, którzy kupują fabryki, ulepszają je i przetwarzają wyprodukowane w nich dobra. Kluczem do uzyskania tytułu najlepiej prosperującego przedsiębiorcy, jest najefektywniejsze zarządzanie swoimi fabrykami, by generowały jak najwięcej pieniędzy. Jednak kupno owych fabryk nie jest takie proste, bo zostały one wystawione na ogólnie dostępną licytację, ale o tym w dalszej części tekstu.

Jak już wspomnieliśmy, Furnace to gra karciana. Nie znajdziecie tutaj nic więcej poza talią kart, na którą składa się 5 kart startowych, 36 dwustronnych kart fabryk, 5 kart kapitalistów oraz spora ilość żetonów i drewnianych znaczników surowców. Tak, tyle wystarczy, by zrobić bardzo dobrą grę. Wykonanie stoi na bardzo dobrym poziomie, elementy są wykonane z dobrej jakości materiału. Mogą jednak znaleźć się osoby, które zechcą założyć koszulki na karty, gdyż te co prawda mają ciekawą teksturę papieru, ale trochę łatwo się gną. Uwagę przykuwają nietypowe i kolorowe znaczniki graczy, które służą tylko temu, by przypominać wam, jaki wybraliście kolor na daną rozgrywkę. Drugą ciekawą rzeczą jest świetnie przemyślany wskaźnik, pokazujący w której rundzie się aktualnie znajdujecie. Małe rzeczy, a cieszą oko graczy.

Jak wygląda rozgrywka w Furnace? Gra toczy się na przestrzeni 4 rund, a w każdej z nich występują dwie fazy: licytacji i produkcji. Podczas licytacji gracze mają do dyspozycji 4 żetony o różnych wartościach (1-4), które naprzemiennie wykładają na rozłożone na daną rundę karty fabryk. Musicie jednak przestrzegać zasad, mówiących, że na jednej karcie nie mogą się znaleźć dwa znaczniki tego samego koloru, ani o tej samej wartości. Następnie rozpatrujecie wyniki licytacji – gracz ze znacznikiem o najwyższej wartości bierze kartę i wykłada ją przed sobą. Jednak jeśli zdarzyło się, że braliście udział w licytacji, ale nie daliście najwyższej oferty – otrzymujecie tzw. rekompensatę w postaci surowców przedstawionych na karcie, pomnożonych przez wartość na waszym znaczniku. Czyli jest szansa, że kładąc znacznik o wartości 3, zgarniecie sporo surowców. Chyba, że nikt was nie przelicytuje – wtedy taka karta staje się waszą własnością, która ma inne właściwości w fazie produkcji. Faza produkcji to nic innego, jak aktywowanie wcześniej wylicytowanych kart. Karty można aktywować w dowolnej kolejności, jednak raz aktywowane, nie mogą zostać użyte ponownie. Warto tutaj wspomnieć, że karty fabryk można ulepszać. Dają one wtedy więcej dobrych rzeczy podczas ich aktywacji. Użyte karty produkują surowce lub pozwalają je sprzedać za pieniądze, które są jednocześnie punktami zwycięstwa na koniec gry. A kto ma ich najwięcej po skończonej czwartej rundzie, zostaje zwycięzcą.


Tak w skrócie prezentuje się gra Furnace wydawnictwa Hobby World. Kto powiedział, że gra musi być bardzo skomplikowana i napakowana odjazdowymi elementami, by była zwyczajnie… bardzo dobra. Naszym zdaniem gra Furnace nie odstępuje niczym wszystkim skomplikowanym grom typu euro. Mamy tutaj kilka ciekawych mechanik, które nieraz rozgrzewają nasze mózgi do czerwoności. Zaczynając od wspomnianej wcześniej licytacji, gdzie nie tylko ścigamy się o lepsze fabryki, ale czasem wręcz chcemy przegrać licytację, żeby otrzymać sporą rekompensatę w postaci surowców. W grze występuje również mechanika budowania silniczka z kart. Inwestujemy w takie fabryki, które, po odpaleniu w odpowiedniej kolejności, dadzą nam niesamowicie owocne combo.

Furnace spodobała nam się z uwagi na proste, ale bardzo eleganckie wykonanie. Karty mają oszczędne, ale ładne ilustracje przedstawiające różnego rodzaju fabryki. Oprócz wykonania gra również zachęca swoim gameplay’em. Jest to pozycja, która jednocześnie nada się, by przedstawić ją początkującym graczom, ale i stare wygi nie odmówią partyjki. Mamy tutaj sporo decyzji do podjęcia, a każda rozgrywka może potoczyć się całkowicie inaczej. Dużo również zmieniają karty postaci, które gracze otrzymują na początku gry, a które mogą zdefiniować strategię, jaką obierzecie.


Z tego miejsca chcemy bardzo wam polecić wypróbowanie gry Furnace wydawnictwa Hobby World. Pomimo krótkiego czasu rozgrywki deklarowanego na pudełku, nie nazwalibyśmy jej fillerem. Czasem trzeba się sporo nagłowić, aby nasze decyzje przynosiły najlepsze efekty. Jednocześnie nie jest to przesadnie mózgożerna gra euro. Furnace to mała, prosta i bardzo elegancka gra, z bardzo satysfakcjonującą rozgrywką w swojej prostocie i podejmowaniu trudnych decyzji. Sprawdźcie sami!

 Nazwa: Furnace
Wydawnictwo: Hobby World
Rok wydania: 2020

Dziękujemy wydawnictwu Hobby World za wysłanie egzemplarza recenzenckiego



The board games market has grown a lot in recent years. Do you remember the times, when it was enough for us to throw a die, choose whether to go left or right on the board and take an action related to the field on which we landed? Today we expect, that the box of the game we purchased, will be packed with elements to the maximum. Preferably with already colored figurines and elements made of the best material. The expectations of board game players are growing up, so today we want to convince you, that all you need to create a great game, is a deck of cards and literally a few markers. Check out our game review of the Furnace.

Furnace from Hobby World is an economic card game for 2-4 players aged 12+. In the game, you take a role of nineteenth-century industrial tycoons, who buy factories, improve them and process the goods they produce for money. The key to becoming the most successful capitalist, is to manage your factories as efficiently as possible, to generate as much money as you can. However, buying these factories is not so simple, because they have been put up for public auction and any player can be first to buy them.

As we mentioned, Furnace is a card game. You will find nothing more here than a deck of cards, which consists of 5 starting cards, 36 double-sided factory cards, 5 capitalist cards and a large number of tokens and wooden resource markers. Yes, this is enough to make a very good game. The presentation of the game is at a very good level, the elements are made of good quality material. However, there may be people, who want to use card sleeves, because despite the fact, that cards have an interesting texture of paper, they tend to bend a little easily. We paid attention to the unusual and colored player markers, that only serve to remind you, which color you chose for the game. The second interesting thing is the well-thought-out indicator, showing which round you are currently in.

We liked Furnace because of its simple, but very elegant presentation. The cards have minimalistic, but very nice illustrations of different kinds of factories. Apart from its performance, the game also encourages with its game-play. It is a game, that can be introduced to novice players at the same time, as for more experienced ones, which will most definitely not refuse to play. The game offers a lot of decisions to make, and each game can be completely different. Also, a character cards, which players receive at the start of the game, change a lot and they can define the strategy you choose for the game.

We highly recommend you to try Furnace from Hobby World. Despite the short playing time declared on the box, we would not call Furnace a filler. It takes a lot of thinking to make sure, that our decisions bring the best results. At the same time, it is not an overly brain-eating euro game. Furnace is a small, simple and very elegant game with very rewarding gameplay, due to both its simplicity, and need to making difficult decisions at the same time. Check it out!

Share:

5 lis 2020

Ratuj się kto może! - recenzja gry Idzie Fala!

Czy gry sprzed ponad 20 lat mają rację bytu na dzisiejszym rynku gier planszowych? Wydawać by się mogło, że nie, gdyż od tego czasu powstało wiele różnych i innowacyjnych gier, które podbiły rynek. Nie powstrzymało to jednak wydawnictwa Nasza Księgarnia od wydania gry Turn the Tide, która w Polsce ukazała się pod tytułem Idzie Fala!

Idzie Fala to karciana gra dla 3-5 osób w wieku powyżej 10 lat. Jedna partia trwa około 25-30 minut. W pudełku znajdziemy 5 kart początkowych, 24 karty przypływu, 60 kart pogody, 24 żetony kół ratunkowych, ołówek i notes. Wykonanie bardzo dobre, nie mamy do niego żadnych zarzutów.

Autorem gry jest Stefan Dorra, twórca takich gier jak Na Sprzedaż czy Niet, więc możemy od razu spodziewać się niezłego kombinowania. I choć zasady gry są banalnie proste i łatwe do wytłumaczenia, to jest tutaj nad czym myśleć. Najpierw rozdajemy każdemu z graczy po 12 kart pogody (niewykorzystane odkładamy do pudełka), następnie każdy sprawdza, ile ma kół nadrukowanych na owych kartach i tyle kół bierze przed siebie – będą to jego „życia”. Karty przypływu tasujemy, dzielimy na dwa równe stosy i możemy siadać do rozgrywki. Na początku odkrywamy 2 karty przypływu, a gracze symultanicznie w tajemnicy wybierają jedną kartę i kładą ją przed sobą. Wszyscy w tym samym momencie odkrywają karty i sprawdzają ich wartości – gracz z największą wartością bierze kartę przypływu o mniejszej wartości. Gracz z drugą wartością bierze kartę przypływu z większą wartością. Karty przypływu kładzie się na karcie początkowej (a każdą kolejną na już posiadanej), a następnie sprawdza się, kto ma największą wartość na tej karcie – ten gracz traci jedno koło ratunkowe. I tak rozgrywamy kolejne tury, aż wyczerpie się stos lub gdy zostanie dwóch graczy. Punkty zdobywa się za pozostałe przed nami koła, a gracze którzy odpadli (bo nie mieli jak odrzucić kół), zapisują sobie wartość -1. Następnie zbieramy wszystkie swoje karty i koła i przekazujemy je do gracza po lewej, po czym rozgrywamy kolejną turę – tak gramy, aż przejdzie cała kolejka, czyli tyle rund ilu jest graczy, a następnie sprawdzamy wyniki. Gracz z największą liczbą punktów zostaje zwycięzcą.

Jak sami widzicie, grę tłumaczy się bardzo prosto i choć początkowo wydaje się mało uczciwa („ej, czemu Ty masz 6 kół a ja 3?), to jest to złudne uczucie, gdyż każdy zagra każdymi kartami, więc szanse są wyrównane. Jest to ciekawy aspekt tej rozgrywki, który powoduje, że liczy się strategia, a nie losowość w doborze kart.

Twórcą grafik jest Oliver Freudenreich, autor którego możecie znać z gier The Mind, The Game, Halli Galli, Iluzja, czy dodatku do Catan. Autor ma specyficzną, ale miłą dla oka kreskę i tutaj jest nie inaczej – karty przypływu w zależności od wartości, zakrywają coraz więcej naszej latarni.

Czy ruch Naszej Księgarni był dobry? Naszym zdaniem jak najbardziej tak! Idzie Fala
! to naprawdę dobra gra, a gdy przyszło nam spotkać się ze znajomymi, to słyszeliśmy „ej, ale ja to mam!” albo „ej, grałem już w to!”, co znaczy, że gra naprawdę miała swoje lata świetności, które jak widać nie mijają.

Idzie Fala! to gra dobra, ciekawa, dynamiczna i uczciwa. Brak losowości, proste zasady i fajna reguła z przekazywaniem kart to aspekty, które bardzo pozytywnie wpływają na rozgrywkę. Polecamy Wam sprawdzić ten tytuł, bo mimo ponad 20 lat (pierwszy wydanie w 1997 roku), to jest on naprawdę dobrą grą!


Nazwa: Idzie Fala!
Wydawca: Nasza Księgarnia
Rok: 2020
Grę najtaniej kupisz: TUTAJ
Za grę dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia

 http://gry.nk.com.pl/
Share:

1 lis 2020

Broń drzewo Yggdrasil przed atakami zła – recenzja gry Yggdrasil: Kroniki

Jak wiecie, gry planszowe pozwalają nam wcielić się w klimat, a często nawet i w konkretną postać w danym uniwersum. I tak możemy stać się szperaczem w grze Zona, warzyć skomplikowane eliksiry w Trismegistusie, a w Santa Marii wcielamy się w samego Krzysztofa Kolumba. Dziś chcemy wam zaproponować tytuł wydawnictwa Czacha Games, gdzie będziecie mogli zapoznać się z nordycką mitologią dzięki grze Yggdrasil: Kroniki.

Yggdrasil:Kroniki to kooperacyjna gra planszowa dla jednego do pięciu graczy, w której wcielamy się w nordyckich bogów i staramy się zapobiec zagładzie tytułowego drzewa Yggdrasill – mitycznego drzewa życia, na którym wspiera się 9 światów. Podczas rozgrywki będziecie odpierać ataki wrogów, leczyć tytułowe drzewo życia i nieustannie zapobiegać ziszczeniu się warunków końca gry. A tę można przegrać bardzo łatwo. Chciałoby się rzec, że wygrać też można łatwo, jednak byłoby to wierutne kłamstwo. Aby wygrać, będziecie musieli ze sobą bardzo dobrze kooperować i maksymalnie wykorzystywać umiejętności bogów, którymi będziecie kierować.

Tradycyjnie zacznijmy od wykonania gry i od najbardziej rzucającego się w oczy elementu – drzewa życia Yggdrasil. Drzewo przychodzi do nas oczywiście w wypraskach i to do nas należy opanowanie instrukcji składania. Gdy jednak przebrniemy przez to, naszym oczom ukaże się wspaniała, kartonowa konstrukcja, która jednocześnie jest trójwymiarową planszą do gry! Tutaj jednak chcemy was uczulić na rozklejające się warstwy poszczególnych elementów. Nie mówimy, że jest to problem występujący w każdym egzemplarzu, jednak przy częstym składaniu i rozkładaniu gry, każdy element jest narażony na zużycie. W słusznych rozmiarach pudełku znajdziemy również wiele innych kartonowych, jak i drewnianych elementów, których jest za dużo by tu wymienić. Całość okraszona jest bardzo ładną nordycką kreską.

Zasady gry, jak na takiego kolosa, wcale nie są trudne i można je wytłumaczyć tak naprawdę w kilka chwil. A pomaga w tym jeden z trzech trybów rozgrywki. Możemy wybrać wariant gry podstawowej w dwóch poziomach trudności – łatwym oraz trudnym. Trzecia opcja to tytułowe kroniki, ale o nich w dalszej części tekstu. Tryb podstawowy jest na tyle łatwy, że sprawdza się idealnie, aby ogarnąć zasady i podstawowe mechaniki występujące w grze. Sam jej przebieg wygląda następująco. Na początku każdej rundy gracze jednocześnie dobierają wierzchnią kartę ze swojego stosu Wrogów i kładą ją zakrytą, bez podglądania, na wyznaczonym miejscu. Następnie gracze ustalają między sobą kolejność, w jakiej chcą rozgrywać swoje tury – w każdej rundzie może być ona inna, w zależności od przyjętej strategii. W każdej turze wykonujecie trzy fazy w następującej kolejności – odkrycie wroga (jest to obowiązkowa faza), ruch oraz akcja (te dwie są opcjonalne). Kiedy rozegracie swoje tury i nie zostaliście jeszcze pokonani przez zło — rozpoczyna się kolejna runda. Gra kończy się zwycięstwem wszystkich graczy, kiedy przetrwacie odpowiednią liczbę rund, aby znacznik Nidhögga dotarł na konkretne pole w Księdze Sag. Jednak wszyscy przegrywacie grę, jeśli wystąpi chociaż jedna z dwóch sytuacji. Gdy jeden z bogów utraci swój ostatni punkt życia, bądź gdy wróg zostanie aktywowany, a jego efekt nie może zostać zrealizowany.

To jest oczywiście tylko krótki zarys mechaniczny tego, co was czeka w grze, bo tak jak w przypadku elementów gry – jest tego zbyt dużo, aby wypisywać szczegółowo co i jak, poszczególny bóg, jak i wróg działają. Na tym etapie musimy wam powiedzieć, że gra, mimo prostej mechaniki, jest trudna. Gdy zagracie już w wariant normalny, przygotujcie się na srogi łomot i częste porażki, jeśli nie będziecie współpracować. Wspominaliśmy, że zakryte karty wrogów wykładane są co rundę, a następnie w turze gracza odwracane. Jeśli zdarzy się, że odkryty zostanie drugi raz ten sam wróg – aktywuje się jego tura i rozpatrywane są akcje z nim związane. Ważne jest, aby nie dopuścić do „umocnienia się” wroga, bo to może skutkować bardzo szybką przegraną. Gracze mają również możliwość poruszania się po planszy. Warto tutaj przypomnieć, że jest ona trójwymiarowa i w każdym z trzech poziomów rozłożone są odpowiednio konkretne światy, znane z mitologii nordyckiej (Asgard, Midgard, Muspelheim). Podróżować będziecie tylko pomiędzy poziomami w linii prostej lub do pozostałych światów na danym poziomie, w którym się aktualnie znajdujecie. Bardzo przydatne jest też wykorzystywanie akcji związanych z danym światem. Najlepiej w towarzystwie kompana, gdyż zgarniacie wtedy większy bonus z danej akcji.
Wspominaliśmy o trzech trybach rozgrywki, więc przejdźmy do tego ostatniego. Jak sam tytuł gry Yggdrasil: Kroniki wskazuje, możemy się spodziewać trybu kampanii. Gdy znudzi wam się przegrywanie, możecie spróbować swoich sił w przechodzeniu kolejnych scenariuszy. Nie będziemy spoilerować, bo występuje tutaj ciekawa historia i zachęcamy, abyście sami ją poznali. Jednak powiemy wam tyle, że z każdym kolejnym scenariuszem do gry wchodzą coraz to nowe rozwiązania mechaniczne, co czyni każdą rozgrywkę jeszcze ciekawszą. No i zapewni wam rozrywki na wiele godzin przy stole.

Cały czas wspominamy, że gra Yggdrasil: Kroniki jest trudna do wygrania, że wasze tyłki zostaną skopane i zdeptane przez grę. Jednak nie chcemy was zniechęcać! Wręcz przeciwnie. Chcemy wam przekazać, że kluczem do zwycięstwa w tej grze jest przemyślana strategia i współpraca między graczami. Warto poświęcić minutę lub dwie przed każdą rundą i ustalić kolejne kroki – co chcecie osiągnąć, gdzie potrzebna jest pomoc lub komu może przydać się zdobyty artefakt, który wzmocni waszych bogów.

Słowem podsumowania, gra Yggdrasil: Kroniki wydawnictwa Czacha Games to bardzo dobra gra kooperacyjna, w której będziecie musieli optymalizować swoje ruchy, by fala wrogów was nie pokonała zbyt szybko. Chociaż losowość występuje na każdym kroku, to jest bardzo łatwo modyfikowalna różnymi zdolnościami. Chyba nie musimy wspominać, że wybierając różnych bogów do obrony Yggdrasila, każda rozgrywka potoczy się zupełnie inaczej? Zbierzcie zatem śmiałków i współpracując, zwalczcie nadciągające zło, które chce was pokonać w świetnej grze Yggdrasil: Kroniki.

 Nazwa: Yggdrasil: Kroniki
Wydawnictwo: Czacha Games
Rok wydania: 2020
Grę kupisz TUTAJ

Dziękujemy księgarni Gandalf.com.pl za wysłanie egzemplarza recenzenckiego


 
Share:

Ścisła współpraca

My na Facebooku

Labels

Blog Archive