f Sterta Gier
  • Ex Libris

    Ex Libris - Marzysz o sprawowaniu funkcji Głównego Bibliotekarza w mieście nie z tego świata?

12 sty 2019

Chodź, pomaluj mój świat! - recenzja gry Sagrada

Gry planszowe w ostatnich latach rozrosły się w Polsce niesamowicie. Wielu nowych wydawców, jeszcze więcej nowych graczy. Nasze hobby coraz częściej jest regularnym graniem, a nie tylko sporadycznym - w niedzielę po obiedzie. W rozroście popularności gier planszowych duży udział mają gry z niskim progiem wejścia. I taką też grę opiszemy. Zapraszamy do przeczytania kilku słów o Sagradzie od Foxgames!

Sagrada to rodzinna gra planszowa dla 1-4 osób, przy której spędzimy około 45-60minut na jednej partii. Sagrada Familia to niedokończone dzieło wielkiego artysty – Antoniego Gaudiego. W grze planszowej będziemy mieli okazję wymienić i budować nowe witraże w tym barcelońskim kościele.

Pod wieczkiem pudełka znajdziemy świetną, plastikową wypraskę, w której każdy element ma swoje miejsce. A trochę elementów jest. W pudełku mamy: 4 duże ramy okienne, które pełnią funkcję planszy graczy, 12 dwustronnych kart wzorów, 90 kości w 5 kolorach, worek na kości, 12 kart narzędzi, 10 kart jawnych celów, 5 kart ukrytych celów, tor punktacji/rund, 24 żetony przysługi, 4 żetony punktacji.

Zasady gry są banalnie proste. Na początku dostajemy swoją ramę okienną i dwie karty wzorów. Spośród nich wybieramy jeden wzór, który będziemy starali się ułożyć. Dostajemy też kartę indywidualnego celu, za który będziemy punktować, a na stole rozkładamy 3 karty narzędzi oraz 3 karty jawnych celów. Wsypujemy wszystkie kości do woreczka i jesteśmy gotowi do gry. Aktywny gracz w swojej turze bierze dwukrotnie większą liczbę kostek niż liczba graczy i dobiera jeszcze jedną kość, po czym rzuca wszystkimi. Są to kostki, które gracze będą mogli zdobyć w tej rundzie. Gracz aktywny pobiera jedną kostkę i układa ją w swoim witrażu. Następnie robią to kolejni gracze zgodnie z ruchem wskazówek zegara, a potem kolejka „odbija”.Oznacza to, że ostatni gracz bierze dwie kostki, a kolejność idzie w przeciwną stronę. Na stole powinna zostać jedna kostka – odkładamy ją na tor rund. 
Wydaje się być proste, ale nie jest aż tak kolorowo (choć to naprawdę kolorowa gra!). Przede wszystkim trzeba pamiętać o trzech podstawowych zasadach – gdy układamy kości na witrażu, to kości tego samego koloru lub tej samej wartości nie mogą się stykać bokami. Dodatkowo, musimy układać kości tak, by sąsiadowały już z leżącymi (mogą po skosie). No i w zależności od witrażu, jaki wybraliśmy (mamy kilka poziomów trudności), będziemy mieli narzucone niektóre pola, które pokazują jaki kolor lub jaka wartość musi się znaleźć w tym miejscu. Mamy jeszcze karty narzędzi. Przy wyborze trudności witraży mamy zaznaczone, ile dostaniemy żetonów przysługi. Będą one nam potrzebne do wykorzystywania narzędzi, które wymagają użycia jednego żetonu. Jeśli na danej karcie leży już jakiś żeton, wówczas do wykorzystania narzędzi będziemy musieli użyć dwóch żetonów. Narzędzia bywają różne – pozwalają nam podmienić wyrzucone kostki, zmienić ich wartość, przesunąć kości już ułożone i wiele wiele innych. Na koniec gry zliczamy punkty z naszych celów indywidualnych, celów jawnych, odejmujemy od tego punkty za luki w naszym witrażu i dodajemy za pozostałe żetony przysług. Gracz z największą liczbą punktów zostaje zwycięzcą.

Choć trochę rozpisaliśmy się na temat zasad, to uwierzcie nam, że grę łapie się bardzo szybko - tym bardziej, że instrukcja dobrze opisuje panujące tutaj zasady. Co do punktacji to mamy jedyne zastrzeżenie – gracze mogą się namęczyć, by ułożyć cały witraż, a na końcu i tak nie dostają za to dodatkowych punktów.Czasem bywa to bardzo krzywdzące, gdyż lepiej mieć luki, ale spełniać cel zbiorowy. Ale to tylko taka nasza drobna uwaga.

Sama rozgrywka w Sagradzie idzie sprawnie. Warto tutaj zaopatrzyć się w podstawki pod kości czy dice traye (polecamy playmaty.pl), szczególnie przy graniu w 4 osoby, gdyż trochę tych kosteczek jest, a szkoda tracić czas na ich gonienie po pokoju.

Dla nas Sagrada jest bardzo ciekawym i solidnym tytułem rodzinnym. Jej piękne wykonanie sprawia, że do gry zasiada się z jeszcze większą ochotą. Elementy są naprawdę trwałe i będą służyć graczom naprawdę długo. Planszetki graczy są grube i twarde, więc nie ma strachu, że się zniszczą. Jedynie martwią nas kosteczki, które są delikatne, więc mogą nie wytrzymać wielu rzutów na drewniany stół.

Sagrada skaluje się naszym zdaniem bardzo dobrze. Gra przebiega tak samo sprawnie w 2 jak i 4 osoby, jedynie cała partia może trwać chwilę dłużej. Tak jak wcześniej pisaliśmy – gra się płynnie i nie ma tzw. „downtime”, czyli przestojów i oczekiwania na swoją turę. Oczywiście są kości, więc jest i pewna doza losowości, jednak nie jest ona tutaj aż tak odczuwalna.

Naszym zdaniem, Sagrada, to jedna z najlepszych gier rodzinnych, wydana w Polsce w 2018 roku. Nawet Foxgames świetnie dopasowało swoje logo (zrobione w witrażowej formie) do całego pudełka, co jest bardzo estetyczne i chwała im za to! Serdecznie polecamy Sagradę każdemu – i tym, którzy zaczynają swoją przygodę z planszówkami, i  tym, którzy grywają tylko sporadycznie, jak i tym, którzy do grania siadają w każdej możliwej chwili. Nie zawiedziecie się!

Ocena: 5,8/6


Nazwa: Sagrada
Wydawnictwo: FoxGames 
Rok wydania: 2018
Sugerowana cena: 119zł
Dziękujemy wydawnictwu Foxgames za przesłanie egzemplarza recenzenckiego  
FoxGames
Share:

10 sty 2019

Czy królik przechytrzy ogrodnika? - recenzja gry Królik w ogrodzie

Chociaż gry planszowe są przeważnie dedykowane dla większej ilości osób, to czasem na światło dzienne wychodzą tytuły tylko dla dwóch graczy. Dziś zajmiemy się prostą i szybką grą dla dzieci wydawnictwa Alexander.

Królik w ogrodzie to losowo logiczna gra planszowa dla 2 graczy w wieku 6+. Podczas rozgrywki jeden gracz wciela się w roztargnionego Ogrodnika, a drugi gracz w głodnego Królika. Oboje ścigają się między sobą, aby być pierwszą osobą z taką ilością zebranych warzyw, która pozwoli na wygraną.

W średniej wielkości pudełku znajdziemy między innymi planszę oraz kafelki: Dróg, Blokad, marchewek i dyń. Nie mogło również zabraknąć pionków do poruszania się po planszy oraz instrukcji. Dodatkowo w środku znajdziemy dedykowane woreczki, z których dobierane są kafelki podczas gry. Całość jest wykonana solidnie i poprawnie. Kolorowe grafiki są przyjazne dla młodszych graczy. Jednak przyjemniej by było, gdyby woreczki były wykonane z materiału, a nie z folii.

Reguły gry Królik w ogrodzie są bardzo proste i można je wytłumaczyć w kilka chwil. Po przygotowaniu rozgrywki, każdy gracz otrzymuje w woreczku swój zestaw żetonów kafelków Dróg. W swojej turze gracz jest zobowiązany do wylosowania jednego kafla, dołożenia go na planszę tak, aby pasował do własnych, wcześniej wyłożonych, a następnie przesunięciu pionka. Kartoniki z drogą trzeba dokładać tak, aby zbudować trasę, która jak najszybciej zabierze Królika do marchewek, a Ogrodnika do dyni. Trzeba pamiętać, aby dokładać kafelki do drogi, do której mamy dostęp — czyli nie zostaliśmy zablokowani Żetonem Blokady podłożonym przez przeciwnika. Rozgrywka może się skończyć na trzy sposoby — gdy jeden z graczy nie będzie miał sposobności dołożyć Kafelka Drogi lub gdy wszystkie Kafelki Trasy zostaną wykorzystane (sumujemy wtedy ilość dotychczas zdobytych punktów), bądź gdy ktoś jako pierwszy zbierze ilość marchewek lub dyń równą sumie 10 punktów. Najczęściej gra kończy się jednak tą ostatnią opcją.
 
Szybkie i przyjemne. Gra Królik w ogrodzie to prosta gra planszowa dedykowana dla młodszych odbiorców. Oprócz walorów wizualnych gra oferuje ciekawą rozgrywkę, która zmusza pociechy do planowania swoich ruchów. Jednocześnie dzieci będą musiały sobie poradzić, gdy wylosują kafelek, którego się nie spodziewały.

Starsi nie mają co się doszukiwać drugiego dna w tym tytule. Potrzeba trochę szczęścia, aby wylosować pasujący kafelek i liczyć na to, że przeciwnik nie zablokuje nam drogi. Negatywnej interakcji też za wiele nie uświadczycie, bo żetonów Blokady jest bardzo mało. Regrywalność? Dorosłym prawdopodobnie gra szybko się znudzi. Ale dzieci mogą mieć frajdę i odczuć chęć rewanżu. Ciekawe jest to, że początkowe ustawienie jarzyn jest inne z każdą rozgrywką. Może to doprowadzić do sytuacji, gdzie nasze tunele się ze sobą kilkukrotnie krzyżują lub musimy sprytnie zaplanować drogę do dalej oddalonego warzywa.

Grę Królik w ogrodzie wydawnictwa Alexander polecamy tylko i wyłącznie dzieciom. Jest to tytuł, który może wdrożyć najmłodszych w gry planszowe. Wydaje się nam, że po opanowaniu tak prostej gry rodzice będą mogli pokazać bardziej skomplikowane tytuły. A starszym graczom, którzy chcą dokładać kafelki, polecamy rozgrywkę w Carcassonne :)

4/6
                                                       
Nazwa: Królik w ogrodzie
Wydawnictwo: Alexander
Rok wydania: 2015
Sugerowana cena: 30zł
Dziękujemy wydawnictwu Alexander za przesłanie egzemplarza recenzenckiego
Alexander


Share:

6 sty 2019

Wyprodukuj najlepszą whisky w Europie! - recenzja gry Klany Kaledonii

Dziś mamy nadzieję, że przekonamy wszystkich miłośników whisky (i nie tylko), aby spróbowali zagrać w najnowszy tytuł wydawnictwa Czacha Games. Osobom pełnoletnim proponujemy zatem nalanie sobie szklaneczki ulubionego trunku i przeczytanie niniejszej recenzji gry Klany Kaledonii.

Klany Kaledonii to strategiczna gra ekonomiczna przeznaczona dla 1-4 graczy w wieku 12+. W trakcie rozgrywki gracze będą reprezentować historyczne szkockie klany, konkurujące o przewagę w produkcji, handlu i eksporcie produktów rolnych. A przede wszystkim słynnej szkockiej whisky. Uprawiając zboże, hodując krowy i owce oraz podpisując kontrakty eksportowe, będziecie zdobywać cenne punkty zwycięstwa, niezbędne do wygranej.

Wielu początkujących graczy sugeruje się kilkoma czynnikami podczas zakupu konkretnego tytułu. Jest to między innymi stopień trudności, ilustracje oraz ile miejsca zajmuje pudełko na półce. Klany Kaledonii wpisują się we wszystkie powyższe kryteria. Jeśli kupujemy oczami, to okładka Klanów zachęca do otwarcia pudełka i odkrywania jego elementów. A jest co oglądać, bo w pudełku nie ma grama zbędnego powietrza. Potężna ilość drewnianych znaczników, żetonów, kafli, planszetek, monet, do tego notes i instrukcja. To wszystko mieści się w średniej wielkości pudełku, które nie zajmuje dużo miejsca na półce. Brawa dla autora i wydawców za to! I za ilość woreczków strunowych. Komponenty są wykonane bardzo starannie i z dobrego materiału. Można się tylko przyczepić do tego, że symbole na planszetkach mogłyby być nieco większe. Ale to już jest indywidualna kwestia gustu graczy.

Jak zatem produkuje się whisky? Prosto i trudno jednocześnie. Już spieszymy z wyjaśnieniami. Przy Klanach Kaledonii trzeba mieć cierpliwość podczas przygotowania gry przez dużą ilość elementów. Jednak, gdy już przez to przebrniemy, rozgrywka wynagrodzi nam ten czas. Gra toczy się w ciągu pięciu dużych rund, a te dzielą się na 4 fazy. Faza Przygotowania to zwyczajne dołożenie brakujących Kafli Kontraktów i przedstawienie nowych celów na obecną rundę. Cała zabawa dzieje się w Fazie Akcji, których mamy do dyspozycji aż siedem. Plus ósmą, którą jest spasowanie. I tak kolejno możemy handlować towarami na rynku, zmieniając ich aktualne ceny. Następnie do wyboru mamy pobranie Kontraktu Eksportowego, który określa nam jakie surowce musimy nazbierać, aby otrzymać pewne bonusy, a jego siostrzaną Akcją jest jego Zrealizowanie. Następną akcją jest Ekspansja, czyli wystawienie za opłatą swoich pracowników na pola Kaledonii, aby produkowali nam dobra takie jak mleko, wełnę, zboże, lub dostarczali pieniążki za ścięte drewno czy kamienie. Ostatnimi trzema akcjami są ulepszenia swojego klanu — za odpowiednią opłatą możemy zwiększyć zasięg eksportu naszych pracowników, ulepszyć narzędzia naszym drwalom i górnikom lub zatrudnić większą ilość kupców.

Gracze kolejno wykonują po jednej akcji do momentu, aż wszyscy spasują. Kolejność spasowania ustala jednocześnie pierwszego gracza w nadchodzącej rundzie. W trzeciej Fazie Produkcji wszyscy nasi pracownicy dostarczają nam odpowiednią ilość surowców podstawowych, które jeśli chcemy, możemy przetworzyć w na przykład naszą upragnioną whisky. Czwarta faza to nagrodzenie graczy punktami, o ile spełnią warunek z kafelka punktacji dla mijającej rundy. Po ostatniej rundzie następuje finalne podliczenie punktów i osoba z ich największą ilością wygrywa rozgrywkę.

Rozpisaliśmy się trochę o zasadach, czas na nasze wrażenia. Klany Kaledonii to świetny tytuł, który przypadnie do gustu zaawansowanym graczom. Nada się również jako gra dla osób dopiero zaczynających swoją przygodę z grami planszowymi. Jak to możliwe? Otóż podstawową mechanikę Klanów Kaledonii jest bardzo prosto wytłumaczyć i pokazać na przykładowej rozgrywce. Sprawa się komplikuje, gdy chcemy naprawdę dobrze poznać grę i wszystkie jej smaczki. Mistrzowskie opanowanie tego tytułu to już zadanie na kilkanaście / kilkadziesiąt rozgrywek.

Chcemy jeszcze raz zachwycić się nad wykonaniem i ilością elementów występujących w grze Klany Kaledonii. Pudełko z grą sporo waży, co świadczy o zawartości. Wszystkie znaczniki są starannie, a meeple bardzo szczegółowo zaprojektowane. W redakcji śmiejemy się, że znaleźliśmy w końcu grę, która spełnia nasze wymagania w przypadkach, gdy pudełko jest za duże co do ilości jego elementów.

Gorąco polecamy Klany Kaledonii wydawnictwa Czacha Games. Mechanicznie, jest to dla nas jedna z lepszych euro gier ostatnich miesięcy. Sposobów punktowania jest tak wiele, że zadowoli niejednego wybrednego gracza. Dodatkowo, cele ustalane co rundę definiują ruchy gracza na bieżąco, a ilość dostępnych do wyboru Klanów oraz Kafli Kontraktów Eksportowych sprawia, że każda rozgrywka jest inna.

W pudełku z grą Klany Kaledonii nie ma przepisu jak wyprodukować whisky domowymi sposobami. Za to w instrukcji gry możemy przeczytać kilka zdań historycznego opisu o danym klanie. Po rozgrywce najdzie was również chęć, aby zagłębić się w temat whisky. Tytuł ten polecamy graczom, którzy szukają dobrej gry strategiczno — ekonomicznej, ale której rozgrywka nie będzie trwała kilka godzin.

5/6
 Nazwa: Klany Kaledonii
Wydawnictwo: Czacha Games
Rok wydania: 2018
Sugerowana cena: 185zł
Dziękujemy wydawnictwu Czacha Games za przesłanie egzemplarza recenzenckiego
Czacha Games







Share:

2 sty 2019

Ścigaj się i obstawiaj! - recenzja gry Bolidy

Gdy byłem dzieckiem to lubiłem się bawić samochodami. Czy to resorkami czy tymi zdalnie sterowanymi. Potem oczywiście na Amidze człowiek zagrywał się w Jaguar XJ220, a na PC w Colin McRae Rally oraz Need for Speed. Wyścigi w formie gier planszowych mnie nie przyciągnęły, aż do tej chwili.

Bolidy, bo o tej grze mowa, to rodzinna, wyścigowo-licytacyjna gra planszowa wydana przez 2 Pionki (Portal Games). Do tego tytułu możemy zasiąść, aż w 6 osób, a czas rozgrywki to około 45 minut. Sugerowany wiek? Powyżej 8 roku życia i spokojnie się z tym zgadzamy.

W dużym pudełku znajdziecie: dwustronną planszę toru jazdy, 6 plastikowych bolidów wyścigowych, 48 kart Prędkości, 6 kart Stylu Jazdy, 6 kafli kierowców, 1 notes z kartkami punktacji. Wykonanie jest dobre, karty są przejrzyste i jasne. Instrukcja jest zrozumiała, więc można szybko zasiąść do rozgrywki.

Same zasady są banalnie proste. Każdy z graczy trzyma na ręce karty prędkości, na których znajdują się liczby w maksymalnie 7 kolorach (6 podstawowych + joker). Na początku licytujemy się o kolor samochodu i specjalną umiejętność kierowcy, poprzez zagrywanie w tajemnicy owych kart. Gracz, który zalicytuje najwyższą wartość (wyłoży kartę o najwyższym numerze), bierze bolid w danym kolorze i zapisuje sobie jego koszt na swojej karcie punktacji – odejmie go na koniec od zdobytych punktów. Gdy już wszyscy gracze wylicytują swoje bolidy, to przystępujemy do jazdy. Gracz w swojej turze zagrywa jedną z trzymanych kart na ręce i przesuwa bolidy na planszy zgodnie z wartościami przedstawionymi na karcie, zachowując kolejność od góry do dołu. Poruszanie na planszy odbywa się zawsze do przodu, nie można przesunąć się w bok. I tutaj zaczyna się zabawa. Dzięki zakrętom i zwężeniom, będziemy często blokować naszych przeciwników, a oni z pewnością nie pozostaną nam dłużni. Dodatkowo na planszy znajdują się grube żółte linie. Dokładnie 3. 
Gdy pierwszy z bolidów przejedzie przez tę linie, rozpoczyna się obstawianie. Gracze biorą swoją kartę punktacji i w tajemnicy obstawiają, który z bolidów dojedzie jako pierwszy na metę. I tak łącznie 3 razy na różnym etapie gry. Rozgrywka się kończy w momencie jak wszystkie bolidy dojadą do mety (lub ostatniemu graczowi braknie kart). Wtedy gracze zdobywają punkty (pieniądze) za: zajęte miejsce w wyścigu oraz za poprawne wylicytowanie w każdym z etapów rajdu. Na koniec odejmują wspomniany koszt bolidu i gracz z największą liczba pieniędzy na koniec gry zostaje zwycięzcą.

Bolidy to tytuł, który tłumaczy się bardzo szybko i który nie sprawia problemu nowym graczom. Jest to zdecydowanie jego plus, gdyż jest to jedna z tych gier, które można tłumaczyć w trakcie rozgrywki. W grze występuje kilka wariantów rozgrywki – dwuosobowy, wyścigów długodystansowych, dla początkujących, wariant mistrzostw świata. Każdy więc znajdzie coś dla siebie.

Bolidy to gra, która nas urzekła. Graliśmy w różnych gronie osobowym i w zasadzie przeszliśmy każdy możliwy od 2 do 6 graczy. Najlepiej grało nam się w 4 osoby, wtedy jeszcze nie odczuliśmy, że tak bardzo tracimy kontrolę nad naszym samochodem. No i doszło więcej rywalizacji, trzeba było dostosować się do zmieniających się na planszy warunków.

Ta nutka rywalizacji i hazardu jest naprawdę dobra! W wariancie dla początkujących, pomijamy etap licytacji i obstawiania oraz zmienia się liczba kart na ręce. Jest to idealne rozwiązanie do zagrania z dzieciakami i wciągnięcia ich w te piękne hobby.

Aktualnie Bolidy są tytułem, które chyba najczęściej wracają na stół. Szybka rozgrywka, łatwy setup, masa radochy. Polecamy każdemu fanowi wyścigów oraz obstawiania, ale także tym, którzy szukają ciekawej, lekkiej gry rodzinnej. Zdecydowanie warto, szczególnie, że Portal zapowiedział już dodatek do tej gry!

Ocena:5,5/6


Nazwa: Bolidy
Wydawnictwo: 2 Pionki
Rok wydania: 2018
Sugerowana cena: 139,95zł
2 Pionki
Share:

26 gru 2018

Wylicytuj wygraną! - recenzja gry Lutecja

Dawno nie pisaliśmy dla Was o żadnej grze od wydawnictwa Lacerta. Najwyższa pora to zmienić! W nasze ręce trafiła gra Lutecja czyli licytacyjna gra osadzona w czasie panowania Imperatora Augusta. Czy ta przyciągająca wzrok gra jest warta uwagi?

Lutecja to licytacyjna gra dla 2-5 graczy w wieku powyżej 10 lat, która dostarczy Wam zabawy na okołó 45-60 minut. Zawiera ona w sobie elementy licytacji i blefu oraz mechaniki  set collection. W małym, kolorowym pudełku znajdziemy 34 karty Miejsca, 40 kart postaci, 60 kart akcji, 5 żetonów miejsc, 5 żetonów postaci, 36 żetonów sestercji o wartości 1, 10 sestercji o wartości 3, notatnik do punktacji oraz instrukcję.

Wykonanie? Na wysokim poziomie, zarówno jakościowo jak i graficznie. Karty posłużą nam na wiele partii, żetony są również dobrej jakości. Karty przyciągają wzrok, są bardzo przyjemne dla oka oraz są bardzo czytelne.

Zasady w grze Lutecja są proste. Na środku stołu rozkładamy karty w dwóch rzędach – ich ilość zależy od liczby graczy – a nad rzędami dajemy odpowiednie żetony postaci bądź miejsc. Gracze równocześnie wykładają zakryte 2 karty, o które chcą powalczyć, a następnie odkrywają karty – każdy zabiera tę, którą wylicytował. Zbieramy karty, które dają nam różne surowce oraz takie, które za owe surowce będą nam punktować. Gramy do skończenia się jednej talii, a następnie zgodnie ze zdobytymi kartami podliczamy punkty, dodajemy punkty za monety i większości zasobów. Gracz z największą liczbą punktów zostaje zwycięzcą.

Lutecja skaluje się całkiem dobrze dla 3 graczy wzwyż. W partiach dwuosobowych, naszym zdaniem, wypada średnio. Im więcej graczy tym większa rywalizacja oraz ciężej napsuć innym krwi. Jest to prosta karcianka w której zbieramy karty (surowce), by potem za nie punktować, można wręcz powiedzieć, że to takie proste karciane euro.

Nie będziemy ukrywać, że Lutecja jest dla nas tytułem niestety tylko średnim. Spodziewaliśmy się czegoś ciekawszego, ale może to już po prostu kwestia gustu – nas prostota tej gry nie przekonała do siebie. Lubimy gry, w których da się poblefować, ale tutaj nas to niespecjalnie ruszyło.

Jeśli lubicie gry licytacyjne, to możecie sprawdzić Lutecję i przetestować ją na jakimś konwencie. Gra ma potencjał, jednak nas nie przekonała. Jest to prosty tytuł, który pewnie znajdzie wielu zwolenników, więc zachęcamy do spróbowania choć jednej partii.



Nazwa: Lutecja

Wydawca: Lacerta

Rok: 2018

Sugerowana cena: 65 zł

Za przekazanie gry do recenzji dziękuję wydawnictwu Lacerta:

Share:

22 gru 2018

Tokio upadło! Atakujemy Nowy Jork! - recenzja gry Potwory w Nowym Jorku oraz Potwory w NJ: Doładowanie.

Dziś na nasz Stertowy warsztat bierzemy aż dwa pudełka. Jedno z nich, to druga część dobrze wszystkim znanych Potworów w Tokio – Potwory w Nowym Jorku. Drugim, mniejszym pudełeczkiem jest świeżo wydane Doładowanie dla wersji Nowy Jork. Z tej okazji wydawnictwo Egmont wysłało nam taki oto pakiet do recenzji. Zatem postaramy się odpowiedzieć na pytanie: jak to wszystko się ma do pierwszej części gry? W którą z nich warto zainwestować?

Potwory w Nowym Jorku to gra wydana dwa lata temu przez wydawnictwo Egmont. Tytuł jest przeznaczony dla 2-6 graczy w wieku 10+. W grze wcielamy się w bandę zmutowanych potworów, by przy ich pomocy zniszczyć miasto zwane Wielkim Jabłkiem. Aby tego dokonać, będziemy toczyć zacięte pojedynki między sobą i wojskiem, burzyć budowle oraz rozwijać umiejętności. Bój będzie ciężki i niestety — zwycięży tylko jeden potwór.

W pudełku znajdziemy bardzo dużo elementów. Oprócz instrukcji i planszy, do dyspozycji mamy 66 kart, mnóstwo tekturowych i plastikowych znaczników, 8 kości, figurki postaci z podstawkami i ich plansze. Wszystko elegancko mieści się w dobrze zaprojektowanej wyprasce. Ilustracje są żywe i kolorowe. Dzieciaki będą miały frajdę podczas gry, bo postacie takie jak Kapitan Ryba, czy smok Drakonis są narysowane kolorowo i bajkowo. Które dziecko nie chciałoby zniszczyć Statuy Wolności, mając Titanica zaczepionego na łańcuchu? Obrazki świetnie pobudzają wyobraźnię dzieci. Natomiast w Potwory w Nowym Jorku: Doładowanie mamy kolejnego potworka do kolekcji.

Czym się różni wersja Nowy Jork od wersji Tokio? Oj, mogłoby się wydawać, że autorzy poszli na łatwiznę i zmieniając kontynent, dodali tylko nowe potwory i karty. Ale to nieprawda. Owszem, Potwory w Nowym Jorku bazują na tej samej mechanice co poprzedniczka. Czyli na jednej wielkiej nawalance między współgraczami tak długo, aż na planszy zostanie jeden zwycięski potwór. Zacznijmy jednak od początku. Po przygotowaniu pełnej rozgrywki, gracze kolejno będą wykonywali swoje tury. W ich trakcie wykonujemy akcje w określonej kolejności. Po pierwsze – rzucamy kośćmi, a jeśli ich wynik nas nie satysfakcjonuje, możemy je jeszcze dwa razy przerzucić. W drugim kroku musimy rozpatrzyć nasz ostateczny wyniki z kości w dowolnej kolejności. Dopiero w kroku trzecim, możemy zaplanować dalszą strategię i poruszyć się naszym potworem. Po tym zostanie nam tylko kupno kart za zebraną energię, a jeśli na tym etapie udało ci się zebrać 20 punktów zwycięstwa – wygrywasz!

Gdzie tu zatem różnice? Pierwsze co się rzuca w oczy to większa plansza, a co za tym idzie większe pole do popisu dla naszych potworów. Nie ograniczają się one bowiem do bijatyki między sobą – w Nowym Jorku faktycznie możemy niszczyć budynki! Za każdą zniszczoną budowlę otrzymujemy odpowiednią nagrodę, ale za to wojsko będzie próbowało nas spacyfikować. Burzenie budynków to ciekawy mechanizm, który pozwala jednorazowo całkiem dobrze zapunktować, przy odpowiednim wykorzystaniu wyników z kości. Kolejną nową rzeczą są symbole na kościach. Doszły ikonki potrzebne do niszczenia budynków oraz oczka Sławy, których odpowiednia ilość pozwala na otrzymanie specjalnych kart Super Gwiazd. Niestety są też ikonki, przez które nasz potwór dostaje bęcki od wojska.

Tak więc sami widzicie, że mechanicznie w Potworach w Nowym Jorku zmieniło się jednocześnie niewiele, jak i bardzo dużo. Jest to nadal kolorowa gra kościana, w której łut szczęścia decyduje o tym, jak obrócą się nasze kości. Z drugiej strony, w tej wersji dodano tak wiele możliwych decyzji, że Potwory, z prostej gry dla dzieci, stały się lekko strategiczną rozgrywką dla trochę bardziej doświadczonych graczy.

Wyborów mamy tutaj wiele. Możemy zdecydować, że chcemy atakować tylko budynki lub tylko pozostałe potwory. Kalkulujemy, czy bardziej opłaca się inwestować w zwykłe karty, czy może w karty Ewolucji. Jednocześnie próbujemy dopiec naszym rywalom – pamiętając o tym, że wojsko paraduje po mieście, możemy ich nieźle załatwić. W zależności od wyniku rzutów, wojsko atakuje bowiem odpowiednio w jednej dzielnicy bądź w całym Nowym Jorku.

Grę Potwory w Nowym Jorku wraz z Doładowaniem polecamy bardziej niż jej pierwszą część dziejącą się w Tokio. Nie ujmując oczywiście poprzedniczce, bo tamta gra jest również świetna i można w nią grać wiele razy. Jednak jeśli podobała wam się część pierwsza, to proponujemy spróbować zagrać w "dwójkę". Osobom, które nie grały w żadną z tych gier, polecamy się chwilkę zastanowić i zdecydować samemu, czy wolą wersję łatwiejszą, czy lekko trudniejszą.

 Potwory w Nowym Jorku to tytuł z jeszcze większą dawką negatywnej interakcji. Zwiększona ilości dostępnych wyborów przekłada się na faktyczne zwycięstwo przez dominację w punktach, a nie zdrowiu potwora. Polecamy lekko zaawansowanym graczom. Najlepiej w pełnym składzie, bo zabawy i rywalizacji jest w grze co niemiara!

4/6
Nazwa: Potwory w Nowym Jorku oraz Potwory w NJ: Doładowanie
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2016/2018
Sugerowana cena: 125zł
Dziękujemy wydawnictwu Egmont za przesłanie egzemplarza recenzenckiego
Egmont


Share:

18 gru 2018

Odzyskaj cenny majątek zmarłego króla — recenzja gry Crypt

Zgodnie z prawem dziedziczenia, cały dobrobyt powinien w spadku przypaść najstarszemu synowi zmarłego króla. Co, jednak gdy ostatnią wolą zamożnego władcy było, aby został pochowany w Królewskiej Krypcie wraz z całym swym majątkiem? Ot robi się zagwozdka. Dziedziczący syn stara się odzyskać skarby, a wydawnictwo All In Games wydaje grę na ten temat. 

Gra Crypt wydawnictwa All In Games to szybka gra kościano-karciana, w której musicie spróbować wedrzeć się do Krypty ojca, aby odzyskać cenny spadek. Przeznaczona jest dla 1-4 graczy w wieku 14+, a rozgrywka nie powinna zająć dłużej niż 20 minut. Wysyłając swoje najwierniejsze sługi, włamujecie się do Krypty w celu odebrania tego, co należy do was. 

Crypt to mała i szybka gra, którą można rozłożyć i zagrać w każdym miejscu. Choć tematycznie jest smutna, bo traktuje trochę o śmierci króla i o wykradaniu skarbów z grobowca, to nadrabia mechaniką i ilustracjami. Te są stonowane, ale bardzo ładne. Karty są wytrzymałe i czytelne. Nie powinno być problemów ze zrozumieniem zastosowanego na nich oznakowania. W pudełku znajdziemy 60 kart, 12 kości oraz instrukcję. Ciekawostką jest to, że w trakcie rozgrywki wykorzystujemy wieczko z gry. Przetrzymujemy tam kostki, które reprezentują nasze sługi. Więcej o tym w dalszej części tekstu. Wykonanie stoi na wysokim poziomie. Można by się jedynie przyczepić o brak woreczków strunowych, aby kostki i karty nie leżały luzem w zamkniętym pudełku.

Rozgrywka w Crypt dzieli się na kilka faz. Przygotowanie gry polega na usunięciu odpowiedniej liczby kart z głównej talii zgodnie z liczbą graczy, wyłożeniu 6 kart kolekcjonerów, dobraniu swojej postaci i pomocników, oraz wręczenia Karty Pochodni pierwszemu graczowi i Karty Mroku ostatniemu. Podczas całej tury mamy do zrobienia kilka rzeczy. Najpierw trzeba odsłonić pulę Kart Skarbów, które będą do zdobycia w danej rundzie. Następnie każdy z graczy kolejno kładzie swoje sługi na wybranej przez siebie karcie, bądź odzyskuje wcześniej wykorzystane Kości Sług. Trzeba pamiętać, że Kości Sług kładziemy na karcie z wybraną już wartością oczek. Jeśli przeciwnik również wyrazi chęć zdobycia tego samego skarbu, to musi on wyłożyć kostki o większej wartości na oczkach. W takiej sytuacji kości przeciwnika wracają do niego na rękę. Gdy wszyscy gracze zadeklarowali się i wyłożyli swoich pomocników, to zbierają oni zdobyte skarby do swojej kolekcji, a następnie sprawdzają, czy słudzy nie są wyczerpani. W tym celu muszą rzucić Kością Sługi i jeśli wypadnie wartość niższa niż wcześniej deklarowana, to sługa staje się Wycieńczony — odrzucany jest do pudełka. Gra toczy się do momentu, gdy skończą się dostępne karty w Krypcie Króla. Wygrywa gracz, którego skarby będą najbardziej wartościowe na końcu gry.

Szybkie, proste i przyjemne. Rozgrywka w Crypt osobom doświadczonym powinna zajmować około 15-20 minut. Jest to świetny przykład fillera, który spełnia swoją funkcję stuprocentowo! Nie wysilimy się zbyt mocno, główkując, ale jednocześnie nie jest zbyt prosto, bo trzeba dobrze się zastanawiać z rundy na rundę, które skarby chcemy upolować. Warto dodać, że do tego wszystkiego dochodzą jeszcze Karty Kolekcjonerów. Wykłada się je na początku gry i determinują one cele długoterminowe oraz mają zastosowanie w trakcie rozgrywki. Na przykład używając dwóch konkretnych Kart Skarbów, możemy w każdej chwili odzyskać Kość Sługi.

Zasady są do wytłumaczenia w kilka minut i tak jak już wspominaliśmy, jest to zarówno dobry filler, jak i idealny tytuł, aby zachęcić kogoś do eksploracji świata nowoczesnych gier planszowych. Dzięki temu, że to my sami wybieramy wartość na kościach, deklarując chęć zdobycia skarbów, minimalizuje się losowość. Trochę szkoda, że nie dodano więcej Kart Kolekcjonerów. W pudełku jest ich sześć — dwustronnych, ale spokojnie mogłoby ich być więcej. Po kilkunastu rozgrywkach można odczuć ich powtarzalność.

Crypt polecamy wszystkim, którzy lubią szybkie tytuły z odrobiną negatywnej interakcji. Odrobina planowania, odrobina szczęścia i ta nutka niepewności, czy przeciwnik nie wypędzi nas z Krypty, żeby zdobyć upatrzony skarb. Tak w wielkim skrócie przedstawia się Crypt wydawnictwa All In Games. Wypróbujcie sami!

5/6
 Nazwa: Crypt
Wydawnictwo: All In Games
Sugerowana cena: 40zł
Rok wydania: 2018
Dziękujemy wydawnictwu All In Games za przesłanie egzemplarza recenzenckiego

All In Games

Share:

15 gru 2018

Idź za śladem i rozwikłaj sprawę - recenzja gry Kroniki Zbrodni

Tegoroczna jesień przyniosła nam dwie innowacyjne gry, w których wcielamy się w śledczych. Pierwszą z nich jest Detektyw: kryminalna gra planszowa od Portal Games. Druga to opisywane właśnie Kroniki Zbrodni od Foxgames. Pierwsza z nich jest dla nas grą fenomenalną – czy i druga daje radę? Zapraszamy do lektury recenzji (bez spoilerów).

Kroniki Zbrodni to detektywistyczna gra planszowa, wydana na naszym rynku przez Foxgames. Teoretycznie gra jest przeznaczona dla 2 do 4 graczy, choć nic nie stoi na przeszkodzie by grać w większym gronie. Czas gry to około 60 - 90 minut, w zależności od sprawy. Wiek? Niby 12+, ale trzeba mieć na uwadze, że pojawiają się ciała, krew, czy broń, więc to już zależy od sprawy, którą przyjdzie Wam rozwikłać.

Na początku musimy wspomnieć, że jest to gra, która mocno wykorzystuje aplikację mobilną. Lub wręcz przeciwnie – jest to aplikacja mobilna, która mocno korzysta z gry planszowej. Aplikacja jest oczywiście darmowa, dostępna zarówno na iOS jak i Androidzie. W pudełku z grą znajdziecie: planszę na dowody rzeczowe, 17 kart lokacji, 4 karty ekspertów, 55 kart postaci, 52 karty kategorii dowodów i obiektów specjalnych. Wykonanie? Bardzo dobre! Wszystko w plastikowej wyprasce ma swoje miejsce, a dodatkowa „pokrywka” na karty pozwala zachować porządek w pudełku.

Kroniki Zbrodni mają stosunkowo proste zasady, sama instrukcja to jedynie cztery strony, które opisują podstawowe zasady rozgrywki łącznie z przykładami. Dodatkowo, po zainstalowaniu aplikacji będziecie mieli do rozegrania samouczek, który krok po kroku przedstawi Wam jak działa aplikacja i jak macie grać w kolejne sprawy. Gra opiera się na skanowaniu odpowiednich kodów QR. Każda lokacja, postać, narzędzia, dowody i tym podobne mają swoje kody QR, które musimy w odpowiednich momentach skanować. Na przykład gdy jesteśmy w lokacji, w której znajduje się dana postać i zeskanujemy jej kod, to wejdziemy w interakcję z daną osobą. Następnie chcąc zadać pytanie, skanujemy inną postać, miejsce czy dowód zbrodni. 
Mamy również do dyspozycji pomocników – analityków i specjalistów, którzy będą nam pomagać w sprawach. Jeśli ktoś zainwestuje w tę grę więcej i dokupi dedykowane okulary VR, to oględziny miejsca zbrodni będą jeszcze bardziej realne. Gdy zdecydujemy, że już wszystko wiemy, przechodzimy do zakończenia sprawy, w którym musimy odpowiedzieć na pytania… przez skanowanie odpowiednich kart. Poza prawidłowymi odpowiedziami, na Wasz wynik końcowy wpływa czas jaki upłynął Wam na śledztwie.

Początkowo chcieliśmy w recenzji Kronik uniknąć jakichkolwiek porównań do Detektywa, ale po prostu się nie da. Dwie duże, mocne gry, dodatkowo wydane praktycznie w tym samym czasie (Detektyw we wrześniu, Kroniki w październiku), obie korzystające z aplikacji/strony, a dodatkowo ostatnio nawet wspólny film autorów obu gier, czyli Ignacego Trzewiczka oraz Vincenta Vergonjeanne:



Zatem przejdźmy do owych porównań. Po pierwsze mechaniki. Te są zdecydowanie inne – jak już wspomnieliśmy, w Kronikach w dużej mierze korzystamy z aplikacji i nie mamy potrzeby robienia tylu notatek co w Detektywie, w którym głównie bazujemy na naszych domysłach i zapiskach. Druga ważna kwestia to immersja w obu tytułach. By zasiąść do Detektywa musimy zaplanować sobie późne popołudnie/wieczór, gotowi na kilka godzin ciężkiego myślenia i notowania. W Kronikach nie jest to aż tak odczuwalne. 
Czy jest to minus? To już zależy od graczy. Nam spodobał się fakt, że jeśli przyjdą znajomi, to możemy wyciągnąć Kroniki i bez planowania czy rozkładania miliona kartek na notatki, siąść i grać. No i najważniejsze chyba – tematyka. Detektyw to mimo wszystko tytuł ciężki, w którym pięć scenariuszy łączy się w jedną całość, więc siłą rzeczy albo robimy perfekcyjne notatki, albo mamy dobrą pamięć, bo najmniejsze szczegóły mogą okazać się potrzebne. Kroniki Zbrodni zawierają w sobie pięć scenariuszy (+ samouczek), z których dwa to luźne sprawy, a pozostałe trzy to kampania. Tematyka jest, naszym zdaniem, lżejsza, mimo że nadal chodzi o różnorakie morderstwa czy przestępstwa.

Jest jedna kwestia, będąca dla nas zarówno plusem jak i minusem – odnieśliśmy wrażenie, że nie da się w tej grze przegrać (mamy jeszcze jeden scenariusz przed sobą, więc może się wszystko jeszcze okazać). Konkretniej rzeczy ujmując – jeśli w podsumowaniu popełnimy błędy (chyba trzy, ale nie jesteśmy pewni), to gra nas informuje, że jeszcze nie wszystko odkryliśmy i musimy poszperać dalej. Z jednej strony jest to plus, gdyż w Detektywie nie było możliwości „cofania się”, więc często gracze narzekali na to, że zmarnowali kilka godzin życia. Z drugiej zaś strony czasem bywa to frustrujące i powoduje, że gracze potrafią się w danym scenariuszu zaciąć, gdy z jednej strony nie chcą zakończyć gry bez podsumowania, a z drugiej już czasem nie mają siły przeglądać wszystkiego od nowa.

Dla kogo więc Kroniki Zbrodni? Tak jak napisaliśmy wcześniej – nie jest to tak ciężka gra, więc nie miałbym problemu, by zagrać w nią z pociechami (oczywiście w odpowiednim wieku). Jednocześnie mógłbym zabrać ją do osób, które „czterdziestkę” już mają za sobą i wiem, że również dobrze by się bawiły.

Kroniki Zbrodni to naprawdę dobry i wciągający tytuł detektywistyczny. Jeśli szukacie ciekawej (choć docelowo jednorazowej, ze względu na poznaną historię) gry, w której przyjdzie Wam wspólnie pogłówkować, a jednocześnie nie macie nic przeciwko aplikacjom mobilnym w planszówkach, to zdecydowanie spodoba się Wam ten tytuł. Nie da się ukryć, że 2018 rok należy do detektywów!

Nazwa: Kroniki Zbrodni
Wydawnictwo: FoxGames 
Rok wydania: 2018
Sugerowana cena: 139zł
Dziękujemy wydawnictwu Foxgames za przesłanie egzemplarza recenzenckiego  
FoxGames
Share:

Ścisła współpraca

My na Facebooku

Labels