• PRZEDSPRZEDAŻ

4 gru 2019

Los Śródziemia leży w twoich rękach! – recenzja gry Wojna o Pierścień

Fantastyka. Można rzec, że jest już nieodłącznym elementem popkultury. Słysząc słowo „fantastyka”, od razu do głowy przychodzą obrazy i wizje świata oraz postaci, które różnią się od znanej nam rzeczywistości. Często wystarczy przedstawić drzewo z dodanym elementem nienaturalnym, niepasującym do drzewa - takim chociażby jak nogi - i już możemy mówić, że jest to postać fantastyczna. Fantastykę cechuje bardzo duża swoboda w kreowaniu świata przedstawionego, czy to w książkach, filmach, komiksach, czy nawet grach planszowych. Po przykład wymyślonego świata fantastycznego daleko sięgać nie trzeba. W końcu nasz rodzimy Wiedźmin Andrzeja Sapkowskiego robi furorę na całym świecie. Ale trzeba się zgodzić z faktem, że prawdziwym ojcem literatury fantasy jest J.R.R. Tolkien.

Hobbit, czyli tam i z powrotem oraz Władca Pierścieni – tych tytułów miłośnikom fantastyki raczej przedstawiać nie trzeba. Po książki Tolkiena nie sięgają jednak tylko przysłowiowe „nerdy”, ale również osoby, które na co dzień nie mają do czynienia z tym gatunkiem. Co jest w fantastyce takiego przyciągającego? Wspomniane wcześniej wizje i przedstawienie świata, który kompletnie się różni od tego co widzimy wokół siebie. Tak łatwo jest zatonąć w problemach krain, na pozór odległych, ale jednocześnie dobrze nam znanych. Czytelnicy utożsamiają się z postaciami, które miewają takie przygody, że chce się czym prędzej dowiedzieć, jak potoczą się ich losy.

Jeśli jesteście naszymi stałymi czytelnikami, to dobrze wiecie, że w naszych sercach bije miłość do świata Gwiezdnych Wojen. Jednak zaraz na drugim miejscu stawiamy całą twórczość tolkienowską i chętnie przy każdej okazji wracamy do Śródziemia. Niedawno mogliśmy ponownie zanurzyć się w tym świecie na wiele godzin, dzięki uprzejmości księgarni Gandalf.com.pl, z którą nawiązaliśmy współpracę. Owocem tej współpracy jest niniejsza recenzja gry Wojna o Pierścień.

Wojna o Pierścień wydawnictwa Galakta to strategiczna gra planszowa dla 2-4 graczy. Jednak odradzamy rozgrywki w innym wariancie niż dwuosobowy. Jest to zdecydowanie gra dla dwojga, którzy sterują siłami Dobra i Zła. W społeczności starych wyjadaczy gier planszowych nie jest ona żadną nowością, gdyż jest już od dobrych kilku lat na rynku. Naszym zadaniem w grze jest zdobyć odpowiednią liczbę punktów za podbicie twierdz lub miast, przy jak najlepszym wykorzystaniu kości akcji oraz zagrywaniu różnych karty. Jeśli jednak nie interesuje nas zwycięstwo militarne, możemy wygrać zgodnie z kanonem książkowym, poprzez zniszczenie Pierścienia Władzy lub dorwanie powiernika pierścienia i oddanie go siłom zła.

Zanim przejdziemy do zasad - trochę o komponentach i wykonaniu gry Wojna o Pierścień. W potężnym pudełku znajdziemy całą masę elementów – planszę do gry tak dużą, że potrzebne było podzielenie jej na dwie części, kilkadziesiąt tekturowych żetonów i znaczników, ponad 200 plastikowych figurek przedstawiających postacie i armie ze świata Władcy Pierścieni, trzy rodzaje kości – Wolnych Ludów, Cienia i bitwy, talie kart Towarzyszy, Sług Cienia oraz wydarzeń. Dołączona jest oczywiście instrukcja. Niełatwa, niekrótka, nie do ogarnięcia po pierwszym przeczytaniu. A to dlatego, że gra jest bardzo długa i ma wiele reguł i zasad, których nie sposób zapamiętać po jednej rozgrywce.  Jak już wspomnieliśmy, Wojna o Pierścień to gra sprzed kilku lat. Gdyby projektowano ją teraz – zdecydowanie byłaby inaczej wykonana. Bardziej user-friendly. Co mamy na myśli? Otóż – figurki byłyby bardziej różnorodnie wykończone, bo niektóre armie ciężko od siebie odróżnić. Wszystkie ilustracje w grze są mega klimatyczne – przede wszystkim bazują na opisach z książki, a nie filmu, co bardzo się nam spodobało.

No i dotarliśmy do zasad. Tych niestety nie przedstawimy wam szczegółowo, ponieważ musielibyśmy zwyczajnie skopiować cały tekst z instrukcji i go tutaj wkleić. Praktycznie każde zdanie w instrukcji to jakaś mała zasada, która występuje, jeśli spełni się odpowiedni warunek. Siadając do gry Wojna o Pierścień, musicie poświęcić kilka dobrych godzin na wytłumaczenie zasad towarzyszom, na przygotowanie rozgrywki i na ścisłą grę. Zostaliście ostrzeżeni. Przedstawimy wam natomiast pokrótce przebieg tury gracza. Rozgrywka w Wojnie o Pierścień składa się z serii tur, rozgrywanych do momentu, w którym jeden z graczy nie zostanie zwycięzcą. Każda tura składa się z sześciu faz, które również krótko wam przybliżymy. Pierwszą fazą jest odzyskiwanie kości zużytych w poprzedniej rundzie i dobieranie 2 kart Wydarzeń. W drugiej fazie gracz, prowadzący Wolne Ludy do zwycięstwa, może ujawnić miejsce pobytu Drużyny Pierścienia, aby aktywować dany Naród, który od tej chwili może włączać się do potyczek militarnych. W fazie trzeciej gracz, prowadzący Siły Zła, może przydzielić wybraną liczbę kości w celu poszukiwania Drużyny na mapie świata. Płynnie przechodzimy do czwartek fazy, w której gracze rzucają kośćmi, a ich wyniki będą naprzemiennie rozpatrywać w fazie numer pięć. Faza szósta to sprawdzenie warunków zwycięstwa. Jeśli nikt ich nie spełnił, to przechodzimy do kolejnej rundy. Wygrać można na dwa sposoby – militarnie, przejmując odpowiednią liczbę miast lub twierdz, aby zdobyć wymaganą liczbę punktów. Ewentualnie, gdy graczowi uda się doprowadzić Froda do Góry Przeznaczenia, aby zniszczył Pierścień lub odwrotnie – gdy Siły Zła dopadną dzielnego hobbita.

Wygląda prosto do tej pory prawda? Spokojnie, to była jedna strona zasad z wszystkich czterdziestu sześciu, jakie liczy instrukcja gry Wojny o Pierścień! Podczas rozgrywki będziecie poruszać armiami Gondoru czy Rohanu. Stoczycie niejedną bitwę, niekoniecznie o Helmowy Jar. To od was będzie zależało, jak potoczą się losy Śródziemia. Zagrywane karty wydarzeń będą miały zdecydowany wpływ na to, co dzieje się na planszy. Świetnym mechanizmem jest to, że gracz prowadzący Wolne Ludy ma ograniczoną liczbę wojska, podczas gdy siły zła mnożą się na potęgę! Co to znaczy? Otóż każda jednostka Sił Dobra pokonana w potyczce, musi zostać odrzucona z gry, a jednostki Zła wracają do zasobów ogólnych. Dzięki temu zabiegowi gracz grający Wolnymi Ludami, czuje presję i potęgę przeciwnika i stara się maksymalnie przyśpieszać swoje zwycięstwo. O tyle o ile zasad i reguł w grze jest dużo, to bitwy, które są najlepszym smaczkiem tej gry, bardzo łatwo się rozstrzyga. Gdy dochodzi do potyczki, gracze zagrywają ewentualne karty, które mogą im pomóc. Następnie wykonują rzuty kośćmi i usuwają straty. Oczywiście wyniki lub warunki wygranej można jeszcze modyfikować, ale w to się już nie będziemy zagłębiać.

Jak już wspomnieliśmy, moglibyśmy jeszcze więcej pisać o zasadach i pomniejszych regułach gry Wojna o Pierścień. Jednak nie w tym sęk. Poznaliście ogół zasad, warto teraz abyście poznali naszą opinię i wrażenia z rozgrywek. Po kilku partiach (jeśli byście zapytali to tak, wciąż gramy z instrukcją) jesteśmy bardzo na tak! Wojna o Pierścień świetnie łączy mechanizmy gry planszowej z wydarzeniami z Władcy Pierścieni. Ciekawie zaprojektowane jest „śledzenie” Froda przez Oko Saurona i korumpowanie go na złą stronę, tak jak robił to Pierścień w powieści. Dodatkowo, aby móc korzystać z pomocy odpowiednich frakcji Wolnych Ludów, trzeba je najpierw aktywować. Zgodnie z fabułą, wiele nacji również odmawiało pomocy, motywując swoje decyzje brakiem wiary w powrót Saurona.

Bitwy! Wojna o Pierścień to gra strategiczna, ergo potyczki są tu na porządku dziennym. Dodatkowo, liczba figurek aż się prosi, aby wszystkie je wykorzystać i prowadzić je do boju. Możecie dać upust swoim umiejętnościom dowódczym, aby mądrze przeprowadzać atak na wrogie siły lub gospodarnie zarządzać obroną jakiegoś miasta, do czasu przybycia posiłków.

Trochę abstrahując od tolkienowskiego uniwersum, uważamy, że Wojna o Pierścień mogłaby mieć dowolny inny temat i wciąż byłaby świetną grą planszową. Bardzo nam się podoba gra w odkryte kości – wiemy jakie akcje ma do wykorzystania nasz przeciwnik i możemy spróbować grać, aby mu przeszkadzać. Przykładowo – widząc, że przeciwnik będzie się tylko poruszał, możemy zrekrutować dodatkowe wojsko i szybko przejąć wrogie twierdze. Gra jest losowa, ale dzięki temu staje się jeszcze lepsza – musimy pracować z takimi wynikami, jakie nam wypadły na kościach.

Podsumowując już tę długą recenzję, można rzec, że Wojna o Pierścień to już swego rodzaju klasyka w gatunku tematycznych gier planszowych. Tak samo jak Władca Pierścieni Tolkiena to również klasyk. Jako fani zarówno gier planszowych jak i twórczości Tolkiena, jesteśmy bardzo zadowoleni z gry Wojna o Pierścień. Jest to gra, która odpłaci się wam wieloma świetnie spędzonymi godzinami przy stole. Rozgrywka jest wciągająca, a dzięki możliwości stworzenia nowej historii Śródziemia,  kusząca. Zapewniamy, że każda partia nigdy nie jest taka sama i często grę kończy się już na stojąco, nie mogąc usiedzieć z emocji!

Nazwa: Wojna o Pierścień
Wydawnictwo: Galakta
Rok wydania: 2012
Grę kupisz TUTAJ

Dziękujemy księgarni Gandalf za wysłanie egzemplarza recenzenckiego 
Księgarnia Gandalf


Share:

3 gru 2019

Bądź na szczycie! - recenzja gry Zaczarowane Drzewo

Z jakim typem gier kojarzy się Wam Trefl Joker Line? Bo nam z prostymi, rodzinnymi grami karcianymi. Nawet nie wiecie, w jakim byliśmy szoku, gdy w ich grze nie znaleźliśmy ani jednej karty! Żarty żartami, ale chcielibyśmy Wam zaprezentować tytuł, który choć prosty, to całkiem ciekawy. Zapraszamy Was na Zaczarowane Drzewo.

Zaczarowane Drzewo to rodzinny tytuł dla 2 – 4 osób w wieku powyżej 6. roku życia, którego partia to około 15 – 20 minut. W pudełku z grą znajdziemy: 44 drewniane pieńki w 4 kolorach (po 11 na gracza), 4 drewniane żetony, 1 duży żeton korony drzewa, drewnianą kość, instrukcję, arkusz z naklejkami. Wykonanie? Bardzo dobre – naklejki idealnie się dopasowują do swoich drewnianych odpowiedników. Drewno jest grube, wytrzymałe, a przede wszystkim ma gładkie krawędzie, co jest bardzo ważne podczas rozgrywki (o czym dowiecie się z dalszej części). Instrukcja jest napisana w bardzo jasny sposób, więc nikt nie będzie miał trudności ze zrozumieniem zasad.

Skoro już o zasadach mowa – każdy z graczy otrzymuje 10 drewnianych pionów oraz 1 drewniany żeton. Zadaniem graczy jest budowanie wspólnego drzewa. Część z drewnianych pionów jest oklejona i mają one specjalne zdolności. W trakcie rozgrywki będziecie rzucać kością z wartościami od 1 do 3 – jej wynik określa, ile pionów będziecie dokładać lub zabierać (!) z drzewa. Jeżeli na szczycie znajdzie się pion ze specjalną zdolnością, to kolejny gracz musi się do niej zastosować. W grze istnieją różne właściwości specjalne – niektóre nakazują zabierać piony zamiast dokładać, inne determinują, że muszą to być 4 piony, a jeszcze inne sprawią, że stracicie kolejkę. Głównym celem graczy jest pozbycie się wszystkich swoich pionów oraz zdobycie po dokładnie 2 piony od pozostałych graczy. Jeżeli to Wam się uda, to jeszcze na koniec musicie dołożyć duży drewniany żeton korony drzewa – jeżeli drzewo się nie przewróci, to wygrywacie.

Zasady są banalnie proste. Tylko od Was zależy, czy będziecie grać „prosto” (co polecamy przy partiach z dzieciakami) czy „krzywo”. Pierwsza opcja to po prostu dokładanie pionów w sposób prosty, jeden na drugim, bez utrudnień. Druga wersja jest dla tych bardziej „wrednych”, czyli układanie pionów bliżej krawędzi, co wpływa na środek ciężkości naszego drzewa – jeżeli ktoś przewróci drzewo, to zbiera wszystkie piony, które spadły.

Zaczarowane Drzewo to ciekawy, prosty tytuł rodzinny. Istnieje też wersja dwuosobowa – każdy z graczy bierze po dwa kolory i grają tak, jak w wersji na 4 osoby. Jest to ciekawe rozwiązanie i pozwala na budowanie strategii tego, jak układać piony, by wygrać (wystarczy, że wygra jeden kolor). Dodatkowo Zaczarowane Drzewo rozwija nie tylko zdolności planowania, ale również opanowanie nerwów i umiejętności zręcznościowe.

Zdecydowanie polecamy ten prosty tytuł od Trefl Joker Line. Zaczarowane Drzewo przyjmie się zarówno w domowym zaciszy przy graniu w mieszanym towarzystwie (dzieci, dziadkowie, rodzice), jak i w klubach z grami, które organizują spotkania z planszówkami. Polecamy sprawdzić i zakupić!

Nazwa: Zaczarowane Drzewo
Wydawnictwo: Trefl Joker Line
Rok wydania: 2019
 
Grę najtaniej kupisz TUTAJ

 
Trefl Joker Line
Share:

28 lis 2019

Zostań mistrzem smażenia naleśników - recenzja gry Yummy Yummy Pancake

Jak tam wasze umiejętności kulinarne? Usmażycie jajecznicę? Ugotujecie ryż na sypko? A może potraficie upiec jakieś ciasto? Nawet jeśli nie potraficie posmarować kromki masłem, to mamy dla was dobrą wiadomość. Korea Boardgames w swojej produkcji postawiło na rozwój jednocześnie umysłowy i kulinarny. Zapraszamy na smaczną recenzję Yummy Yummy Pancake.

Yummy Yummy Pancake to gra pamięciowa przeznaczona dla 2-4 graczy w wieku 6+ lat. Jej rozgrywka potrwa około 15-20 minut. W grze będziemy smażyć i podrzucać naleśniki przy pomocy świetnie wykonanej patelni. Po ich ugotowaniu oczywiście podzielimy się jedzeniem z innymi graczami. Gdy przeciwnik rozpozna smak, dostaje punkt. Oficjalnym mistrzem naleśników zostanie osoba, która odgadnie najwięcej smaków naleśników.

Zastanawiacie się pewno, co mieliśmy na myśli pisząc, że gracze będą rozpoznawali smak gotowych naleśników. Spokojnie, to tylko gra planszowa, więc wszystkie elementy są plastikowe i nie ma tutaj żadnych jadalnych części. Co więc znajdziemy w pudełku Yummy Yummy Pancake? Jedną dużą patelnię, która zrobi furorę wśród waszych pociech, 36 żetonów naleśników oraz angielską instrukcję. Niech was nie zrazi anglojęzyczna instrukcja - jest napisana bardzo prostym językiem i wystarczy podstawowa znajomość tego języka. Elementy zostały wykonane bardzo dobrze i nie ulegną szybkiemu zniszczeniu. Jedynym minusem mogą być naklejki składników na naleśnikach, które mogły być narysowane bezpośrednio na żetonie. Jednak i tak najciekawszym elementem pozostaje patelnia.

Rozgrywka w Yummy Yummy Pancake jest bardzo szybka, prosta i przyjemna. Przygotowanie gry polega na rozłożeniu wszystkich zakrytych żetonów naleśników na stole. Pierwszy gracz losowo dobiera 8 żetonów, wkłada je do patelni i pokazuje pozostałym uczestnikom. Następnie wykonuje ruch patelnią tak jakby przerzucał prawdziwego naleśnika w celu podrzucenia żetonów. Naszym celem jest odwrócenie naszych pankejków tak, aby ich smak pozostał zakryty. No i oczywiście nie możemy żadnego po drodze upuścić na ziemię! Obracamy tak patelnią do momentu aż przynajmniej dwa naleśniki się odwrócą. Wtedy szef kuchni, który aktualnie dzierżył patelnię pyta dowolnego pozostałego gracza o smak wybranego przez siebie, zakrytego żetonu. Jeśli wskazany gracz odpowiedział poprawnie - może zatrzymać naleśnika jako jego punkt. W przeciwnym wypadku punkt dostaje aktualny kucharz. Sytuacja powtarza się do momentu, aż szefowi skończą się zakryte naleśniki, albo gdy sam zdecyduje, że nie chce się więcej dzielić swoimi pysznościami. Gra toczy się do momentu aż któryś z graczy jako pierwszy zdobędzie 12 naleśników.

Yummy Yummy Pancake to świetna pozycja dla młodszych graczy, którzy mają chęć coś ugotować... to znaczy - zagrać w coś dobrego. Mamy tutaj połączenie zabawki z grą w zapamiętywanie. Młodsi będą ćwiczyć pamięć oraz zręczność przez manewrowanie patelnią. Gra nie jest skomplikowana i wydaje nam się, że sugerowany wiek jest trochę zawyżony.

Jak już wspominaliśmy, największą radochę dzieciaki będą miały z plastikowej patelni. Uważajcie jednak. Mimo że powstała ona z myślą o tym, by podrzucać nią żetony, to przy małych wybuchach złości może ona mieć również inne zastosowanie. W końcu wyobraźnia dziecka jest nieograniczona.

Polecamy grać w większej liczbie osób, a to ze względu na to, że mamy większy wybór tego, którą z osób poprosimy o wskazanie poprawnego smaku żetonu. Istnieje również większe prawdopodobieństwo, że dana osoba nie zapamięta wszystkich smaków znajdujących się aktualnie na patelni. Bo każdorazowo musimy zapamiętywać jakie naleśniki są dokładane do "smażenia".

Yummy Yummy Pancake z pewnością będzie miała pozytywny odbiór wsród dzieci. Jednocześnie nasza, z pozoru dorosła ekipa, miała niepocieszone miny, gdy już kończył się wieczór planszówkowy i musieliśmy schować patelnię z powrotem do pudełka. A więc smacznego!

Nazwa: Yummy Yummy Pancake
Wydawnictwo: Korea Boardgames
Rok wydania: 2017
Najtaniej kupisz TUTAJ

Dziękujemy wydawnictwu
Korea Boardgames za wysłanie egzemplarza recenzenckiego
Korea Boardgames


Share:

25 lis 2019

Rozwiążcie zagadkę Japońskich kamieni – recenzja gry Narabi

Niniejszy artykuł oraz recenzowana gra inspirowane są Krajem Kwitnącej Wiśni. Przedstawimy wam szybką i ciekawą grę karcianą, w której układacie… kamienie. Oczywiście narysowane na kartach. Zachęcamy zatem do zaparzenia kubka herbaty i wyciszenia się, bo spokój ducha i opanowanie mogą się przydać w grze Narabi.

Narabi wydawnictwa FoxGames to karciana gra logiczna dla 2-5 graczy w wieku 10+. Jest to pozycja kooperacyjna, w której wspólnymi siłami staracie się ułożyć karty z kamieniami w prawidłowym szyku. Jednak każdą kartę możecie przesunąć tylko i wyłącznie spełniając odpowiedni warunek przypisany do niej podczas przygotowania rozgrywki. Uda wam się tego dokonać w jak najmniejszej liczbie ruchów?

W małym pudełku znajdziemy jedną talię kart, na którą składa się 15 kart kamieni, 15 kart warunków oraz karta punktowania. Dodatkowo do gry dołączone są koszulki na karty, które w tym przypadku służą nie tylko do ochrony, ale poniekąd są wymagane przez mechanikę gry. Ale o tym w dalszej części tekstu. Instrukcja jest bardzo krótka i przystępnie napisana. Zasady gry da się wytłumaczyć w mig, a i osoby początkujące nie będą miały problemu z przyswojeniem reguł. Graficznie gra jest bardzo oszczędna. Jednak, gdy spojrzymy na okładkę to widzimy, że mamy do czynienia z japońskimi tematami harmonii i ciszy.

Bez zbędnych przedłużeń przejdźmy od razu do sedna, czyli do mechaniki. Najpierw jednak przygotujmy sobie rozgrywkę. W zależności od ilości graczy biorących udział w grze, powinniśmy dobrać tyle kart, ile wskazane jest w instrukcji. Następnie po przetasowaniu talii kart kamieni oraz warunków, musimy włożyć po jednej z kart do koszulki. W efekcie z jednej strony będziemy widzieć kartę kamienia, a po odwróceniu na drugą stronę – warunek jaki trzeba spełnić, aby kartę można było przesunąć. Po takim zabiegu rozdajemy wszystkim równą ilość kart, a graczem rozpoczynającym staje się osoba, która dostała kamień o wartości 0. W swojej turze gracz musi zamienić swoją kartę kamienia z dowolną kartą innych graczy – nie może wymienić swoich dwóch. Musi jednak spełnić wspomniany wcześniej warunek z odwrotu karty, której chce się pozbyć. Po wykonaniu ruchu przesuwamy znacznik na torze punktacji o jedno pole w przód. Waszym celem jest równe ułożenie kamieni i ich wartości w kolejności rosnącej lub malejącej w jak najmniejszej liczbie ruchów. Jeśli nie uda wam się dokonać tego przed określonym czasem, lub któryś z graczy nie będzie miał możliwości ruchu – przegracie.

Tak w skrócie prezentują się reguły Narabi wydawnictwa FoxGames. Jest to kreatywna gra karciana, w której musimy dobrze główkować. Nie jest bardzo wymagająca, ale do najłatwiejszych też nie należy. Rozgrywka jest bardzo szybka, a przypisywanie warunków do różnych kamieni daje sporą regrywalność. Czepialscy będą jednak narzekać, że po każdej partii trzeba wyciągać karty z koszulek!

Ważnym jest, że mimo iż jest to gra kooperacyjna, to gracze nie znają warunków jakie są pod kamieniami pozostałych osób. Gracze nie mogą również dzielić się tą wiedzą z innymi. Mogą za to zadawać pytania „Czy jak przesunę ten kamień tu, to bardzo przeszkodzi to waszym planom?” Możecie konsultować przyszłe ruchy, jednak pamiętajcie, że finalną decyzję podejmuje aktywny gracz. A jeśli zechcecie utrudnić sobie grę – nie komunikujcie się wcale. Uwaga! Może to doprowadzić do bardzo napiętej atmosfery w pokoju, gdy ktoś nieumyślnie przeszkodzi następnemu graczowi w ruchu! Ale zazwyczaj rozgrywka przebiega w spokoju i harmonii, gdzie wszyscy próbują wspólnie pokonać grę.

Narabi wydawnictwa FoxGames to propozycja dla graczy, którzy szukają szybkiej i przyjemnej gry, w której mogą trochę rozruszać szare komórki. Tytuł ten świetnie nadaje się dla graczy początkujących, a mechanika ścigania się z czasem, aby skończyć grę jak najszybciej, dodaje lekkiego dreszczyku emocji. Nam gra się podobała i chętnie będziemy ją wyciągać na stół w towarzystwie innej kooperacyjnej gry tego samego wydawnictwa – The Mind. Polecamy spróbować zagrać w obie pozycje!

Nazwa: Narabi
Wydawnictwo: FoxGames
Rok wydania: 2019
Najtaniej kupisz TUTAJ

Dziękujemy wydawnictwu FoxGames za wysłanie egzemplarza recenzenckiego 
FoxGames
Share:

24 lis 2019

Zgaduj i obstawiaj! - recenzja gry Ryzyk Fizyk Deluxe

Czasami jest tak, że gry kojarzone z „quizem” odbierane są od razu jako nudne, powtarzalne i nie warte uwagi, bo „wszystkie są takie same”. W dużej mierze ta kwestia jest niestety prawdą, ale w nasze ręce trafiła gra, która była wielokrotnie nagradzana jako najlepsza gra imprezowa. Zapraszamy do poczytania o Ryzyk Fizyk od wydawnictwa Egmont!

Ryzyk Fizyk edycja Deluxe to imprezowa gra dla 4-14 osób powyżej 10. roku życia, której partia zajmie Wam około 20-30 minut. W dużym pudełku z grą znajdziecie filcową matę do obstawiania, 250 pytań z różnych dziedzin, 7 suchościeralnych tabliczek do zapisywania odpowiedzi, klepsydrę, ścieralne markery z gąbką, masę tekturowych żetonów służących do obstawiania oraz 2 plastikowe, ciężkie żetony, które są zarówno znacznikami gracza, jak i naszą stałą gotówką, która nie może nam przepaść.

Wykonanie wszystkich elementów jest naprawdę bardzo dobre. „Mata” ładnie układa się na stole, tabliczki rzeczywiście bez problemu da się wyczyścić (po kilku-kilkunastu partiach będzie trzeba użyć dodatkowo wody i płynu, ale to normalne przy takich tabliczkach). Mazaki nie wypisują się zbyt szybko. Tekturowe żetony wystarczą Wam na naprawdę długo, a plastikowe żetony robią spore wrażenie, gdyż przypominają te prawdziwe, rodem z kasyna.

Czy, żeby grać w tę grę, trzeba mieć sporą wiedzę? Otóż okazuje się, że choć może ona znacznie pomóc, to nie jest rzeczą niezbędną! Ryzyk Fizyk głównie opiera się na obstawianiu odpowiedzi, więc musimy dobrze szacować, a jeśli znamy mocne dziedziny naszych przeciwników, to też może nam to pomóc. Każdy z graczy otrzymuje jedną tabliczkę, mazak, dwa żetony gracza (każdy wart 100$). Jeden z graczy jest czytającym (nie ma problemu, by się zmieniał). Gdy usłyszymy pytanie, to zaczyna nam upływać czas – mamy 30 sekund na odpowiedź. Odpowiedzi zawsze są liczbami (często w pytaniu podana jest jednostka, w jakiej wyrażona ma być odpowiedź), więc gdy każdy zapisze swą odpowiedź, to obraca się tabliczki i porządkuje na macie w kolejności rosnącej. Na macie występują różne mnożniki, więc skrajne odpowiedzi będą więcej warte podczas obstawiania, które jest kolejną fazą. Każdy z graczy może obstawić dowolną liczbę posiadanych przez siebie żetonów, układając je tak, by na szczycie był znacznik gracza – pomaga to rozróżnić, kto ile obstawił oraz sprawia, że jeden gracz może postawić na maksymalnie dwie odpowiedzi. Gdy zakończymy obstawianie, to czytający sprawdza odpowiedź na odwrocie karty – odpowiedzią prawidłową jest odpowiedź, która znajduje się najbliżej prawdziwej odpowiedzi, jednak nie jest ona większa – dla przykładu, jeśli na stole leżą odpowiedzi 11, 15, 16, a prawidłową odpowiedzią jest 14, to zwycięża gracz, który zapisał 11. Ten gracz otrzymuje 300$ za podanie odpowiedzi, która jest najbardziej zbliżona do prawidłowej. Następnie każdy gracz, który postawił na to pole otrzymuje wielokrotność tego co postawił, w zależności od położenia odpowiedzi – kurs w skrajnych przypadkach może dojść nawet do 6 do 1. Gra toczy się przez 7 rund, gracz z największą sumą pieniędzy na koniec zostaje zwycięzcą.

Ryzyk Fizyk prezentuje się naprawdę dobrze i to nie tylko wizualnie. Rozgrywka jest ciekawa, wciągająca, emocje są duże, gdyż gracze wczuwają się głównie dzięki żetonom imitującym żetony z kasyna. Pytania są bardzo zróżnicowane, ale jak widzicie, za poprawną odpowiedź otrzyma się 300, a obstawiając na czyjąś odpowiedź, możemy zdobyć co najmniej 200 (najmniejszy kurs to 2 do 1), więc można tutaj zdobywać pieniądze dzięki wiedzy innych.

Występuje tutaj też nutka ryzyka. Z jednej strony,gdy jesteśmy pewni swojej odpowiedzi, to jesteśmy w stanie naprawdę dużo na nią postawić, ale z drugiej strony zdarzały nam się partie, w których ktoś był bardzo pewny swojej odpowiedzi wpisywał przykładowo datę 1547 a okazało się, że był to rok 1546 i wtedy przegrywał z kimś, kto przykładowo wpisał 1471.

Ryzyk Fizyk to naprawdę bardzo ciekawy tytuł imprezowy, który warto mieć w swojej kolekcji – choć pytań jest 250, to nie ma problemu, by potem dokupić dodatek – Vegas (recenzja wkrótce) – który nie tylko urozmaici Wam rozgrywkę nowymi wariantami, ale również doda kolejne pytania! Serdecznie zachęcamy do nabycia tejże gry!


Nazwa: Ryzyk Fizyk

Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2019

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za przesłanie egzemplarza recenzenckiego.

Skorzystaj z promocji!
Wpisz poniższy kod i uzyskaj do 40% zniżki! Aby skorzystać z kodu należy założyć konto.
Kod promocyjny: steragier

Share:

21 lis 2019

Musisz stawić czoła swemu strachowi! - recenzja gry Strachu Ciachu



Szukacie gry, w której Wasze pociechy będą mogły wcielić się w rolę bohaterów, walczących z potworami? Jeżeli tak, to sprawdźcie poniższą recenzję, bo może akurat spodoba się Wam zręcznościowy tytuł od Trefl Joker Line – Strachu Ciachu.

Strachu Ciachu to gra przeznaczona dla 2 – 4 graczy w wieku 7+. Partia trwa jedynie 10 minut, ale z pewnością w wielu grupach nie skończy się tylko na jednej rozgrywce. W pudełku znajdziemy: 60 kart, 20 dużych kafli oraz instrukcję. Z jednej strony może się wydawać że to mało, ale przecież najważniejsze, żeby dawało satysfakcjonującą radochę. A czy tak jest?

Reguły Strachu Ciachu są podzielone na dwa poziomy – pierwszy, by zapoznać się z samą grą (i/lub dla nieogranych graczy) oraz na drugi, by już urozmaicać rozgrywkę. Każdy z graczy otrzymuje 4 kafelki w wybranym kolorze, z których tworzy początkową broń. Tych mamy 3 (łuk, topór i księgę), a do tego dochodzi jeszcze tarcza. Na środku stołu kładziemy karty, na których z jednej stronie znajdują się potwory w różnych kolorach, a z drugiej 3 bronie i pergamin z cyfrą. Każda broń na karcie ma inny kolor. Jeden z graczy odkrywa tyle wierzchnich kart, ile jest napisane na pergaminie i tutaj zadziać się mogą dwie rzeczy – jeżeli odkryty potwór ma kolor taki sam, jak jedna z broni przedstawiona na stosie obok, to zadaniem graczy jest ułożenie tej broni i jak najszybsze przyklepanie potwora. Jeżeli się to udało, to pierwszy gracz zabiera połowę kart, drugi zabiera połowę z połowy itd.. Jeżeli zaś do potwora nie pasuje kolor żadnego elementu uzbrojenia, to należy się bronić, czyli ułożyć tarczę.
W tym wypadku zyskuje jedynie najszybszy gracz, a pozostali płacą mu po jednej karcie ze swojego stosu. Do gry można wprowadzić jeszcze smoki i portale – smoki wtasowujemy do kart potworów, a 4 portale układamy w zasięgu każdego z graczy. Jeżeli wylosujemy gada, to zadaniem graczy jest odnalezienie koloru, którego brakuje na karcie z bronią i klepnięcie tego właśnie portalu. Pierwszy gracz nic nie zyskuje, ale pozostali muszą oddać po jednej karcie na środkowy stos. Gra się do momentu skończenie się kart, a wygrywa gracz z największą liczbą kart przed sobą. 

Zasady banalne, rozgrywka bardzo prosta, pytanie czy wręcz nie za prosta. Tutaj wszystko zależy od tego, w jakim gronie będziecie grać. Naszym zdaniem, gra ta jest skierowana do młodszych graczy i do rodziców szukających tytułów rozwijających refleks u dzieci. Trzeba mieć tutaj również na uwadze, że są dzieci, które mogą sobie nie poradzić w starciu z rodzicem, więc najlepiej dobrać do gry wyłącznie najmłodszych, albo dać im fory. 
Strachu Ciachu to tytuł który zdecydowanie wywołuje pozytywne emocje i jest w nim sporo rywalizacji. Bardzo fajna jest mechanika nagradzania każdego z graczy, również tych wolniejszych od innych (wariant podstawowy). Gra jest dynamiczna i u większości z dzieci wywołuje efekt „ja chcę jeszcze raz!”. 

Strachu Ciachu to dynamiczny tytuł, w którym znajdziecie ilustracje Tomka Larka, znanego z tytułów takich jak Sztuka Wojny, Sawanna czy wiele innych. Gra jest bardzo przystępna, w dobrej cenie. Daje mnóstwo frajdy młodszym graczom, a też nic nie stoi na przeszkodzie, by i rodzice spróbowali rywalizacji między sobą!

Nazwa: Strachu Ciachu
Wydawnictwo: Trefl Joker Line
Rok wydania: 2019
 
Grę najtaniej kupisz TUTAJ

 
Trefl Joker Line




Share:

20 lis 2019

Jeden na jednego, czy trzech na jednego? – Recenzja gry Drako: Smok i Krasnoludy

Praktycznie wszystkie gry planszowe są projektowane tak, że można w nie grać do czterech osób. Oczywiście wiadomo, że do imprezówek nawet i więcej graczy usiądzie, a od jakiegoś czasu widoczny jest trend tworzenia trybu solo w grach. Dziś jednak opowiemy wam o grze tylko dla dwóch graczy – Drako: Smok i Krasnoludy.

Drako: Smok i Krasnoludy to asymetryczna, karciana gra planszowa, w której jeden gracz steruje poczynaniami potężnego smoka, a drugi dowodzi bandą krasnoludów polujących na tytułowego gada. Według informacji pudełkowych w grę można grać od ósmego roku życia, a partyjka ma trwać około 30 minut. Oczywiście obie informacje są umowne. Pojedynek trwa aż do momentu, gdy krasnoludy pokonają smoka albo gdy mistyczny gad przetrwa spotkanie i odleci polować do innej krainy.

Zacznijmy jednak od początku. W średniej wielkości pudełku znajdziemy planszę, talie kart smoka i krasnoludów wraz z planszetkami dla obu stron pojedynku, znaczniki sieci, furii i obrażeń oraz instrukcję. Oprócz tego w genialnie zaprojektowanej wyprasce znajdziemy trzy figurki krasnoludzkiej drużyny oraz figurkę czerwonego smoka. Wszystko jest bardzo ładne, wręcz eleganckie. Puryści figurkowi mogą się co prawda czepiać, że na figurkach mogłoby być więcej szczegółów, ale naszym zdaniem jest naprawdę dobrze! Kto ma ochotę będzie mógł je nawet pomalować. Nas oczywiście urzekła wypraska, bo jest tak dobrze zaprojektowana, że żadne elementy się ze sobą nie mieszają i bardzo łatwo się je wyciąga z pudełka podczas przygotowania.
I jak to w końcu jest? Czy Drako: Smok i Krasnoludy to gra jeden na jednego, czy trzech na jednego? Otóż zdecydowanie jest to gra dwuosobowa, a przewaga liczebna krasnoludów nad smokiem wynika z tego, że gad jest znacznie silniejszy i zna kilka ciekawych sztuczek. Krasnoludy muszą się więc  salwować większą liczebnością oraz swoimi trikami. Jak zatem się pojedynkować? Na zmianę – gracze wykonują ruchy jeden po drugim, a w swojej turze wykonują dwie akcje. Pierwsza akcja do wyboru, to dobranie dwóch kart na rękę, pamiętając, że gdy będziemy mieć ich więcej niż 6, to musimy jakąś odrzucić. Drugą akcją jaką możemy wybrać to zagranie jeden karty z ręki. Warto zaznaczyć, że akcje mogą się powtarzać, czyli możemy dobrać cztery karty albo zagrać dwie. Na kartach widnieją też symbole, które przedstawiają, o ile pól możecie poruszyć swoją figurką, ile obrażeń zadacie lub przed iloma się obronicie. Tyle! Żeby jednak nie było znów zbyt prosto, to musicie wiedzieć, że zarówno krasnoludy jak i smok mają swoje zdolności specjalne. Pierwszy krasnolud może atakować z dystansu strzelając z kuszy, drugi pęta smoka siecią, a trzeci, gdy wpadnie w furię, może raz na grę wykonać dodatkową akcję. Smok natomiast potrafi latać po całej planszy i ziać ogniem, który zadaje obrażenia kilku przeciwnikom na raz. Pojedynkujecie się aż do momentu, gdy krasnoludy pokonają smoka, albo gdy gad przeżyje cały atak lub wpierw sam pokona swoich oprawców.

Jak wam się widzi gra Smok: Drako i Krasnoludy? Niewątpliwie kojarzy się z grą Monolith Arena, w której fantastyczne potwory też pojedynkują się na planszach o heksagonalnych polach. Jednak Drako jest bardziej przystępny dla graczy początkujących i nie ma w nim aż tylu skomplikowanych reguł, o których trzeba pamiętać. Nam Drako: Smok i Krasnoludy bardzo się podoba ze względu na czas trwania rozgrywki. Pierwsze partie mogą być nieco dłuższe, ale gdy już opanujemy grę, to partyjka może się zamknąć w około 20 minutach.

Gra jest bardzo łatwa i przyjemna. Co prawda zastanawialiśmy się, czy nie dobrym pomysłem byłoby dorzucić jakiś tryb zaawansowany? Jeszcze bardziej urozmaiciłoby to rozgrywkę. Można by się również przyczepić do losowości gry, bo nie da się w żaden sposób jej modyfikować – musimy grać tak, jak sobie potasowaliśmy karty. Czasem gracz grający smokiem będzie miał sposobność szybkiego wykończenia przeciwnika, a czasem będzie musiał trzymać się na dystans całą grę. Krasnoludy znów muszą wspólnie pracować na zwycięstwo – od obrania strategicznych pozycji do wyczucia idealnego momentu na atak.

Słowem podsumowania, gra Drako: Smok i Krasnoludy to dobry tytuł dla graczy, który często grają tylko w parach i szukają gier właśnie dwuosobowych. Tytuł daje sporo frajdy z rozgrywki i pokonania przeciwnika, ale jednocześnie nie wymaga od graczy dużego móżdżenia. Jest to dobry przerywnik między cięższymi tytułami oraz dobry tytuł na wprowadzenie graczy początkujących. Polecamy.

Nazwa: Drako: Smok i Krasnoludy
Wydawnictwo: Rebel
Rok wydania: 2019
Najtaniej kupisz TUTAJ

Dziękujemy wydawnictwu Rebel za wysłanie egzemplarza recenzenckiego 
Rebel.pl

Share:

12 lis 2019

Zdobywaj sławę i bogactwo! - recenzja gry Ganges

Czasami lubimy usiąść do dobrego „euro”, którego tłumaczenie nie zajmie godziny, a rozgrywka kolejnych trzech. W nasze ręce trafił bardzo barwny i ciekawie zapowiadający się Ganges z serii Egmont Geek. Czy warto siąść i poświęcić czas na tę grę? Sprawdźmy!

Ganges to gra worker placement dla 2 - 4 osób, gdzie partia to około godzinka, a według twórców można grać już od 12 roku życia. Jeśli jednak macie pociechy, które już wcześniej grały w gry z mechaniką worker placement, to i od 10 roku życia dadzą radę.

W kolorowym pudełku znajdziemy sporo tektury, drewna i kości. Pod wieczkiem bowiem otrzymamy: dwustronną plansze, 4 plansze prowincji, 4 plansze Kali, 48 kości, 64 kafle prowincji, 24 pracowników, 4 łodzie, 4 znaczniki bogactwa, 20 drewnianych znaczników, 4 znaczniki sławy, słoń pierwszego gracza, 2 żetony blokujące, 4 żetony bonusów, 30 żetonów specjalnych, 8 żetonów rzeki oraz instrukcje. Wykonanie? Na wysokim poziomie – tektura wystarczająco gruba, kości się nie ścierają, drewno solidne i przede wszystkim ładne.

Zasad w grze trochę jest, ale najłatwiej uczy się ich podczas rozgrywania pierwszej partii) Mechanika gry to worker placement. Na początku mamy 3 pracowników, ale szybko mamy okazję zdobyć nawet do 5. Plansza podzielona jest na 4 obszary – pałac (w którym korzystamy z akcji i dostajemy kości), kamieniołom (dzięki któremu budujemy prowincje), rynek (na którym sprzedajemy towary z naszych prowincji) oraz port (w którym poruszamy nasz statek).  W swojej turze gracz umieszcza jednego pracownika, płaci ewentualny koszt danego pola (w kości bądź pieniądzach) i wykonuje akcje. Z jednej strony musimy rozbudowywać swoje prowincje (których koszt to wartość kości), ale z drugiej musimy korzystać z innych pól, aby zdobywać kości do późniejszego wykorzystania. W grze operujemy dwoma torami – sławy i bogactwa. Gra toczy się do momentu aż znaczniki któregoś gracza się spotkają lub miną (idą w przeciwnych kierunkach).

Są to bardzo uproszczone zasady, które nie oddają tak naprawdę piękna tej gry. Mimo że to gra euro, to występuje tutaj negatywna interakcja. Co prawda nie bezpośrednia, ale zawsze – bardzo łatwo odczytać intencje innych graczy i ich zablokować, podebrać kość czy daną prowincję. Nam się to spodobało, gdyż lubimy krzyżować innym plany.

Gra urzekła nas przede wszystkim tym, że skończyła się po niecałej godzinie. Lubimy euro, lubimy worker placement, ale nie lubimy siedzieć po 3 godziny nad planszą z parującą głową. Gra jest również bardzo ładna i przyciąga wzrok graczy, z drugiej strony jest bardzo czytelna co jest bardzo dużym plusem, gdyż często gry euro mają tyle ikon że ciężko się potem połapać.

Ganges to tytuł dla średnio zaawansowanych graczy i wielbicieli gier z mechaniką worker placement. Jeżeli szukacie ciekawej gry, którą możecie obdarować geeka na święta, to Ganges będzie naszym zdaniem bardzo dobrym wyborem. Polecamy tę grę!


Nazwa: Ganges

Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2019

Sprawdź TUTAJ
Dziękujemy wydawnictwu Egmont za przesłanie egzemplarza recenzenckiego.

Skorzystaj z promocji!
Wpisz poniższy kod i uzyskaj do 40% zniżki! Aby skorzystać z kodu należy założyć konto.
Kod promocyjny: steragier



Share:

4 lis 2019

Zasiądź za sterami sterowca i dostarczaj surowce – recenzja gry Solenia

Praca kuriera to niełatwe zadanie. Podczas gdy kolejne zamówienia spływają, trzeba się ścigać z czasem i pilnować, by paczki dotarły nieuszkodzone do adresata. Dziś opowiemy wam o grze, w której stajecie się pewnego rodzaju kurierami surowców w świecie, gdzie na jednej półkuli panuje wieczny dzień, a na drugiej wieczna noc. Zaintrygowani? Proszę państwa oto Solenia.

Solenia to familijna gra strategiczna dla 1-4 graczy w wieku 10+. W grze będziemy podróżować potężnym sterowcem i dostarczać różne surowce z jednej półkuli na drugą. Za dostarczone towary będziemy zdobywać punkty, a osoba, która będzie miała ich najwięcej na koniec gry – wygra!
W dużym pudełku znajdziemy wiele elementów. I tu od razu zaznaczymy fakt, że do gry dołączone są specjalne kartoniki, które po złożeniu dają nam dedykowane miejsca na odpowiednie surowce, żetony czy też karty. Bardzo miły zabieg, dzięki któremu mamy porządek w pudełku. Bo komponentów w grze jest naprawdę sporo – plansze graczy, części planszy głównej, karty, surowce, żetony zamówień, płytki usprawnień… Dużo! Całość daje wrażenie pełnego pudełka, chociaż niektóre elementy mogłyby być wykonane z grubszej tektury. Graficznie Solenia prezentuje się wyśmienicie. Ilustracje są przyjazne dla oka i nie ma najmniejszych problemów z czytelnością symboli. Wisienką na torcie w całej prezentacji tytułu jest figurka sterowca, którą poruszamy w trakcie gry oraz fakt, że plansza jest ruchoma! Ale o tym w dalszej części tekstu.

Zasady gry Solenia są bardzo proste i bez problemu można je wytłumaczyć w parę minut. Zachęcamy jednak, aby poświęcić więcej uwagi małym niuansom, które występują w grze, a które mogą nie zostać wychwycone przez osoby mniej doświadczone. Zatem od początku – szybkie przygotowanie gry polega na rozdaniu odpowiednich elementów graczom, potasowaniu żetonów zamówień i przygotowaniu planszy oraz zasobów ogólnych. Warto tutaj wspomnieć o tym, że część planszy reprezentuje nocną część planety Solenia, a druga część planszy jej słoneczną część. Każdy uczestnik rozgrywki zaczyna z własną talią 16 kart, z której dobiera rękę startową. W swojej turze gracz zagrywa jedną kartę z ręki na pole planszy i pobiera do własnego magazynu surowiec wskazany na danym obszarze w ilości pokazanej przez górną część karty. Ważne jest, aby dokładać kartę do pola sąsiadującego ze sterowcem lub do własnej wcześniej wyłożonej karty. Jeśli chcemy wyłożyć kartę trochę dalej, to musimy opłacić odpowiedni koszt za odległość. Niektóre karty mogą nam również kazać się poruszyć figurką sterowca o jedno pole do przodu. Gdy to następuje, nasza składająca się z kilku części plansza się zmienia! Odłączamy jej pierwszy element i dokładamy na sam koniec, jednocześnie obracając ją na drugą stronę. Tak oto z ciemnej nocy nasze sterowce wlatują w pełną energii i światła słoneczną część Solenii (bądź na opak). Co więcej, gdy już zdobędziemy odpowiednią liczbę surowców, to możemy zrealizować zamówienie, opłacając jego koszt i zbierając odpowiedni kafelek, na którym widnieje liczba zdobytych punktów, które zsumujemy na koniec gry. W ten sposób zagrywamy karty, zdobywamy surowce, realizujemy zamówienia przez pełne 16 rund, aż się nam wyczerpie talia kart. Przechodzimy wtedy do finalnego punktowania, a zwycięża gracz z ich największą ilością.

Wydaje się proste prawda? Bo taka jest gra Solenia. Jest to przyjemny familijny tytuł, który bardzo łatwo jest wytłumaczyć graczom, którzy z planszówkami mają jeszcze mało wspólnego. Natomiast jeśli uważacie, że gra jest zbyt prosta, to oczywiście autor przygotował wariant zaawansowany, gdzie zmienia się kilka reguł (np. dokładania kafelka zamówienia do naszego sterowca). Dla osób przywiązanych do gry tak bardzo, że nie mogą się doczekać, aż zasiądą do gry z kimś — przygotowany również został tryb solo.

Nam gra się bardzo spodobała. Lubimy gry strategiczno – ekonomiczne, gdzie trzeba z wyprzedzeniem planować ruchy. Jednak w rozrywce czteroosobowej, mapa dość szybko się zmienia i często długoterminowe plany mogą być bez sensu. Bardzo nietuzinkowym i innowacyjnym pomysłem jest zmieniająca się plansza, gdzie w części nocnej produkujemy inne zasoby niż w części dziennej. Podobnie jest z realizowaniem zamówień – jeśli przegapimy ostatnią możliwość zakupów za dnia, będziemy musieli czekać, aż gracze swoimi ruchami przeprowadzą planszę przez jej nocną stronę.

Grę Solenia polecamy graczom początkującym i średnio zaawansowanym. Rozgrywka daje wiele satysfakcji po wygranej, ale również czasem daje w kość. Jeśli popełnimy jakiś błąd, to może nas on kosztować to, że przeciwnik szybciej zrealizuje dane zamówienie, co w efekcie przekłada się na cenne punkty zwycięstwa. Dodatkowo, chociaż w grze nie występuje typowa negatywna interakcja, to jest ona wyczuwalna przez blokowanie sobie wzajemnie miejsca na planszy.

Co prawda w Solenii nie występują pory roku, to my chcemy wam polecić ten tytuł na nadchodzące jesienno – zimowe wieczory. A piękne ilustracje słonecznego miasta sprawią, że wrócicie do wspomnień lata. Gra jest kolejnym tytułem, który warto poznać, aby wciągać się w świat planszówek. To co? Przekonaliśmy już was do wypróbowania gry Solenia?

 Nazwa: Solenia
Wydawnictwo: Rebel
Rok wydania: 2019
Najtaniej kupisz TUTAJ
Dziękujemy wydawnictwu Rebel za wysłanie egzemplarza recenzenckiego
Rebel i wszystko gra!
Share:

Ścisła współpraca

My na Facebooku

Labels