18 lip 2017

Sterta pyta: Nasza Księgarnia

Dziś chcielibyśmy Wam zaprezentować krótką rozmowę z Jarosławem Basałygą, wydawcą gier planszowych w wydawnictwie Nasza Księgarnia, które gry zaczęło wydawać na początku tego roku. My już kilka recenzowaliśmy, teraz poczytajcie co oni mają Wam do powiedzenia! 

  • Pracowałeś w wielu wydawnictwach, co odróżnia „Naszą Księgarnię” od poprzednich miejsc, w których również wydawałeś gry?

Nasza Księgarnia: Każda firma jest inna, każda ma swoją specyfikę wynikającą z – jak to się ładnie nazywa – kultury organizacyjnej firmy. Wydawnictwo Nasza Księgarnia również ma swoją specyfikę i nie chodzi mi tu o koty i psy spacerujące po firmie (choć i one mają wpływ na tę specyfikę firmy). Panuje tu przyjazna atmosfera pracy i zrozumienie, że dobrej jakości produktów nie robi się – mówiąc kolokwialnie – „na kolanie”. Przejawia się to na wiele sposobów, ale nie będę wchodził w szczegóły. Podam tylko jeden przykład: rozpoczynając pracę w czerwcu 2016 roku zastanawiałem się, ile gier będę w stanie przygotować przez 4 miesiące, aby zdążyć na święta 2016 (bo przecież szkoda tracić najlepszy moment sprzedażowy). Jedno zdanie pani prezes sprowadziło mnie na właściwe tory: Jarek, ale nam chodzi o pierwszy kwartał 2017, a nie o święta 2016, nie robimy nic na wariata.

  • Jak wyglądało budowanie zespołu? Skąd pomysł na zatrudnienie Michała Szewczyka, znanego wielu graczom „Windziarza” (którego serdecznie pozdrawiamy)?

NK: Od początku wiedzieliśmy, że będę potrzebować osoby mogącej wesprzeć mnie w pracy nad grami. Chciałem, aby była to osoba ze świata gier, będąca w stanie od razu rozpocząć pracę, której nie będzie trzeba wprowadzać w specyfikę rynku gier. Widziałem kilku kandydatów, ale ostatecznie podpisaliśmy umowę z Michałem. I muszę stwierdzić, że był to strzał w dziesiątkę. Michał dobrze czuje temat gier rodzinnych i jest dla mnie dużym wsparciem. Tak przy okazji, niedawno wydaliśmy grę „Gejsze”, która zbiera świetne oceny wśród graczy – to właśnie Michał zauważył ją podczas targów w Essen, wszelkie zachwyty i gratulacje proszę więc kierować do niego.

  • Póki co „Nasza Księgarnia” wydaje gry rodzinne. Czy jest plan na coś trudniejszego czy zostajecie przy prostych grach?

NK: Większość naszej oferty stanowić będą gry rodzinne i dziecięce, ale to nie znaczy, że unikamy gier mogących zainteresować doświadczonych graczy. Przecież wspomniane "Gejsze" nie są grą dla dzieci, to mała i szybka gra dla graczy lubiących nieźle pogłówkować. A w przyszłym roku wydamy grę, która z pewnością zaskoczy i ucieszy doświadczonych graczy. Na razie jednak nie zdradzę tytułu.

  • Czy „Nasza Księgarnia” planuje zwiększyć swój zespół i liczbę wydawanych gier (choć już teraz nie jest ich mało)? I jakie plany na najbliższą przyszłość?

NK: Tak, ze względu na ilość pracy niedługo będziemy musieli powiększyć zespół o kolejną osobę i mam już na oku kilku ewentualnych kandydatów. We wrześniu wydajemy kolejne nowości. Będą wśród nich świetne gry dziecięce z zaskakującymi drewnianymi elementami oraz doskonała gra rodzinna jednego z niemieckich autorów. Jest to zupełnie nowa, nie wydana dotąd na innych rynkach gra, która z pewnością zrobi furorę. Ja w każdym razie nie mogę się od niej oderwać. Przed świętami mamy w planie kilka kolejnych gier, a wśród nich jedną z naprawdę wyjątkowymi ilustracjami przygotowanymi przez Marcina Minora.
  • Załóżmy, że w naszym kraju panuje wielka plaga – masowo padają wydawnictwa planszówkowe i kres tej rozrywki w Polsce jest bliski. Możesz jednak uratować jedno wydawnictwo – które by to było i dlaczego?

NK: To brzmi jak scenariusz filmu katastroficznego. Skoro wszyscy wydawcy padają i kres planszówek jest bliski, to nie ma znaczenia które wydawnictwo zostanie… bo jaki sens miałoby wydawanie czegoś, na co nie ma klientów. Kieruję się więc wyłącznie prywatą i ratuję Galaktę. Mam kilka ich gier na oku i chciałbym je kupić zanim popiół przysypie rynek gier.

Serdecznie dziękujemy Jarosławowi za odpowiedzenie na te kilka pytań i życzymy dalszych sukcesów.

Jeśli macie jakieś propozycje kogo chcielibyście zobaczyć w kolejnych odsłonach cyklu "Sterta pyta" piszcie w komentarzu lub na maila!
Share:

15 lip 2017

Wybierz się do lodowej szkoły! - recenzja gry Ice Cool

Za oknem panują zdecydowanie dodatnie temperatury. Wakacje w pełni, wszyscy wyjeżdżają się wygrzewać nad morzem lub spacerować w górach. A my wybieramy rozrywkę na lodzie! Wybraliśmy się do pewnej szkoły, gdzie niesforne pingwiny postanowiły biegać po salach. Część z nas do nich dołączyła, ale zawsze musiała się znaleźć ta jedna prawowita osoba, która chce wszystkich złapać i uspokoić. I tak oto wciągnęliśmy się w grę Ice Cool!

Ice Cool to przyjemna, lekka gra rodzinna. Jest to połączenie AngryBirds i grania w kapsle. Jak ja byłem mały to grało się na dwa sposoby – albo każdy z graczy ustawiał swój kapsel na środku stołu i pstrykało się do czasu, aż na owym stole został tylko jeden kapsel, albo rysowało się kredą na chodniku trasę z wieloma zakrętami i zwyciężał kapsel, który jako pierwszy minął linię mety. W Ice Cool jeden z graczy wciela się w woźnego (zmienia się co rundę), a pozostali w uczniów. Celem woźnego jest złapanie hasających uczniów, a zadaniem małych pingwinów jest zdobycie jak największej ilości rybek.

Zasady gry są banalnie proste, co jednak nie znaczy, że łatwo w tej grze jest wygrać. Mechanika gry opiera się na tym samym, niezależnie od tego czy jesteśmy uczniami czy woźnym, czyli na pstrykaniu. Musimy pstryknąć naszego pingwina, aby ten spełnił oczekiwania w zależności od zadania – woźny musi dotknąć ucznia (zabiera wtedy mu jego legitymacje), a uczniowie muszę przejść przez 3 pary drzwi i zebrać rybki w swoim kolorze. Ilość rund zależy od ilości graczy (w 2 i 4 graczy gramy 4 rundy, w 3 graczy 3 rundy).

Punkty w tej grze zdobywa się na dwa sposoby – poprzez przechodzenie przez drzwi z naszą rybką – wtedy ściągamy rybę i bierzemy jedną kartę oraz za posiadanie legitymacji. Gdy wszyscy uczniowie zostaną złapani, bądź zbiorą oni wszystkie ryby w swoim kolorze to kończymy rundę. Na koniec rundy każdy z graczy dobiera jedną kartę za posiadaną legitymację (woźny zawsze wtedy dostanie minimum jedną kartę). Gdy każdy z nas już spełni swoją rolę woźnego, to podliczamy ilość punktów i ten kto ma ich najwięcej zostaje zwycięzcą!

Zasady są do ogarnięcia w kilkadziesiąt sekund, a zabawy jest co nie miara. Graliśmy za pierwszym razem około 10 pełnych partii i się nam nie znudziło. Bardzo fajne jest pstrykanie, które z najpierw wygląda dość kalecznie, a po kolejnych rozgrywkach zaczynamy robić takie kombinacje, że przechodzimy przez kilka drzwi jednocześnie. Gra spodoba się zarówno dzieciom jak i dorosłym. Każdy kto kiedyś lubił grać w kapsle odnajdzie się w tym tytule doskonale.

Wykonanie gry jest bardzo dobrze pomyślane, choć nie brakuje pomyłek. W zestawie zawarte są dodatkowe rybki, które pełnią rolę łącznika elementów szkoły. Dobrze pomyślane jest to, że pudełko z grą od razu jest rozkładaną planszą do gry. Każde kolejne pomieszczenie jest trochę mniejsze od poprzedniego i tak przez dobre poukładanie (jest to klarownie zaznaczone na łączeniach) kolejnych elementów rozłożymy prostokątną plansze bardzo szybko. Tak samo ze składaniem – każdy element ma swój numer, więc nie ma problemu z kombinowaniem w stylu „jak to było”.

Niestety owe łączenia pozostawiają dużo do życzenia. Nie są one dopasowane do siebie idealnie, co czasem powoduje, że plansza nie jest do siebie dopasowana. Zdarza się, że pingwiny utykają w przejściach, dlatego, że jedna część jest ciut wyżej/dalej niż poprzednia z którą się łączy. Jest co prawda ujęte w instrukcji co robić gdy pingwin nam utknie, jednak uważamy, że te połączenia mogłyby być lepsze.

Ice Cool to bardzo fajna, ciekawa gra rodzinna, która spodoba się graczom w każdym wieku. Co ważne – gra otrzymała tytuł dziecięcej gry roku 2017 (Kinderspiel des Jahres 2017) czyli jedno z najważniejszych wyróżnień w planszówkowym świecie. Naszym zdaniem Ice Cool zdecydowanie na tę grę zasłużył i możemy Wam ją polecić. Udanych ślizgów!


I.
Klimat
5/6
II.
Złożoność
5/6
III.
Oprawa graficzna
5/6
IV.
Wykonanie elementów
5/6
V.
Grywalność na 2 graczy
5/6
VI.
Grywalność na więcej osób
5/6

Ocena Końcowa: 5

Nazwa: Ice Cool

Wydawca: Rebel

Rok: 2017

Sugerowana cena: 119,95 zł

Za grę dziękujemy wydawnictwu:
 
Share:

11 lip 2017

Koszmar z Wesołego Miasteczka - recenzja gry komputerowej Dark Arcana: The Carnival

Każdemu z nas wesołe miasteczko kojarzy się z uśmiechem i zabawą. A co, jeśli podczas beztroskiej zabawy bliska nam osoba zniknie bez śladu? Z taką historią przyjdzie nam się zderzyć w Dark Arcana: The Carnival, gdzie jako detektyw musimy pomóc odnaleźć mamę zrozpaczonej dziewczynki.

Po przekroczeniu bram lunaparku uderzy nas jego cukierkowy, a jednocześnie nieco ciężki klimat. Już na początku widzimy postać w kapeluszu, która czmycha przed nami jednocześnie utrudniając pościg. Zaczynamy zabawę typu point and click, a rozwiązywanie kolejnych zagadek i łamigłówek, z których zabrzańskie studio Artifex Mundi uczyniło swój znak rozpoznawczy, prowadzi nas w głąb historii. Odkrywamy alternatywną mroczną rzeczywistość po drugiej stronie lustra w domu strachów, a proste z pozoru śledztwo okazuje się być walką na śmierć i życie.

Osobiście bardzo lubię grać w tzw. „indyki”. Za każdym razem odczuwam dreszczyk emocji, bo w przypadku produkcji małych i niezależnych twórców nigdy nie wiem czego się spodziewać. Artifex Mundi ma na koncie już sporo gier (obecnie doliczyłam się ponad 60 tytułów), a ja do tej pory ani razu nie trafiłam na ich pozycje – nad czym teraz bardzo ubolewam. Co mnie urzekło? Zdecydowanie ręcznie malowane tła, płynne animacje i przede wszystkim poziom łamigłówek, czy zagadek typu „znajdź ukryte przedmioty”. Naprawdę momentami trzeba było nieźle się nagłówkować, by rozwiązać zagadkę, a ukryte przedmioty były naprawdę dobrze ukryte.

Gra czerpie garściami z klasyków wśród horrorów. Mamy więc przerażającego klauna, dom strachów pełen czaszek, nietoperzy i pajęczyn. Wiedeńska karuzela pięknie zdobiona, którą napotykamy na początku gry w alternatywnym świecie obsadzona jest przez mroczne i demoniczne rumaki z piekła rodem. Krwiożercze rośliny, przerażające laleczki a nawet królik z kapelusza przyprawiają nas o gęsią skórkę. Mamy też do pomocy słodką cyrkową małpkę która pomaga nam zdobyć przedmioty umieszczone poza naszym zasięgiem. No i muzyka, która oczywiście pasuje tutaj idealnie, czyli od klasycznego cyrkowego motywu przewodniego do mrocznych i tajemniczych partii instrumentów smyczkowych.

Co również mnie zaskoczyło, ale negatywnie, to czas gry. Za pierwszym razem grę ukończyłam w niespełna 3 godziny. Za drugim w godzinę. Czemu przechodziłam dwa razy? Bo gra posiada system osiągnięć, a ja chciałam zrobić „platynę” (grę przechodziłam na PlayStation 4). Ale chciałam też jeszcze chwilę pobyć w tym świecie i klimacie jaki Dark Arcana: The Carnival oferuje. Gra nie jest typowym samograjem jakich obecnie na rynku gamingowym jest mnóstwo. Zmusza nas do uruchomienia szarych komórek i wytężenia wzroku, bo bez rozwiązania zagadki nie posuniemy się dalej. Oczywiście istnieje system podpowiedzi ale jest on czasowy i po użyciu podpowiedzi trzeba poczekać by ponownie z niej skorzystać. Dialogi momentami były nieco sztampowe i uproszczone. Finalnie w moim odczuciu historia okazała się dość przewidywalna, jednak w żaden sposób nie umniejszyło to przyjemności z gry.

Tytuł po raz pierwszy został wydany w 2012 roku na PC, iOs i Androida. Natomiast 27 czerwca tego roku pojawił się na PlayStation 4 oraz XboxOne. W PlayStation Store dostępny jest za 40 złotych a w sklepie Steam za 7,99€. Polecam każdemu miłośnikowi przygodówek, bo Dark Arcana: The Carnival to perełka artystyczna wśród gier, która świetnie sprawdzi się szczególnie podczas letnich burzowych wieczorów.


Za przekazaną do recenzji grę dziękujemy wydawnictwu Artifex Mundi:



Share:

10 lip 2017

Sterta pyta: wywiad z Lucrum Games

Tomasza Międzika miałem przyjemność poznać na Pionku 2016, gdzie zasiadł do tłumaczenia nam zasad gry ze śliwką na okładce i liczbą Pi w tle. Jest to bardzo pozytywny i szalony człowiek, który zaraża innych swoim entuzjazmem. Mieliśmy przyjemność zadać mu ostatnio kilka pytań, więc serdecznie zapraszamy do sprawdzenia, co ma nam Tomek do powiedzenia!

  1. Lucrum Games to wydawnictwo, które jest (przynajmniej naszym zdaniem) jednym z najaktywniejszych polskich wydawnictw w mediach społecznościowych. Czy uważacie, że aktualnie największa siła tkwi właśnie w tym miejscu?

    Tomasz: Bardzo miło to słyszeć, choć tak naprawdę na prawdziwą promocję i zaangażowanie po prostu brakuje czasu. Robimy zdecydowanie za mało jak na nasze możliwości i doświadczenie. Możliwe, że wypadamy tak dobrze, bo inne wydawnictwa są bardziej bierne. Myślę, że da się to wytłumaczyć prosto. Dla mnie osobiście interakcja ze społecznością, to czysta frajda. Lubię wejść na fanpage czy forum wieczorem, poczytać, odpisać. Robię to też w weekendy. I nie dlatego, że pracuję, ale dlatego, że to lubię. I dla przykładu, gdy w firmie X o 16 wyłącza się komputery, u mnie komunikacja jest ciągła. No może przerywana, bo czasem robię sobie kilka dni przerwy i daję wszystkim odpocząć :) Nie mniej jednak w szczytowych momentach zdarza się, że na takim FB liczba interakcji fanów Lucrum Games jest większa niż na 12 najliczniejszych fanpageach innch wydawców razem wziętych. Serio, to można obserwować w statystykach na FB.
    Ludzie dowiadują się o grach głównie z internetu. Nadal nie ma audycji o grach w dużym radio, programu w popularnej telewizji, nie ma recenzji gier w tygodnikach (choć w działach kultury pisze się o książkach, muzyce i grach komputerowych). Zatem logiczne jest, że to tu powinny pojawiać się informacje.
    Na pewno robimy za mało, ale już możemy się pochwalić ciekawymi wywiadami, instrukcjami na naszym kanale na Yoytube. Jesteśmy na Instagramie, a na Facebooku jakiś czas temu przekroczyliśmy magiczną liczbę 3000 fanów. Na pewno będziemy rozwijać kanał Youtube - Bartek i Łukasz to wyjadacze przed kamerą. Ja gadam trzy po trzy, ale wywiady jakie prowadziłem na Pyrkonie zobaczyła spora publiczność i odzew był bardzo sympatyczny. Nie zobaczycie wyświetleń na YT, bo filmy wgraliśmy na FB i to tam liczba obejrzanych minut przekroczyła dobę:).
    Treści w internecie jednak powstaje coraz więcej i jest coraz bardziej chaotyczna. Zobaczymy czy przyciągniemy widzów i czytelników.
    Testowaliśmy np takie narzędzia jak ŚCIĄGAWKA GRACZA - podawaliśmy definicje i przykłady w formie anegdot. Robiliśmy poradnik CO TY WIESZ O BGG oraz QUIZY o grach. Niestety odzew był niewspółmierny do włożonej pracy. Wprawdzie ostatnio dostaliśmy wiadomość czemu zarzuciliśmy Ściągawkę, bo była super. Sprawdziłem jednak polubienia i komentarze od pytającej osoby. Okazuje się, że jest biernym czytelnikiem, nie polubiła żadnego z 30 odcinków, nie skomentowała, choć w każdym zadawaliśmy graczom pytania. I jak to działa? A no tak, że my widzimy zasięgi, reakcje i jeśli coś nie zaskoczy, próbujemy nowych narzędzi. Ale to daje do myślenia, może więcej osób czyta bez reagowania? Moja rada dla takich osób, dawajcie choćby marnego lajka jako aprobatę. To Wasza zapłata za ciekawy kontent albo za uśmiech jaki wywołaliśmy na twarzy. Inaczej biernie podcinacie skrzydła fajnym tekstom, cyklom itd.
  2. Czy Lucrum Games celuje głównie w gry karciane czy może to tylko chwilowy trend i zamierzacie powrócić do dużych planszówek (jak np. Yeti czy Przebiegłe Wielbłądy)?

    Tomasz: Kolejny raz spotykam się z zaszufladkowaniem - że karcianki, że gry imprezowe, że takie czy inne. To błąd. Mamy ciągle bardzo mało gier i jak wydamy 4 karciankę na 6 gier, to wydaje się, że ciągle karcianki. Owszem, teraz wydaliśmy trylogię Najemników, Jak wściekłe psy, Wyspę kwitnącej wiśni i Przewrotne motylki, które też mają karty! Nadchodzi karciane The Flow of History (Krótka historia cywilizacji) oraz Clank! (ma planszę, ale to nadal karcianka!:)) Trend w Lucrum Games jest niezmienny, gra musi być super. Na tylko dobre nie mamy czasu. W ostatnim półroczu przerzuciliśmy ponad 150 gier. Wiele było całkiem fajnych, ale to nie wystarczy. I chyba mamy rację, bo niedawno na Pyrkonie okazało się, że na 30 gier w TOP Pyrkonu, od nas jest aż 4, a od większych wydawców 1, bo ta jedna jest zagwarantowana. A dodam, że w tej czwórce nie było Red7 czy popularnych w poprzednich latach na Pyrkonie Przebiegłych wielbłądów. Wyspa kwitnącej wiśni została wybrana w ogóle jako pierwsza do top30. Recenzenci bardzo dają bardzo wysokie noty, graczom nasz wybór się podoba i powoli zyskujemy opinię "jak Lucrum to pewnie fajne". Karcianki? Duże gry? Niebawem wypuścimy też zabawkę do grania. Stinky Pig, śpiewająca świnka, która nuci melodyjkę z takim zaangażowaniem, że czasem puszcza...bąki. Przysięgam, nigdy tak bardzo się nie śmialiśmy i co ciekawe, czasem pokazuje świnkę, przychodzi "Smutny Geek" i zainteresowany pyta co to. Odpalamy efekt a on nie patrzy na Najemników czy Wyspę, ale pyta za ile może kupić tę świnkę dla dzieci. No tak to jest. Dodam tylko, że świnka jest mega przebojem w dziesiątkach krajów. Jej sprzedaż jest wielomilionowa. Już nie możemy się doczekać fali hejtu i pogardy "ale co to ma być, to nie gra itd", ale podkreślam, to jest ZABAWKA DO GRANIA. I jest super na tyle, żebyśmy się nią zajęli. Clank! to nasza największa gra, ale nie ostatnia. Jeśli trafimy na coś równie super, pewnie o to powalczymy. 
  3. Do jakich gier najchętniej zasiadacie w wolnym czasie?

    Tomasz: Bartek i Łukasz oczywiście ogrywają od zawsze Dominiona. Bartek uwielbia gry Real Time, Łukasz to naukowiec, on woli pomyśleć i szuka oryginalnych mechanik w zupełnie nieznanych grach. Ja uwielbiam Cywilizację, chętnie gram w Le Havre, Cyklady z Hadesem i Monumentami (tylko taki zestaw), uwielbiam El Grande. Ostatnio bardzo mi się spodobało Lords of Waterdeep i ciągle nie mogę się nagrać w Najemników - wydaliśmy karciankę, która jest w moim top10 gier. To jest super. 
  4. Czy macie jakąś grę, która jest dla Was wszystkim i nigdy byście jej nie oddali?

    Tomasz: To takie pytanie, które dziecko kochasz najbardziej. Jednego się nie da wymienić.Wielbłądy bo były pierwsze, ludzie je uwielbiają oraz Red7, bo to megasukces. Moją jednak ulubioną grą z Lucrum ale nie tylko, są Najemnicy. 
  5. W naszym kraju panuje wielka plaga – masowo padają wydawnictwa planszówkowe i kres tej rozrywki w Polsce jest bliski. Możecie jednak uratować jedno takie wydawnictwo – które by to było i dlaczego?

    Tomasz: To ciekawe, ale ostatnio porządkowałem kolekcję gier i... nie mam żadnej gry wydanej przez polskiego wydawcę. Mówię o takich grach stworzonych przez Polaków. Żadna nie weszła do mojego top20 a nawet 30, a ja mam kolekcję rotującą, często się pozbywam gier, w które nie gram. Zatem mógłbym się obyć bez polskich wydań gier zagranicznych. Będę za to czekać czy wezwie mnie na ratunek CGE albo Matagot:) Jeśli już bardzo nalegasz, to uratuję Filipa i B&D, bo to najzabawniejszy człowiek całego planszówkowego świata. Świetny komik w skórze geeka. Po takiej pladze trzeba nam będzie kogoś kto nas rozbawi.


    Dziękujemy Tomkowi za odpowiedzenie na te kilka pytań i życzymy mu dalszych sukcesów i nieprzerwanego entuzjazmu!

    Jeśli macie jakieś propozycje kogo chcielibyście zobaczyć w kolejnych odsłonach cyklu "Sterta pyta" piszcie w komentarzu lub na maila!
Share:

9 lip 2017

Sterta poleca: 7 gier na wakacje

Chociaż wakacje już trwają na całego i dużo ludzi zaczyna urlop, bądź dopiero planuje to Sterta nie odpoczywa! Ruszamy z nową serią - Sterta Poleca. Będzie to seria z krótkimi rankingami gier. Dziś na dobry początek przygotowaliśmy dla Was mały ranking siedmiu gier na wakacje. Wybór jest oczywiście subiektywny i każdy ostatecznie wybierze coś dla siebie. Jednak chcielibyśmy, aby planszówki nie poszły w kąt tak jak szkolne zeszyty i podręczniki podczas tego letniego okresu. Zachęcamy do wspólnego grania przy każdej możliwej okazji! A oto nasze propozycje z recenzjami w co możecie zagrać:



  1. Bankrut - szalona, szybka gra imprezowa przy której się bardzo dobrze będziemy bawić.  Emocje podczas rozgrywki sięgają zenitu, a chęć do zagrania ponownej partii, aby się odegrać jest bardzo wysoka. Dobra na wieczorne spotkanie ze znajomymi.

  2. Założysz się? - kolejna gra imprezowa. Ten tytuł wymaga trochę więcej czasu (ale możemy sami go sobie ustalić), ale na pewno nie będziecie się nudzić. Polecamy jeśli lubicie wyzwania dla umysłu lub dla ciała. No i oczywiście elementy hazardu!

  3. Gobblety - lista nie mogła się zamknąć bez gry dwuosobowej. Stąd też odświeżona wersja gry Kółko-Krzyżyk. Dostała się na tę listę, ponieważ jest idealna dla graczy w każdym wieku. Dzieciom spodobają się kolorowe figurki, a dorośli docenią możliwość taktycznego myślenia.

  4. Terraformacja Marsa - jako ciężką i długą grę na dłuższe posiedzenia planszówkowe padło na ten tytuł. Mieliśmy niemały dylemat czy umieścić akurat tę grę na listę. Zastanawialiśmy się między innymi nad Ocalonymi, Ciężarówką przez Galaktykę czy też Osadnicy: Narodziny Imperium. Jednak klimat osiedlania Marsa z dobrą mechaniką rozgrywki i strategicznym myśleniem przeważyło nad wyborem.

  5. Dobble - wybór raczej oczywisty. Małe pudełeczko można wrzucić do plecaka i zagrać wszędzie - w pociągu, w lesie, w górach, na plaży. Bardzo regrywalna gra, a dodatkowo ćwiczy refleks i spostrzegawczość.

  6. Tajniacy: Obrazki - wakacje sprzyjają grom imprezowym, zwłaszcza kooperacyjnym. Gracze w drużynach muszą się komunikować, aby dobrze odgadnąć skojarzenia ich Lidera. Dobra zabawa gwarantowana!

  7. Słowny Ninja - na koniec polecamy grę karcianą, słowną. W jednym pudełku znajdziemy jedną talię kart, a wariantów rozgrywki kilka. Od najprostszego układania alfabetu z kart, przez wymyślanie słów do klasycznego wariantu, czyli połączenia Scrabbli z Rummikubem. A jeśli dla kogoś to dalej za mało - można połączyć Słownego Ninję z kalamburami.

Podoba się Wam nasza lista wakacyjnych gier? Piszcie w komentarzach w co Wy gracie podczas urlopów! A niebawem spodziewajcie się więcej takich rankingów.


Share:

8 lip 2017

Jak urządzisz Ogródek? - Recenzja gry Ogródek

Uwe Rosenberg to niemiecki autor gier planszowych, który głównie tworzy gry „euro”. Recenzowaliśmy już jedną jego grę wydaną przez Lacerte – Szklany Szlak oraz w swojej kolejce czeka również Agricola. Tym razem mamy dla Was coś lżejszego, bardziej rodzinnego. Zapraszam więc na nasz Ogródek.

Ogródek to rodzinna gra planszowa przeznaczona dla 1-4 graczy, w którym gracze będą uprawiać tytułowy ogródek. Jeżeli graliście w Patchworka to znajdziecie wiele podobieństw, ale już mogę Was zapewnić, że to ciut inna gra, a nie tylko zmieniony temat i dorzucona liczba graczy.

Zawartość pudła z grą Ogródek to: dwustronna plansza rozsadnika, 36 kafelków (o przeróżnych kształtach) z kwiatami, 9 kwietników, żeton parasola, 30 żetonów kotów, 16 żetonów doniczek, 2 żetony gniazda os, 4 stoły sadzenia z punktacją, 24 znaczniki (po 12 w kolorach niebieskim i pomarańczowym), taczka no i instrukcja. Wszystko zamknięte w solidnym, dużym pudle.

Zasady gry są uproszczone w stosunku do Patchworka, więc tłumaczy się je jeszcze szybciej. Każdy z graczy dostaje stół sadzenia, 2 kwietniki (rabatki) i 2 żetony kotów. Na środku rozkładamy plansze rozsadnika (w zależności od ilości graczy wybieramy odpowiednią stronę), na niej kładziemy losowo kafelki z kwiatami, a pozostałe układamy w ścieżkę. Za ścieżką stawiamy taczkę, a pozostałe żetony kładziemy w pobliżu planszy. Na koniec bierzemy zieloną kostkę, ustawiamy z odpowiednim oczkiem we wskazanym miejscu i możemy przejść do rozgrywki.

W swojej turze gracz będzie uzupełniać linie ogrodnika (wyznaczaną przez zieloną kostkę), jeśli zabraknie tam 3 lub 4 kafelków z kwiatami. Następnie wybieramy jeden żeton, dokładamy go na rabatkę w regulaminowy sposób (żeton nie może wystawać poza, nie może też nachodzić na inne żetony). Na naszych rabatkach znajdują się nadrukowane doniczki i klosze – ich przykrycie skutkuje nie zdobyciem punktów. Gry rabatka zostanie ukończona przechodzimy do punktacji – 1 punkt za każdą doniczkę i 2 punkty za każdy klosz, a wszystko to zaznaczamy odpowiednimi kolorami znaczników na naszym stole sadzenia. Jedynie ostatnia runda ma odmienne zasady – usuwamy wszystkie rabatki, które posiadają mniej niż 3 płytki kwiatów, a na początku każdej swojej tury tracimy 2 punkty. Wygrywa gracz, który na koniec ostatniej rundy posiada najwięcej punktów.

Tak w skrócie wyglądają zasady Ogródka. W odróżnieniu od Patchworka nie płacimy za zdobycie kafelków, więc odpada pewien aspekt, który mógł powodować paraliż decyzyjny. Dodatkowo rabatka w Ogródku jest mniejsza niż pole do dziergania w Patchworku co jest uproszczeniem, jednak musimy pamiętać, że w Ogródku mamy już nadrukowane punkty na rabatkach, więc czasem trzeba nieźle pomyśleć nad tym jak układać kafelki.

Graliśmy w każdym możliwym wariancie osobowym i czas rozgrywki z reguły zamykał się w okolicach godziny. W grze nie ma długiego czasu oczekiwania na swoją turę, szczególnie że możemy sobie bardzo łatwo policzyć z którego rzędu będziemy dobierać następny kafelek, więc można już sobie zaplanować ruchy do przodu.

Interakcji w tej grze nie ma żadnej. Każdy sobie ogródek kopie, a konkretniej uprawia. Jedyne co to możemy komuś zupełnie przypadkowo podebrać kafelek, który pasowałby do jego rabatki, ale ciężko mówić o zaplanowaniu tego ruchu, gdyż w 99% przypadku bardziej korzystne jest zbieranie nam przydatnych kształtów niż podbieranie komuś.

W grze występują żetony kotów i doniczek. Koty są to swoiste jokery, które możemy wykorzystać jako zapychacza w naszym ogródku (nie dostajemy za niego punktów, ale pozwala dokończyć rabatkę), bądź odrzucając taki żeton możemy uzupełnić linię ogrodnika, gdy brakuje 1 lub 2 żetonów. Jeżeli zaś chodzi o doniczki to możemy takową dobrać zamiast wybrania któregoś kafelka z kwiatami.

W instrukcji podrzucono też pomysł na rozgrywkę z dziećmi, która trochę zmniejsza ilość zasad i ułatwia dzieciakom rozgrywkę. Fajny pomysł, doceniamy to, szczególnie że w niewielu (choć zauważam, że jest to coraz częstsze zjawisko) grach pojawiają się dodatkowe (uproszczone) warianty dla dzieci.

Regrywalność tej gry jest spora, ponieważ za każdym razem mamy różny układ kafli na środku stołu i dostajemy różne rabatki do układania. Gra się szybko nie nudzi, a z każdą partią staramy się objąć inną taktykę, znajdując wreszcie swoją najlepszą. Presja czasu w ostatniej rundzie też odgrywa swoją rolę – nie możemy się ociągać przez całą partię, a dodatkowo musimy nieźle zaplanować sobie końcówkę przedostatniej rundy.

Jeżeli graliście w Patchworka i Wam się spodobał, to Ogródek również powinien podbić Wasze serca. Ogródek to prosta, rodzinna gra logiczna, która posiada bardzo piękne i klimatyczne grafiki, jednocześnie jest wydana w sposób bardzo trwały. Zdecydowanie polecamy Wam spróbować swoich sił w rozgrywce i życzymy Wam owocnych plonów!

I.
Klimat
5/6
II.
Złożoność
5/6
III.
Oprawa graficzna
5,5/6
IV.
Wykonanie elementów
4,5/6
V.
Grywalność na 2 graczy
5/6
VI.
Grywalność na więcej osób
5/6

Ocena Końcowa: 5

Nazwa: Ogródek

Wydawca: Rebel

Rok: 2017

Sugerowana cena: 119,95 zł

Za grę dziękujemy wydawnictwu:
Share:

6 lip 2017

A Ty ilu ludzi ocalisz? - recenzja gry Ocaleni

Temat postapokalipsy przejawia się w popkulturze już od wielu, wielu lat. Na pewno wśród czytelników Sterty znajdują się fani tego tematu. Sami nie czujemy się na tyle obeznani, aby dyskutować jak mógłby wyglądać świat np. po kolejnej wojnie światowej. Czy ziemia opustoszeje na skutek ciepła słonecznego i będziemy jeździć tuningowanymi autami z karabinami maszynowymi? Czy czeka nas potop lub wybuch bomby nuklearnej? Wizji świata po apokalipsie możemy uświadczyć w wielu filmach, książkach i grach komputerowych, więc każdy może snuć swoje wyobrażenia. W ostatnich latach temat postapokaliptyczny wykorzystywany jest nawet w grach planszowych. Dzisiaj mamy przyjemność przedstawić Wam grę Ocaleni wydawnictwa Rebel.

Autorem gry jest pan Grégory Oliver a ilustracje wykonał Miguel Coimbra. Ocaleni  to gra strategiczno - ekonomiczna, a zagramy w nią w 2-4 graczy. W grze wcielamy się w przywódcę własnej społeczności, która walczy o przetrwanie w świecie spustoszonym wojną. Przy pomocy swoich bohaterów gracze będą zdobywać żywność, materiały i ekwipunek niezbędny do rozwoju swojego schronu, aby ten był przystępny do werbowania tytułowych ocalonych ludzi.

W dużym pudełku znajdziemy wszystko co potrzebne, aby przetrwać ciężkie powojenne czasy i walkę między plemionami o zasoby. Zaczynając od ładnej planszy po której będziemy się poruszać, przez ciekawą planszetkę schronu, na której będziemy zbierać nasze zasoby do drewnianych pionków w 4 różnych kolorach. A jak na grę ekonomiczną przystało mamy kilka rodzajów surowców, stąd też duża ilość znaczników mięsa, wody, amunicji i wielu innych. Dodatkowo ważna jest Plansza Konwoju, dzięki której wiemy którą rundę aktualnie rozgrywamy. Mamy również ciekawe karty wydarzeń, adekwatne do postapokaliptycznej tematyki. Nasz świat może stoczyć potężna pożoga, przez co limit drewna możliwego do zdobycia zostaje zmniejszony. Zwierzęta mogą mutować i być trudniejsze do upolowania lub szczury będą nam wykradać ciężko zdobytą żywność. Wszystko jest bardzo dobrze wykonane. Nam się bardzo podoba duża ilość i dokładność wykonania znaczników surowców. Zostały one wykonane z grubszej tektury przez co na pewno szybko się nie zepsują. Ilustracje także stoją na wysokim poziomie i dobrze oddają klimat. Miłą rzeczą są woreczki strunowe dodane do gry, aby wszystkie żetony nie walały się luzem w wyprasce.

W Ocalonych rozgrywka trwa 6 dni (rund). W trakcie każdej rundy wyróżniamy odpowiednie pory dnia. I tak podczas fazy Świtu uzupełniamy na planszę wszystkie surowce z puli ogólnej. Liczba dostępnych zasobów jest zależna od liczby graczy.

Druga faza to Dzień i tutaj zaczyna się główna zabawa. Każdy gracz ma do dyspozycji czterech bohaterów, którymi będzie się poruszał po planszy. Na planszy wyróżniamy kilka głównych obszarów na której możemy wykonywać odpowiednie akcje. I tak na przykład w bazie wojskowej można zdobyć amunicję potrzebną do polowania na zwierzynę. W lesie, kopalni czy opuszczonym lunaparku można pozyskać surowce potrzebne do rozbudowy własnego schronu. W świecie Ocalonych można przeczesać ruiny miast, aby zdobyć przydatne wyposażenie, które daje specjalne bonusy. Ważnym jest aby systematycznie ulepszać bunkier, ponieważ dostajemy coraz więcej miejsca na werbunek ocalonych. Najważniejszym jest jednak zdobywanie pożywienia i wody. Bez tego nie wykarmimy naszych "lokatorów".

Ciekawą rzeczą w grze jest tzw. wywieranie presji na przeciwniku. Gdy nasz bohater wejdzie na obszar na którym stoi już aktywny przeciwnik, a jego siła jest wyższa niż wroga, ten automatycznie musi mu oddać odpowiednią ilość zasobów. Prawo silniejszego.

Po zakończeniu akcji wszystkich graczy następuje faza Nocy. Podczas tej części rundy gracze mogą zakończyć działanie wydarzenia, które toczy się całą grę (dopóki go ktoś nie zakończy). Mają obowiązek wykarmić swoich podopiecznych oraz zwerbować kolejnych ocalonych. W tym momencie również możliwa jest rozbudowa naszego schronu oraz naprawa wyposażenia. Po czym następuje kolejna runda. Gracz który ma najwięcej Punktów Przetrwania po skończonej szóstej rundzie, dostaje zaszczytu dołączenia do Konwoju, który uratuje naszą społeczność przed wyginięciem.

W grze Ocaleni dzieje się naprawdę dużo. Trzeba się skupić na wielu aspektach i tak naprawdę nie warto przyjmować jednej taktyki bo sytuacja na planszy zmienia się bardzo szybko. Nam się gra bardzo spodobała, choć mieliśmy na początku mieszane uczucia. Wynikały one z pewnego braku obycia z grą. Pierwsze nasze partie polegały na szalonym zbieraniu każdego surowca, żeby mieć pewność, że uda nam się zapewnić bezpieczeństwo naszych ludzi. Jednak z każdą następną rozgrywką naszła nas smutna prawda, że jakkolwiek byśmy się nie starali to i tak nie uda nam się w pełni zrealizować naszego planu. Często towarzyszyło nam uczucie, aby zrobić coś jeszcze lub inaczej. Trzeba się bardzo nagłówkować i być sprytniejszym od innych, bo mimo że plan przeciwnika łatwo odgadnąć to musimy mądrze dysponować naszymi bohaterami. Ważne jest ich przemieszczanie, gdyż złe rozlokowanie bohaterów może nam zablokować ruch po ważny surowiec (nie można mieć dwóch bohaterów na jednym obszarze).

Zdecydowanie polecamy grę Ocaleni. Gra spisuje się świetnie przy każdej ilości graczy. Oczywiście im nas więcej przy stole tym ciekawiej. Zasady mogą się wydawać trudne dla początkujących graczy, ale po kilku partiach stają się one proste i intuicyjne. Na plus jest też klimat gry. Rewelacyjne grafiki wzmagają doświadczenie apokalipsy. Cały czas czuć tę presję, że trzeba walczyć o swoje, aby nie trafić na sam koniec łańcucha pokarmowego w szarym powojennym świecie. Jeśli lubicie konkretne planowanie akcji i przeszkadzanie innym graczom to jest gra dla Was.


I.
Klimat
6/6
II.
Złożoność
4,5/6
III.
Oprawa graficzna
6/6
IV.
Wykonanie elementów
5,5/6
V.
Grywalność na 2 graczy
5/6
VI.
Grywalność na więcej osób
5/6

Ocena Końcowa: 5,33

Nazwa: Ocaleni

Wydawca: Rebel

Rok: 2017

Sugerowana cena: 199,95 zł

Za grę dziękujemy wydawnictwu:

Autor: Dawid
Share:

3 lip 2017

Sterta pyta: wywiad z Portal Games

W zeszłym tygodniu prezentowaliśmy Wam wywiad z Ignacym Trzewiczkiem, który odpowiadał na pytania jako autor gier planszowych. Przepytaliśmy go ponownie, tym razem jako właściciela wydawnictwa Portal Games! Serdecznie zapraszamy!

  1. Portal Games ostatnio wydaje raczej ciężkie tytuły. Czy powstał pewien podział, w którym Portal zajmuje się poważniejszymi tytułami, a 2 Pionki biorą pod siebie gry lżejsze, bardziej rodzinne?

    Portal: Jest dokładnie tak jak piszesz, Portal Games chcemy, aby był rozpoznawany jako brand gier dla geeków, najlepszych gier dla geeków: Robinson Crusoe, The Others, BloodRage, tego typu ciężkie, świetne tytuły dla geeków, a 2 Pionki to gry lżejsze, gry familijne, to: Na Sprzedaż, Fuse, Kanagawa, lżejsze, ciekawe tytuły. Chcemy, żeby ten podział był bardzo jasny, żeby każdy widział, że jeśli jest logo Portal Games, albo logo 2 pionków, to wie dokładnie jakiego typu to jest gra i tak dokładnie, jest to świadoma decyzja o takim rozdziale.

  2. Co powoduje, że postanawiacie wydać dany tytuł? Jest to wynik ogrywania danego tytułu, zamiłowania do autora czy może sprzyjający klimat?

    Portal: My mamy podpisane umowy na to, iż jesteśmy strategicznym parterem takich firm jak Iello, jak Renegade games, jak CMON , więc sprowadza się to do bardzo podstawowego zadania: otrzymujemy od nich sample i potwierdzamy, czy jesteśmy zainteresowani wydaniem takiej gry w Polsce , czy nie. Większość tych gier to są świetne tytuły, więc je wydajemy. Czasami jakiś jeden nam nie podpasuje, wtedy dziękujemy za niego i taki tytuł się po polsku nie ukazuje, a oprócz tego, oczywiście dzięki różnym koneksjom i znajomością w świecie gier i dzięki wizytom na różnych targach wyłapujemy także różne perełki, różne mniejsze gry, mniejszych wydawców i w taki sposób także gry trafiają na polski rynek. Tak więc są to po pierwsze umowy długoterminowe z naszymi partnerami, a po drugie wyszukiwanie jakichś najciekawszych rzeczy jeszcze spoza tych umów i przygotowanie tego na polski rynek.

  3. Czy możecie zdradzić nam kilka informacji na temat gry The Godfather? W tej sprawie spotkaliście się kilka miesięcy temu z Ericiem Langiem? Jak gra przyjęła się na Pionku?

    Portal: Godfather będzie miał premierę pod koniec lipca w Polsce, jest to rewelacyjna gra area control, podobnie jak Bloodrage, pełna emocji, walki o przewagi. Niebawem ruszymy gigantyczną kampanię reklamową na naszej stronie internetowej pojawi się masa filmów, wywiadów, prezentacji gry, absolutna perełka dla wszystkich fanów Blood Rage'a


  4. Na czym aktualnie skupiacie swoją uwagę? W sierpniu premierę będą mieć Pierwsi Marsjanie, jaki kolejny duży tytuł planujecie wydać?

    Portal: Na sierpień, wrzesień, październik mamy masę genialnych tytułów, ponieważ pod koniec lipca ukazuje się Godfather, później ukazuje się Bloodborne, ukazują się Pierwsi Marsjanie, ukazuje się Alien Artifacts, fani gier geekowskich będą mieli bardzo ciężki okres z nami, ponieważ szykujemy jednego hita za drugim i każdy z ich będzie absolutnie rewelacyjny, ale tak jak powiedziałem, nasze główne cztery tytuły to jest Godfather, to jest Bloodborne, to są Pierwsi Marsjanie, Alien Artifcact, cztery rewelacyjne gry, które trafią na przełomie sierpnia i września do polskich sklepów.

  5. W naszym kraju panuje wielka plaga – masowo padają wydawnictwa planszówkowe i kres tej rozrywki w Polsce jest bliski. Możecie jednak uratować jedno takie wydawnictwo – które by to było i dlaczego?

    Portal: Oczywiście byśmy ratowali naszych przyjaciół z Board&Dice, którzy są absolutnie szalonymi ludźmi, których uwielbiamy prywatnie, są pozytywnie zakręceni i wierzymy, że oni by uratowali cały świat i całą branżę postawili na nowo na nogi, więc stawiamy na ratowanie szaleńców – Board&Dice.


Dziękujmy serdecznie wydawnictwu Portal Games za wywiad!
Jeśli macie jakieś propozycje kogo chcielibyście zobaczyć w kolejnych odsłonach cyklu "Sterta pyta" piszcie w komentarzu lub na maila!
Share:

2 lip 2017

Na pohybel... kartom. - Recenzja gry komputerowej Gwint: Wiedźmińska gra karciana

19 maja 2015 roku to dzień, w którym świat gier wideo zmienił się na zawsze. Tego dnia bowiem na rynku ukazał się Wiedźmin 3: Dziki Gon prosto z polskiego studia CD Projekt RED. O samym tytule rozpisywać się nie będę, gdyż każdy na pewno o nim słyszał. Gra pobiła wszelkie rekordy popularności i sprzedaży. Najbardziej aktualny stan to 25 mln sprzedanych egzemplarzy – to tak jakby grę kupiło 2/3 Polaków. Rozbudowany świat, ciekawa fabuła, słowiańskie klimaty a w tym dużo polskich smaczków sprawiły, że gracze zwariowali na punkcie przygód Geralta z Rivii oraz słodkiej i pięknej Ciri.

Dlaczego o tym piszę, skoro tytuł artykułu dotyczy innej gry? Bo bez Wiedźmina nie było by Gwinta. Otóż Gwint to gra, o której sam autor wiedźmińskiej sagi niewiele na łamach książki się rozpisał. Wiadomo było czytelnikowi tylko, że jest to ulubiona gra karciana krasnoludów. Andrzej Sapkowski często podkreślał, że żadnych zasad gry nie wymyślał bo i po co. CD Projekt RED wymyśliło więc od podstaw zasady Gwinta i umieściło go jako mini grę w Dzikim Gonie. I tak oto gracze przemierzając Velen i śledząc losy Białego Wilka co jakiś czas w karczmie mogli zasiąść do partyjki, a co więcej Redzi stworzyli osobny (bardzo długi) quest który polegał na wygrywaniu rzadkich kart i skompletowaniu talii.

Wiedźmiński Gwint okazał się strzałem w dziesiątkę. Gracze zamiast popychać fabułę gry do przodu często spędzali długie godziny tylko i wyłącznie grając w Gwinta. Twórcy dostrzegli więc potencjał i postanowili go wykorzystać. W pudełkowych wydaniach fabularnych dodatków „Serce z Kamienia” oraz „Krew i Wino” do kodu umożliwiającego pobranie DLC, CD Projekt dorzucił pudełka zawierające dwie talie kart do Gwinta oraz żetony. Gracze, którzy nabyli obydwa dodatki posiadają zatem cztery talie i komplet żetonów więc mogą grać również analogowo. Po ogłoszeniu, że Wiedźmin 3: Dziki Gon (wraz z dwoma DLC) jest ostatnią grą o przygodach Geralta z Rivii gracze byli mocno zawiedzeni. Dla wielu z nich było to pierwsze spotkanie ze światem wykreowanym przez Spakowskiego.

CD Projekt postanowił więc, że wyjdzie naprzeciw oczekiwaniom graczy i stworzy osobną grę w całości poświęconą karciance. I tak o to na całym świecie już teraz zupełnie za darmo gracze zagrywają się w Gwinta: Wiedźmińską Grę Karcianą. Tytuł jest w fazie beta testów a finalnie zostanie wydany w listopadzie tego roku zarówno na PC jak i PlayStation 4 oraz Xbox One.

No dobrze, więc przechodzimy do sedna, czyli jak się w to gra. Przyznam się, że moje pierwsze potyczki w Gwinta wyglądały koszmarnie. Kompletnie nie rozumiałam zasad. Jednak po rozegraniu kilku partii i zrozumieniu podstaw zaczęło robić się przyjemnie.

Do wyboru mamy pięć talii: Królestwa Północy, Nilfgaard, Skelige, Potwory i Scoia’tael. Są to różne strony konfliktu będącego tłem do książkowych perypetii Geralta i Ciri. Każda talia posiada karty jednostek zbrojnych (piechota, łucznicy, jednostki dalekiego zasięgu), karty zmieniające warunki na planszy do gry (np. zmiana pogody) oraz karty specjalne i karty bohaterów.

Karty jednostek są układane w trzech rzędach zgodnie z oznaczeniem typu walki (piechota, łucznicy, daleki zasięg). Rozpoczynając zabawę dobieramy z talii losowo 10 kart (2 podlegają losowej wymianie). Gra jest dwuosobowa rozgrywana systemem turowym w 3 rundach. Każda karta jednostki i bohatera ma przypisaną wartość punktową. Punkty z kart są sumowane i decydują o wyniku potyczki. Jednak jest ale…. Czyli karty specjalne. Wśród nich znajduje się chociażby karta „Pożogi”, która usuwa z planszy najsilniejszą jednostkę (trzeba uważnie sprawdzać co leży na planszy, bo można przez nieuwagę pozbyć się własnej karty). Karty specjalne nie działają na karty bohaterów dlatego im więcej kart bohaterów wpadnie nam do rozgrywki tym lepiej. Są karty umożliwiające podejrzenie losowych kart przeciwnika, karty pogody wpływające na obniżenie punktacji danego rzędu jednostek oraz często ratujące skórę karty Dowódcy. Każda talia ma dowódcę obecnego zawsze na planszy. Dowódca ma przypisane określone zdolności (mnożnik punktów, palenie rzędu jednostek, kasowanie warunków pogodowych itp. Ale jego zdolność można wykorzystać tylko raz). Nie sposób opisać tutaj wszystkich kart, zdolności i możliwości rozgrywek.

Gra wymusza strategiczne myślenie. Czasem warto spasować i przegrać pierwszą rundę, ale zachować o jedną kartę więcej niż przeciwnik, by potem pokonać go przewagą kart (o ile mamy w ręce dobre karty). W każdej talii przypisanej do danej strony konfliktu karty jednostek posiadają unikalne zdolności których próżno szukać w innych taliach. Jednostki Potworów rozmnażają się po wyrzuceniu karty o sile 2 w efekcie dając zamiast dwóch aż dziesięć punktów, jednostki piechoty Królestw Północy potrafią „zmotywować” piechotę wyłożoną na planszy podnosząc ich punktację itd. Trzeba uważnie czytać opisy kart, wyłapywać dobry moment do zaskoczenia przeciwnika, szukać okazji i unikać wyłożenia zbyt wielu kart w jednej rundzie (dysponujemy dziesięcioma kartami na trzy rundy).

W przeciwieństwie do swojej pierwotnej wersji (w Wiedźminie 3) bardzo podoba mi się rozbudowanie rozgrywki. Wyrzucone karty wykrzykują okrzyki bojowe, a głosów użyczyli im Ci sami aktorzy którzy dawali głosy postaciom w Dzikim Gonie. Możemy również pochwalić przeciwnika, okazać podziw po dobrej zagrywce oraz podziękować za dobrą walkę po skończonej grze. Jako fanka wiedźmińskiego świata uważam, że ta gra ma potencjał i z niecierpliwością wyczekuję premiery w listopadzie. Póki co polecam każdemu wypróbowanie wersji testowej.

Gwint: Wiedźmińska Gra Karciana obecnie dostępna jest tylko na komputery, za pośrednictwem platformy GOG.com. W fazie beta-testów możemy zagrać online z innymi użytkownikami, wykonywać zadania dla jednego gracza i co najważniejsze na bieżąco zgłaszać uwagi do twórców celem poprawienia działania gry. Jak to w testach bywa zdarzają się błędy jak np. niezliczony bonus, znikające karty, itp. Na szczęście coraz rzadziej się pojawiają, a i sama wersja testowa jest na bieżąco uaktualniana. Jedyny minus tej produkcji to mikropłatności i to już w fazie beta. Gracze mają możliwość przyspieszenia ulepszania swojej talii poprzez kupowanie za realną walutę składników wymaganych do stworzenia unikatowych kart. Na całe szczęście gracze, którzy korzystają z tego systemu są „oznaczeni”, a system losowego dobierania przeciwnika jest zoptymalizowany pod kątem naszej rangi i posiadanej talii (choć zdarzyło mi się mając 4 rangę trafić na gracza z rangą 15 – to był pogrom).

Warto pamiętać jednak, że mamy możliwość zagrania w Gwinta analogowo. Karty do Gwinta kupimy bez problemu na serwisach aukcyjnych: dwie talie kupimy za około 50 zł. Dla bardziej wymagających graczy dostępne są również plansze (tło z cyfrowej wersji gry): od kartonowych za 45 zł po drewniane z przegrodami na karty za 200 zł. Analogowe granie wymusza na nas dodatkowy wysiłek umysłowy. Musimy sami zliczać punkty, bonusy itp. Rozgrywka trwa dłużej i jest zdecydowanie ciekawsza. Karty posiadają bardzo przyjemne dla oka ilustracje, czytelne opisy i są wykonane w bardzo solidny sposób. Zdecydowanie polecam wersję papierową gry. Szczególnie na długie zimowe wieczory…. Gdy zabraknie prądu.


Autor: Beti.
Share:

30 cze 2017

Czy Kopernik była kobietą? - Recenzja gry Polska Luxtorpeda

W polskim systemie edukacji od wczesnych lat szkolnych kształtuje się elementy patriotyzmu. Uczy się dzieci o Dniu Niepodległości,  o ustanowieniu Konstytucji. Dzięki temu w małych głowach uczniów rodzi się miłość do ojczyzny.  Oczywiście każdy z nas dorasta i obiera własną ścieżkę rozwoju personalnego patriotyzmu. Niektóry zostają prezydentami, a niektórzy chodzą na marsze niepodległościowe, albo w tych marszach przeszkadzają. Odsuńmy jednak dywagacje około polityczne i skupmy się na nowej grze wydawnictwa Egmont - Polska Luxtorpeda.   

Choć na pierwszy rzut oka, pudełko może się wydawać nudne i nieciekawe to jego zawartość pozytywnie zaskakuje. Jest solidnie wykonane, wszystko jest jasne i przejrzyste, a karty do gry mają przyjazne ilustracje. Według nas zostały źle dobrane obrazki na okładkę gry. Wydaje nam się, że przyciągnie uwagę tylko tych, którzy wiedzą co to były wagony typu "Luxtorpeda". Natomiast każdy chwyt marketingowy jest dozwolony. Ważne, aby spełnił swoją rolę.  

Polska Luxtorpeda to karciana gra rodzinna dla 2-8 osób, a rozgrywka trwa około 20 minut. Zasady gry są proste i do wytłumaczenia w mig. W pudełku znajdziemy dwie talie kart - podstawową i dodatkową. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby podczas rozgrywki używać obu lub wymieszać je w dowolnej konfiguracji. Przystępując do gry rozkładamy na stole 7 głównych kategorii i pod nimi kładziemy odkryte karty obiektów. Gracze zapamiętują je i zakrywają. Resztę kart tasujemy i kolejno odkrywamy, aby wszyscy widzieli wylosowaną kartę obiektu. Osoba, która pierwsza poprawnie poda prawidłową nazwę przedmiotu znajdującego się na zakrytej karcie na stole w bieżącej kategorii, bierze ją, która automatycznie staje się jego punktem. Aktualnie odkryta karta, ląduje w miejsce właśnie odgadniętej. Wygrywa gracz, który odgadł jak największą liczbę zakrytych obiektów. 

W grze występują różne kategorie kart, a obiekty na nich nawiązują do przyrody, kultury i historiiZaczynając od Pojazdów, Potraw czy Zwierząt domowych, a kończąc na trudnych kategoriach typu Sławni Polacy, czy Baśnie i legendy. Wszystko oczywiście w polskim temacie. Już po rozegraniu pierwszej partii mieliśmy o grze dobre wrażenie. Bo jeśli jest to rodzinna gra to jej główne założenia zostały spełnione. O prostych zasadach i szybkiej rozgrywce już mówiliśmy. Jest to też dobra pamięciówka dla młodszych graczy. Rodzice mogą pomyśleć w kategorii prezentu dla swych pociech, aby ćwiczyły pamięć i refleks. No i wiedzę! Każdy obiekt z karty jest pokrótce opisany w instrukcji. Możemy się dowiedzieć kto to był Szewczyk Dratewka, a także który las jest największy w Polsce. Bardziej doświadczeni gracze mogą być zadowoleni lub nie z faktu, że Polska Luxtorpeda mechanicznie bardzo przypomina DobbleA kto nie zna i nie lubi Dobble?

Zdecydowanie polecamy grę w większej liczbie osób. Oczywiście nie negujemy rozgrywki w dwie, trzy osoby, bo sympatycznie jest usiąść z kimś i wspólnie rozegrać szybką partyjkę. Wydaje nam się jednak, że większą frajdę z gry można osiągnąć w szerszym gronie znajomych czy rodziny. Dochodzi wtedy współczynnik rywalizacji, bo każdy chce wygrać. Oczywiście nieuniknione będą kłótnie pod tytułem "Ja pierwszy zgadłem tą kartę!". Młodszym graczom będzie się zdarzało wypowiadać przekręcone nazwy kart obiektów. I tak zamiast wypowiedzieć pełną nazwę święta Boże Narodzenie, może się zdarzyć nowe hasło "choinka".  Smaczku dodaje główny fakt, że wszystko jest w tematyce Polski. Grając w gronie rodziny, narodzą się dyskusje o Polsce, polskich świętach, tradycjach, itp. Wszystko to sprawia, że Polska Luxtorpeda jest bardzo regrywalną grą rodzinną. 

Jeśli nie macie pomysłu na prezent. Jeśli szukacie ciekawej gry karcianej – Polska Luxtorpeda to gra, która spełni Wasze oczekiwania. Zdecydowanie polecamy ją rodzinom, które cenią sobie wspólne posiedzenia przy ciekawych zajęciach, jakimi są gry planszowe.


I.
Klimat
4,5/6
II.
Złożoność
5/6
III.
Oprawa graficzna
4,5/6
IV.
Wykonanie elementów
4/6
V.
Grywalność na 2 graczy
5/6
VI.
Grywalność na więcej osób
5,5/6

Ocena Końcowa: 4,75

Nazwa: Polska Luxtorpeda

Wydawca: Egmont

Rok: 2017

Sugerowana cena: 45 zł

Za grę dziękujemy wydawnictwu:



Autor: Dawid

Share:

My na Facebooku

Labels