14 sie 2020

Znasz odpowiedź na pytanie? - recenzja gry Wiem Lepiej

Gry quizowe bywają bardzo różne, ale większość ma wspólny problem – brak bezpośredniej (lub bardzo mała) rywalizacji, bo w większości z nich wygrywa ten, kto ma najwięcej punktów na koniec gry. Wydawnictwo Rebel przysłało nam do recenzji grę Wiem Lepiej – czy to kolejny zwykły quiz z milionem pytań?

Wiem Lepiej to drużynowa gra planszowa oparta na quizie, dla 2-4 drużyn w wieku powyżej 15 lat, gdzie jedna partia to około 45 minut. W gustownym i minimalistycznym pudle znajdziemy: tekturową planszę, 4 planszetki drużyn, 20 płytek kategorii, 8 płytek WIEM LEPIEJ, 4 płytki ZAMIANA, 4 pionki, pudełka na karty z pytaniami, 150 kart z pytaniami (na każdej karcie 20 pytań), woreczek i instrukcję. Wykonanie jest bardzo dobre, pudełeczko na karty ochrania je w bardzo dobry sposób, przez co gra się nie niszczy. Szczerze mówiąc, nasz egzemplarz zaliczył oblanie sokiem i tektura się nie rozwarstwiła, ani nie zniszczyła w żaden inny sposób, za co wielki plus!

Zasady gry są bardzo proste. Gracze dzielą się na drużyny, biorą planszetki (po jednej dla drużyny), siadają wokół planszy głównej, losują po 4 kategorie i ustawiają je w odpowiedniej dla siebie kolejności. Kropki na planszetce gracza oznaczają wartość punktową – można zdobyć od 1 do 4 punktów za poprawną odpowiedź. Każda z drużyn otrzymuje również 3 żetony specjalne – 2 płytki WIEM LEPIEJ oraz płytkę ZAMIANA. Ta druga pozwala na wymianę kategorii: naszej z inną drużyną, dwóch innych drużyn, lub w obrębie naszej planszetki (na przykład zamiana kolejności). WIEM LEPIEJ pozwala na zdobycie dodatkowych punktów, o czym napiszę potem. Gdy wszyscy gracze już poukładają swoje kategorie na planszetkach, to przechodzimy do właściwej gry. Dowolna osoba z przeciwnego zespołu bierze pudełko z pytaniami. Drużyna aktywna podaje kategorię z jakiej ma paść pytanie. Przeciwnicy odczytują pytanie, a drużyna ma na nie odpowiedzieć – punktów dostanie tyle, ile jest kropek na planszetce przy kategorii. I tutaj do gry wchodzą płytki WIEM LEPIEJ. Dowolna inna drużyna (ale tylko jedna w danym momencie) może założyć, że aktywny zespół nie odpowie poprawnie na pytanie, a my tak. Zagranie płytki WIEM LEPIEJ może nastąpić w dwóch momentach rozgrywki – po przeczytaniu kategorii, ale przed przeczytaniem pytania oraz po przeczytaniu pytania.
W pierwszym przypadku, jeśli drużyna aktywna odpowie źle, a my dobrze, to dostajemy 3 punkty. W drugim przypadku 1 punkt. Jeśli natomiast drużyna aktywna odpowie dobrze albo zarówno aktywni jak i my odpowiemy źle to tracimy 1 punkt. Płytki WIEM LEPIEJ oraz ZAMIANA są do użycia raz na 4 kategorie. Jeżeli wszystkie drużyny odpowiedziały już na 4 pytania i żadna nie doszła do mety, to należy wymieszać wszystkie kategorie, odwrócić płytki WIEM LEPIEJ oraz ZAMIANA i przejść do kolejnej rundy. Kto pierwszy na mecie (przy tej samej liczbie pytań) ten wygrywa. W przypadku remisu rozgrywa się tak zwaną nagłą śmierć – zadaje się pytania drużynom remisującym i gdy jedna odpowie poprawnie, a druga nie – mamy zwycięzcę.

Jak widzicie, zasady są proste – ot zwykłe odpowiadanie na pytania. Jednak możliwość namieszania drużynom poprzez zagranie płytki ZAMIANA już trochę zmienia odbiór tej rozgrywki i zmusza nas do większego myślenia nad taktyką. Płytki WIEM LEPIEJ natomiast zmuszają nas do przewidywania, czy znamy odpowiedź na dane pytanie, a jeśli tak, to czy na pewno inni nie znają? Nie raz była u nas długa debata, gdyż byliśmy pewni że znamy odpowiedź, ale nie do końca wiedzieliśmy, czy przeciwnicy też nie znają – kilka razy była wtopa, ale kilka razy udało się zdobyć trochę dodatkowych punktów.

Oczywiście pytania bywają różne i ich skala trudności jest naprawdę szeroka. Z jednej strony (w obrębie jednej kategorii) mamy pytanie o polskie nazwy łacińskich chorób, a z drugiej strony „jaką nazwę nosi napój, który w wolnym tłumaczeniu oznacza Czerwony Byk”. Jest to zarówno plus jak i minus, gdyż możemy zakładać, że ktoś jest dobry na przykład ze sportu, więc kradniemy mu tę kategorię, by nagle dostać pytanie o pierwsze daty grania w krykieta.

Wiem Lepiej to naprawdę ciekawe i inne podejście do gier quizowych. Poza wiedzą liczy się tutaj strategia, wyczucie czasu oraz znajomość wiedzy innych graczy. Bawiliśmy się przy niej naprawdę dobrze. Zróżnicowane pytania dodają grze smaczku, a 20 różnych kategorii sprawia, że każdy coś znajdzie dla siebie i jak nie uda mu się wylosować to najwyżej komuś ukradnie. Bardzo polecamy grę Wiem Lepiej, szczególnie jeśli lubicie gry quizowe. Jeśli chcecie sprawdzić swoją wiedzę i się przy tym nie nudzić, to Wiem Lepiej z pewnością spełni Wasze oczekiwania! 

Nazwa: Wiem Lepiej
Wydawnictwo: Rebel
Rok wydania: 2020
Grę najtaniej kupisz TUTAJ

Dziękujemy wydawnictwu Rebel za wysłanie egzemplarza recenzenckiego
 Rebel.pl




Share:

12 sie 2020

Trendy SEO w 2020 roku

Dziś chcąc wypromować się w sieci, swój biznes obejmujący automaty hot spot za darmo musimy stosować jak najlepsze SEO. To podstawa do marketingu, walki o klienta. Niezwykle ważne zatem jest śledzenie wszelkich trendów SEO, które pokazują, jakie działania mogą być najskuteczniejsze. Jak zatem wyglądają trendy SEO w 2020 roku?

Czym jest SEO?

Na początek jednak przybliżymy nieco samą definicję SEO. Jest to skrót od Search Engine Optimization. Jako optymalizacja stron internetowych pod wyszukiwarki stanowi szereg mniejszych lub większych działań mających na celu osiągnięcie przez witrynę jak najwyższych pozycji w wynikach wyszukiwania danej wyszukiwarki. To zarówno optymalizacja treści na stronie, odpowiednie znaczniki tytułów stron, opisy meta description, adresy URL, grafiki, linkowanie między stronami.
Jak zatem widać, w SEO niezwykle ważna jest poprawa technicznych aspektów witryny, jak i również rozbudowa jej treści czy samo zdobywanie linków pozycjonujących. Czas zatem sprawdzić najważniejsze trendy SEO w 2020 roku.

Wyszukiwanie głosowe

Coraz powszechniejsze staje się wyszukiwanie głosowe. W zeszłym roku nawet jedno na pięć zapytań mobilnych stanowiły wyszukiwania głosowe. Ponieważ takie wyszukiwanie głosowe staje się coraz bardziej popularne, coraz więcej osób będzie wpisywać zapytania w ten sam sposób.
Należy zatem zwiększyć swoje szanse na ranking zapytań głosowych, a przecież większość zapytań głosowych ma charakter lokalny. Ludzie pytają się przez głosowych asystentów o najbliższe sklepy, restauracje, stacje benzynowe. Warto zatem pomyśleć o tym aspekcie w kontekście SEO.

Wyróżnione fragmenty nadal będą dominować w wynikach wyszukiwania

Funkcjonalny fragment jest podsumowaniem odpowiedzi na zapytania. Google wyświetla go na górze wyniku SERP, nad płatnymi i bezpłatnymi reklamami. Taka opcja skutecznie działa już od kilku lat i doprowadziła do znaczących zmian na stronie wyników wyszukiwania Google. Prawie połowa wszystkich wyszukiwań kończy się brakiem kliknięć, ponieważ użytkownicy od razu otrzymują odpowiedzi, których potrzebują, bezpośrednio z SERP. Dlatego też typowy fragment z odpowiedzią generuje większy ruch niż pierwszy organiczny wynik wyszukiwania. Powinno się zatem celować w zapytania i słowa kluczowe oparte na pytaniach.

Influencerzy powinni być wykorzystywani do SEO

Wielu użytkowników sieci czuje się zalewanych natrętnymi reklamami i szukają informacji, którym mogą zaufać, jak i również autentycznych recenzji. Doprowadziło to zatem do wzrostu influencer marketingu. Ludzie są dziś bowiem znacznie bardziej skłonni do nawiązania kontaktu z szanowaną i znaną osobą niż z reklamą.
Dlatego też zwiększają się inwestycje w influencer marketing. Zatrudnienie lub współpraca z influencerami może pomóc danej marce zwiększyć zasięg treści i wygenerować jeszcze większy ruch na witrynie. Takie osoby mogą również pomóc w tworzeniu wartościowych linków zwrotnych.

Mobile UX zadecyduje o rankingach

Niestety w obecnej sferze online strona internetowa, która nie ma wersji mobilnej, może stracić większość użytkowników w nadchodzących latach, ponieważ mobilne strony internetowe to rosnący trend, który będzie jeszcze bardziej popularny w 2020 roku. Dziś jednak nie wystarczy mieć tylko mobilną stronę internetową. Jej interfejs musi być łatwy do odczytania, przyciągać uwagę ludzi. W wielu krajach nawet 4 na 5 konsumentów przeprowadza lokalne wyszukiwania w wyszukiwarkach za pomocą urządzeń mobilnych.

CTR i czas przebywania staną się ważnymi czynnikami rankingowymi

W 2020 roku współczynniki klikalności witryn internetowych i wiadomości e-mail (CTR), jak i sam czas przebywania na stronie internetowej będą miały jeszcze większe znaczenie do sukcesu działań SEO. Czas pokazuje zatem, czy treści na stronie są interesujące dla internauty. Im więcej czasu spędza on na stronie, pokazuje to, że dana osoba jest zadowolona ze znalezienia tego, czego szukała.

Wysokiej jakości treści są ważniejsze niż kiedykolwiek

Reklamy przestają być skuteczne, gdyż nie tylko zniechęcają osoby do odwiedzin strony, lecz często prowadzą do witryn o marnej jakości. Dlatego tworzenie wysokiej jakości treści będzie niezbędnym elementem skutecznych strategii SEO. Takie treści mają być trafne, pomocne i aktualne. To właśnie te czynniki są nagradzane przez Google wyższymi pozycjami w wyszukiwarkach.
Share:

5 sie 2020

Gdy język polski miesza się matematyką — recenzja gry Gimatriks

Naukowcy z Uniwersytetu Edynburskiego w Szkocji wykazali, że gry planszowe (a także karciane, bądź szachy, czy warcaby) pomagają zachować sprawność umysłową po ukończeniu 70 roku życia. Warto więc wyłączyć komputery czy smartfony i zagrać z przyjaciółmi w jakiś analogowy tytuł. Nie bez kozery wspomnieliśmy o sprawności umysłowej, bo gra, o której dziś będzie mowa, rozgrzeje wasze szare komórki do czerwoności.

Gimatriks wydawnictwa Alexander, to logiczna gra planszowa dla 1-6 graczy w wieku 12+. Naszym zadaniem w grze jest układanie słów z wylosowanych kostek, a następnie dopasowanie ich wartości punktowej do, również wylosowanych, cyferek. Innymi słowy, jest to wariant wszystkim dobrze znanej gry Scrabble, wyniesiony na kompletnie nowy poziom.

Po otwarciu dostojnie wyglądającego pudełka gry Gimatriks, znajdziemy instrukcję, dwa woreczki (jeden z literkami, drugi z cyferkami), klepsydrę, notes oraz długopis. Trzeba przyznać — oprawa graficzna tego tytułu stoi na wysokim poziomie. Bardzo nam się podoba ta czarno — złota estetyka i uważamy, że starszym graczom również może przypaść do gustu. Niestety w pudełku jest zdecydowanie za dużo wolnej przestrzeni. Chociaż dobrze zaprojektowana wypraska posiada dedykowane miejsca na wszystkie elementy, to nie ukryje faktu, że gra zmieściłaby się w znacznie skromniejszym przestrzennie opakowaniu.

Zacznijmy rozgrzewać te piece zwane waszymi umysłami! Każdy z graczy otrzymuje 16 kostek z literami, 9 kostek z cyframi oraz jedną kostkę ze znakiem równości. W swoim ruchu zawodnik musi ułożyć równanie, w którym po jednej stronie znajduje się ułożone z wylosowanych liter słowo, a po drugiej stronie ułożona z cyfr liczba. Obie te strony należy połączyć znakiem równości tak, aby suma punktów pokazana na literach miała realne odzwierciedlenie na kostkach z cyferkami. Na przykład układamy słowo „kot”, które jest warte 10 punktów, więc nasze równanie wygląda w następujący sposób KOT=10. Nie ma tutaj jednak sztywnych zasad, jeśli chodzi o ułożenie kostek na stole. Tak jak w klasycznych Scrabble, tutaj również słowo może znajdować się z prawej lub z lewej strony równania, a także z góry lub z dołu względem kostki ze znakiem równości. W taki oto sposób powstaje nasza matematyczno — słowna krzyżówka. Gra kończy się w momencie, gdy w puli ogólnej zabraknie znaczników równości lub po osiągnięciu przez jednego z graczy wcześniej ustalonego limitu punktowego. Oczywiste jest, że osoba, która zdobyła najwięcej punktów, zostaje zwycięzcą.

Warto dodać, że reguły gry Gimatriks pozwalają również na modyfikowanie już wyłożonych słów. Można dokładać kolejne literki do już wyłożonych, ale można też podmieniać wybrane litery. W ten sposób ze słowa „teczka” powstaje beczka". Trzeba jednak pamiętać, żeby wartość punktowa po drugiej stronie równania wciąż się zgadzała.

Gimatriks wydawnictwa Alexander to naprawdę wymagający tytuł. Nie dość, że musimy układać słowa, to jeszcze trzeba obliczać ich wartość. A jeśli się zdecydujemy na trudniejszą wersję, to trzeba się zmieścić w odpowiednim limicie czasowym. Jest to bardzo dobre i intensywne ćwiczenie dla mózgu. Tego rodzaju gry pomagają dłużej zachować młody i sprawny umysł.

Gimatriks polecamy wszystkim, którzy lubią gry słowne oraz różne łamigłówki numeryczne. Warto zagrać z dziećmi, ponieważ rozwijamy ich bazę słownictwa, ćwiczymy pisownię wyrazów, a także dużo liczymy. Warto również zagrać z osobami starszymi. Uważamy, że będzie to dla nich dobre urozmaicenie od szachów czy kolejnej partii w kanastę. Zagrajcie i przekonajcie się sami!
 

Nazwa: Gimatriks
Wydawnictwo: Alexander
Rok wydania: 2016
Grę najtaniej kupisz TUTAJ

Dziękujemy wydawnictwu Alexander za wysłanie egzemplarza recenzenckiego

https://www.alexander.com.pl/

Share:

1 sie 2020

Zarządzaj, buduj i zwyciężaj - recenzja gry Little Town

Gdy Portal Games na Portalconie zapowiadało tytuły, które będzie wydawać w 2020 roku, to wiele osób było pod wrażeniem ich mnogości i różnorodności. Gliwickie wydawnictwo w ciągu roku nie próżnowało i wydało grę, której wtedy jeszcze nie zapowiedzieli – Little Town. Czy warto przenieść się do tego małego miasteczka? Sprawdźmy!

Little Town to prosta gra ekonomiczna dla 2-4 osób. Sugerowany wiek graczy to 10+, a czas rozgrywki od około 30 do 45 minut. W pudełku z Little Town znajdziemy: dwustronną planszę, 18 kart Celów, 60 kostek Zasobów, 52 znaczniki Gracza, znacznik rundy, znacznik Pierwszego Gracza, 24 żetony Monet, 29 płytek budynków, 4 żetony punktów, instrukcję, arkusz pomocy. Wykonanie? Solidne, ładne, przejrzyste.

Mechaniki tutaj mamy dwie (główne) – tile placement oraz worker placement. Są one ze sobą ściśle powiązane. Na planszy nadrukowane są tereny – woda (dostarcza ryb), góry (dostarczają kamienia), lasy (dostarczają drewna) – to dzięki nim będziemy zdobywać surowce do budowy oraz pożywienie dla robotników. Gracze w swojej turze mogą wykonać jedną z dwóch akcji – wybudować budynek lub zebrać surowce i skorzystać z już wyłożonych kafelków. W pierwszej opcji, gracz kładzie swojego robotnika na polu Placu Budowy, wybiera budynek, który chce zbudować, opłaca jego koszt i układa na niezajętym polu na planszy. W przypadku drugiej akcji, gracz bierze robotnika i kładzie go na wybranym, pustym (czyli takim na którym nie jest nic wybudowane albo nadrukowane) polu zieleni. Po położeniu zbiera surowce z pół znajdujących się wokół niego (również po skosie) oraz korzysta z właściwości budynków na tych polach. Jeżeli budynek należy do przeciwnika, to należy opłacić koszt w złocie, by móc skorzystać z budynku. Na koniec rundy, gdy wszyscy gracze już pozbędą się robotników, przychodzi pora na ich wyżywienie – należy odrzucić tyle kostek pożywienia, (zboże lub ryby) ilu ma się robotników (ich liczba jest różna w zależności od liczby graczy). Za każdego niewyżywionego robotnika tracimy 3 punkty. Po żywieniu sprzątamy naszych robotników z planszy i kolejny gracz rozpoczyna nową rundę. Po 4 rundach podsumowujemy punkty zdobyte z kart celów (które realizowane są w trakcie rozgrywki), punkty z budynków (część z nich punktuje na koniec gry), punkty zdobyte w trakcie rozgrywki oraz punkty za monety (1 punkt za każde 3 monety).

Little Town to tytuł, w którym musimy nie raz trochę pomyśleć i pokombinować. Z jednej strony zależy nam na zbudowaniu fajnych układów, które pozwolą na zdobywanie masy surowców i korzyści przy ustawianiu jednego robotnika, ale wiąże się to też z tym, że przeciwnik może nam dane pole zająć. Z drugiej strony trzeba dobrze gospodarować surowcami, by po pierwsze mieć za co budować, a po drugie, by mieć czym wyżywić naszych robotników.

Jedną z kwestii do których chcemy się przyczepić, to karty celów. Naszym zdaniem są one bardzo niezbalansowane. Dają 2 lub 3 punkty. Moim celem było pozbyć się wszystkich monet (pikuś), a mój przeciwnik musiał skorzystać z 4 budynków w jednej turze. Dostał za to 1 punkt więcej, ale kończąc rozgrywkę na poziomie ponad 70 punktów, to nie jest to wielka różnica w stosunku do wymagań, jakie trzeba spełnić.

Little Town to tytuł dla początkujących graczy lub tych, którzy chcą spróbować mechaniki worker placementu. Partia w pełnym gronie zamyka się w 40 minutach, ale nam najlepiej grało się we troje – wtedy czuliśmy że mamy duży wpływ na to, co się dzieje na planszy, przy jednoczesnej rywalizacji. Gra ma minimalistyczną oprawę graficzną i nie jest nietuzinkowym tytułem – ot ciekawy, prosty i szybki worker placement. Nie oznacza to, że tej gry nie polecamy – Little Town dzięki swoim małym rozmiarom i całkiem niezłej rozgrywce jest bardzo dobrym wyborem na przeróżne wyjazdy, w których liczy się każdy centymetr miejsca.

Nazwa: Little Town
Wydawnictwo: Portal Games
Rok wydania: 2020
Grę najtaniej kupisz: TUTAJ

Za przekazanie gry do recenzji dziękujemy wydawnictwu:

Portal Games


Share:

30 lip 2020

Twarzą w twarz! - recenzja gry Ale Japa

Gry planszowe to nie zawsze rzucanie kością i przesuwanie pionków. Często na rynku pojawiają się tytuły, w których liczy się spostrzegawczość, wyobraźnia lub dedukcja. Są gry, które wprowadzają nawet elementy interakcyjne! Na przykład w grze Kraina Snów zakładamy maskę na oczy, w grze Kim jest Janusz? gramy w kalambury dmuchaną lalką. Wydawnictwo Alexander wydało pozycję, która łączy grę bazującą na refleksie z elementami przebierania się. Ubierzcie więc skarpetki i sprawdźcie sami!

Ale Japa to planszowa gra sprawdzająca refleks i spostrzegawczość. Przeznaczona jest dla 2-5 osób w wieku 6+. W tym tytule będziecie ubierać maski z bardzo zabawnymi minami i wskazywać osoby, których maska jest aktualnie pokazana przez wylosowaną kartę. Zwycięzcą zostanie osoba, która okaże się najlepszym łowcą masek.

W pudełku gry Ale Japa, otwieranym jak wiele gier wydawnictwa Alexander, znajdziemy parę ciekawych elementów. Są to, przede wszystkim, wspomniane wcześniej maski, do tego pionki graczy, aż 110 kart oraz instrukcja. Same karty przedstawiają zdjęcia wspomnianych masek, które zakładane są na twarz podczas rozgrywki. To one robią prawdziwą furorę wśród graczy. A dodatkowo, jeśli pokażecie się swoim znajomym z tą maską i w świetnych skarpetkach, to na pewno wszystkim się poprawi humor. Maski przedstawiają bardzo śmieszne miny i nie spotkaliśmy się jeszcze z inną reakcją niż pozytywna na ich widok.

Aby rozpocząć grę, wystarczy przetasować wszystkie karty i rozdać po równo wszystkim uczestnikom rozgrywki, rozdzielić pionki oraz maski. Pozostałe maski odkładamy na bok, ale w zasięgu graczy, bo będziecie je w trakcie gry zamieniać. W swojej kolejce aktywny gracz dociąga i odkrywa jedną ze swoich kart. Ważne jest, żeby odkrył w taki sposób, aby wszyscy gracze mieli szansę ją jednocześnie zobaczyć. I w tym momencie zaczyna się zabawa! Grający szukają osoby, która ma założoną maskę wskazaną przez właśnie wyłożoną kartę. Kto pierwszy rozpozna tę osobę, musi jak najszybciej przechwycić jego pionek. Gdy zrobi to poprawnie, zgarnia kartę maski do swojej puli jako punkt zwycięstwa. Jeśli jednak się pomyli, musi oddać swoje uzbierane punkty. Oczywiście osoba z poszukiwaną maską może się również bronić i też złapać swój pionek. Wtedy też dostaje ona punkt. Przed wyłożeniem następnej karty, zawodnik, którego maska właśnie została wskazana, musi zmienić swoje oblicze na nowe. I tak gra się toczy do momentu, aż wszystkie wasze karty zostaną zagrane. Możecie ewentualnie ustawić sobie jakieś ograniczenie czasowe lub określić konkretną liczbę rund. Zwycięży najbardziej spostrzegawczy gracz!

Tytuł Ale Japa jest bardzo oryginalny jak na grę planszową. Jest na pewno emocjonujący — dzieci będą miały kupę zabawy i śmiechu podczas przymierzania masek. Te są naprawdę śmieszne i rozweselające! Rozweselające mogą być też skarpetki firmy Many Mornings! Polecamy tę grę także dorosłym, jako szybki przerywnik między trudnymi tytułami, aby zrelaksować umysł lub jako szybką pozycję imprezową na wasze parapetówki.

Ceni się fakt, że rozgrywka nie jest długa. Jest za to angażująca i wasze pociechy na pewno będą chciały w nią grać bez końca. Dodatkowym pozytywnym walorem jest to, że dzieciaki będą ćwiczyły refleks i spostrzegawczość. Rozwój przez zabawę! Ale Japa wydawnictwa Alexander zadowoli zarówno młodszych jak i starszych graczy.

Nazwa: Ale Japa
Wydawnictwo: Alexander
Rok wydania: 2018
Grę najtaniej kupisz TUTAJ

Dziękujemy wydawnictwu Alexander za wysłanie egzemplarza recenzenckiego

Alexander

Partnerem artykułu jest także sklep Many Mornings
Many Mornings


Share:

28 lip 2020

Tajemnice i intrygi zamknięte w pudełku – recenzja gry Escape Tales: Low Memory

Gier typu „escaperoom” na rynku planszówkowym jest coraz więcej. Tak samo, jak parę lat temu można było zaobserwować rozkwit tych prawdziwych pokoi ucieczek, tak teraz autorzy gier planszowych podchwycili temat i regularnie wydawane są kolejne tytuły, w których musimy rozwiązać szereg zagadek, aby się „wydostać” i wygrać. Niedawno na nasz warsztat wjechał egzemplarz z serii Escape Tales wydawnictwa Portal. Jest to druga gra z tego cyklu i tak jak jej poprzedniczka – naprawę „daje radę”! Poznajmy więc bliżej Low Memory – zapraszamy do lektury.

Escape Tales: Low Memory wydawnictwa Portal Games to karciana gra dla 1-4 graczy w wieku 16+, której mechanika opiera się na wspomnianej wyżej koncepcji escape room. Znajdziecie w niej szereg zagadek, które będziecie musieli rozwiązać. Co jednak wyróżnia Low Memory wśród innych tytułów tego typu, to wciągająca, nieliniowa fabuła oraz brak limitu czasowego na ukończenie rozgrywki. Przeniesiecie się do roku 2060, gdzie poznacie historię trzech bohaterów oraz krok po kroku odkryjecie do ich łączy. Brzmi zachęcająco? To dobrze, bo Escape Tales: Low Memory niejednokrotnie was zaskoczy!

W średniej wielkości pudełku znajdziemy talię kart, żetony, plansze lokacji, trzy Story Booki oraz instrukcję. Tak. Tylko tyle Wam potrzeba, by zagrać. Oczywiście w połączeniu z kilkoma godzinami waszego czasu, ale o tym w dalszej części tekstu. Jakość elementcyber przestrzeń, autonomiczne pojazdy. Miłośnicy science fiction i cyberpunka będą się czuli jak u siebie. Jakoś elementów jest bardzo wysoka — karty są drukowane na grubym papierze, a żetony są drewniane. Wszystko mieści się w wyprasce, która pomaga zachować porządek w pudełku. Ilustracje w grze są minimalistyczne, nie tracą przy tym jednak na atrakcyjności. Bije z nich klimat przyszłości – zaawansowane technologie,

O zasadach nie będziemy się zbyt długo rozpisywać. Są bardzo proste i intuicyjne. Gra wręcz sama Was prowadzi przez przygody w grze dzięki załączonemu prologowi, który płynnie wtajemnicza w mechanikę. Jednak byście poznali ogólny zamysł gry, streścimy szybko reguły. Głównym elementem tytułu jest 148 kart. W trakcie rozgrywki, czytając kolejne strony story booka, będziecie proszeni, aby odkrywać konkretne z nich. W ten sposób przemierzając i badając kolejne lokacje, będziecie musieli rozwiązywać napotkane zagadki i łamigłówki. W story booku dowiecie się także ile macie w danym momencie do dyspozycji żetonów akcji, które służą do eksploracji wybranego miejsca. Jeśli wykorzystacie ich za dużo, wówczas zobowiązani jesteście do odkrycia karty stresu, która zawiera opis efektów, które należy rozpatrzyć. W ten sposób przygoda trwa, aż przejdziecie przez trzy historie. Pamiętajcie, że decyzje podejmowane przez was w trakcie Waszej rozgrywki mogą wpłynąć na zakończenie. Jeśli będziecie chcieli poznać inne możliwe scenariusze, spróbujcie zagrać ponownie.

Reguły gry Escape Tales: Low Memory są bardzo proste, więc nie musicie się martwić, że czegoś nie zrozumiecie. Instrukcja jest napisana bardzo zwięźle i w przystępny sposób a samouczek jest naprawdę przydatny. Warto dodać, że do gry wymagany jest smartfon lub komputer, gdyż w jej trakcie będziecie korzystać ze specjalnej aplikacji, by wprowadzać odpowiedzi do zagadek.

Podczas rozgrywki w Escape Tales: Low Memory mamy dużo główkowania i dedukowania, a także zbierania przedmiotów i odwiedzania nowych miejsc. Jest to gra kooperacyjna, w której wspólnie przechodzicie przez fabułę gry. Coś co nas bardzo zaskoczyło to fakt, że gra bardzo realnie oddaje klimat escape roomów. Wiadomo - nie jesteście fizycznie zamknięci w jednym pomieszczeniu, ale nadal musicie mocno rozkminiać, by pójść dalej w przygodzie.

Escape Tales: Low Memory oferuje dużo zagadek. Można, by rzec, że jest to istna fiesta zabawy intelektualnej. Jedynym minusem jest to, że gra może trwać bardzo długo, Polecamy abyście przygotowali się na jedno 9-10 godzinne spotkanie albo podzielili sobie rozwiązywanie historii na kilka sesji. Czemu rozgrywka trwa tak długo? Wszystkiemu winna jest świetnie napisana, wielowątkowa fabuła — to wy decydujecie o ostatecznych wyborach i jak poprowadzicie historię. Mamy tutaj do czynienia z małym otwartym światem – obecne jest kilka zakończeń i trzy osobne opowieści przedstawione z perspektywy różnych bohaterów.Wszystko jednak łączy się w jedną dużą przygodę i to od Was zależy jak ta historia będzie przebiegać.

Gorąco polecamy grę Escape Tales: Low Memory, ze względu na wciągającą opowieść oraz niebanalne zagadki. Jeśli lubicie gry zagadkowe oraz wypady z przyjaciółmi do escape roomów to warto sprawdzić ten tytuł oraz debiutanta cyklu - Rytułał Przebudzenia.  

Nazwa: Escape Tales: Low Memory
Wydawnictwo: Portal Games
Rok wydania: 2020
Grę kupisz TUTAJ 

Dziękujemy sklepowi Dragon Eye za wysłanie egzemplarza recenzenckiego

Dragon Eye
Share:

26 lip 2020

Cyberpunkowy Escape Book - recenzja gry książkowej Za garść neodolarów

Cyberpunk ostatnimi czasy zyskuje na popularności, za sprawą nadchodzącej, nowej gry od ekipy CD Projekt RED. Na popularności zyskują również komiksy paragrafowe. Na naszym blogu mogliście poczytać chociażby o Dzienniku29, czy wcielić się w kandydata na rycerza. Dziś chcemy wam przedstawić nowość wydawnictwa Egmont - książkowego escape rooma!

Za garść neodolarów to gra książkowa, w której musimy rozwiązać szereg zagadek, aby poznać całą fabułę, którą przygotowali autorzy. A ta jest naprawdę intrygująca! Przenieście się więc na ulice Neo Los Angeles do roku 2062, gdzie świat przeżył atak nuklearny, który spowodował ogromne spustoszenie. Gdzie promienie słońca niestety nie przebijają się przez warstwy smogu i pyłu, a mrok ten oświetlany jest tylko jaskrawymi neonami. W Neo Los Angeles rządzą megakorporacje, które rywalizują między sobą o wpływy, a społeczeństwo ucieka od wszechobecnej biedy w wirtualny świat, gdzie udostępnia własne mózgi, wzmacniając sieci neuronowe, otrzymując w zamian kilka neodolarów.

W grze wcielacie się w hakera. Hakerzy w Neo Los Angeles to buntownicy i cyberprzestępcy. Włamują się na strony, by zdobyć cenne informacje, które później wykorzystują przeciwko megakorporacjom. I tak oto, chcąc zhakować sklep internetowy, by zdobyć nową klawiaturę, zaczyna się wasza cyberpunkowa przygoda. W Za garść neodolarów można grać samemu, ale nie od dziś wiadomo, że co dwie głowy to nie jedna! Zaproście więc swoją drugą połówkę lub przyjaciół, czy mamę albo tatę do wspólnej zabawy. Deklarowany czas gry, według informacji na okładce, to około 3 godziny, co całkiem dobrze pokrywa się z rzeczywistością. Ilustracje w grze są bardzo ładne i mega klimatyczne. Do gry dołączone są elementy, które potrzebne są do rozwiązywania zagadek - bardzo fajny dekoder kluczy oraz kartonowe obrazki.

Sama mechanika jest bardzo prosta - w trakcie zabawy będziecie znajdować liczby w różnych formach. Mogą one być na przykład wynikiem właśnie rozwiązanej zagadki. Taki wynik wskazuje wam, na którą stronę musicie przejść, aby kontynuwać grę. Kiedy znajdziecie się na wybranej stronie, w jej lewym górnym rogu zobaczycie jedną lub więcej cyfr. Muszą one odpowiadać numerom stron, które was do niej doprowadziły. Jeśli tak nie jest, będzie to znaczyło, że popełniliście błąd i musicie wrócić na stronę z której przybyliście. Warto tutaj zaznaczyć, że niektóre zagadki mogą wymagać manipulowania książką lub zakładkami. Jeśli jednak jakaś zagadka będzie dla was za trudna, zawsze możecie się posiłkować dwoma stronami ze wskazówkami i rozwiązaniami zagadek.  Ale polecamy zaglądać tam tylko w ostateczności. W końcu po co sobie psuć zabawę zbyt łatwo?

Co zatem wyróżnia Za garść neodolarów w dobie komiksów paragrafowych? Otóż nam najbardziej podobała się fabuła. Oczywiście klimat cyberpunka jest dość specyficzny i nie wszystkim może przypaść do gustu. Jednak na około 80 stronach dostajemy świetną opowieść, okraszoną przeróżnymi zagadkami. Mimo, że w grze jest rok 2062, to nie brakuje w niej odniesień do przeszłości - nasz bohater będzie korzystał ze starego telefonu z klawiszami, czy grał w uproszczoną wersję Pac Man'a.

A jak z samymi zagadkami? Naszym zdaniem są nieźle wyważone - niektóre są trudniejsze, niektóre łatwiejsze. Będziemy musieli sprostać takim zadaniom, jak wypełnianie kształów, wypatrywanie ukrytych elementów, czy proste zagadki liczbowe.

Gra książkowa Za garść neodolarów jest escape book'iem, który zapewni wam sporą dozę dobrej zabawy oraz dużą liczbę zagadek. Niestety jest to raczej tytuł jednorazowy, no bo raz poznanej fabuły nie da się przejść ponownie. Mimo to polecamy wam sprawdzić ten tytuł, bo w świetnej cenie otrzymujemy kawał solidnej gry z prostymi zasadami oraz ciekawą historię. Czego chcieć więcej?

Nazwa: Za garść neodolarów
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2020
Grę najtaniej kupisz TUTAJ 

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za wysłanie egzemplarza recenzenckiego
Egmont

Share:

23 lip 2020

Jak dobrze znasz znajomych? - recenzja gry Dylematy 2

W 2015 roku recenzowaliśmy dla Was grę imprezową Dylematy (opinię możecie przeczytać TUTAJ ). W tym roku została wydana druga część, tym razem już w lepszym opakowaniu i lepszej jakości. Czy jednak coś więcej się zmieniło w tym tytule? Sprawdźmy!

Dylematy 2 to imprezowa gra karciana dla 4 – 15 osób, w której zostaną przed Wami postawione nie lada dylematy. Gra zawiera 217 kart, w tym 30 kart głosów, 6 kart trybów rozgrywki, 1 karta kompasu moralnego, 15 dwustronnych kart punktów, 55 kart lekkich dylematów, 55 kart średnich dylematów, 55 kart ciężkich dylematów. Talie zamknięte w osobnych kartonikach, a całość w ładnym, zgrabnym, tekturowym pudełeczku (zdecydowanie lepsza opcja niż papierowa obwoluta jak w pierwszej części).

Rozgrywka sama w sobie się nie zmieniła. Gracze dociągają kartę dylematu, obstawiają, jak większość odpowie, dyskutują i potem wszyscy odkrywają karty. Punkt dostajemy, jeśli zgadliśmy, jak odpowie większość. Ale nie punkty są tutaj sednem tejże gry. Jeżeli chcecie poczytać więcej o zasadach, to wyjaśnialiśmy je TUTAJ.

Tak jak wspomnieliśmy powyżej – zdobywanie punktów nie jest tutaj głównym zamysłem gry i czasem odnoszę wrażenie, że ta gra mogłaby figurować jako gra „towarzyska”, a nie karciana. Ale do sedna – to właśnie dyskusje nad danym dylematem są tutaj najważniejszą częścią. To dzięki rozmowom możemy poznać, co na dany temat sądzą nasi znajomi i przyjaciele.

Mamy 3 talie Dylematów, oznaczone różnymi kolorami i wiekiem – 12+, 16+ i 18+.  Każda z nich ma swoje karty, które poruszają mniej lub bardziej kontrowersyjne kwestie, z jakimi można spotkać się w danym etapie swojego życia. Oczywiście część z nich jest wyolbrzymiona i nie raz spowoduje uśmiech na Waszej twarzy, ale gry mają to do siebie, że czasem pozwalają się oderwać od rzeczywistości.

Czy warto posiadać Dylematy 2? Naszym zdaniem tak. Nawet jeśli posiadacie pierwszą wersję, to tutaj macie całkiem nowe pytania, a poza tym nadal uważamy, że jest to bardzo ciekawa i wiele wnosząca gra towarzyska, dzięki której możecie się wiele dowiedzieć na temat poglądów swoich znajomych.

Polecamy Wam sprawdzić zarówno pierwszą część (choć już w drugiej edycji, bo została wydana w takim samym opakowaniu jak Dylematy 2), jak i drugą tejże gry. Sprawdza się ona naprawdę nieźle w towarzystwie, i możemy zagwarantować, że będziecie zapominać o punktowaniu, a skupicie się na rozważaniach na mniej lub bardziej szalone tematy!

Nazwa: Dylematy 2
Wydawnictwo: Rebel
Rok wydania: 2020
Grę najtaniej kupisz TUTAJ

Dziękujemy wydawnictwu Rebel za wysłanie egzemplarza recenzenckiego
 Rebel.pl

Share:

21 lip 2020

Jak bardzo zgłębisz tajniki alchemii? - recenzja gry Alchemicy

Dziś chcielibyśmy Wam zaopiniować grę, która ma już kilka ładnych lat (pierwsze wydanie było w 2014 roku).Mimo tego często wraca na stoły, a w rankingu BGG zajmuje 101. miejsce (choć w najlepszych momentach była znacznie wyżej). Chodzi nam o Alchemików wydanych oryginalnie przez CGE, a w Polsce przez Rebel.

Alchemicy to gra planszowa przeznaczona dla 2-4 osób, której rozgrywka trwa około 120 minut. Wiek graczy to 13+, ale naszym zdaniem dzieciaki muszą tutaj być ograne, bo nie jednemu dorosłemu zrozumienie zasad mieszania sprawia trudność.

Pudełko jest wypchane po brzegi. W środku znajdziemy: dwustronną planszę do gry, plansze teorii, planszę prezentacji, 4 zasłonki laboratorium, 4 trójkąty wyników, 4 plansze graczy, 6 kafli poszukiwaczy przygód, 2 kafle konferencji, 5 kafli stypendiów, 8 żetonów alchemonów, 104 żetony wyników, 36 żetonów sztuk złota, 44 żetony pieczęci, 6 żetonów konfliktów, znacznik gracza startowego, 8 kafli składników, plansza mistrza gry, 40 kart składników, 22 karty przysług, 18 kart artefaktów, 16 kart ofert, 8 plastikowych flakoników, 24 plastikowe znaczniki akcji, blok z tabelami dedukcji, 2 pojemniki na żetony, 8 woreczków strunowych, instrukcję. Jak widzicie, w pudle jest cała masa rzeczy, a jednocześnie są one wykonane w sposób porządny i trwały. Żetony i wszystkie plansze są z grubej tektury, więc posłużą nam na naprawdę wiele rozgrywek.

Nie będziemy owijać w bawełnę – instrukcja jest trochę skomplikowana i mimo naszego już dość dużego doświadczenia, to ta instrukcja była dla nas wyzwaniem, jednak na szczęście daliśmy radę. Na wstępie chcielibyśmy wspomnieć, że do gry jest dedykowana aplikacja, która wspiera rozgrywkę. Autorzy stanęli jednak na wysokości zadania i przygotowali planszę mistrza gry, dla tych, którzy nie przepadają za grami z apkami lub dla tych, którzy po prostu nie mają do nich dostępu z różnych względów. Jest tutaj jednak haczyk: jeden z graczy musi być Mistrzem Gry i niestety nie bierze bezpośrednio udziału w rywalizacji, pełni jedynie rolę aplikacji.

W samej rozgrywce chodzi o zdobywanie reputacji wśród alchemicznego środowiska. W grze występuje 8 składników, a aplikacja (lub Mistrz Gry) na początku rozgrywki każdemu składnikowi przypisuje odpowiedni alchemon (kombinacja składająca się z trzech kolorów: czerwony, niebieski i zielony ze znakiem dodatnim lub ujemnym). I to główny aspekt sprawiający frajdę – będziemy starać się odgadnąć, jaki alchemon jest przypisany do jakiego składnika. Ta wiedza pozwoli nam tworzyć mikstury o konkretnym symbolu i konkretnym kolorze, które będziemy mogli sprzedawać podróżnikom, czy też wygłaszać teorie. Zasady tworzenia są pozornie proste – plusy uzyskamy ze zmieszanie dwóch składników z plusami w danym kolorze, minusy ze zmieszania dwóch minusów, mikstury neutralne ze zmieszania przeciwstawnych znaków. Na planszy wybieramy akcje, które rozpatrujemy według kolejności rozstawienia kosteczek. Akcji jest kilka: dobranie składnika, sprzedaż składnika, sprzedaż mikstury, kupno artefaktu, podważenie teorii, ogłoszenie teorii, test mikstury na uczniu, test mikstury na sobie. Nie będziemy tutaj opisywać każdej z akcji, chcieliśmy tylko przybliżyć mieszanie i teorie. Otóż mieszanie misktur i ich testowanie (na sobie lub uczniu) dają nam informacje o eliksirze, jaki otrzymamy ze zmieszania dwóch konkretnych skadników (które musimy posiadać na ręce, a następnie odrzucić). Teorie, które chcemy publikować polegają na przypisaniu danego alchemonu do konkretnego składnika oraz nadanie mu pieczęci – pieczęć może nam dać punkty na koniec gry. Są to, naszym zdaniem, dwie najważniejsze i najciekawsze akcje w rozgrywce. Gra trwa 6 rund, gracz z największą liczbą punktów na koniec gry zostaje zwycięzcą.

Jest to bardzo duży skrót zasad, który nie wyjaśnia wszystkiego, a jedynie główne zamysły rozgrywki. Alchemicy to w dużej mierze gra dedukcji i pewnego ryzyka (z powodu ograniczenia rund). Nigdy nie będziemy znać wszystkich alchemonów przypisanych do składników, ale jeśli dobrze będziemy mieszać, to po 2 rundzie powinniśmy już mieć przy kilku składnikach ograniczony wybór. A potem musimy trochę poblefować i ogłaszać teorie.

Alchemicy to gra, którą ciężko wytłumaczyć, ale jak się już załapie, jak powstają mikstury, to gra jest naprawdę przyjemna (choć wymagająca). Mamy ograniczona liczbę kosteczek akcji, co sprawia, że musimy bardzo dobrze planować nasze akcji, a czasem bywa też tak, że ich nie wykonamy, bo zostaniemy zablokowani przez innych graczy (na przykład przy testach na uczniu, jeśli ktoś zrobi ujemny eliksir, to każdy kolejny gracz musi dopłacić złoto albo przy sprzedaży eliksirów są ograniczone możliwości co do ich ilości).

Graliśmy w składzie dwu- i trzyosobowym i grało się nam bardzo przyjemnie. Jeżeli chodzi o aplikację, to jest ona bardzo przejrzysta i ma dla nas bardzo ważną funkcję: generowanie kodu rozgrywki, dzięki czemu można ją odpalić na kilku telefonach. To kolei sprawia, że nie trzeba przekazywać sobie telefonu. Jest to bardzo wygodne.

Alchemicy to gra ciekawa, dla nas innowacyjna mimo upływu lat, która nadal może zbierać duże grono fanów. Naszym zdaniem, jeśli jesteście w stanie zmierzyć się z instrukcją, to powinniście sięgnąć po ten tytuł. Gra jest po prostu świetna. Dla nas często gry dedukcyjne były proste i monotonne, przez co szybko się nudziły. Tutaj jest to zupełnie inaczej rozwiązane. Jeśli chcemy szybkiej gry dedukcyjnej, to bierzemy Sherlocka, jeżeli jednak zależy nam na ciężkiej grze dedukcyjnej, to bierzemy Alchemików. Polecamy!

Nazwa: Alchemicy
Wydawnictwo: Rebel
Rok wydania: 2020 
Grę kupisz TUTAJ 


 Dziękujemy księgarni Gandalf za wysłanie egzemplarza recenzenckiego Gandalf - Księgarnia Internetowa

 Gandalf - Księgarnia Internetowa
Share:

18 lip 2020

Odwiedzisz najmniejszy cyrk świata? - recenzja gry Pchli Cyrk

Gry Reinera Knizi goszczą u nas bardzo często, ale to z pewnością z błahego powodu: ten autor stworzył ich kilkaset! Tym razem do naszej redakcji trafił Pchli Cyrk, który pierwotnie został wydany w 1998 roku. Czy mimo upływu czasu nadal warto sięgnąć po ten tytuł?

Pchli Cyrk to gra karciana dla 2 -5 graczy, której partia zamyka się w kwadransie. Sugerowany wiek graczy to 6+, ale jeśli wasze pociechy grają w karty (np. Remika), to bez problemu ogarną i ten tytuł. W małym pudełku z grą znajdziemy 89 kart (10 zestawów po 8 kart oraz 9 kart akcji) oraz instrukcję. Wykonanie, jak to na Muduko (czyli wcześniej Trefl), bardzo dobre.

Zasady gry są banalnie proste – chodzi o zbieranie setów. Na środku stołu układamy talię kart. Gracz w swojej turze odkrywa karty z talii (nie musi, jeśli już są jakieś odkryte) do momentu, aż wydarzy się jedna z dwóch rzeczy: sam zdecyduje się przerwać lub odkryje kartę w kolorze, który już leży odkryty. W drugim przypadku tracimy turę. Jeżeli sami zdecydujemy przerwać odkrywanie (lub nie odkrywamy, jeśli są już karty na stole), to dobieramy jedną kartę na rękę (z tych odkrytych). Po wzięciu karty mamy możliwość wyłożenia tak zwanego Trio – czyli trzech kart o tej samej wartości. Każde odkryte Trio warte jest 10 punktów. W talii występują również karty akcji, z których korzysta się po ich odkryciu. Są dwa warianty zakończenia rozgrywki – skończy się talia lub ktoś ogłosi Wielką Paradę, czyli uzbiera i wyłoży 10 kart – każda w innym kolorze. Nie daje nam to jednak punktów (o czym napiszemy później). Na koniec gry gracze sprawdzają, ile mają wyłożonych Trio oraz jakie karty zostały na ręce (najwyższa karta z każdego koloru). Gracz z największą liczbą punktów zostaje zwycięzcą.

Gra prosta, szybka, opierająca zbieranie setów na mechanice push your luck. Jest to bardzo ciekawy początek dla osób, które nie miały wcześniej styczności z taką mechaniką. Dużym plusem tej gry jest jej kompaktowość – grę można zabrać do plecaka i grać w podróży – potrzebujemy miejsca żeby wykładać karty w rzędzie, Tria można układać sobie gdzieś z boku.

Bardzo zastanawiała nas kwestia braku punktów za wyłożenie Wielkiej Parady. Owszem, daje nam to bonus, że zakończymy grę wtedy kiedy chcemy, ale nie dość, że musimy odrzucić karty w różnych kolorach (które mogłyby nam punktować), to jeszcze nie jesteśmy do końca pewni zwycięstwa (nie wiemy co gracze mają na ręce), więc w naszym gronie raczej ludzie wstrzymywali się z wykładaniem Parady. Sprawdziliśmy stare zasady i tam dostawało się punkty (10 za wyłożenie), ale stanowisko polskiego wydawcy jest jasne – gra została przetłumaczona z wersji z 2004 roku wydawnictwa Rio Grande, w której to bonus ten został usunięty. Naszym zdaniem gra na tym straciła, więc w naszych home rulesach nadal ją stosujemy.

Pchli Cyrk to prosta, ciekawa, szybka gra w której musimy dobrze szacować ryzyko i zbierać odpowiednie komplety kart. Naszym zdaniem warto sięgnąć po ten tytuł, jeśli szukacie gier do pogrania na wyjazdach, oczywiście jeśli takowych jeszcze nie macie na półkach. Jeżeli nie jesteście fanami gier karcianych, czy gier Reinera, to i ta gra Wam raczej nie podejdzie. Mimo wszystko polecamy spróbować! 

Nazwa: Pchli Cyrk
Wydawnictwo: Muduko
Grę najtaniej kupisz: TUTAJ
Rok wydania: 2020

Dziękujemy wydawnictwu Muduko za wysłanie egzemplarza recenzenckiego
Muduko



Share:

Ścisła współpraca

My na Facebooku

Labels

Blog Archive