• Zapraszamy do kupowania

30 lip 2020

Twarzą w twarz! - recenzja gry Ale Japa

Gry planszowe to nie zawsze rzucanie kością i przesuwanie pionków. Często na rynku pojawiają się tytuły, w których liczy się spostrzegawczość, wyobraźnia lub dedukcja. Są gry, które wprowadzają nawet elementy interakcyjne! Na przykład w grze Kraina Snów zakładamy maskę na oczy, w grze Kim jest Janusz? gramy w kalambury dmuchaną lalką. Wydawnictwo Alexander wydało pozycję, która łączy grę bazującą na refleksie z elementami przebierania się. Ubierzcie więc skarpetki i sprawdźcie sami!

Ale Japa to planszowa gra sprawdzająca refleks i spostrzegawczość. Przeznaczona jest dla 2-5 osób w wieku 6+. W tym tytule będziecie ubierać maski z bardzo zabawnymi minami i wskazywać osoby, których maska jest aktualnie pokazana przez wylosowaną kartę. Zwycięzcą zostanie osoba, która okaże się najlepszym łowcą masek.

W pudełku gry Ale Japa, otwieranym jak wiele gier wydawnictwa Alexander, znajdziemy parę ciekawych elementów. Są to, przede wszystkim, wspomniane wcześniej maski, do tego pionki graczy, aż 110 kart oraz instrukcja. Same karty przedstawiają zdjęcia wspomnianych masek, które zakładane są na twarz podczas rozgrywki. To one robią prawdziwą furorę wśród graczy. A dodatkowo, jeśli pokażecie się swoim znajomym z tą maską i w świetnych skarpetkach, to na pewno wszystkim się poprawi humor. Maski przedstawiają bardzo śmieszne miny i nie spotkaliśmy się jeszcze z inną reakcją niż pozytywna na ich widok.

Aby rozpocząć grę, wystarczy przetasować wszystkie karty i rozdać po równo wszystkim uczestnikom rozgrywki, rozdzielić pionki oraz maski. Pozostałe maski odkładamy na bok, ale w zasięgu graczy, bo będziecie je w trakcie gry zamieniać. W swojej kolejce aktywny gracz dociąga i odkrywa jedną ze swoich kart. Ważne jest, żeby odkrył w taki sposób, aby wszyscy gracze mieli szansę ją jednocześnie zobaczyć. I w tym momencie zaczyna się zabawa! Grający szukają osoby, która ma założoną maskę wskazaną przez właśnie wyłożoną kartę. Kto pierwszy rozpozna tę osobę, musi jak najszybciej przechwycić jego pionek. Gdy zrobi to poprawnie, zgarnia kartę maski do swojej puli jako punkt zwycięstwa. Jeśli jednak się pomyli, musi oddać swoje uzbierane punkty. Oczywiście osoba z poszukiwaną maską może się również bronić i też złapać swój pionek. Wtedy też dostaje ona punkt. Przed wyłożeniem następnej karty, zawodnik, którego maska właśnie została wskazana, musi zmienić swoje oblicze na nowe. I tak gra się toczy do momentu, aż wszystkie wasze karty zostaną zagrane. Możecie ewentualnie ustawić sobie jakieś ograniczenie czasowe lub określić konkretną liczbę rund. Zwycięży najbardziej spostrzegawczy gracz!

Tytuł Ale Japa jest bardzo oryginalny jak na grę planszową. Jest na pewno emocjonujący — dzieci będą miały kupę zabawy i śmiechu podczas przymierzania masek. Te są naprawdę śmieszne i rozweselające! Rozweselające mogą być też skarpetki firmy Many Mornings! Polecamy tę grę także dorosłym, jako szybki przerywnik między trudnymi tytułami, aby zrelaksować umysł lub jako szybką pozycję imprezową na wasze parapetówki.

Ceni się fakt, że rozgrywka nie jest długa. Jest za to angażująca i wasze pociechy na pewno będą chciały w nią grać bez końca. Dodatkowym pozytywnym walorem jest to, że dzieciaki będą ćwiczyły refleks i spostrzegawczość. Rozwój przez zabawę! Ale Japa wydawnictwa Alexander zadowoli zarówno młodszych jak i starszych graczy.

Nazwa: Ale Japa
Wydawnictwo: Alexander
Rok wydania: 2018
Grę najtaniej kupisz TUTAJ

Dziękujemy wydawnictwu Alexander za wysłanie egzemplarza recenzenckiego

Alexander

Partnerem artykułu jest także sklep Many Mornings
Many Mornings


Share:

28 lip 2020

Tajemnice i intrygi zamknięte w pudełku – recenzja gry Escape Tales: Low Memory

Gier typu „escaperoom” na rynku planszówkowym jest coraz więcej. Tak samo, jak parę lat temu można było zaobserwować rozkwit tych prawdziwych pokoi ucieczek, tak teraz autorzy gier planszowych podchwycili temat i regularnie wydawane są kolejne tytuły, w których musimy rozwiązać szereg zagadek, aby się „wydostać” i wygrać. Niedawno na nasz warsztat wjechał egzemplarz z serii Escape Tales wydawnictwa Portal. Jest to druga gra z tego cyklu i tak jak jej poprzedniczka – naprawę „daje radę”! Poznajmy więc bliżej Low Memory – zapraszamy do lektury.

Escape Tales: Low Memory wydawnictwa Portal Games to karciana gra dla 1-4 graczy w wieku 16+, której mechanika opiera się na wspomnianej wyżej koncepcji escape room. Znajdziecie w niej szereg zagadek, które będziecie musieli rozwiązać. Co jednak wyróżnia Low Memory wśród innych tytułów tego typu, to wciągająca, nieliniowa fabuła oraz brak limitu czasowego na ukończenie rozgrywki. Przeniesiecie się do roku 2060, gdzie poznacie historię trzech bohaterów oraz krok po kroku odkryjecie do ich łączy. Brzmi zachęcająco? To dobrze, bo Escape Tales: Low Memory niejednokrotnie was zaskoczy!

W średniej wielkości pudełku znajdziemy talię kart, żetony, plansze lokacji, trzy Story Booki oraz instrukcję. Tak. Tylko tyle Wam potrzeba, by zagrać. Oczywiście w połączeniu z kilkoma godzinami waszego czasu, ale o tym w dalszej części tekstu. Jakość elementcyber przestrzeń, autonomiczne pojazdy. Miłośnicy science fiction i cyberpunka będą się czuli jak u siebie. Jakoś elementów jest bardzo wysoka — karty są drukowane na grubym papierze, a żetony są drewniane. Wszystko mieści się w wyprasce, która pomaga zachować porządek w pudełku. Ilustracje w grze są minimalistyczne, nie tracą przy tym jednak na atrakcyjności. Bije z nich klimat przyszłości – zaawansowane technologie,

O zasadach nie będziemy się zbyt długo rozpisywać. Są bardzo proste i intuicyjne. Gra wręcz sama Was prowadzi przez przygody w grze dzięki załączonemu prologowi, który płynnie wtajemnicza w mechanikę. Jednak byście poznali ogólny zamysł gry, streścimy szybko reguły. Głównym elementem tytułu jest 148 kart. W trakcie rozgrywki, czytając kolejne strony story booka, będziecie proszeni, aby odkrywać konkretne z nich. W ten sposób przemierzając i badając kolejne lokacje, będziecie musieli rozwiązywać napotkane zagadki i łamigłówki. W story booku dowiecie się także ile macie w danym momencie do dyspozycji żetonów akcji, które służą do eksploracji wybranego miejsca. Jeśli wykorzystacie ich za dużo, wówczas zobowiązani jesteście do odkrycia karty stresu, która zawiera opis efektów, które należy rozpatrzyć. W ten sposób przygoda trwa, aż przejdziecie przez trzy historie. Pamiętajcie, że decyzje podejmowane przez was w trakcie Waszej rozgrywki mogą wpłynąć na zakończenie. Jeśli będziecie chcieli poznać inne możliwe scenariusze, spróbujcie zagrać ponownie.

Reguły gry Escape Tales: Low Memory są bardzo proste, więc nie musicie się martwić, że czegoś nie zrozumiecie. Instrukcja jest napisana bardzo zwięźle i w przystępny sposób a samouczek jest naprawdę przydatny. Warto dodać, że do gry wymagany jest smartfon lub komputer, gdyż w jej trakcie będziecie korzystać ze specjalnej aplikacji, by wprowadzać odpowiedzi do zagadek.

Podczas rozgrywki w Escape Tales: Low Memory mamy dużo główkowania i dedukowania, a także zbierania przedmiotów i odwiedzania nowych miejsc. Jest to gra kooperacyjna, w której wspólnie przechodzicie przez fabułę gry. Coś co nas bardzo zaskoczyło to fakt, że gra bardzo realnie oddaje klimat escape roomów. Wiadomo - nie jesteście fizycznie zamknięci w jednym pomieszczeniu, ale nadal musicie mocno rozkminiać, by pójść dalej w przygodzie.

Escape Tales: Low Memory oferuje dużo zagadek. Można, by rzec, że jest to istna fiesta zabawy intelektualnej. Jedynym minusem jest to, że gra może trwać bardzo długo, Polecamy abyście przygotowali się na jedno 9-10 godzinne spotkanie albo podzielili sobie rozwiązywanie historii na kilka sesji. Czemu rozgrywka trwa tak długo? Wszystkiemu winna jest świetnie napisana, wielowątkowa fabuła — to wy decydujecie o ostatecznych wyborach i jak poprowadzicie historię. Mamy tutaj do czynienia z małym otwartym światem – obecne jest kilka zakończeń i trzy osobne opowieści przedstawione z perspektywy różnych bohaterów.Wszystko jednak łączy się w jedną dużą przygodę i to od Was zależy jak ta historia będzie przebiegać.

Gorąco polecamy grę Escape Tales: Low Memory, ze względu na wciągającą opowieść oraz niebanalne zagadki. Jeśli lubicie gry zagadkowe oraz wypady z przyjaciółmi do escape roomów to warto sprawdzić ten tytuł oraz debiutanta cyklu - Rytułał Przebudzenia.  

Nazwa: Escape Tales: Low Memory
Wydawnictwo: Portal Games
Rok wydania: 2020
Grę kupisz TUTAJ 

Dziękujemy sklepowi Dragon Eye za wysłanie egzemplarza recenzenckiego

Dragon Eye
Share:

26 lip 2020

Cyberpunkowy Escape Book - recenzja gry książkowej Za garść neodolarów

Cyberpunk ostatnimi czasy zyskuje na popularności, za sprawą nadchodzącej, nowej gry od ekipy CD Projekt RED. Na popularności zyskują również komiksy paragrafowe. Na naszym blogu mogliście poczytać chociażby o Dzienniku29, czy wcielić się w kandydata na rycerza. Dziś chcemy wam przedstawić nowość wydawnictwa Egmont - książkowego escape rooma!

Za garść neodolarów to gra książkowa, w której musimy rozwiązać szereg zagadek, aby poznać całą fabułę, którą przygotowali autorzy. A ta jest naprawdę intrygująca! Przenieście się więc na ulice Neo Los Angeles do roku 2062, gdzie świat przeżył atak nuklearny, który spowodował ogromne spustoszenie. Gdzie promienie słońca niestety nie przebijają się przez warstwy smogu i pyłu, a mrok ten oświetlany jest tylko jaskrawymi neonami. W Neo Los Angeles rządzą megakorporacje, które rywalizują między sobą o wpływy, a społeczeństwo ucieka od wszechobecnej biedy w wirtualny świat, gdzie udostępnia własne mózgi, wzmacniając sieci neuronowe, otrzymując w zamian kilka neodolarów.

W grze wcielacie się w hakera. Hakerzy w Neo Los Angeles to buntownicy i cyberprzestępcy. Włamują się na strony, by zdobyć cenne informacje, które później wykorzystują przeciwko megakorporacjom. I tak oto, chcąc zhakować sklep internetowy, by zdobyć nową klawiaturę, zaczyna się wasza cyberpunkowa przygoda. W Za garść neodolarów można grać samemu, ale nie od dziś wiadomo, że co dwie głowy to nie jedna! Zaproście więc swoją drugą połówkę lub przyjaciół, czy mamę albo tatę do wspólnej zabawy. Deklarowany czas gry, według informacji na okładce, to około 3 godziny, co całkiem dobrze pokrywa się z rzeczywistością. Ilustracje w grze są bardzo ładne i mega klimatyczne. Do gry dołączone są elementy, które potrzebne są do rozwiązywania zagadek - bardzo fajny dekoder kluczy oraz kartonowe obrazki.

Sama mechanika jest bardzo prosta - w trakcie zabawy będziecie znajdować liczby w różnych formach. Mogą one być na przykład wynikiem właśnie rozwiązanej zagadki. Taki wynik wskazuje wam, na którą stronę musicie przejść, aby kontynuwać grę. Kiedy znajdziecie się na wybranej stronie, w jej lewym górnym rogu zobaczycie jedną lub więcej cyfr. Muszą one odpowiadać numerom stron, które was do niej doprowadziły. Jeśli tak nie jest, będzie to znaczyło, że popełniliście błąd i musicie wrócić na stronę z której przybyliście. Warto tutaj zaznaczyć, że niektóre zagadki mogą wymagać manipulowania książką lub zakładkami. Jeśli jednak jakaś zagadka będzie dla was za trudna, zawsze możecie się posiłkować dwoma stronami ze wskazówkami i rozwiązaniami zagadek.  Ale polecamy zaglądać tam tylko w ostateczności. W końcu po co sobie psuć zabawę zbyt łatwo?

Co zatem wyróżnia Za garść neodolarów w dobie komiksów paragrafowych? Otóż nam najbardziej podobała się fabuła. Oczywiście klimat cyberpunka jest dość specyficzny i nie wszystkim może przypaść do gustu. Jednak na około 80 stronach dostajemy świetną opowieść, okraszoną przeróżnymi zagadkami. Mimo, że w grze jest rok 2062, to nie brakuje w niej odniesień do przeszłości - nasz bohater będzie korzystał ze starego telefonu z klawiszami, czy grał w uproszczoną wersję Pac Man'a.

A jak z samymi zagadkami? Naszym zdaniem są nieźle wyważone - niektóre są trudniejsze, niektóre łatwiejsze. Będziemy musieli sprostać takim zadaniom, jak wypełnianie kształów, wypatrywanie ukrytych elementów, czy proste zagadki liczbowe.

Gra książkowa Za garść neodolarów jest escape book'iem, który zapewni wam sporą dozę dobrej zabawy oraz dużą liczbę zagadek. Niestety jest to raczej tytuł jednorazowy, no bo raz poznanej fabuły nie da się przejść ponownie. Mimo to polecamy wam sprawdzić ten tytuł, bo w świetnej cenie otrzymujemy kawał solidnej gry z prostymi zasadami oraz ciekawą historię. Czego chcieć więcej?

Nazwa: Za garść neodolarów
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2020
Grę najtaniej kupisz TUTAJ 

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za wysłanie egzemplarza recenzenckiego
Egmont

Share:

23 lip 2020

Jak dobrze znasz znajomych? - recenzja gry Dylematy 2

W 2015 roku recenzowaliśmy dla Was grę imprezową Dylematy (opinię możecie przeczytać TUTAJ ). W tym roku została wydana druga część, tym razem już w lepszym opakowaniu i lepszej jakości. Czy jednak coś więcej się zmieniło w tym tytule? Sprawdźmy!

Dylematy 2 to imprezowa gra karciana dla 4 – 15 osób, w której zostaną przed Wami postawione nie lada dylematy. Gra zawiera 217 kart, w tym 30 kart głosów, 6 kart trybów rozgrywki, 1 karta kompasu moralnego, 15 dwustronnych kart punktów, 55 kart lekkich dylematów, 55 kart średnich dylematów, 55 kart ciężkich dylematów. Talie zamknięte w osobnych kartonikach, a całość w ładnym, zgrabnym, tekturowym pudełeczku (zdecydowanie lepsza opcja niż papierowa obwoluta jak w pierwszej części).

Rozgrywka sama w sobie się nie zmieniła. Gracze dociągają kartę dylematu, obstawiają, jak większość odpowie, dyskutują i potem wszyscy odkrywają karty. Punkt dostajemy, jeśli zgadliśmy, jak odpowie większość. Ale nie punkty są tutaj sednem tejże gry. Jeżeli chcecie poczytać więcej o zasadach, to wyjaśnialiśmy je TUTAJ.

Tak jak wspomnieliśmy powyżej – zdobywanie punktów nie jest tutaj głównym zamysłem gry i czasem odnoszę wrażenie, że ta gra mogłaby figurować jako gra „towarzyska”, a nie karciana. Ale do sedna – to właśnie dyskusje nad danym dylematem są tutaj najważniejszą częścią. To dzięki rozmowom możemy poznać, co na dany temat sądzą nasi znajomi i przyjaciele.

Mamy 3 talie Dylematów, oznaczone różnymi kolorami i wiekiem – 12+, 16+ i 18+.  Każda z nich ma swoje karty, które poruszają mniej lub bardziej kontrowersyjne kwestie, z jakimi można spotkać się w danym etapie swojego życia. Oczywiście część z nich jest wyolbrzymiona i nie raz spowoduje uśmiech na Waszej twarzy, ale gry mają to do siebie, że czasem pozwalają się oderwać od rzeczywistości.

Czy warto posiadać Dylematy 2? Naszym zdaniem tak. Nawet jeśli posiadacie pierwszą wersję, to tutaj macie całkiem nowe pytania, a poza tym nadal uważamy, że jest to bardzo ciekawa i wiele wnosząca gra towarzyska, dzięki której możecie się wiele dowiedzieć na temat poglądów swoich znajomych.

Polecamy Wam sprawdzić zarówno pierwszą część (choć już w drugiej edycji, bo została wydana w takim samym opakowaniu jak Dylematy 2), jak i drugą tejże gry. Sprawdza się ona naprawdę nieźle w towarzystwie, i możemy zagwarantować, że będziecie zapominać o punktowaniu, a skupicie się na rozważaniach na mniej lub bardziej szalone tematy!

Nazwa: Dylematy 2
Wydawnictwo: Rebel
Rok wydania: 2020
Grę najtaniej kupisz TUTAJ

Dziękujemy wydawnictwu Rebel za wysłanie egzemplarza recenzenckiego
 Rebel.pl

Share:

21 lip 2020

Jak bardzo zgłębisz tajniki alchemii? - recenzja gry Alchemicy

Dziś chcielibyśmy Wam zaopiniować grę, która ma już kilka ładnych lat (pierwsze wydanie było w 2014 roku).Mimo tego często wraca na stoły, a w rankingu BGG zajmuje 101. miejsce (choć w najlepszych momentach była znacznie wyżej). Chodzi nam o Alchemików wydanych oryginalnie przez CGE, a w Polsce przez Rebel.

Alchemicy to gra planszowa przeznaczona dla 2-4 osób, której rozgrywka trwa około 120 minut. Wiek graczy to 13+, ale naszym zdaniem dzieciaki muszą tutaj być ograne, bo nie jednemu dorosłemu zrozumienie zasad mieszania sprawia trudność.

Pudełko jest wypchane po brzegi. W środku znajdziemy: dwustronną planszę do gry, plansze teorii, planszę prezentacji, 4 zasłonki laboratorium, 4 trójkąty wyników, 4 plansze graczy, 6 kafli poszukiwaczy przygód, 2 kafle konferencji, 5 kafli stypendiów, 8 żetonów alchemonów, 104 żetony wyników, 36 żetonów sztuk złota, 44 żetony pieczęci, 6 żetonów konfliktów, znacznik gracza startowego, 8 kafli składników, plansza mistrza gry, 40 kart składników, 22 karty przysług, 18 kart artefaktów, 16 kart ofert, 8 plastikowych flakoników, 24 plastikowe znaczniki akcji, blok z tabelami dedukcji, 2 pojemniki na żetony, 8 woreczków strunowych, instrukcję. Jak widzicie, w pudle jest cała masa rzeczy, a jednocześnie są one wykonane w sposób porządny i trwały. Żetony i wszystkie plansze są z grubej tektury, więc posłużą nam na naprawdę wiele rozgrywek.

Nie będziemy owijać w bawełnę – instrukcja jest trochę skomplikowana i mimo naszego już dość dużego doświadczenia, to ta instrukcja była dla nas wyzwaniem, jednak na szczęście daliśmy radę. Na wstępie chcielibyśmy wspomnieć, że do gry jest dedykowana aplikacja, która wspiera rozgrywkę. Autorzy stanęli jednak na wysokości zadania i przygotowali planszę mistrza gry, dla tych, którzy nie przepadają za grami z apkami lub dla tych, którzy po prostu nie mają do nich dostępu z różnych względów. Jest tutaj jednak haczyk: jeden z graczy musi być Mistrzem Gry i niestety nie bierze bezpośrednio udziału w rywalizacji, pełni jedynie rolę aplikacji.

W samej rozgrywce chodzi o zdobywanie reputacji wśród alchemicznego środowiska. W grze występuje 8 składników, a aplikacja (lub Mistrz Gry) na początku rozgrywki każdemu składnikowi przypisuje odpowiedni alchemon (kombinacja składająca się z trzech kolorów: czerwony, niebieski i zielony ze znakiem dodatnim lub ujemnym). I to główny aspekt sprawiający frajdę – będziemy starać się odgadnąć, jaki alchemon jest przypisany do jakiego składnika. Ta wiedza pozwoli nam tworzyć mikstury o konkretnym symbolu i konkretnym kolorze, które będziemy mogli sprzedawać podróżnikom, czy też wygłaszać teorie. Zasady tworzenia są pozornie proste – plusy uzyskamy ze zmieszanie dwóch składników z plusami w danym kolorze, minusy ze zmieszania dwóch minusów, mikstury neutralne ze zmieszania przeciwstawnych znaków. Na planszy wybieramy akcje, które rozpatrujemy według kolejności rozstawienia kosteczek. Akcji jest kilka: dobranie składnika, sprzedaż składnika, sprzedaż mikstury, kupno artefaktu, podważenie teorii, ogłoszenie teorii, test mikstury na uczniu, test mikstury na sobie. Nie będziemy tutaj opisywać każdej z akcji, chcieliśmy tylko przybliżyć mieszanie i teorie. Otóż mieszanie misktur i ich testowanie (na sobie lub uczniu) dają nam informacje o eliksirze, jaki otrzymamy ze zmieszania dwóch konkretnych skadników (które musimy posiadać na ręce, a następnie odrzucić). Teorie, które chcemy publikować polegają na przypisaniu danego alchemonu do konkretnego składnika oraz nadanie mu pieczęci – pieczęć może nam dać punkty na koniec gry. Są to, naszym zdaniem, dwie najważniejsze i najciekawsze akcje w rozgrywce. Gra trwa 6 rund, gracz z największą liczbą punktów na koniec gry zostaje zwycięzcą.

Jest to bardzo duży skrót zasad, który nie wyjaśnia wszystkiego, a jedynie główne zamysły rozgrywki. Alchemicy to w dużej mierze gra dedukcji i pewnego ryzyka (z powodu ograniczenia rund). Nigdy nie będziemy znać wszystkich alchemonów przypisanych do składników, ale jeśli dobrze będziemy mieszać, to po 2 rundzie powinniśmy już mieć przy kilku składnikach ograniczony wybór. A potem musimy trochę poblefować i ogłaszać teorie.

Alchemicy to gra, którą ciężko wytłumaczyć, ale jak się już załapie, jak powstają mikstury, to gra jest naprawdę przyjemna (choć wymagająca). Mamy ograniczona liczbę kosteczek akcji, co sprawia, że musimy bardzo dobrze planować nasze akcji, a czasem bywa też tak, że ich nie wykonamy, bo zostaniemy zablokowani przez innych graczy (na przykład przy testach na uczniu, jeśli ktoś zrobi ujemny eliksir, to każdy kolejny gracz musi dopłacić złoto albo przy sprzedaży eliksirów są ograniczone możliwości co do ich ilości).

Graliśmy w składzie dwu- i trzyosobowym i grało się nam bardzo przyjemnie. Jeżeli chodzi o aplikację, to jest ona bardzo przejrzysta i ma dla nas bardzo ważną funkcję: generowanie kodu rozgrywki, dzięki czemu można ją odpalić na kilku telefonach. To kolei sprawia, że nie trzeba przekazywać sobie telefonu. Jest to bardzo wygodne.

Alchemicy to gra ciekawa, dla nas innowacyjna mimo upływu lat, która nadal może zbierać duże grono fanów. Naszym zdaniem, jeśli jesteście w stanie zmierzyć się z instrukcją, to powinniście sięgnąć po ten tytuł. Gra jest po prostu świetna. Dla nas często gry dedukcyjne były proste i monotonne, przez co szybko się nudziły. Tutaj jest to zupełnie inaczej rozwiązane. Jeśli chcemy szybkiej gry dedukcyjnej, to bierzemy Sherlocka, jeżeli jednak zależy nam na ciężkiej grze dedukcyjnej, to bierzemy Alchemików. Polecamy!

Nazwa: Alchemicy
Wydawnictwo: Rebel
Rok wydania: 2020 
Grę kupisz TUTAJ 


 Dziękujemy księgarni Gandalf za wysłanie egzemplarza recenzenckiego Gandalf - Księgarnia Internetowa

 Gandalf - Księgarnia Internetowa
Share:

18 lip 2020

Odwiedzisz najmniejszy cyrk świata? - recenzja gry Pchli Cyrk

Gry Reinera Knizi goszczą u nas bardzo często, ale to z pewnością z błahego powodu: ten autor stworzył ich kilkaset! Tym razem do naszej redakcji trafił Pchli Cyrk, który pierwotnie został wydany w 1998 roku. Czy mimo upływu czasu nadal warto sięgnąć po ten tytuł?

Pchli Cyrk to gra karciana dla 2 -5 graczy, której partia zamyka się w kwadransie. Sugerowany wiek graczy to 6+, ale jeśli wasze pociechy grają w karty (np. Remika), to bez problemu ogarną i ten tytuł. W małym pudełku z grą znajdziemy 89 kart (10 zestawów po 8 kart oraz 9 kart akcji) oraz instrukcję. Wykonanie, jak to na Muduko (czyli wcześniej Trefl), bardzo dobre.

Zasady gry są banalnie proste – chodzi o zbieranie setów. Na środku stołu układamy talię kart. Gracz w swojej turze odkrywa karty z talii (nie musi, jeśli już są jakieś odkryte) do momentu, aż wydarzy się jedna z dwóch rzeczy: sam zdecyduje się przerwać lub odkryje kartę w kolorze, który już leży odkryty. W drugim przypadku tracimy turę. Jeżeli sami zdecydujemy przerwać odkrywanie (lub nie odkrywamy, jeśli są już karty na stole), to dobieramy jedną kartę na rękę (z tych odkrytych). Po wzięciu karty mamy możliwość wyłożenia tak zwanego Trio – czyli trzech kart o tej samej wartości. Każde odkryte Trio warte jest 10 punktów. W talii występują również karty akcji, z których korzysta się po ich odkryciu. Są dwa warianty zakończenia rozgrywki – skończy się talia lub ktoś ogłosi Wielką Paradę, czyli uzbiera i wyłoży 10 kart – każda w innym kolorze. Nie daje nam to jednak punktów (o czym napiszemy później). Na koniec gry gracze sprawdzają, ile mają wyłożonych Trio oraz jakie karty zostały na ręce (najwyższa karta z każdego koloru). Gracz z największą liczbą punktów zostaje zwycięzcą.

Gra prosta, szybka, opierająca zbieranie setów na mechanice push your luck. Jest to bardzo ciekawy początek dla osób, które nie miały wcześniej styczności z taką mechaniką. Dużym plusem tej gry jest jej kompaktowość – grę można zabrać do plecaka i grać w podróży – potrzebujemy miejsca żeby wykładać karty w rzędzie, Tria można układać sobie gdzieś z boku.

Bardzo zastanawiała nas kwestia braku punktów za wyłożenie Wielkiej Parady. Owszem, daje nam to bonus, że zakończymy grę wtedy kiedy chcemy, ale nie dość, że musimy odrzucić karty w różnych kolorach (które mogłyby nam punktować), to jeszcze nie jesteśmy do końca pewni zwycięstwa (nie wiemy co gracze mają na ręce), więc w naszym gronie raczej ludzie wstrzymywali się z wykładaniem Parady. Sprawdziliśmy stare zasady i tam dostawało się punkty (10 za wyłożenie), ale stanowisko polskiego wydawcy jest jasne – gra została przetłumaczona z wersji z 2004 roku wydawnictwa Rio Grande, w której to bonus ten został usunięty. Naszym zdaniem gra na tym straciła, więc w naszych home rulesach nadal ją stosujemy.

Pchli Cyrk to prosta, ciekawa, szybka gra w której musimy dobrze szacować ryzyko i zbierać odpowiednie komplety kart. Naszym zdaniem warto sięgnąć po ten tytuł, jeśli szukacie gier do pogrania na wyjazdach, oczywiście jeśli takowych jeszcze nie macie na półkach. Jeżeli nie jesteście fanami gier karcianych, czy gier Reinera, to i ta gra Wam raczej nie podejdzie. Mimo wszystko polecamy spróbować! 

Nazwa: Pchli Cyrk
Wydawnictwo: Muduko
Grę najtaniej kupisz: TUTAJ
Rok wydania: 2020

Dziękujemy wydawnictwu Muduko za wysłanie egzemplarza recenzenckiego
Muduko



Share:

15 lip 2020

Słowotwórstwo to twardy orzech do zgryzienia - recenzja gry Łap za słówka! – gra karciana

Niedawno pisaliśmy dla was o najnowszej grze z serii „gry do plecaka” wydawnictwa Egmont pod tytułem Kajko i Kokosz – Szkoła latania. Wakacje coraz bliżej więc mamy dla was kolejną propozycję kieszonkowej gry, którą możecie nosić w kieszeni bluzy. Dziś przedstawimy wam karcianą wersję gry, którą już dla was kiedyś recenzowaliśmy.

Łap za słówka! – gra karciana to młodsza siostra gry o tym samym tytule, w którą mieliśmy przyjemność grać parę lat temu. Karciana wersja przeznaczona jest dla 3-8 graczy w wieku 8+. Waszym zadaniem będzie jak najszybsze znalezienie słów, pasujących do konkretnej kategorii, zawierających dwie określone litery. Jednak starajcie się być oryginalni – jeśli słowa się zdublują u kilku graczy – nikt nie dostanie punktów.

W pudełku znajdziemy 30 kart kategorii, 42 karty liter oraz 38 kart punktów. Przydadzą się wam również kartka oraz długopis. Kategorie w grze są różne – od tak prostych, jak rośliny czy państwa, do trudniejszych, jak słowa, które mają więcej niż 10 liter, czy rzeczy w łazience. Zdziwilibyście się, ale gdy przychodzi co do czego, to naprawdę trudno przypomnieć sobie przedmioty w łazience, które zawierają jednocześnie litery np. B i H.

Bo o to w grze tak naprawdę chodzi – o znalezienie słów, które pasują do kategorii i do wylosowanych liter. Zacznijmy jednak od początku. Tasujemy karty liter i wykładamy je na środek stołu. W zasięgu ręki zostawiamy karty punktów – po każdej rundzie będą one przyznawane. Następnie tasujemy karty kategorii i rozdajemy każdemu graczowi po dwie sztuki. Reszta kategorii powinna leżeć na środku stołu do momentu, aż nie będzie ona potrzebna. Gracz z najdłuższym imieniem rozpoczyna rozgrywkę. Wybiera jedną ze swoich kategorii i kładzie ją na stole, tak by wszyscy mogli ją dobrze widzieć. Następnie odsłania 2 litery i zaczyna się zabawa! W tym momencie każdy gracz zapisuje na swojej kartce słowa, pasujące do odkrytej kategorii i zawierające obie odkryte litery. Nie jest ważne, w którym miejscu słowa znajdą się te litery. Osoba, która jako pierwsza zapisze 3 słowa, może zawołać „stop”. Jeśli jednak ma w głowie kolejne pomysły, może je dalej zapisywać, ale nie może przekroczyć limitu pięciu słów na rundę. W momencie, gdy ktoś faktycznie zawoła hasło kończące – wszyscy odkładają swoje przyrządy piśmiennicze. Osoba, która powiedziała „stop” zaczyna czytać zapisane przez siebie słowa. Jeśli się zdarzy, że inny gracz również ma to słowo zapisane – musi się przyznać i wtedy obie osoby muszą skreślić ten wyraz — nie dostaną za nie punktów. Następnie kolejni gracze czytają swoje hasła, a gdy wszyscy przeczytają i ewentualnie wykreślą zdublowane wyrazy, wtedy każdy uczestnik otrzymuje 1 punkt za każde niewykreślone słowo. Po tym tura przechodzi do kolejnego gracza i w ten sposób gracie określoną liczbę okrążeń, zależną od liczby uczestników rozgrywki.

Proste i przyjemne prawda? Czasem jednak nie będzie zbyt prosto, bo trzeba będzie się nieźle wysilić, aby przypomnieć sobie słowa albo przedmioty, pasujące do wymaganych warunków. Łap za słówka! – Gra karciana może wam przypominać znane ze szkolnych ławek państwa – miasta. I mimo, że tutaj nie szukamy słów zaczynających się na daną literę, to pewne podobieństwa można dostrzec.

Rzeklibyśmy, że w grze czasem bywa nawet stresująco – można wybrać kategorię, w której czujemy się mocni, ale na dobór liter nie mamy wpływu. Frustrująca może być również sytuacja, gdy zapisaliśmy aż pięć wyrazów, które pasują do kategorii, ale okaże się, że pozostali uczestnicy też je wymyślili, przez co nasza liczba punktów się nie zwiększy. Pomimo tego gra dostarcza dużo dobrej zabawy i humoru w momentach, gdy ktoś próbuje przeforsować nieistniejące słowo.

Polecamy Łap za słówka! – Gra karciana wszystkim, którzy lubią gry słowne. Rozwija nasze słownictwo i ćwiczy pracę pod presją czasu. Nie musimy chyba wspominać, że ze względu na ogromną liczbę kombinacji kategorii i liter, żadna rozgrywka nie będzie taka sama? Także łapcie za pudełko z grą, wrzućcie je do plecaka i biegnijcie grać ze znajomymi!


Nazwa: Łap za słówka! – gra karciana
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2020
Grę najtaniej kupisz TUTAJ

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za wysłanie egzemplarza recenzenckiego
https://egmont.pl/gry-planszowe

Share:

6 lip 2020

Co dasz radę złożyć? - recenzja klocków konstrukcyjnych CardBlocks

Klocki były lub są obecne w życiu każdego z nas. W dzieciństwie sami bawiliśmy się przeróżnymi klockami, z których budowaliśmy, co nam tylko do głowy przyszło. Teraz możemy patrzeć, jak nasze pociechy wymyślają coraz to nowe budowle. Klocki konstrukcyjne Cardblocks wychodzą naprzeciw małym konstruktorom, pozwalając tworzyć większe i trwalsze budowle!

Klocki konstrukcyjne Cardblocks to tekturowe klocki, które (w wersji podstawowej) możemy złożyć do prostopadłościanu, by kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt takich prostopadłościanów połączyć ze sobą specjalnymi łącznikami i stworzyć wspaniałą budowlę. W wersji podstawowej znajdziemy 50 klocków oraz całą masę łączników (przy naszym budowaniu nie wykorzystaliśmy nawet połowy).

Klocki przychodzą w formie do samodzielnego złożenia, ale wydawca nie zaleca ich ponownego rozkładania – trzeba więc wygospodarować trochę miejsca na przechowywanie niewykorzystanych elementów. Klocki składa się dość prosto, drobne problemy mogą być przy pierwszych 2-3, potem już montuje się je wyuczonym ruchem – wszystko jest dobrze opisane w instrukcji składania.

Do pudełka dołączony jest katalog, który pokazuje przeróżne konstrukcje, które można złożyć z otrzymanego zestawu. Wśród nich są krzesełka, statki, sofy, wieże, zamki i inne różne ciekawe budowle. Tutaj do pomocy raczej muszą wkroczyć rodzice, bo nie ma jasnej instrukcji, co jak się składa, są jedynie zdjęcia gotowych budowli. Ale to również ma swoje plusy – wymaga od nas (i dzieci) wyobrażenia sobie „jak to może być zrobione” i ewentualnie użycia własnego pomysłu.

W Klockach Konstrukcyjnych mamy bardzo wiele walorów edukacyjnych i rozwojowych. Po pierwsze składamy różne bryły (szczególnie z dodatkami), więc możemy jednocześnie co nieco dziecku przekazać z matematyki. Budowanie wymaga wyobraźni i patrzenia przestrzennego, dodatkowo rozwija kreatywność dzieci. Podczas składania klocków, dziecko ćwiczy zdolności manualne. No i na końcu kontakt z rodzicami – często opiekunowie będą się wciągać w zabawę, co pozwoli polepszyć kontakt z dzieciakami.

Klocki Konstrukcyjne Cardblocks to ekologiczna zabawka dla małych i dużych. Z czystym sumieniem możemy Wam polecić tę formę rozrywki, gdyż rozwija ona bardzo wiele różnych cech naszych dzieci. Jest to całkiem przyjemna odmiana klocków. Poza tym, że może ozdabiać pokój, to może być też wykorzystana do zabawy z innymi zabawkami. Dodatkowo klocki są tekturowe, brązowe, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by je dzieci pokolorowały! Polecamy!

Nazwa: CardBlocks Klocki Konstrukcyjne
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2020
Grę najtaniej kupisz TUTAJ

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za wysłanie egzemplarza recenzenckiego
Egmont - Kraina Planszówek



Share:

1 lip 2020

Zbuduj unikatową wioskę cyfrowo! - recenzja gry Charterstone Digital

Z powodu ostatnich wydarzeń na całym świecie swoją popularność zdobywają gry planszowe w wersji elektronicznej. Na nasz telefon i komputer trafił Charterstone: Digital Eddition od studia Acram. Czy ta gra ma szansę na zdobycie tak dużej popularności jak jej planszowa wersja?

Charterstone: Digital Edition to elektroniczna wersja gry planszowej o tym samym tytule. Mieliśmy przyjemność recenzować ją prawie dwa lata temu. Wersja cyfrowa dostępna jest na STEAM, iOSa i Androida, a w planach jest jeszcze wersja na Nintendo Switch. Mechanika gry to nic innego jak worker-placement, czyli wysyłanie naszych pracowników, by zdobywali dla nas surowce, budynki, karty czy inne różne kwestie (nie chcemy za wiele spoilerować).

Nie będziemy się tutaj rozpisywać na temat mechaniki w grze, gdyż bezspoilerowo opisaliśmy ją w recenzji gry Charterstone, do przeczytania której Was bardzo zachęcamy! Chcieliśmy tutaj nadmienić, że sama forma rozgrywki jest w bardzo dobry sposób przeniesiona na wersję elektroniczną, więc Ci, którzy znają grę ze stołów, będą musieli zapoznać się jedynie z tym „co gdzie jest”. W wersji na ekranie przeniesione zostały grafiki z gry planszowej i wszystko ładnie się ze sobą zgrywa.

W cyfrowym Charterstone mamy możliwość rozegrania pełnego samouczka, który bardzo fajnie pokazuje, jak grać. Następnie wybieramy, czy gramy kampanię, czy pojedynczą rozgrywkę. Jest oczywiście możliwość grania ze znajomymi zarówno w formie multiplayer, jak i gorące krzesła. Rozegraliśmy pełną kampanię oraz kilkanaście partii i ogólnie jesteśmy bardzo zadowoleni, zacięło nam się tylko raz i to raczej z naszej winy (kwestie sprzętowe).

Czy warto sięgnąć po wersję elektroniczną? Naszym zdaniem tak. Jest to bardzo dobrze i ciekawe przeniesienie, a wręcz odzwierciedlenie planszowej wersji Charterstone. Te same postacie, te same skrzynki, bonusy i decyzje. Jedna partia na telefonie (z tych początkowych) to około 30-40 minut, co w porównaniu z grą planszową – w której dla porządku trzeba było bardzo dobrze rozkładać i składać grę – to praktycznie chwila. I właśnie tę chwilę w podróży, w oczekiwaniu czy po prostu w wolnym czasie warto wykorzystać na rozegranie partyjki Charterstone!


Za udostępnienie gry do recenzji dziękujemy Acram Digital


Share:

Ścisła współpraca

My na Facebooku

Labels

Blog Archive