f listopada 2018 ~ Sterta Gier
  • Wesprzyj Rycerzy w walcę o ufundowanie gry!

28 lis 2018

Wyswobodź Polskę z rąk okupantów! - recenzja prototypu gry Czas Patriotów.

Cieszymy się niezmiernie, widząc jak wiele nowych gier planszowych, polskich autorów powstaje ostatnimi czasy. A jako że rok 2018 to rok szczególny dla Polski, bo świętujemy setną rocznicę odzyskania niepodległości, to jest to dobra okazja, aby światło dzienne ujrzała gra z historią Polski w tle. Dlatego na portalu wspieram.to trwa właśnie kampania mająca na celu ufundowanie gry Czas Patriotów autorstwa pana Pawła Haładyna.

Mamy przyjemność przedstawić wam prototyp tejże gry. Czas patriotów to historyczna gra planszowa dla 2-5 graczy w wieku 11+. Chociaż wyzwolenie się z rąk okupantów zajęło polakom dobrych, kilka lat to wy rozgromicie wroga w około 60 minut. Dokonacie tego przez umiejętne zagrywanie kart i wysyłanie swoich pomocników do polskich miast, aby przynieśli wam korzyści. Oczywiście wygra osoba z największą liczbą punktów, ale autor wyraźnie stwierdza w instrukcji, że jest to poboczne zadanie. Główny cel gry to miłe spędzenie czasu przy stole z grą oraz przybliżenie historii Polski z czasów odzyskania niepodległości w 1918 roku.

Standardowo, jak przy recenzowaniu innych prototypów nie zwracamy szczególnej uwagi na wykończenie, bo te może się jeszcze wiele razy zmienić przed wydaniem finalnego produktu. Na chwilę obecną jednak możemy zdradzić, że na syndrom powietrza w pudełku nie będziecie narzekać. Nam bardzo się spodobała planszetka stylizowana na maszt na której zaznaczamy progres odbijanych miast. Inną ciekawostką są kokardy narodowe, które w grze reprezentują punkty zwycięstwa. Całość jest utrzymana w jednakowej, trochę jesiennej, ale ładnej kolorystyce.

Jak zatem możemy stać się bohaterami narodowymi i wyzwolić własny naród w zaciszu domowym? Przede wszystkim mamy na to 7 pełnych rund, które dzielą się na dwie fazy. Pierwszą z nich jest przygotowanie, czyli przesunięcie odpowiednich znaczników na torze rund, zebranie swoich pionków do swoich zasobów dołożenie nowych kart dostępnych do kupna oraz uzupełnienie ręki kartami z własnego stosu kart odrzuconych. W fazie akcji gracz wykonuje jedną z trzech dostępnych akcji i oznacza jej wykonanie wystawieniem pionka — pomocnika w odpowiednie miejsce. I tak możemy przeprowadzić wyzwalanie miasta. Polega to na zagraniu karty Wyzwalanie, a po spełnieniu warunków z karty, obniżamy Siłę Okupanta w danym mieście. Następnie — jeśli na stole znajduje się już jakieś wyzwolone miasto, to możemy przeprowadzić akcję Przyjazd do Miasta. Po wyłożeniu pionka na odpowiednim kaflu miasta odpalamy jego specjalną właściwość. Ostatnią akcją do wyboru jest Nabycie Karty — czyli za odpowiednią opłatą dobieramy na własną rękę kolejne karty z dostępnych pięciu talii.

Czas Patriotów to karciana tytuł ze wbudowanym mechanizmem wysyłania swoich pionków na różne plansze miast. Sednem gry jednak są same karty. Jak już wspominaliśmy, jest aż 5 dostępnych talii. Karty dzielą się na trzy rodzaje — bazowe, wyzwalania i specjalne. Dzięki kartom bazowym będziecie mogli opłacać koszt zagrania kart wyzwolenia. Karty specjalne, oprócz bazowych symboli, mają jeszcze swoje dodatkowe właściwości. Żeby nie było nudno, wprowadzony został ciekawy twist dobierania kart na rękę. Otóż swoją talię budujemy przez całą rozgrywkę dzięki ciągłemu kupowaniu nowych kart. A co najistotniejsze to to, że podczas Fazy Przygotowania na rękę dobieramy od dołu stosu kart, wcześniej odrzuconych. W Czasie Patriotów wygrywa gracz, który po ukończeniu siódmej rundy wyrecytuje z pamięci, chronologicznie królów dynastii Piastowskiej... Myślicie, że to żart? Wesprzyjcie kampanię na zagramw.to, zagrajcie i się sami przekonajcie!

Czas Patriotów to średnio lekka gra strategiczna. Gra powstaje z połączenia dwóch pasji autora — Pawła Haładyna — historii oraz gier planszowych. Tak właśnie powstają dobre tytuły! Nie bójcie się jednak. Warstwa historyczna nie jest przesadnie nachalna. Owszem z samej gry dowiadujemy się naprawdę dużo o tamtych czasach, a to dodatkowo zachęca do poczytania o Polsce za czasów okupacji. Jednak pomijając tło historyczne, to gra również broni się mechanicznie. Jesteśmy przekonani, że zanim finalna wersja Czasu Patriotów ujrzy światło dzienne, to zmieni się jeszcze kilka rozwiązań. Bądź dojdą może całkiem nowe? Po ograniu prototypu stwierdzamy, że pole do popisu jest spore. Nam się podobał klimat i to, że karty są nazwane autentycznymi organizacjami z tamtych czasów. No i te świetne, czarno-białe zdjęcia miast!

Mimo że autor postawił na warstwę historyczną, to jednak gracze będą musieli trochę pogłówkować jak wyzwolić Warszawę. Polecamy grać w wariancie 3-4 osobowym. Czas rozgrywki się nieco wydłuży, ale czuć wtedy większą rywalizację. Walka o zdobywanie nowych kart czy wyścig po tańsze właściwości specjalne miast są na porządku dziennym. Dodatkowo trzeba całkiem dobrze kalkulować i zarządzać swoją ręką.

Polecamy wesprzeć grę Czas Patriotów na aktualnie trwającej kampanii crowdfundingowej. Akcja trwa do 18.12.2018. Link znajdziecie o tutaj. Jeśli lubisz lekkie i przyjemne gry strategiczne z ciekawym klimatem. Bądź jesteś zapaleńcem historycznym. A może chcesz zachęcić swoje dziecko do nauki poprzez zabawę. I w końcu — jeśli jesteś fanem gier planszowych, to Czas Patriotów jest właśnie dla ciebie!

Czas Patriotów

Share:

26 lis 2018

Usiądź za sterami myśliwca i walcz! - recenzja gry X-Wing druga edycja

Powtarzaliśmy to już wiele razy, bo to po prostu fakty. Jesteśmy fanami uniwersum Gwiezdnych Wojen, czytamy książki i komiksy, oglądamy filmy, gramy w gry zarówno planszowe, jak i komputerowe. Wydawnictwo Rebel.pl wydało drugą edycję gry X-Wing (pierwszą w Polsce wydawała Galakta), a my ją dostaliśmy do recenzji, więc zapraszamy!

X-Wing druga edycja to dwuosobowa, klimatyczna gra bitewna. Jedna partia to około 45-60 minut. Wykonanie tej gry jest po prostu bardzo dobre. Figurki zawierają masę detali, są wykonane bardzo solidnie i wiernie odwzorowują statki znane z filmowej sagi. Karty, wzorniki, elementy tekturowe – wszystko wykonane naprawdę solidnie i klimatycznie, dzięki czemu już po otwarciu pudełka możemy przenieść się w wir Gwiezdnych Wojen.

Skoro już o pudełku mowa to, co znajdziemy w środku? Nawet nie otwierając pudełka, rzucają nam się w oczy 3 statki: 2x TIE/ln oraz 1x X-Wing T-65. Poza owymi statkami, w pudełku znajdziemy: 3 plastikowe podstawki, 6 plastikowych kołków, 8 żetonów statków, 3 tarcze manewrów, 3 żetony identyfikacyjne do tarcz manewrów, 18 żetonów identyfikacyjnych, 6 żetonów namierzania, 6 ładunków standardowych, 3 znaczniki uszkodzeń krytycznych, 3 żetony uników, 1 żeton rozbrojenia, 3 żetony jonizacji, 1 znacznik pierwszego gracza, 4 żetony skupienia, 2 ładunki Mocy, 4 osłony, 5 żetonów stresu, 6 przeszkód, 2 żetony hiperprzestrzeni, 33 karty uszkodzeń, 13 kart statków, 20 kart rozwinięć, 4 karty szybkiego tworzenia, 2 znaczniki pozycji, 11 wzorników manewrów, 1 linijka zasięgu, 3 czerwone kości ataku, 3 zielone kości obrony, instrukcja, streszczenie. Jak widzicie, w tym małym pudle znajduje się naprawdę wiele elementów, które są później wymagane do rozgrywki.

Nie chcemy Wam tutaj rozpisywać się w zasadach, bo mimo iż są proste, to jest ich trochę do przytoczenia. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę, że w X-Winga uczymy się grać powoli i po kolei. Twórcy dołączyli do gry czterostronicowy skrót zawierający przygotowanie do pierwszych rozgrywek wraz z wariantem podstawowym, jak i lekko zaawansowanym. Na tych 4 stronach są świetnie opisane podstawowe mechaniki, więc już po przeczytaniu pierwszych dwóch jesteśmy w stanie usiąść do pierwszych rozgrywek.

To teraz w dużym skrócie: rozgrywka składa się z 3 faz: planowania, aktywacji i walki.

1.       Faza planowania – w tej fazie będzie planować ruch naszego statku. Dzięki specjalnym tarczom, na których zaznaczone są możliwe manewry danego statku, ustalamy, jak poruszy się każdy z naszych statków. Kładziemy tarcze przy danym statku i przechodzimy do kolejnej fazy.

2.       Faza aktywacji – tutaj odwracamy tarcze i poruszamy nasze statku zgodnie z inicjatywą – od najniższej do najwyższej. Przy planowaniu ruchu musimy wziąć pod uwagę czyhające niebezpieczeństwa jak przeszkody czy inne statki. Manewry wykonujemy poprzez przyłożenie odpowiedniego wzornika do wypustek w naszym statku i poprzez przesunięcie go na koniec owego wzornika.

3.       Faza walki – jest to etap, w którym rozgrywają się najważniejsze rzeczy. Sprawdzamy tutaj zasięg naszego statku, który zdecyduje o skuteczności naszego ataku. Atak zaczynamy od statku o najwyższej inicjatywie. Tutaj sprawdzamy, jak potoczą się losy bitwy poprzez rzucanie kośćmi.

W X-Wingu jest dużo zmiennych. Nasze manewry mogę być trudne do wykonania, co z kolei spowoduje, że otrzymamy żeton stresu. W fazie aktywacji może się okazać, że źle wymierzyliśmy i wlecimy w pole asteroid albo że zahaczymy o inny statek, co również może mieć przykre konsekwencje. Faza walki w dużej mierze opiera się na kościach. A na nich mamy 4 symbole: unik, trafienie, trafienie krytyczne, skupienie. W zależności od wartości naszego ataku/obrony tyloma kostkami będziemy rzucać. Nie chcemy zbytnio Wam zanudzać wszystkimi zasadami i kwestiami co, za co się dostaje, a wydaje nam się, że powyższy opis przedstawia zastosowane mechaniki.

Jak to wszystko wygląda w praktyce? Przyznamy się szczerze, że nasza pierwsza rozgrywka (ostatni raz w jakikolwiek bitewniak – LOTR – grałem jakieś 15 lat temu) była dość… śmieszna. Musieliśmy się nauczyć wzorników i „sterowania” naszym statkiem, wiele razy kończyliśmy na przeszkodach bądź innych statkach. Przy kolejnych partiach było już oczywiście lepiej.

Sama gra nam się spodobała. I nie ma to znaczenia, że to Gwiezdne Wojny, bo ta gra jest po prostu bardzo dobra. Przede wszystkim podoba nam się ilość interakcji, która w niej występuję. Musimy przewidywać ruch wroga, odpowiednio dostosować ruch swoich statków, by potem móc zaatakować. Dodatkowo gra ma naprawdę proste zasady podstawowe i nawet jeśli ktoś nie postanowi inwestować w dalszy rozwój swej kolekcji statków, to będzie się świetnie bawił z samych podstawowym zestawem, niezależnie czy będzie grać na zasadach podstawowych czy zaawansowanych (niektórzy dzielą te zasady na „pierwsza partia” i podstawowe – zwał jak zwał). Jedynym naszym zarzutem jest fakt, że nie została dołączona żadna, choćby papierowa, plansza, na której by można grać. Tutaj z pomocą oczywiście przychodzą takie firmy jak playmaty.pl i MB Print, które posiadają w swej ofercie dedykowane maty właśnie do tejże gry, jednak trzeba się liczyć, że to koszt od kilkudziesięciu do nawet dwustu złotych.

X-Wing to gra, którą powinien w swej kolekcji mieć każdy z fanów Star Wars, ale nie tylko. Jest to świetna gra, która jednocześnie spodoba się tym, co lubią „zwykłe” gry planszowe, jak i tym, którzy wolą bitewniaki. Gra ma w sobie wiele klimatu, planowania i interakcji, ale jednocześnie można grać z dzieciakami, co jest jej dodatkowym atutem. Bardzo polecamy Wam sprawdzić swoje siły w X-Wingu, a jeśli nie jesteście przekonani to Rebel na większych konwentach prezentuje tę grę na swoim stoisku!

Ocena: 5,8/6


Nazwa: X-Wing 2 edycja - zestaw podstawowy
Wydawnictwo: Rebel
Rok wydania: 2018
Sugerowana cena: 139,95zł
Dziękujemy wydawnictwu Rebel za przesłanie egzemplarza recenzenckiego
Rebel i wszystko gra
Share:

24 lis 2018

Zbuduj unikalną wioskę i przeżyj niesamowitą przygodę — recenzja gry Charterstone (bez spoilerów)

Gry z systemem legacy to zdecydowanie hit ostatnich kilku lat. Innowacyjna mechanika opiera się na nieustannym wprowadzaniu trwałej i nieodwracalnej zmiany do gry przez samych graczy bądź instrukcję. Fakt, że grający decydują sami o losach swojej rozgrywki i że na każdym kroku czeka na nich jakaś niespodzianka, dostarcza coraz to nowych wrażeń. Dziś, razem z wydawnictwem Rebel zapraszamy was niesamowitą przygodę do Zielonego Jaru, gdzie wybudujemy własną osadę od podstaw.Proszę państwa - Charterstone.

Charterstone to rywalizacyjna gra ekonomiczna typu worker placement z opisanym wyżej systemem legacy, a przeznaczona jest dla 1-6 graczy. Naszym zadaniem będzie rozwijanie nowo założonej osady na obrzeżach królestwa Zielonego Jaru. Dokonywać tego będziemy na przestrzeni 12 rozgrywek, podczas których między innymi otwieramy skrzynki z tajemniczą zawartością. Z każdą partią na nasze odkrycie czekają nowe pola, komponenty oraz zasady gry. Nie martwcie się jednak — po skończeniu kampanii nie musimy wyrzucać gry do kosza. Możemy dalej śmiało grać w niesamowitą grę ekonomiczną na indywidualnie skomponowanej mapie.

Gra Charterstone jest świetnie wykonana. Przyjemnie ciężkie, duże pudło jest wypchane po brzegi komponentami, kartami, planszą, instrukcjami. Wszystkie ilustracje są ładne i utrzymane w bajkowej konwencji, by przyciągnąć do stołu nie tylko zagorzałych fanatyków gier planszowych, ale także i całe rodziny. Wszystkie elementy, takie jak znaczniki, surowce czy karty stoją na wysokim poziomie wykończenia. Ciekawostką jest to, że każdy z graczy otrzymuje swój prywatny kuferek, do którego chowa na koniec każdej rozgrywki określoną ilość surowców, by nie rozpoczynać kolejnej rundy z pustymi rękoma. Instrukcja oraz plansza wraz z postępem partii rozwijają się, przez nieustanne dodawanie nowych naklejek czy to z regułami, czy z budynkami. Te naklejki są starannie dopracowane, co sami zobaczyliśmy, gdy naklejając nowy budynek na planszę, elementy krajobrazu scaliły się w idealną całość. No, chyba że komuś się ręka omsknie...

Ciężko nam pisać o regułach gry Charterstone, aby uniknąć niepotrzebnych spoilerów. Co więcej, trudno przedstawić zasady, których sami jeszcze możemy nie znać. Ale o tym za moment. Spróbujemy wam zaprezentować ogólny zamysł rozgrywki bez psucia wam przyjemności z odkrywania gry na własną rękę. Pierwsze co musicie wiedzieć o Charterstone to to, że twórcy gry starali się maksymalnie zachować familijny charakter gry, co chociażby widać po oprawie graficznej. Tak samo jest z mechaniką. Siadając do pierwszej rozgrywki, doznacie małego szoku, bo chcąc się nauczyć zasad, przekonacie się, że tak naprawdę ich nie ma! Instrukcja praktycznie od razu każe nam rozpocząć grę, a pierwsze reguły poznajemy dopiero na pierwszych pociągniętych kartach. Drugie co musicie wiedzieć to to, że w Charterstone występuje potężna ilość kart, które gracze będą odkrywać adekwatnie wraz z rozwojem swojej wioski. A jakie to podstawowe reguły poznajemy na pierwszej karcie? Taką informację śmiało możemy wam sprzedać.

Na początku każdej partii wszyscy gracze dostają określoną liczbę Znaczników Wpływu i jest to zasób, który musi wam starczyć na całą daną rozgrywkę (oczywiście w trakcie kampanii pojawiają się wyjątki). W kilku pierwszych scenariuszach będzie to wasza najważniejsza waluta, dzięki której będziecie wykonywać najbardziej punktowane akcje. Jakie akcje są dla nas przewidziane? Otóż w swoim ruchu możemy wystawić na planszę swoich pomocników albo też wszystkich ich zgarnąć z planszy. A o co chodzi w tym łorker plejsmencie"? Otóż gracze mają do dyspozycji pionki, które wysyłamy na planszę, aby pomogły nam zdobyć określone zasoby lub zbudowały dla nas jakiś budynek. Ilość i rodzaj zdobywanych surowców oraz koszt rozbudowy są opisane na każdym polu. Tak oto przy pomocy naszych pracowników zdobywamy na przykład drewno, węgiel czy zboże. A także rozwijamy swoją osadę, realizujemy wyznaczone cele i dbamy o punkty reputacji, by zasłużyć się u Wiekuistego Króla. Wszystko to dzieje się aż do momentu, gdy znacznik na Torze Postępu nie dojdzie do końca. Po każdej skończonej partii podliczane są punkty, a wyniki zapisujemy na swojej dedykowanej skrzynce. Jednocześnie poznajemy kolejne etapy fabuły gry Charterstone, przez odkrycie nowych wytycznych na następną partię, czy przez dodanie nowych zasad. I tak się dzieje, jak już wspomnieliśmy przez 12 zaskakujących, pełnych niespodzianek rozgrywek.

Mamy nadzieję, że daliśmy wam wystarczający ogólny opis gry Charterstone, bez zbędnych spoilerów. Podsumujmy więc grę Charterstone naszymi przemyśleniami i wrażeniami. A te są bardzo pozytywne! Gra jest nastawiona raczej na rodzinne rozgrywki niż na cięższe móżdżenie. Od wspominanych, świetnych i kolorowych ilustracji, po sprytną mechanikę spychania pomocników z planszy. W typowych grach worker placement chodzi o to, by postawić swojego pracownika na konkretnym polu, które zostanie zablokowane dla naszych przeciwników. W Charterstone tego nie uświadczymy — chcąc postawić piona na polu z pionkiem oponenta — robimy to. Przy czym ten drugi zostaje zepchnięty z planszy i wraca do zasobów właściciela. Można to sprytnie wykorzystać i wysyłać pracowników tam, gdzie wiemy, że przeciwnik też się uda. Dzięki temu nie będziemy marnować akcji na zebranie pomocników z planszy.

Mimo że Charterstone to tytuł rodzinny to nie jest on wcale taki banalny. Sukces w każdej partii zależy od mądrego zarządzania własnymi surowcami. Musimy dobrze wykalkulować, czy inwestować w rozwój budynków, czy w kupowanie skrzyń (dzięki, którym zyskujemy nowe karty), a może będziemy realizować z góry wyznaczone cele na daną partię? Jedno jest pewne — jeden scenariusz nie trwa wiecznie, więc trzeba w miarę szybko opracować plan działań.

Charterstone to gra typu legacy z ciekawym scenariuszem budowy własnej osady. Gra wymusza na nas rozbudowę planszy o kolejne budynki, z których korzystać będą wszyscy gracze. Jednak trzeba pamiętać o tym, że jest to tytuł, w którym prześcigamy się w zdobywaniu punktów zwycięstwa. Pisaliśmy wyżej, że trudno jest nam przedstawić zasady, których jeszcze nie znamy. A to dlatego, że nie sami nie odkryliśmy jeszcze wszystkiego i jest spora szansa, że nie odkryjemy przed zakończeniem kampanii. Mając to na uwadze, wyobraźcie sobie jak wiele możliwych, ukrytych opcji oferuje Charterstone.

Grę zdecydowanie polecamy wszystkim — rodzinom, geekom czy casual'owym graczom. Proste zasady, które ewoluują w trakcie kampanii, ciekawy scenariusz, multum rzeczy do odkrycia to tylko kilka podstawowych zalet. Warto zagłębić się w świat Charterstone'a po znacznie więcej!

6/6

Nazwa: Charterstone
Wydawnictwo: Rebel
Rok wydania: 2018
Sugerowana cena: 210zł
Dziękujemy wydawnictwu Rebel za przesłanie egzemplarza recenzenckiego
Rebel i wszystko gra

Share:

22 lis 2018

Zabierz swoją rybkę na Ilos! - recenzja gier Little Big Fish i Ilos


Funiverse jest wydawnictwem, które zadebiutowało w tym roku kilkoma tytułami. Po pierwsze są odpowiedzialni za wydanie kultowego Kemeta, ale nie tylko! Na swoim koncie mają już kilka wydanych tytułów. W nasze ręce wpadły 4 gry, a dziś chcielibyśmy Wam zaprezentować dwie z nich.

Na pierwszy rzut pójdzie szybka i prosta gra Little Big Fish. Jest to taktyczna gra dwuosobowa, w której będziemy prowadzić swoje rybki do wzrostu i pokonania przeciwnika. W pudełku znajdziemy aż 24 figurki rybek, a do tego 4 plansze, 8 żetonów niespodzianki, 8 żetonów planktonu i instrukcję. Wykonanie jest całkiem dobre, plansze odpowiednio grube, by nie zniszczyć się po kilku grach, rybki też całkiem przyjemne.

Gra jest prosta – mamy 3 wielkości rybek. Rybki zjadają się, jeśli są tego samego rozmiaru lub większa zjada mniejszą. W swoim ruchu poruszamy albo 2 rybki o jedno pole albo 1 rybkę o dwa pola. Małe rybki mają ten bonus, że mogą przepływać przez wraki, co daje im dodatkowe możliwości. Na planszy znajdziemy jeszcze plankton, który po zjedzeniu spowoduje wzrost naszej rybki, są też inne pola specjalne, które mogą powodować różne zawirowania na planszy. Gra kończy się, gdy któryś z graczy zje 5 rybek przeciwnika lub gdy któremuś z graczy zostanie tylko 1 rybka na planszy.

Jak widzicie. jest to gra w stylu szachów tylko z dodatkowymi elementami. Prostota zasad to jej zaleta, bo można grać z dzieciakami już od 8 roku życia, a jedna partia to około 10-15 minut. Nam gra się spodobała, ponieważ nie było przestojów, była nutka ryzyka (po wejściu na pole z niespodzianką dociągamy żeton – albo na tym stracimy albo zyskamy) i planowania ruchów. Oczywiście wszystko zależy od ruchu przeciwnika. Dzieci podczas rozgrywki w Little Big Fish uczą się drobnego planowania na ruch do przodu oraz starają się przewidzieć ruchy przeciwników (nawet nie wiecie, jaką czerpią radość z tego,gdy ktoś postąpi zgodnie z tym jak dziecko myślało...)

Łatwość tychże zasad jest też ważnym aspektem przy graniu z dziećmi. Otóż jest to gra, w której nie musimy kontrolować, czy dzieciaki grają dobrze, wystarczy wytłumaczyć raz (no czasem coś powtórzyć) i już pociechy grają. Łatwo też namówić kolejnych, młodych graczy, by zasiedli i spróbowali swoich sił w tejże grze.

Jeśli szukacie ciekawej, szybkiej gry, do której będziecie mogli zasiąść z dzieciakami, to Little Big Fish jest tutaj bardzo dobrym wyborem. Wykonanie jest naprawdę dobre, zasady są proste, do tego figurki rybek, które z pewnością zainteresują nie jedno dziecko. Jak dla nas to jest to dobry wybór, a i cena jest zachęcająca.



Drugim tytułem otrzymanym od Funiverse jest Ilos. To już tytuł trochę cięższy (ale nie znów ciężki) od wyżej opisanego Little Big Fish. W tymże tytule wcielamy się w kupca, który będzie konkurować z innymi o zasoby nowego lądu. Pudło już większe, ale i zawartość bardziej okazała, bo w znajdziemy w nim: 90 kart akcji, 5 zasłonek, 5 planszetek, 25 statków, 50 odkrywców, tabele cen rynkowych, 10 znaczników wzrostu cen, 20 kafelków planszy, 152 żetony zasobów, 10 żetonów budynków, instrukcję.

Gra jest wydana ładnie. Kolorowa okładka zachęca do sięgnięcia po ten tytuł i od razu sugeruje, że będziemy w tym tytule podróżować statkami. Co znajdziemy w środku już wiecie, ale warto też wspomnieć o wykonaniu – żetony są solidne, grube i bardzo wytrzymałe. Karty są wykonane również solidnie i bardzo dobrze, bo operuje się nimi w grze dość często. Kafelki planszy również są grube, co prawda łatwo się ścierają (rewersy), ale generalnie nie jest to problemem. Przejdźmy zatem do rozgrywki!

Przyznam szczerze, że instrukcją byłem trochę zaskoczony. Po pierwsze – przygotowanie do rozgrywki jest od razu przy opisie elementów. Może to i dobrze, ale u nas wprowadziło mały chaos. Początkowo byliśmy zniechęceni do tej instrukcji -  najpierw przedstawia ona zasady dokładania kafelków, daje nam słowniczek, a dopiero potem mówi jak wygląda przebieg gry. Naszym zdaniem można to było zamienić i byłoby bardziej uporządkowane. Instrukcja zawiera na końcu podsumowanie i jest to najlepsze, co się mogło tutaj stać – po rzucie okiem już wszystko jasne.

Po przebrnięciu przez reguły, zasiedliśmy do rozgrywki. I okazała się całkiem przyjemna. W Ilos zagrywamy karty, opłacamy ich koszt (wyrażony w kartach) i wykonujemy akcję zależnie od tego, jaką kartę zagraliśmy. Akcji jest kilka, ale w całej grze chodzi o dokładanie nowych kafelków wysp, o zdobywanie na nich surowców i dokładanie tam swoich Odkrywców. Gra się do momentu aż któryś z graczy rozstawi swoich wszystkich 10 Odkrywców. Bardzo ciekawą formą zdobywania punktów są ceny rynkowe – w czasie gry zdobywamy surowce, mamy też akcje zwiększania ceny rynkowej, dzięki której na koniec gry nasze (jak i przeciwnika) surowce są warte więcej. Kto zdobędzie najwięcej punktów zostaje zwycięzcą.

W Ilos każdy z graczy posiada zasłonki i jest to dobry pomysł, gdyż musimy na bieżąco obserwować, co brali przeciwnicy, ponieważ wszystkie swoje surowce trzymamy w ukryciu. W grze występują też piraci – możemy się na takim polu postawić i wtedy przeciwnicy muszą płacić większy kosztza wykonanie akcji przy danych wyspach. Dodatkowo na wspomnianych już zasłonkach mamy skrót akcji i symboli w grze, co jest świetną sprawą. Gra oferuje naprawdę wiele rozwiązań w dojściu do zwycięstwa, za co wielki plus!

Bardzo nam się spodobało skalowanie tego tytułu. W zależności od liczby graczy będziemy mieli okazje grać na mniejszej lub większej planszy (setup kafelków zależy od liczby graczy). Pozwala to odczuć, że niezależnie, czy gramy w czworo czy we dwoje, to i tak na planszy jest dość ciasno. W dodatku prostota zasad tej gry powoduje, że łatwo zachęcić innych graczy, by zasiedli do niej z nami na te 45 minut.

Ilos świetnie sprawdzi się więc jako tytuł, którym możemy wprowadzić do świata planszówek mniej zaawansowanych graczy. Będzie to ekonomiczny odpowiednik Ticketto Ride – równie łatwe zasady, a równie ciekawa rozgrywka i planowanie. Gra jest regrywalna dzięki losowemu rozkładowi kafelków startowych oraz oczywiście dzięki dostosowywaniu się graczy do panujących na planszy zmian. Chowanie swoich „punktów” jest również ciekawe, bo każde z nas miało wrażenie, że spokojnie jest na prowadzeniu i wygra, by po odsłonięciu zasłonek zostać sromotnie pokonanym. Jeśli nikt nie popełni jakichś kilku kardynalnych błędów w trakcie rozgrywki, to wyniki będą zbliżone do siebie, co dodatkowo zachęca do rewanżu. Polecamy sprawdzić ten tytuł!




Nazwa: Little Big Fish / Ilos
Wydawnictwo: Funiverse
Rok wydania: 2018
Sugerowana cena: 79zł / 139 zł
Dziękujemy wydawnictwu Funiverse za przesłanie egzemplarza recenzenckiego

Share:

19 lis 2018

Czym gra za młodu nasiąknie, tym dodatek trąci - recenzja gry Polska Luxtorpeda: Odjazd

Ostatnio recenzowaliśmy kilka dodatków do podstawowych wersji gry i dziś robimy to samo. Na nasz warsztat po raz drugi wjechała Luxtorpeda. Jeśli nie mieliście jeszcze przyjemności dowiedzieć się co to takiego, to zapraszamy na naszą wcześniejszą recenzję tutaj. Tymczasem zapnijcie pasy ponownie, bo wyszykowaliśmy dla was artykuł o drugiej odsłonie Polskiej Luxtorpedy. Zatem Odjazd!

Polska Luxtorpeda: Odjazd! to karciana gra typu memory z mechaniką podobną, jaka występuje w dobrze znanych wszystkim Dobble. Tytuł przeznaczony jest dla 2-8 graczy w wieku 5-105 lat, a czas rozgrywki nie powinien przekroczyć 20 minut. W grze będziemy kolejno odsłaniać i zgadywać karty z kategorii kojarzących się typowo z polską kulturą. Gracz z największą liczbą odgadniętych kart zwycięży rozgrywkę.
 
Wykonanie gry PL: Odjazd! nie różni się prawie w ogóle od pierwszej części gry. Jakość komponentów, a nawet wypraska są identycznie zaprojektowane. Karty są wytrzymałe i zdadzą egzamin przy rodzinnych rozgrywkach po niedzielnym obiedzie. Jednak jeśli jest to kolejna odsłona cyklu, to muszą być jakiekolwiek zmiany. I dlatego różni się szata graficzna pudełka - utrzymana jest w kolorach flagi Polski, co nadaje tylko patriotycznego smaczku.

Rozgrywka w tej odsłonie serii wygląda dokładnie tak samo jak w jej poprzedniczce. Wybieramy siedem spośród dostępnych kategorii i odkrywamy po jednej karcie obiektu. Po chwili czasu potrzebnej na zapamiętanie ich zakrywamy je. Następnie resztę kart tasujemy i pierwszy gracz odkrywa pierwszą z góry. Teraz wszyscy starają się jak najszybciej podać nazwę obiektu na zakrytej karcie z tej samej kategorii co właśnie odsłoniętej. Na przykład odkryty został motyl, więc trzeba przypomnieć sobie ukryty obiekt znajdujący się poniżej karty kategorii owady. Osoba, która jako pierwsza poprawnie odgadła zakrytą kartę, bierze ją do swojego stosu jako punkt zwycięstwa. W wersji Odjazd! dochodzi wariant z dodatkowymi kartami. O co chodzi? Otóż w grze jest 6 dodatkowych kategorii i można ich używać na dwa sposoby. Zamiennie, zastępując dowolne kategorie podstawowe lub też dodając je do kategorii podstawowych. Czyli utrudniamy sobie wtedy grę, bo mamy więcej kart do zapamiętania. Nowością są też Karty z Luxtorpedą. Polega to na wtasowaniu specjalnie oznakowanych kart do talii, a gdy kolejny gracz odkryje taką kartę, należy ją odłożyć na bok. Zostanie ona zdobyta razem z kolejną poprawną odpowiedzią, któregoś z graczy. Taka karta jest warta dodatkowy punkt. Gracz, który będzie posiadał najwięcej poprawnie odgadniętych kart, wygrywa grę.
 
Rozgrywka jest bardzo podobna, jeśli chodzi o pierwszą wersję Polskiej Luxtorpedy. Bo po co zmieniać coś, co dobrze działa. Dodatkowe karty punktujące są dobrym uzupełnieniem gry i czasem mogą pomóc w dogonieniu punktami przeciwnika, bądź też dadzą nam możliwość wybicia się ponad skalę punktów.

Tak jak w poprzedniczce miłym faktem jest to, że można dowolnie wybierać kategorie, z których chcemy korzystać w danej chwili. A jeśli ktoś posiada obie wersje gry, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby mieszać kategorie z obu pudełek! Polska Luxtorpeda: Odjazd! również nas uczy - wszystkie karty z krótkim ich opisem są spisane w instrukcji. Dla dzieciaków będzie to świetne uzupełnienie po dawce zabawy, która rozwija pamięć.

Polecamy Polską Luxtorpedę: Odjazd! ze względu na walory edukacyjne i zabawę jaką oferuje. Nie raz wspominaliśmy, że warto łączyć przyjemne z pożytecznym. I zdecydowanie taką opcję tutaj znajdziemy. Zatem grajcie i uczcie się na raz - dwa - Odjazd!

Ocena: 4/6
Nazwa: Luxtorpeda: Odjazd!
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2018
Sugerowana cena: 35zł
Dziękujemy wydawnictwu Egmont za przesłanie egzemplarza recenzenckiego
Egmont



Share:

17 lis 2018

Opowiedz Wasz wspólny sen - recenzja gry Chyba Śnisz


Znacie kogoś, kto nie lubi spać? Bo my nie! Cool Mini or Not (a w Polsce Rebel) postanowiło wydać grę, która opiera się na temacie snu. Już jedną taką grę recenzowaliśmy (Kraina Snów) i nawet się nam podobała, a jak wypadnie Chyba Śnisz? Sprawdźcie sami!


Chyba Śnisz to kooperacyjna gra planszowa dla całej rodziny. W pudełku znajdziemy aż 159 różnych kart z pięknymi, czasami abstrakcyjnymi ilustracjami. Gracze będą mieli za zadanie najpierw opowiedzieć sen przez zagrywanie karty i opowiadanie jego fragmentu, by po upływie pewnego czasu, odmierzanego przez dołączoną klepsydrę, odwrócić całą talię zagranych kart i wspólnie opowiedzieć sen.

Zasady poznaliście już tak naprawdę powyżej – każdy z graczy zagrywa kartę, opowiadając krótką historyjkę (najczęściej jednozdaniową), i dobiera w jej miejsce nową kartę. Karty wcale nie muszą być zagrywane po kolei. Po upływie około 2 minut bierzemy stos i odwracamy go. Kolejno gracze będą teraz opowiadać zapamiętany sen. Za poprawną odpowiedź do karty – 2 pkty. Za odpowiedź przy pomocy innego gracza – 1pkt. Za błędną odpowiedź – minus 1pkt. Na koniec gry porównujemy nasz wynik z podaną przez autora tabelką.

Dla kogo jest więc ta gra? Jeżeli chodzi o wiek, to dla wszystkich – przy grze będą dobrze bawić się zarówno dzieciaki, jak i starsi gracze. Z pewnością zachwyceni będą gracze, którzy lubią tzw. storytelling, czyli opowiadanie historii przy graniu. No i jest to dobry tytuł dla fanów różnych rozrywek w stylu memo.

Szczerze powiedziawszy,gdy dostaliśmy grę Chyba Śnisz i przeczytaliśmy jej instrukcję, to nie byliśmy porwani. Ot to kolejna gra o zapamiętaniu kart i historii do nich. No ale postanowiliśmy do niej zasiąść z gronie 4 osób i… bawiliśmy się naprawdę dobrze! Sami byliśmy zdziwieni, jak zdaliśmy sobie sprawę, że zagraliśmy z 5-6 „rund” pod rząd bez zająknięcia.

Najbardziej w Chyba Śnisz podoba nam się to, jak gra pobudza naszą wyobraźnię. Dodatkowo grając z dziećmi, widzimy jak ćwiczą one zapamiętywanie i wymyślanie historii do danych obrazów, więc i element edukacyjny tutaj znajdziemy. Zagrywając kolejne karty i wymyślając do nich różne historie, często wybucha się śmiechem, gdy ktoś rzuci jakieś niestworzone historie z krainy absurdu (bądź po prostu snu ;) ), jak np. „(…) a następnie polecieli na lodach do domu (...)”.

Chyba Śnisz to całkiem przyjemna, ale przede wszystkim banalnie prosta gra. Sprawdza się świetnie do gry z dziećmi, które są potem zachwycone i chcą grać jeszcze. Ponad 150 kart zapewnia bardzo dużą regrywalność i zdecydowanie gra się tak łatwo nie znudzi.

Trzeba jednak pamiętać, że w większym gronie (najlepiej 5-6 osób) gra się najlepiej, bo nadal jest to tytuł z gier typu „imprezowe” - czyli lekkich, szybkich i dla dużej grupy. Wtedy co prawda trudniej sobie przypomnieć kolejne etapy snu, jednak zabawy jest co niemiara.

Polecamy tytuł wszystkim fanom gier, w której opowiada się historie. Chyba Śnisz sprawdzi się też świetnie jako prezent dla dzieciaków. Duża regrywalność, wartości edukacyjne, a na dodatek pobudza myślenie i wyobraźnię, ucząc dzieci współpracy. A na koniec najważniejsze – dzieciaki przy grze są naprawdę zachwycone i żadne z nich nie przegrywa!


Ocena: 4,5/6


Nazwa: Chyba Śnisz
Wydawnictwo: Rebel
Rok wydania: 2018
Cena: 55zł
Dziękujemy wydawnictu Rebel za przesłanie gry do recenzji
Rebel i wszystko gra
Share:

Ścisła współpraca

My na Facebooku

Labels

Blog Archive