• PRZEDSPRZEDAŻ

20 lis 2019

Jeden na jednego, czy trzech na jednego? – Recenzja gry Drako: Smok i Krasnoludy

Praktycznie wszystkie gry planszowe są projektowane tak, że można w nie grać do czterech osób. Oczywiście wiadomo, że do imprezówek nawet i więcej graczy usiądzie, a od jakiegoś czasu widoczny jest trend tworzenia trybu solo w grach. Dziś jednak opowiemy wam o grze tylko dla dwóch graczy – Drako: Smok i Krasnoludy.

Drako: Smok i Krasnoludy to asymetryczna, karciana gra planszowa, w której jeden gracz steruje poczynaniami potężnego smoka, a drugi dowodzi bandą krasnoludów polujących na tytułowego gada. Według informacji pudełkowych w grę można grać od ósmego roku życia, a partyjka ma trwać około 30 minut. Oczywiście obie informacje są umowne. Pojedynek trwa aż do momentu, gdy krasnoludy pokonają smoka albo gdy mistyczny gad przetrwa spotkanie i odleci polować do innej krainy.

Zacznijmy jednak od początku. W średniej wielkości pudełku znajdziemy planszę, talie kart smoka i krasnoludów wraz z planszetkami dla obu stron pojedynku, znaczniki sieci, furii i obrażeń oraz instrukcję. Oprócz tego w genialnie zaprojektowanej wyprasce znajdziemy trzy figurki krasnoludzkiej drużyny oraz figurkę czerwonego smoka. Wszystko jest bardzo ładne, wręcz eleganckie. Puryści figurkowi mogą się co prawda czepiać, że na figurkach mogłoby być więcej szczegółów, ale naszym zdaniem jest naprawdę dobrze! Kto ma ochotę będzie mógł je nawet pomalować. Nas oczywiście urzekła wypraska, bo jest tak dobrze zaprojektowana, że żadne elementy się ze sobą nie mieszają i bardzo łatwo się je wyciąga z pudełka podczas przygotowania.
I jak to w końcu jest? Czy Drako: Smok i Krasnoludy to gra jeden na jednego, czy trzech na jednego? Otóż zdecydowanie jest to gra dwuosobowa, a przewaga liczebna krasnoludów nad smokiem wynika z tego, że gad jest znacznie silniejszy i zna kilka ciekawych sztuczek. Krasnoludy muszą się więc  salwować większą liczebnością oraz swoimi trikami. Jak zatem się pojedynkować? Na zmianę – gracze wykonują ruchy jeden po drugim, a w swojej turze wykonują dwie akcje. Pierwsza akcja do wyboru, to dobranie dwóch kart na rękę, pamiętając, że gdy będziemy mieć ich więcej niż 6, to musimy jakąś odrzucić. Drugą akcją jaką możemy wybrać to zagranie jeden karty z ręki. Warto zaznaczyć, że akcje mogą się powtarzać, czyli możemy dobrać cztery karty albo zagrać dwie. Na kartach widnieją też symbole, które przedstawiają, o ile pól możecie poruszyć swoją figurką, ile obrażeń zadacie lub przed iloma się obronicie. Tyle! Żeby jednak nie było znów zbyt prosto, to musicie wiedzieć, że zarówno krasnoludy jak i smok mają swoje zdolności specjalne. Pierwszy krasnolud może atakować z dystansu strzelając z kuszy, drugi pęta smoka siecią, a trzeci, gdy wpadnie w furię, może raz na grę wykonać dodatkową akcję. Smok natomiast potrafi latać po całej planszy i ziać ogniem, który zadaje obrażenia kilku przeciwnikom na raz. Pojedynkujecie się aż do momentu, gdy krasnoludy pokonają smoka, albo gdy gad przeżyje cały atak lub wpierw sam pokona swoich oprawców.

Jak wam się widzi gra Smok: Drako i Krasnoludy? Niewątpliwie kojarzy się z grą Monolith Arena, w której fantastyczne potwory też pojedynkują się na planszach o heksagonalnych polach. Jednak Drako jest bardziej przystępny dla graczy początkujących i nie ma w nim aż tylu skomplikowanych reguł, o których trzeba pamiętać. Nam Drako: Smok i Krasnoludy bardzo się podoba ze względu na czas trwania rozgrywki. Pierwsze partie mogą być nieco dłuższe, ale gdy już opanujemy grę, to partyjka może się zamknąć w około 20 minutach.

Gra jest bardzo łatwa i przyjemna. Co prawda zastanawialiśmy się, czy nie dobrym pomysłem byłoby dorzucić jakiś tryb zaawansowany? Jeszcze bardziej urozmaiciłoby to rozgrywkę. Można by się również przyczepić do losowości gry, bo nie da się w żaden sposób jej modyfikować – musimy grać tak, jak sobie potasowaliśmy karty. Czasem gracz grający smokiem będzie miał sposobność szybkiego wykończenia przeciwnika, a czasem będzie musiał trzymać się na dystans całą grę. Krasnoludy znów muszą wspólnie pracować na zwycięstwo – od obrania strategicznych pozycji do wyczucia idealnego momentu na atak.

Słowem podsumowania, gra Drako: Smok i Krasnoludy to dobry tytuł dla graczy, który często grają tylko w parach i szukają gier właśnie dwuosobowych. Tytuł daje sporo frajdy z rozgrywki i pokonania przeciwnika, ale jednocześnie nie wymaga od graczy dużego móżdżenia. Jest to dobry przerywnik między cięższymi tytułami oraz dobry tytuł na wprowadzenie graczy początkujących. Polecamy.

Nazwa: Drako: Smok i Krasnoludy
Wydawnictwo: Rebel
Rok wydania: 2019
Najtaniej kupisz TUTAJ

Dziękujemy wydawnictwu Rebel za wysłanie egzemplarza recenzenckiego 
Rebel.pl

Share:

12 lis 2019

Zdobywaj sławę i bogactwo! - recenzja gry Ganges

Czasami lubimy usiąść do dobrego „euro”, którego tłumaczenie nie zajmie godziny, a rozgrywka kolejnych trzech. W nasze ręce trafił bardzo barwny i ciekawie zapowiadający się Ganges z serii Egmont Geek. Czy warto siąść i poświęcić czas na tę grę? Sprawdźmy!

Ganges to gra worker placement dla 2 - 4 osób, gdzie partia to około godzinka, a według twórców można grać już od 12 roku życia. Jeśli jednak macie pociechy, które już wcześniej grały w gry z mechaniką worker placement, to i od 10 roku życia dadzą radę.

W kolorowym pudełku znajdziemy sporo tektury, drewna i kości. Pod wieczkiem bowiem otrzymamy: dwustronną plansze, 4 plansze prowincji, 4 plansze Kali, 48 kości, 64 kafle prowincji, 24 pracowników, 4 łodzie, 4 znaczniki bogactwa, 20 drewnianych znaczników, 4 znaczniki sławy, słoń pierwszego gracza, 2 żetony blokujące, 4 żetony bonusów, 30 żetonów specjalnych, 8 żetonów rzeki oraz instrukcje. Wykonanie? Na wysokim poziomie – tektura wystarczająco gruba, kości się nie ścierają, drewno solidne i przede wszystkim ładne.

Zasad w grze trochę jest, ale najłatwiej uczy się ich podczas rozgrywania pierwszej partii) Mechanika gry to worker placement. Na początku mamy 3 pracowników, ale szybko mamy okazję zdobyć nawet do 5. Plansza podzielona jest na 4 obszary – pałac (w którym korzystamy z akcji i dostajemy kości), kamieniołom (dzięki któremu budujemy prowincje), rynek (na którym sprzedajemy towary z naszych prowincji) oraz port (w którym poruszamy nasz statek).  W swojej turze gracz umieszcza jednego pracownika, płaci ewentualny koszt danego pola (w kości bądź pieniądzach) i wykonuje akcje. Z jednej strony musimy rozbudowywać swoje prowincje (których koszt to wartość kości), ale z drugiej musimy korzystać z innych pól, aby zdobywać kości do późniejszego wykorzystania. W grze operujemy dwoma torami – sławy i bogactwa. Gra toczy się do momentu aż znaczniki któregoś gracza się spotkają lub miną (idą w przeciwnych kierunkach).

Są to bardzo uproszczone zasady, które nie oddają tak naprawdę piękna tej gry. Mimo że to gra euro, to występuje tutaj negatywna interakcja. Co prawda nie bezpośrednia, ale zawsze – bardzo łatwo odczytać intencje innych graczy i ich zablokować, podebrać kość czy daną prowincję. Nam się to spodobało, gdyż lubimy krzyżować innym plany.

Gra urzekła nas przede wszystkim tym, że skończyła się po niecałej godzinie. Lubimy euro, lubimy worker placement, ale nie lubimy siedzieć po 3 godziny nad planszą z parującą głową. Gra jest również bardzo ładna i przyciąga wzrok graczy, z drugiej strony jest bardzo czytelna co jest bardzo dużym plusem, gdyż często gry euro mają tyle ikon że ciężko się potem połapać.

Ganges to tytuł dla średnio zaawansowanych graczy i wielbicieli gier z mechaniką worker placement. Jeżeli szukacie ciekawej gry, którą możecie obdarować geeka na święta, to Ganges będzie naszym zdaniem bardzo dobrym wyborem. Polecamy tę grę!


Nazwa: Ganges

Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2019
Sugerowana cena: 25zł

Sprawdź TUTAJ
Dziękujemy wydawnictwu Egmont za przesłanie egzemplarza recenzenckiego.

Skorzystaj z promocji!
Wpisz poniższy kod i uzyskaj do 40% zniżki! Aby skorzystać z kodu należy założyć konto.
Kod promocyjny: steragier



Share:

4 lis 2019

Zasiądź za sterami sterowca i dostarczaj surowce – recenzja gry Solenia

Praca kuriera to niełatwe zadanie. Podczas gdy kolejne zamówienia spływają, trzeba się ścigać z czasem i pilnować, by paczki dotarły nieuszkodzone do adresata. Dziś opowiemy wam o grze, w której stajecie się pewnego rodzaju kurierami surowców w świecie, gdzie na jednej półkuli panuje wieczny dzień, a na drugiej wieczna noc. Zaintrygowani? Proszę państwa oto Solenia.

Solenia to familijna gra strategiczna dla 1-4 graczy w wieku 10+. W grze będziemy podróżować potężnym sterowcem i dostarczać różne surowce z jednej półkuli na drugą. Za dostarczone towary będziemy zdobywać punkty, a osoba, która będzie miała ich najwięcej na koniec gry – wygra!
W dużym pudełku znajdziemy wiele elementów. I tu od razu zaznaczymy fakt, że do gry dołączone są specjalne kartoniki, które po złożeniu dają nam dedykowane miejsca na odpowiednie surowce, żetony czy też karty. Bardzo miły zabieg, dzięki któremu mamy porządek w pudełku. Bo komponentów w grze jest naprawdę sporo – plansze graczy, części planszy głównej, karty, surowce, żetony zamówień, płytki usprawnień… Dużo! Całość daje wrażenie pełnego pudełka, chociaż niektóre elementy mogłyby być wykonane z grubszej tektury. Graficznie Solenia prezentuje się wyśmienicie. Ilustracje są przyjazne dla oka i nie ma najmniejszych problemów z czytelnością symboli. Wisienką na torcie w całej prezentacji tytułu jest figurka sterowca, którą poruszamy w trakcie gry oraz fakt, że plansza jest ruchoma! Ale o tym w dalszej części tekstu.

Zasady gry Solenia są bardzo proste i bez problemu można je wytłumaczyć w parę minut. Zachęcamy jednak, aby poświęcić więcej uwagi małym niuansom, które występują w grze, a które mogą nie zostać wychwycone przez osoby mniej doświadczone. Zatem od początku – szybkie przygotowanie gry polega na rozdaniu odpowiednich elementów graczom, potasowaniu żetonów zamówień i przygotowaniu planszy oraz zasobów ogólnych. Warto tutaj wspomnieć o tym, że część planszy reprezentuje nocną część planety Solenia, a druga część planszy jej słoneczną część. Każdy uczestnik rozgrywki zaczyna z własną talią 16 kart, z której dobiera rękę startową. W swojej turze gracz zagrywa jedną kartę z ręki na pole planszy i pobiera do własnego magazynu surowiec wskazany na danym obszarze w ilości pokazanej przez górną część karty. Ważne jest, aby dokładać kartę do pola sąsiadującego ze sterowcem lub do własnej wcześniej wyłożonej karty. Jeśli chcemy wyłożyć kartę trochę dalej, to musimy opłacić odpowiedni koszt za odległość. Niektóre karty mogą nam również kazać się poruszyć figurką sterowca o jedno pole do przodu. Gdy to następuje, nasza składająca się z kilku części plansza się zmienia! Odłączamy jej pierwszy element i dokładamy na sam koniec, jednocześnie obracając ją na drugą stronę. Tak oto z ciemnej nocy nasze sterowce wlatują w pełną energii i światła słoneczną część Solenii (bądź na opak). Co więcej, gdy już zdobędziemy odpowiednią liczbę surowców, to możemy zrealizować zamówienie, opłacając jego koszt i zbierając odpowiedni kafelek, na którym widnieje liczba zdobytych punktów, które zsumujemy na koniec gry. W ten sposób zagrywamy karty, zdobywamy surowce, realizujemy zamówienia przez pełne 16 rund, aż się nam wyczerpie talia kart. Przechodzimy wtedy do finalnego punktowania, a zwycięża gracz z ich największą ilością.

Wydaje się proste prawda? Bo taka jest gra Solenia. Jest to przyjemny familijny tytuł, który bardzo łatwo jest wytłumaczyć graczom, którzy z planszówkami mają jeszcze mało wspólnego. Natomiast jeśli uważacie, że gra jest zbyt prosta, to oczywiście autor przygotował wariant zaawansowany, gdzie zmienia się kilka reguł (np. dokładania kafelka zamówienia do naszego sterowca). Dla osób przywiązanych do gry tak bardzo, że nie mogą się doczekać, aż zasiądą do gry z kimś — przygotowany również został tryb solo.

Nam gra się bardzo spodobała. Lubimy gry strategiczno – ekonomiczne, gdzie trzeba z wyprzedzeniem planować ruchy. Jednak w rozrywce czteroosobowej, mapa dość szybko się zmienia i często długoterminowe plany mogą być bez sensu. Bardzo nietuzinkowym i innowacyjnym pomysłem jest zmieniająca się plansza, gdzie w części nocnej produkujemy inne zasoby niż w części dziennej. Podobnie jest z realizowaniem zamówień – jeśli przegapimy ostatnią możliwość zakupów za dnia, będziemy musieli czekać, aż gracze swoimi ruchami przeprowadzą planszę przez jej nocną stronę.

Grę Solenia polecamy graczom początkującym i średnio zaawansowanym. Rozgrywka daje wiele satysfakcji po wygranej, ale również czasem daje w kość. Jeśli popełnimy jakiś błąd, to może nas on kosztować to, że przeciwnik szybciej zrealizuje dane zamówienie, co w efekcie przekłada się na cenne punkty zwycięstwa. Dodatkowo, chociaż w grze nie występuje typowa negatywna interakcja, to jest ona wyczuwalna przez blokowanie sobie wzajemnie miejsca na planszy.

Co prawda w Solenii nie występują pory roku, to my chcemy wam polecić ten tytuł na nadchodzące jesienno – zimowe wieczory. A piękne ilustracje słonecznego miasta sprawią, że wrócicie do wspomnień lata. Gra jest kolejnym tytułem, który warto poznać, aby wciągać się w świat planszówek. To co? Przekonaliśmy już was do wypróbowania gry Solenia?

 Nazwa: Solenia
Wydawnictwo: Rebel
Rok wydania: 2019
Najtaniej kupisz TUTAJ
Dziękujemy wydawnictwu Rebel za wysłanie egzemplarza recenzenckiego
Rebel i wszystko gra!
Share:

31 paź 2019

Pokonasz wszystkie sztuczki? - recenzja gry Escape Room: Magiczna Sztuczka

[BRAK SPOILERÓW] 


 Pod koniec zeszłego roku w nasze ręce trafił kieszonkowy Escape Room Skok w Wenecji, wydawnictwa foxgames. Już wtedy byliśmy bardzo zadowoleni z tej formy rozrywki, a teraz chcielibyśmy Wam zaprezentować kolejną odsłonę tychże Escape Roomów, mianowicie Magiczna Sztuczka. Czy tak samo warto poświęcić swój czas i pieniądze jak przy poprzedniej odsłonie?
 
Escape Room: Magiczna Sztuczka to gra karciana dla 1 – 6 graczy w wieku powyżej 12 lat. W tym Escape Roomie będziecie wspólnie rozwiązywać zagadki stawiane Wam przez Magika jak i będziecie musieli poradzić sobie potem w różnych sytuacjach. W małym (w końcu to kieszonkowe wydanie) pudełku znajdziemy 60 kart, wśród których znajduje się też instrukcja i wprowadzenie do rozgrywki. Wykonanie? Bardzo dobre!
 
Zasady gry są wręcz banalne i od razu przedstawione za pomocą kart. Rozwiązując kolejne zagadki będziecie zdobywać przedmioty, które następnie będziecie mogli wykorzystać w rozgrywce. I tak naprawdę tyle jest zasad. Karty dokładnie mówią kiedy można je odwrócić. Na kartach są przeróżne zagadki, jednak tutaj nie chcemy za wiele zdradzać, by nie psuć Wam zabawy. 

W Escape Room: Magiczna Sztuczka będziecie musieli nieźle wysilić swoje szare komórki. Ta wersja różni się troszkę od innych z tej samej serii – nie zmieniamy tutaj swojego położenia (za dużo), dodatkowo mamy narratora – Magika – który oprowadza nas po tajnikach magii i pokazuje różne sztuczki. Jest to bardzo ciekawy zabieg i nie ukrywamy, że się nam podobał.
 
Choć na pudełku wiek sugerowany to 12 lat, to zdecydowanie polecamy Wam sprawdzić ten tytuł z młodszymi graczami. Może i nie będą w stanie poradzić sobie z wszystkimi zagadkami, ale tajniki magii zdradzane przez narratora mogą ich nieźle zaciekawić, dodatkowo w grze wykorzystuje się różne dodatkowe elementy (nie chcemy zdradzać jakie ;)), których używanie też sprawia niezłą frajdę. 

Polecamy Escape Room: Magiczna Sztuczka wszystkim pasjonatom tego typu rozrywki. Jeśli podobały Wam się poprzednie odsłony, albo chociażby Dziennik 29 to nie będziecie zawiedzeni z tego tytułu. Warto sprawdzić, jak tak naprawdę „działa” magia, bo kto nie chciał być w dzieciństwie mistrzem takich sztuczek?

 
 Nazwa: Escape Room: Magiczna Sztuczka
Wydawnictwo: FoxGames 
Rok wydania: 2019
Najtaniej kupisz TUTAJ
Dziękujemy wydawnictwu Foxgames za przesłanie egzemplarza recenzenckiego  
FoxGames




Share:

28 paź 2019

Trzymaj porządek w szafie i zdobywaj punkty — recenzja gry Skarpeta Chochlika

Nurtuje nas pytanie, kto z was drodzy czytelnicy jest bałaganiarzem, a kto zatwardziałym pedantem? Komu nie przeszkadzają porozrzucane na podłodze ubrania, a kto ma stały porządek w szafie? Pytamy, ponieważ mamy dla was recenzję gry, w której wygrywamy przez utrzymanie ładu w naszej garderobie.

Skarpeta Chochlika wydawnictwa Alexander to gra dla 2-4 graczy w wieku 8+. Podczas gry będziecie dobierać kafelki z nadrukowanymi ubraniami i układać je na swojej planszetce gracza. Jednak nie możecie dokładać ich byle jak. Punkty przyznawane są za odpowiedni porządek w szafie — ubrania muszą zostać poukładane kolorystycznie lub rodzajami. Gracz z idealnie wyprasowanymi i poukładanymi ubraniami wygra rozgrywkę.

W pudełku otwieranym jak większość pozostałych gier wydawnictwa Alexander znajdziemy: 4 plansze — szafy gracza, 96 kartoników ubrań, talię kart oraz instrukcję. Jakość komponentów nie jest najgorsza, ale do najlepszych też nie należy. Możecie być pewni, że gra wytrzyma niejedną rozgrywkę z dziećmi. Ilustracje w grze Skarpeta Chochlika są bardzo kolorowe i zabawne. Dzieciom przypadnie do gustu okładka ze śmiesznym chochlikiem i jego skarpetą.

Dobrze, ale tyle wspominamy o porządkach w szafie, że czas na tę przyjemną część, czyli grę! Przygotujmy zatem rozgrywkę — rozdajcie każdemu uczestnikowi jego planszę gracza, która reprezentuje naszą szafę, na której będziecie układać kafelki ubrań. Następnie podzielcie talię kart na dwie równe części i do jednej z nich włóżcie kartę Śmierdząca Skarpeta, której wylosowanie kończy grę. Następnie dobrze potasujecie oba stosy kart i połączcie razem, pamiętając, aby Śmierdząca Skarpeta znalazła się w dolnej części talii. Następnie, po wymieszaniu kartoników z ubraniami i po dobraniu dwóch startowych na rękę jesteście gotowi do gry! W pierwszej fazie gramy trzy rundy bez użycia talii kart, tak aby każdy z graczy miał możliwość dołożenia chociaż kilku elementów ubrań do swojej szafy. W drugiej fazie dochodzi już czynnik dobierania kart, więc pozwólcie, że opiszemy wam teraz jak wygląda pełny ruch gracza. W swojej turze dociągamy kartę z przygotowanej talii i odkrywamy ją, aby każdy miał szansę się jej przyjrzeć i odpowiednio szybko zareagować. Bo niektóre karty będą wymagały od nas tego, aby jak najszybciej przykryć je ręką. Kto pierwszy „zaklepie” daną kartę może skorzystać z jej właściwości — podebrać przeciwnikowi ubranie z jego szafy, dobrać dodatkowy kafelek z ogólnej puli lub dostać ekstra punkt. Jeśli jednak ktoś się pomyli i położy rękę na nieodpowiedniej karcie — traci następną kolejkę. Po rozpatrzeniu karty, aktywny gracz dobiera kafelek z ubraniem na rękę i może ułożyć go w swojej szafie. I tutaj trzeba się odpowiednio dobrze zastanowić i dobrze planować dokładanie kafli. A to dlatego, że na koniec gry punktujemy za ułożenie minimum trzech ubrań w takim samym kolorze lub rodzaju. Za każde dodatkowe ubranie w tej samej grupie punktujemy dodatkowo. Gra toczy się w ten sposób do momentu, aż któryś z graczy nie zapełni swojej szafy, skończą się ubrania w puli lub ktoś wylosuje kartę Śmierdzącej Skarpety. Wygrywa gracz, który zdobył najwięcej punktów.

Skarpeta Chochlika to naszym zdaniem jedna z lepszych gier wydawnictwa Alexander. W swojej prostocie jest jednocześnie lekkim wyzwaniem. Zagrywać się w nią będą zarówno najmłodsi, jak i najstarsi gracze. Jednak każdej rozgrywce zawsze będzie towarzyszyła logika, humor, refleks i pozytywne emocje!

Dzieci będą miały frajdę z kolorowych obrazków. I nawet jeśli niekoniecznie pojmą, w jaki sposób w grze się punktuje, to na pewno będą miały uciechę z układania ubrań w szafie. Jednak po kilku partiach starsze dzieci, które zrozumieją zasadę łączenia kolorów i kształtów będą poważnymi rywalami. W końcu refleks z wiekiem gdzieś ucieka i to dzieci są szybsze niż dorośli.

Polecamy grę Skarpeta Chochlika jako świetną grę rodzinną, która uczy dzieci nie tylko porządku w szafie, ale ćwiczy również logikę przez jak najlepsze układanie kafelków. Dodatkowo wymaga od nas refleksu i spostrzegawczości. Jest to dobry tytuł jednakowo dla młodszych graczy, a także dla ich rodziców. Polecamy!



Nazwa: Skarpeta Chochlika
Wydawnictwo: Alexander
Rok wydania: 2018

Grę najtaniej kupisz TUTAJ
Dziękujemy wydawnictwu Alexander za wysłanie egzemplarza recenzenckiego 
Alexander

Share:

25 paź 2019

Dostarczaj towary i zyskuj chwałę! - recenzja gry Star Wars: Zewnętrzne Rubieże

„Wiesz, ten statek uratował mi życie kilka razy. To najszybsza kupa śmieci w galaktyce” – tak Lando Calrissian wypowiadał się na temat Sokoła Milennium, którego przegrał w finale Sabaca. Teraz to my możemy spróbować swoich sił w przemycaniu różnych towarów za pomocą tego, jak i innych statków. Mowa tutaj oczywiście o grze Star Wars Zewnętrzne Rubieże.

Star Wars Zewnętrzne Rubieże to gra planszowa dla 1 – 4 osób, w wieku od 14 lat. Jedna partia trwa około 120 – 180 minut. W Star Wars Zewnętrzne Rubieże gracze wcielają się role pilotów – przemytników, płatnych zabójców czy rebeliantów – znanych z całej sagi Gwiezdnych Wojen. W grze wcielimy się w takie postacie jak Han Solo, Lando Calrissian, Boba Fett czy Jyn Erso.

Skoro już wstępnie wiecie, kogo możecie spotkać w grze, to sprawdźmy co jeszcze w pudle piszczy. Pudełko standardowych ostatnio wymiarów (takie, jak do Wsiąść do Pociągu czy Terraformacji Marsa) na okładce ma najsłynniejszy statek z całej sagi – wspomnianego wcześniej już Sokoła Milennium, który ucieka przed Tie Fighterami. Już to sprawia, że człowiek chce poznać więcej. Po otwarciu pudełka, w środku znajdziemy: 12 dwustronnych plansz statków, 4 plansze graczy, 16 żetonów reputacji, 22 żetony kontaktów, 16 żetonów patroli, 8 znaczników postaci, 40 żetonów obrażeń, 60 żetonów kredytów, 215 kart, 12 żetonów celu, 2 końce mapy, 6 płytek mapy, 6 kości k8, instrukcję oraz kompendium wiedzy.

Jak sami widzicie, w pudle znajdziecie całkiem sporo elementów. Jakość stoi na bardzo wysokim poziomie, choć  mamy drobne obawy o plansze mapy – są wykonane z dość grubej tektury, a to sprawia, że łatwiej się rozwarstwiają, szczególnie w momencie łączenia i rozłączania planszy. Do pozostałych elementów nie możemy się specjalnie przyczepić, wszystko wykonane porządnie.

Reguły gry są mocno rozbudowane, dlatego przytoczymy Wam bardzo ogólny zarys rozgrywki. Jak już wspomnieliśmy, w Star Wars Zewnętrzne Rubieże wcielacie się w rolę pilotów, którzy starają się zdobyć jak największą sławę. Każdy z graczy otrzymuje znacznik postaci, planszetkę oraz statek początkowy. Tura gracza rozgrywa się w 3 fazach: planowania, akcji, spotkań. W pierwszej z nich gracze decydują, czy zostają w miejscu gdzie są i regenerują siły (leczą obrażenia), podejmują się drobnych, legalnych zleceń (dobierają kredyty – gotówkę), czy może przemieszczają się. W drugiej z faz wykonują różne akcje – dostarczają ładunki (zarówno legalne jak i nielegalne), wykonują akcję handlu (można kupować nowe ładunki, przyjmować zlecenia, misje, kupować statki itp.) i/lub wymieniają się kartami z innymi graczami (żadne obietnice nie są wiążące!). Ostatnia faza to spotkania – tutaj wykonujemy misje lub spotykamy się patrolem, kontaktem lub rozgrywamy niespodziewane spotkanie. W grze występuje reputacja, którą będziemy zdobywać wśród 4 głównych frakcji: Huttów, Syndykatów, Imperium i Rebelii. Dobre stosunki z jedną frakcją często kończą się negatywnym nastawieniem innymi. Wszystko ma swoje plusy i minusy – przykładowo, gdy będziemy mieć dobre stosunki z Imperium, to patrole szturmowców nie będą nas zatrzymywać podczas ruchu. Gra toczy się do momentu, aż któryś z graczy zdobędzie 10 punktów sławy.

Jest to wielki skrót zasad. W Star Wars Zewnętrzne Rubieże występuje talia zwana bankiem danych. Często karty misji, kontaktów czy zleceń odnoszą się do kart z banku danych, gdzie w klimatyczny sposób mamy opisany przebieg naszej misji czy dalszych naszych losów. Są też karty, które na rewersie mają tę samą cyfrę – zwiększa to regrywalność, gdyż nigdy nie wiemy, którą kartę dociągniemy, gdy gra powie nam, że mamy przeczytać kartę nr 1.

Autorem tej gry planszowej jest osoba, która wniosła do świata planszówek naprawdę wiele, a w dodatku zaprojektował wiele gier w światach znanych z filmów czy gier. Mowa tutaj oczywiście o Corney’u Konieczka, który stworzył takie gry jak StarCraft: The Board Game, Battlestar Galactica: The Board Game, Star Wars: Rebelia czy Twilight Imperium. Wszystkie jego gry wręcz ociekają klimatem, a w połączeniu ze świetną mechaniką praktycznie zawsze stają się hitami.

Gra okraszona jest wspaniałymi grafikami. Rubryka z ludźmi, którzy brali udział przy tworzeniu ilustracji jest imponująca. Wśród nich znajdziemy również polaków, takich jak Mariusz Gandzel (51 stan, Basilica), Rafał Hrynkiewicz (Horror w Arkham, Descent) czy Łukasz Jaskólski (Lord of the rings: the card game). Możemy być dumni, że nasi rodacy mieli okazje tworzyć te piękne ilustracje, które naprawdę mają wielki wpływ na odbiór gry.

Star Wars Zewnętrzne Rubieże to jeden z nielicznych tytułów, którego nasza pierwsza rozgrywka odbyła się w trybie solo. I wypadła bardzo dobrze! Aż sami byliśmy w szoku, gdyż z reguły warianty solo są dla nas dodatkiem, który nie przyciąga na tyle, by z niego korzystać. Tutaj mamy specjalnie zaprojektowane karty dla naszego wirtualnego gracza, które określają, jakie akcje wykonuje on w konkretnych turach. I jesteśmy zachwyceni tym, jak dobrze to wypadło!

Star Wars Zewnętrzne Rubieże to bardzo dobry, klimatyczny, regrywalny tytuł, którego problemem jest… czas rozgrywki. Dla ludzi, którzy nie „żyją” Gwiezdnymi Wojnami, gra może się przeciągać, szczególnie w rozgrywce w pełnym składzie. Jednak po opanowaniu zasad, sama rozgrywka przebiega coraz płynniej, a swoje ruchy można przemyśleć już w trakcie trwania tury innych graczy.

Dla nas jest to tytuł, który zdecydowanie zostanie na półce, a i przy nadarzających się okazjach będziemy do niego wracać. Star Wars Zewnętrzne Rubieże zajęło miejsce na naszej półce tuż obok Rebelii i Imperium Atakuje, więc nasze szafki niebawem będą się uginać pod wpływem Mocy. Tak czy owak – polecamy wszystkim tę grę, gdyż jest to kolejny świetny twór Corey’a Konieczki, w którym każdy powinien choć spróbować swoich sił, a fani Gwiezdnych Wojen nie mogą przegapić tejże pozycji! I na koniec cytując największą szuję w Galaktyce: „Tutaj zaczyna się zabawa!”



Nazwa: Star Wars: Zewnętrzne Rubieże
Wydawnictwo: Rebel
Rok wydania: 2019

Najtaniej kupisz TUTAJ
Dziękujemy księgarni Tania Książka za wysłanie egzemplarza recenzenckiego






Share:

20 paź 2019

Odnajdź skarb nim zrobią to inni! - recenzja gry Wyspa Skarbów: Złoto Johna Silvera

Gry asymetryczne są dość specyficznym gatunkiem i te dobrze zrobione z reguły osiągają wysokie pozycje w ocenach graczy. Większość z nas przecież słyszała o Posiadłości Szaleństwa, Zimnej Wojnie (Twilight Struggle) czy Star Wars: Rebelia. W grach asymetrycznych gracze mają do osiągnięcia różne cele lub wykorzystują inne mechaniki rozgrywki. Z taką grą mamy do czynienia i tym razem. Otóż otrzymaliśmy od wydawnictwa Rebel grę Wyspa Skarbów: Złoto Johna Silvera.

Wyspa Skarbów: Złoto Johna Silvera to asymetryczna gra dla 2-5 graczy powyżej 10 roku życia, w której jedna partia trwa około 45 - 60 minut. Jeden z graczy ukrywa skarb, a następnie zostaje uwięziony w wieży i zmuszony podpowiadać innym, gdzie ten skarb jest (ale może też blefować!). Jego zadaniem jest ukrywać skarb jak najdłużej, gdyż po określonej liczbie rund wychodzi z więzienia i sam stara się go odzyskać!

W ładnym pudełku z grą znajdziemy: 5 zasłonek graczy (wraz ze skrótem akcji), 5 pionków, 4 żetony kolejności, 4 arkusze na notatki, 4 mapy piratów, planszę wyspy, 4 plansze postaci, 2 małe linijki, jedną dużą linijkę, duży szablon poszukiwania, mały szablon poszukiwania, 5 mazaków, duży kompas, mały kompas, 11 wskazówek obszarowych, 8 wskazówek kompasu, dwustronną planszę kalendarza, 11 wskazówek czarnej plamy, 7 wskazówek początkowych, 8 żetonów informacji, 6 żetonów skrzyni, żeton skarbu, skrzynię, dwustronną mapę Długiego Johna Silvera, cyrkiel (!) i instrukcję.

Jak sami widzicie pudło zawiera naprawdę wiele, a do tego jest klimatycznie wykonane – część pudełka jest z przykrywką, co jest imitacją skrzyni – możemy w niej trzymać wszystkie „drobne” elementy, by nie latały po pudełku i nie rozsypywały się. Samo wykonanie jest naprawdę porządne – po wszystkich planszach możemy pisać mazakiem i bez problemu to potem zetrzeć. Cyrkiel, w który wkładamy mazak, ma gumową przyssawkę, więc również trzyma się na miejscu. Nie da się ukryć, że Wyspa Skarbów robi niesamowite pierwsze wrażenie w trakcie wypakowywania. A jak jest dalej?

Choć na pierwszy rzut oka gra wydaje się być skomplikowana – masa elementów, kompasy, linijki, cyrkle itd. - to same zasady są stosunkowo proste, choć trochę się ich w grze znajduje. Poniżej omówimy je dla Was w skrócie, tak byście mogli poznać, o co mniej więcej chodzi. Jeden z graczy wciela się w rolę Johna Silvera, który ukrywa skarb (zaznacza to na swojej planszy za zasłonką). Zadaniem pozostałych graczy jest odnalezienie owego skarbu. Pomagać im będą wskazówki, które dawać będzie John za pomocą kart wykładanych na planszę kalendarza. Jednak nie wszystkie muszą być prawdziwe – pod każdą wskazówką zagrywa on bowiem zakryty żeton, który definiuje czy wskazówka jest prawdziwa, czy nie (żetony blefu są ograniczone i takich wskazówek może być 1-2-3, w zależności od tego jak toczy się rozgrywka). Gracze w swojej turze mogą albo przemieścić się galopem (o odległość 6mil i zakończyć ruch, przemieścić się o 3 i wykonać małe poszukiwania, albo nie przemieszczać się i wykonać duże poszukiwania (duże od małych różnią się narzędziem, które dobieramy – możemy bowiem użyć małego lub dużego koła poszukiwań). Dodatkowo, każda z postaci ma swoje własne rodzaje akcji. I tak gra toczy się, aż ktoś znajdzie skarb – lub dopóki żeton kolejności nie znajdzie się na polu ucieczki z wieży. Wtedy do gry wkracza John, który pędzi po swój skarb – od tej pory nie daje już żadnych wskazówek. Kto pierwszy zdobędzie złoto zostaje zwycięzcą.

Oczywiście jest to duży skrót zasad, pokazujący ogólną mechanikę. Gracz dający wskazówki musi się mocno pilnować, by nie naprowadzić graczy za szybko na skarb. Z drugiej strony, gracze muszą zdecydować jak bardzo zaufać Johnowi oraz czy warto go sprawdzać (i kiedy!). W pierwszej partii, jako John powinien grać najbardziej doświadczony gracz, gdyż jest tutaj trochę więcej do kombinowania niż przy poszukiwaniach.

Wyspa Skarbów: Złoto Johna Silvera to naprawdę ciekawa i wciągająca gra. Na początku odnosiło się wrażenie, jakoby John miał bardzo trudną sytuację i że skarb zaraz zostanie odnaleziony, ale odpowiednie wskazówki (i blef) pomagały odciągać innych od nagrody. Bardzo podobało się nam to, jak każdy z graczy w ukryciu notował, rysował, planował i angażował się w rozgrywkę tak, jakby naprawdę mieli zaraz odnaleźć wielką skrzynię ze złotem.

Bardzo gorąco polecamy tę grę, gdyż dawno nie mieliśmy tak ciekawej gry asymetrycznej (oczywiście na szycie naszej listy nadal będzie Rebelia), która tak by wciągnęła wszystkich graczy. Jeżeli lubicie gry z blefem, z współpracą mimo różnych celów i z asymetrią to Wyspa Skarbów: Złoto Johna Silvera jest zdecydowanie grą dla Was!

Nazwa: Wyspa Skarbów: Złoto Johna Silvera
Wydawnictwo: Rebel
Rok wydania: 2019


Najtaniej kupisz
TUTAJ
Dziękujemy wydawnictwu Rebel za wysłanie egzemplarza recenzenckiego
Rebel i wyszstko gra


Share:

15 paź 2019

Angielski przez zabawę - recenzja gry To be or not to be!

 Ostatnio stosunkowo często wrzucamy na stronę gry, które zostały stworzone lub które można wykorzystać do nauki języka angielskiego. Tym razem również chcielibyśmy Wam zaprezentować takową grę wydawnictwa Edgard – To be Or not to be. Kto powinien sięgnąć po ten tytuł? A może nie warto? Sprawdźmy.

To be or not to be to gra do nauki języka angielskiego w grupach od 2 do 8 osób, w wieku powyżej 9 lat. W tekturowym pudełku znajdziemy 3 talie, a każda talia to 55 kart. W samą grę można grać aż w czterech wariantach. W każdej talii mamy 26 par i 1 solo, 1 kartę instrukcji i jeden słowniczek. Talie dzielimy na: przymiotniki, czasowniki i dialogi, a każda karta okraszona jest pasującą ilustracją.

Do każdej talii proponowane są cztery warianty zasad. Pierwszym jest klasyczne memory, w którym szukamy par (i docelowo czytamy po angielsku, choć instrukcja tego nie mówi). Drugim wariantem jest „Szachraj”, czyli znany u nas Piotruś – dobieramy liczbę kart (pary + jedna karta bez pary) w zależności od liczby graczy (zgodnie z instrukcją), rozdajemy je pośród graczy i gramy – każdą parę, którą uda się nam zebrać odkładamy na bok – my gramy z dziećmi w szkole tak, że każda odkładana para musi zostać przez nich przeczytana (nauka wymowy angielskich słówek) i przetłumaczona – w tym pomagają im wspomniane wcześniej ilustracje.
Kolejny wariant to karuzela. Polega on na uzbieraniu dwóch par w trzymanych kartach. Gracze jednocześnie wybierają po jednej karcie i przekazują ją przeciwnikowi po swojej lewej stronie. Gramy tak dopóki ktoś nie zdobędzie dwóch par – krzyczy się wówczas STOP i odkrywa pary – tak jak w poprzednim wariancie, my prosimy dzieci o przeczytanie i tłumaczenie. Czwartym i ostatnim jest wariant „klapek”, w którym karty rozdaje się pomiędzy graczy, a każdy z nich układa je przed sobą zakryte. Symultanicznie gracze odkrywają wierzchnią kartę. Zadaniem graczy jest klepnięcie w stół, jeśli wśród odkrytych kart zauważą parę. Gracz, który zrobi to jako pierwszy, zabiera parę jako swoje punkty (i tutaj, tak jak wcześniej, czytamy i tłumaczymy). W kolejnych rundach karty kładzie się obok już odsłoniętych, co może spowodować, że na stole pojawi się więcej niż jedna para – ale można zabrać tylko jedną. Wygrywa gracz, który zgarnie najwięcej par.

To be Or not to be świetnie sprawdzi się podczas lekcji języka angielskiego jako odskocznia od tradycyjnej nauki. Zabawne ilustracje pomagają dzieciom lepiej zrozumieć słownictwo przedstawione na karcie, a talia zawierająca dialogi umożliwia naukę komunikowania się w codziennych sytuacjach. Oprócz przedstawionych wariantów, karty mogą zostać również wykorzystane do wprowadzania i utrwalania słownictwa zarówno podczas lekcji w szkole, jak i zabawy w domu. Jedynym minusem jest brak informacji w instrukcji o tłumaczeniu/czytaniu słówek czy dialogów, ale o to już musimy zadbać sami – przecież dążymy do tego, by dzieci jak najwięcej wyniosły z tej gry.

To be Or not to be to dobra propozycja dla nauczycieli, którzy szukają ciekawych sposobów na zachęcenie dzieci do nauki języka angielskiego. Przecież wszyscy wiemy, że łatwiej przekonać dzieci do nauki przez zabawę, a szczególnie wtedy, gdy uczą się nie do końca świadomie. Polecamy sprawdzić Wam ten tytuł, jeśli szukacie pomocy naukowych, które wesprą wasze pociechy w nauce.

Nazwa: Bójka na słówka

Wydawnictwo: Edgard
Rok wydania: 2019

Grę najtaniej kupisz TUTAJ
Dziękujemy wydawnictwu Edgard za przesłanie egzemplarza recenzenckiego


Share:

Ścisła współpraca

My na Facebooku

Labels

Blog Archive