f grudnia 2017 ~ Sterta Gier
  • Elekt

    Gra Elekt oferuje wiele strategicznych decyzji w każdej rozgrywce, które napędzane są intuicyjną i przystępną mechaniką.

  • Ex Libris

    Ex Libris - Marzysz o sprawowaniu funkcji Głównego Bibliotekarza w mieście nie z tego świata?

  • Trefle

    Trefle to niesamowity pojedynek na spryt i humor. W grze musisz pozbyć się wszystkich kart tak szybko, jak to tylko możliwe.

30 gru 2017

Podsumowanie i podziękowania

Końcówka roku to dla każdego czas na podsumowania mijającego okresu. Czas na refleksje oraz plany na nadchodzący rok. My również chcemy zebrać w całość owoce ostatnich miesięcy w tym poście i podzielić się z Wami wynikami naszej pracy. Dziękujemy Wam, że nas odwiedzacie i czytacie nasze artykuły. Dziękujemy za wszystkie łapki w górze na Facebook'u czy Instagramie. Jest to dla nas pozytywny sygnał, że nasza praca nie idzie tylko w eter, ale ktoś faktycznie czyta nasze teksty.

Rok 2017 to dla Sterty ciężki rok. Ale w dobrym tego słowa znaczeniu, bo ciężka praca mocno zaowocowała. Do naszej załogi dołączyło parę nowych osób i zmieniliśmy wygląd bloga. Z tygodnia na tydzień pojawiało się więcej recenzji i innych planszówkowych artykułów, a także nasze profile na social mediach się rozrosły. Zaczęliśmy współpracę z kilkoma nowymi wydawnictwami, jeździliśmy na konwenty, aby zdawać Wam z nich relację.

Ogromne podziękowania należą się również wszystkim wydawcom, którzy wspierają nas od wielu lat! Zaczynaliśmy od mniejszych firm wydawniczych, by teraz współpracować z tymi największymi w Polsce, jak np. Rebel czy Portal. Każdą współpracę jednak traktujemy na równi i z każdej gry wszystkim wydawców cieszymy się tak samo!

W przyszłym roku mamy nadzieję, że będziemy Was zaskakiwać jeszcze większą ilością publikowanego materiału i nie będą to same recenzje. Popracujemy również nad regularnym organizowaniem spotkań planszówkowych, na które już Was serdecznie zapraszamy. Jesteśmy pozytywnie nastawieni na kolejne 12 miesięcy, abyście często do Nas wracali.

Skoro o podsumowaniach mowa, nie mogło zabraknąć małej listy najlepszych gier planszowych, w które graliśmy w tym roku. Przedstawiamy Wam dwanaście tytułów (niekoniecznie wydanych w 2017 roku), które nas oczarowały w ciągu minionych dwunastu miesięcy. Kolejność nie ma znaczenia.

1. IceCool - Ta gra znalazła się na tej liście bo to świetny przykład, że przy planszówkach trzeba też się ruszać. Jest to połączenie klasycznej gry w kapsle z nowoczesną zabawą. Dzieci będą się wielokrotnie zagrywały bez pamięci.

2. Wojownicy Midgardu - Temat wikingów często pojawia się w karciankach i planszówkach. Tutaj wikingowie wrócili, aby bronić swej krainy przed najazdem złych potworów. Ładne wykonanie z ciekawymi mechanikami.

3. Bankrut - Lubimy gry imprezowe, a Bankrut jest świetnym jej przykładem. W tej grze nie opłaca się być cichą myszką, ale twardym i głośnym negocjatorem!

4. Fuse - Gdy stoper ruszy, nie ma czasu do stracenia! Rzucając jak najszybciej kośćmi i współpracując ze sobą, musicie rozbroić cały szereg bomb. Wszystko oczywiście w czasie rzeczywistym.

5. Miecz Samuraja - A gdyby rzucić wszystko i zostać samurajem? Proszę bardzo - w tej karciance wcielamy się w rolę dobrych i złych samurajów i walczymy między sobą, starając się nie zdradzić swojej tożsamości.

6. Pandemic Legacy: Sezon 2 - Co tu dużo pisać. Najlepsza gra 2017 roku. Koniec.

7. Diamenty - Płynie w Was żyłka odkrywców, a filmy z Indianą Jonesem znacie na pamięć? Spróbujcie zebrać więcej diamentów niż wasi przeciwnicy, zanim wpadniecie w wężową pułapkę.

8. The Godfather: ImperiumCorleone - chcemy Wam złożyć pewną propozycję. Propozycję nie do odrzucenia. Zagrajcie kilka partii tej gry, a z pewnością poczujecie się jak sycylijscy mafiozi.

9. Łotry - Na takiej podsumowującej rok nie mogło zabraknąć też polskiego akcentu. Łotry to zdecydowanie najlepsza polska gra w tym roku. Urzeka prostotą, negatywną interakcją i świetnymi grafikami.

10. Kraina Snów - Mimo, że król jest tylko jeden to tę grę można by nazwać następcą Dixita. Piękna gra w skojarzenia z dobrą wróżką i złym chochlikiem.

11. Ocaleni - Cięższy tytuł, ale bardzo regrywalny. Zachęca swoją postapokaliptyczną tematyką oraz urozmaiconą mechaniką worker placement. Wykonanie stoi również na wysokim poziomie. Zwłaszcza edycja kolekcjonerska.

12. Unlock - Gry typu escape room, podbiły Internet i większe miasta, w których powstają specjalne pokoje z zagadkami. W świecie planszówek jest już sporo tytułów tego typu, a Unlock jest najciekawszym z nich.

Oczywiście lista mogłaby być dłuższa jak i w każdej takiej "topce". Tutaj jednak zamieściliśmy gry, które nas najbardziej urzekły w tym roku. Wykonaniem, mechaniką, tematem, wszystkim. Przekonajcie się sami i wypróbujcie jakiś tytuł z tego zestawienia, albo zagrajcie w jakąś inną grę recenzowaną przez nas w mijającym 2017 roku.

Nie przedłużając już więcej, chcemy jeszcze raz podziękować Wam drodzy czytelnicy Sterty Gier za wszystkie odwiedziny, lajki i komentarze. Tymczasem zabieramy się do pracy, bo recenzje gier dla Was same się nie napiszą!


Share:

23 gru 2017

Przemierzając bezkres nieba stań się najsłynniejszym piratem - recenzja gry Morze Chmur

Życie piratów to ciągłe wyzwania i przygody. Historia nas uczy, że piraci to źli ludzie, którzy napadali i grabili pokojowe statki w celu wzbogacania się. W książkach przygodowych i filmach obraz rozbójników morskich został trochę naciągnięty i często kibicujemy złym bohaterom w ich poczynaniach. Jedno jest pewne - z tytułem pirata idą zarówno obowiązki, jak i przywileje. Dziś chcemy zaprezentować Wam grę, w której wcielamy się w rolę kapitana latającego okrętu i stajemy do pojedynku o tytuł Władcy Morza Chmur.

Morze Chmur to karciana gra wydawnictwa 2  Pionki dla 2-4 graczy w wieku 10+. W grze, jak już wspominaliśmy, stajemy się dowódcą latającego statku i przemierzamy bezkresne niebo w poszukiwaniu przygód. Wiele skarbów i reliktów czeka, aż je odkryjecie. Wiadomym jest również, że piraci dbają o swoją reputację i często szykują abordaże na wrogie statki. Stoczycie wiele bitew, zasmakujecie słodkich zwycięstw, jak również gorzkich porażek. Zbierając kolejne artefakty, butelki najlepszego rumu, i wygrywając potyczki, będziecie dążyć do uzyskania jak najwyższej ilości punktów, która doprowadzi Was do zwycięstwa.

Jednak zanim zaczniemy nasze pirackie wojaże, skupmy się na zawartości pudełka. Po podniesieniu wieczka naszym oczom ukazuje się instrukcja, 4 plansze Kapitanów, 1 plansza główna, znacznik Papugi, Okrętu oraz Kapelusza, 65 Dublonów, 94 karty Łupów oraz notes do zapisywania punktacji. Wszystko ma swoje miejsce w dopasowanej wyprasce. Elementy gry są ładnie wykonane, a na specjalną uwagę zasługują wszystkie ilustracje w grze. Są klimatyczne i bajkowe, ale z umiarkowaniem. Zachęcą dzieci do gry, ale również dorośli nie poskąpią komplementem na ich temat. Interesującym akcentem jest również znacznik Papugi, który rozstrzyga remisy.

Piracka bandera kojarzy się często zawsze z trupią czaszką na czarnym tle. Możecie sobie więc pomyśleć, że skoro gra jest o piratach, to powinna być w ciemnej kolorystyce. W Morzu Chmur tak nie jest. Pudełko jest białe, a całość barwna i kolorowa. Wydawnictwo 2 Pionki  dba o estetykę wszystkich swoich gier. Gdy przejrzymy już zawartość pudełka i ucichną pierwsze okrzyki zachwytu nad tym, jaka gra jest ładna, czas nauczyć się w nią grać. Zajmie nam to niewiele czasu, bo tak naprawdę wystarczy przeczytać instrukcję tylko raz. Ta napisana jest nieskomplikowanie, a także zawiera wiele przykładów ze zdjęciami.

Przygotowanie gry polega na przetasowaniu talii kart Łupów i ułożeniu jej na odpowiednich polach na głównej planszy, rozdaniu graczom ich planszetki i początkowej ilości Dublonów oraz na wybraniu pierwszego gracza. Małe zmiany zachodzą jedynie w rozgrywce dwuosobowej, podczas tasowania Łupów. Gracze w każdej rundzie kolejno będą się dzielić łupami i w ten sposób zdobywać Rum, Relikty, Przedmioty, oraz Załogę Piracką. Czasem też dojdzie do potyczek, które wygra najsilniejsza załoga statku.

Rozpoczynając od Pierwszego Gracza, a następnie zgodnie z ruchem wskazówek zegara, bierzemy jedną kartę Łupu z pierwszego pola na planszy głównej i decydujemy, co z nią zrobić. Mamy dwie opcje: albo bierzemy ją dla siebie i dokładamy jawnie do naszej planszetki Kapitana, albo w tajemnicy przed innymi odkładamy ją z powrotem. Gdy zdecydujemy się ją odłożyć na swoje miejsce, musimy do niej dołożyć kolejną kartę łupu, a następnie przeglądamy drugi stos. Jeśli drugi i trzeci raz zdecydowaliśmy się odłożyć, dociągamy kartę z głównej talii i musimy ją już zatrzymać. Trzeba pamiętać, aby dokładać karty do stosów, które pominęliśmy. W każdej takiej kombinacji kart mogą się znajdować maksymalnie trzy łupy, później dokładamy Dublony.

Cała talia kart składa się z czterech rodzajów łupów zaznaczonych na rewersie. Są to wspomniane wcześniej Relikty, Przedmioty, Piraci oraz Rum. Na każdej z nich opisano jej działanie oraz ile punktów można dzięki niej zebrać. Punktowane są odpowiednie ilości konkretnego rodzaju Reliktów czy Rumu. Ale uwaga! Jeśli zebrana ilość danego Trunku czy Artefaktu będzie za mała, to dostaniemy ujemne punkty. Przedmioty mogą dawać punkty same za siebie, ale mają również specjalnie działania. Pozytywne i negatywne. A czymże byłby kapitan bez swojej świty piratów? W Morzu Chmur mają oni za zadanie walczyć z innymi przeciwnikami. Jeśli ich siła będzie większa niż przeciwnika, to kolejno rozpatrujemy ich działania takie jak podkradanie pieniędzy wroga, czy zdobywanie lepszych przedmiotów. Gra kończy się po ostatniej rundzie określonej na planszy głównej. Wtedy podliczane są punkty, a kapitan, który ma ich najwięcej, zostaje okrzyknięty Królem Piratów.

Morze Chmur to ciekawa gra karciana, w której połączono mechanikę draftu z mechaniką push your luck. Dobieramy karty, których kombinacje mogą dać duże bonusy punktowe na koniec gry. Musimy także rekrutować załogę, aby wygrywać bitwy, które dadzą nam przewagę. Jednocześnie w głowie mamy cały czas jedną myśl - czy dobrać te karty teraz, czy zabrać kolejny stos? Może tam będą korzystniejsze dla mnie karty? Borykamy się z dylematem, czy odpuścić i zaryzykować w ciemno, ale ze świadomością, że zostawimy przeciwnikowi powiększone łupy.

Tak jak piraci podczas swoich wypraw, będziemy zdobywać mniej lub bardziej wartościowe przedmioty. W grze występuje interakcja między graczami podczas bitew. Często negatywna, ale to tylko dlatego, że niektórzy członkowie naszej załogi mają działanie zabierające przeciwnikowi jego dobra. Warto też przyglądać się postępowi przeciwników, gdyż mogą zbierać Przedmioty takie same jak my, a wtedy nie dostaniemy bonusów za przewagę.

Morze Chmur polecamy miłośnikom pirackiej tematyki. Jeśli macie ochotę wcielić się w rolę kapitana podniebnego statku i pokierować swoimi piratami, to ten tytuł jest dla Was. A może spotykacie się grupą znajomych przy szklance dobrego rumu? Proponujemy rozgrywkę w Morze Chmur. Ahoj!

I.
Klimat
5,5/6
II.
Złożoność
5/6
III.
Oprawa graficzna
5,5/6
IV.
Wykonanie elementów
5/6
V.
Grywalność na 2 graczy
5/6
VI.
Grywalność na więcej osób
5/6

Ocena Końcowa:5,16 

Nazwa: Morze Chmur
Wydawnictwo: 2 Pionki
Rok: 2017
Sugerowana cena: 95,50zł
Za grę dziękujemy wydawnictwu 2 Pionki:

2 Pionki

Share:

22 gru 2017

Tetris na planszy! - recenzja gry Ubongo

W telewizji pojawia się coraz więcej reklam gier planszowych. Firmy prześcigają się w przekonywaniu ludzi do zakupu ich produktu. Często na naszych ekranach, czy to w TV, czy w Internecie, mogliśmy zobaczyć reklamę gry od Krainy Planszówek (Egmont) o tytule Ubongo. Czy gra jest warta zwrócenia takiej uwagi? Czy może to tylko siła reklamy? Sprawdźcie sami!

Przyznam szczerze, że reklama tej gry specjalnie mnie nie porwała. Mimo to postanowiłem sprawdzić ten tytuł. Ubongo to rodzinna gra, w której będziecie układać różne figury z klocków. Gra zdobywa sławę dzięki bardzo prostym zasadom oraz jednocześnie dużej dawce regrywalności.

W dużym, kolorowym pudle znajdziemy 48 kafelków (zestaw po 12 na gracza), 36 plansz (co daje łącznie 432 zadania), kostkę, klepsydrę, woreczek, tor rund, 58 klejnotów. Wykonanie jest całkiem dobre, planszetki są kolorowe, przyjemne dla oka, klejnoty również wykonane są w sposób ładny. Zatem, czy poza tym, że gra jest ładna, daje ona dużo radości?

Zasady gry są proste. Gra toczy się przez dokładnie 9 rund. Tor rund obstawiamy kryształkami niebieskimi i brązowymi, a resztę wrzucamy do woreczka. Każdy z graczy bierze 12 kafelków o różnych kształtach oraz jedną planszetkę z zadaniem. W każdej kolejnej rundzie będziemy dostawać nową planszę z zadaniem. 
Na początku rundy gracz rzuca kością i obraca klepsydrę. Symbol wyznaczony przez kość pokazuje, których elementów musimy użyć do zapełnienia naszej planszy. Gdy minie czas, sprawdzamy, kto dobrze ułożył swoje kafelki i kto był pierwszy. Pierwszy gracz bierze niebieski kamień i losuje dodatkowy z woreczka. Drugi gracz bierze brązowy i także losuje. Pozostali, którzy ukończyli poprawnie zadanie losują z woreczka po jednym żetonie. Gracz mający najwięcej punktów na koniec rozgrywki zostaje zwycięzcą.

Ubongo to gra o banalnie prostych zasadach, która jest pewną odmianą Tetrisa na czas. Jest to typowo logiczna gra, w której czasami zdarzy się, że ktoś dostanie łatwiejsze zadanie do ułożenia. Mamy tutaj nutkę rywalizacji i presji czasu, co dodaje tej grze uroku. Czasami bywa tak, że się po prostu zatniemy, a tak naprawdę wystarczyło obrócić jeden ze swoich kafelków, co rozwiązałoby całe zadanie.

Regrywalność w tej grze jest naprawdę duża. Mnogość płytek to jedno. Nigdy nie wiemy, czy trafimy na tę samą płytkę kolejny raz.Jeśli nawet tak, to przecież na kostce nie musi wypaść ten sam symbol. Kombinacji jest naprawdę wiele i to powoduje, że po grę można często sięgać i z pewnością szybko się nie znudzi.

Gra jest przeznaczona dla osób powyżej 8 roku życia. Jest to dobry próg wiekowy i dzieci w tym wieku powinny się odnaleźć w tej grze, szczególnie, że dzieciaki mają lepszą zdolność patrzenia przestrzennego, więc wcale nie muszą mieć trudności.

Ubongo spodoba się osobom, które lubią gry logiczne i układanki. Będzie to dla nich bardzo dobry tytuł, a nutka rywalizacji z pewnością przypadnie im do gustu. Gra nadaje się na spotkania, gdyż ma bardzo proste zasady oraz niski próg wejścia. Cała partia trwa około 30 minut.

Ubongo to dobry tytuł, choć u nas w redakcji zdania są podzielone. Myślę, że ze względu na upodobania i umiejętności składania takowych rzeczy. Ogólnie grę polecamy wszystkim fanom łamigłówek – dla nich to powinna być pozycja obowiązkowa. Każdy, kto szuka ciekawej gry na prezent, też może zainwestować w Ubongo. Jeśli natomiast obcy Wam tetris, a układanki to nie wasza bajka, to trzymajcie się od tej gry z daleka.

I.
Klimat
4/6
II.
Złożoność
4,5/6
III.
Oprawa graficzna
5/6
IV.
Wykonanie elementów
5/6
V.
Grywalność na 2 graczy
4/6
VI.
Grywalność na więcej osób
4,5/6

Ocena Końcowa: 4,5

Nazwa: Ubongo

Wydawca: Kraina Planszówek

Rok: 2017

Sugerowana cena: 75,99 zł

Za grę dziękujemy wydawnictwu:
Share:

19 gru 2017

Ratuj świat kolejny raz! - recenzja gry Pandemic Legacy: Season 2 [bez spoilerów]

Dwa lata temu, dokładnie w listopadzie, popełniłem recenzje jednej z najlepszych gier w naszej kolekcji. Jak się potem okazało, gra wskoczyła bardzo szybko na podium w TOP100 gier serwisu BGG, aż w końcu uplasowała się na 1 miejscu w rankingu i nikomu go nie oddaje. Chodzi oczywiście o jednego z najlepszych coopów typu Legacy czyli Pandemic Legacy: Season 1. Ceny tejże gry na różnych serwisach sięgają niewiarygodnych cen (wszystko spowodowane brakiem dodruku), a na rynku pojawiła się już część druga. Zapraszamy więc na Pandemic Legacy: Season 2.

Druga część zaczyna się około 71 lat po zakończeniu pierwszego sezonu, jednak z góry uprzedzamy – nie trzeba znać wydarzeń z pierwszej odsłony, by móc zagrać w drugą. W zasadzie nie trzeba znać żadnego Pandemica, by zasiąść do wersji Legacy. Wiadomo, że łatwiej będzie ludziom, którzy ten tytuł już znają, ale sezon drugi oferuje misje prologowe/treningowe, podobne do tych w sezonie pierwszym, gdzie nauczymy się jak grać, by potem móc siąść już pewnymi swego do właściwej rozgrywki.

W pudle znów znajdziemy wiele, wiele różnych elementów. Przede wszystkim dostaniemy dużą, rozkładaną planszę, która jest zdecydowanie bardziej odporna na zarysowania niż ta w sezonie 1. Poza planszą w środku czekają nas: karty postaci (10), piony (4), centra zaopatrzenia (9), znaczniki pomocnicze (5), znaczniki zaopatrzenia (36), znaczniki zarazy (8), karty gry (53), karty infekcji (27), karty Legacy (82), karty pracowników przystani (4), teczki (6), skrytki (8), karty pomocy, instrukcja. Wszystko utrzymane jest w klimacie postapokaliptycznym, lecz jest on na tyle wyważony, że nie odrzuci tych, którzy takiego klimatu nie lubią (my też średnio za takowym przepadamy). Zdecydowanie musimy Wam powiedzieć, że wszystkie elementy po prostu ociekają klimatem, a kolejne zdarzenia kreowane przez talię Legacy dają nam jeszcze większą dawkę emocji i odpowiedzialności za swoje działania.

Mechanika gry trochę różni się od pierwszego sezonu. W drugiej odsłonie Pandemica nie będziemy  zwalczać kolejnych chorób i ratować świata od zarazy. Będziemy tutaj starać się uratować świat przed kompletną zagładą. Ludzie żyją w różnych przystaniach, przedstawionych na mapach, a naszym zadaniem jest zapewnienie im zaopatrzenia i warunków do życia. Zaraza dalej może się rozprzestrzeniać, co może spowodować otrzymywanie blizn, a czasem nawet śmierć, a do tego nie możemy jej zwalczyć. Tura każdego gracza składa się z 4 etapów: narażenie, akcje, dociąganie kart, nowe infekcje. Narażenie to coś nowego. Otóż teraz nie otrzymujemy bezpośrednio blizn, jednak gdy zaczniemy w mieście, w którym panuje zaraza, to zdrapujemy kolejną zdrapkę na planszy naszej postaci i tam zostanie nam przedstawione, co się wydarzy. Jest to nowość i wprowadza nutkę niepewności, gdyż nawet pierwsza zdrapka może już być śmiercią. Jeżeli chodzi o akcje do wykonania, to możemy ich wykonać maksymalnie 4, a mamy ich trochę do wyboru. Standardowo mamy akcje związane z ruchem, podobne do tych z sezonu pierwszego. 
Dodatkowo możemy przygotowywać zaopatrzenie, produkować je, zrobić dostawę takowego zaopatrzenia, dzielić się wiedzą, budować centrum zaopatrzenia, prowadzić zwiad i jeszcze kilka akcji, które dochodzą wraz z rozgrywką, a których nie będziemy Wam zdradzać. Potem już standardowo dla Pandemica dociągamy dwie karty i jeśli pobraliśmy epidemię, to ją rozpatrujemy, a następnie odkrywamy karty infekcji w ilości zgodnej z poziomem zachorowań. Różnica tu jest taka, że nie dokładamy znaczników chorób. Będziemy za to zbierać znaczniki zaopatrzenia z danego miejsca. W momencie, gdy takowych nie ma, to dopiero dokładamy znacznik zarazy, która będzie się rozprzestrzeniać zgodnie ze standardowymi zasadami, czyli dopiero w momencie, gdy powinniśmy dołożyć 4 znacznik. I tak gra toczy się albo do spełnienia zadań (wygrana) albo do momentu, gdy wystąpi któryś z warunków przegranej (znacznik wypadków osiągnie ostatnią pozycję lub skończy się talia kart).

Tak w ogromnym skrócie prezentuje się rozgrywka w Pandemic Legacy: season 2. Nie chcemy, by recenzja ociekała spoilerami, więc też staramy się trzymać język za zębami. Sami należymy do grupy, która wręcz nienawidzi, jak się im spoiluje, więc też tego nie robimy. Ale wracając do tematu: zasady gry w Pandemica Legacy zmieniają się wraz z kolejną partią. A tych partii może być od 12 do 24, w zależności od tego jak sobie radzicie. Gra jest skonstruowana w taki sposób, że nawet porażka daje Wam dodatkowe rzeczy i ułatwia rozgrywkę w kolejnej części miesiąca.

Fabuła jest prowadzona w bardzo dobry i konsekwentny sposób. Mamy już za sobą kilka rozegranych miesięcy, kilka otwartych skrytek i teczek, więc wiemy co mówimy. Gra trzyma w ciągłym napięciu i mamy duże poczucie ważności naszych wyborów. Konsekwencje mogą być o wiele gorsze niż w pierwszym sezonie, więc trzeba uważać na każdym kroku.

Wykonanie gry już poruszyliśmy wcześniej, ale warto jeszcze raz o nim wspomnieć. Poza tym, że otrzymaliśmy trwalszą planszę i bardzo klimatyczne elementy to trzeba wspomnieć o samej instrukcji. Jest napisana w sposób bardzo dobry, zawiera miejsce na kolejne zasady. Znajdziemy w niej także różne fabularne dopiski. Już na pierwszej stronie mamy zaznaczone, że to „Instrukcja dotycząca warunków przetrwania w przystani”. Karty są ładne, choć mi osobiście przypominają lata 90 i obrazki z Amigi, ale nie jest to wszystko spikseliowane. Po prostu wykonane są w sposób, który świetnie wpasowuje się w rozgrywkę. Reszta znaczników jest standardowa, czyli po prostu dobra.

Nas Pandemic Legacy: season 2 porwał i porywa tak samo jak pierwszy sezon. Gdy recenzowaliśmy pierwszą część to, zapisaliśmy zdanie, że nie trzeba targać kart i potem można grać w wersje standardową. Wtedy pisaliśmy recenzje po partiach treningowych i pierwszych miesiącach, które dopiero rozkręcały całą machinę. Teraz jakoś nie mamy ochoty grać w standardową wersję Pandemica, szczególnie po tym, co przeżyliśmy (tak, przeżyliśmy i wygraliśmy z chorobą) w wariancie Legacy. Uważamy, że tutaj będzie podobnie.

Najważniejsza przy grach Legacy jest stała ekipa. Ciężko wprowadza się nowych graczy w postępujący już świat, więc radzimy przemyśleć to przed zakupem tytułu. Bo tani to on nie jest. Ale tutaj trzeba to dobrze przekalkulować. Bo załóżmy, że gra kosztuje 300zł, zagramy średnio około 16 partii. W składzie czteroosobowym wychodzi po około 5zł za jedną partią. To jak duża paczka chipsów, a frajda, jaką otrzymujemy, jest nieporównywalna (a przy okazji nie popieramy chipsów, tym bardziej przy planszówkach).

Ale podsumowując: Pandemic Legacy: Season 2 to tytuł świetny, tak samo dobry jak część pierwsza, a nawet lepiej dopracowany. Wprowadzenie klimat postapo może odrzucić część graczy, ale sama rozgrywka powinna przekonać większość miłośników coopów, a z pewnością tych, którzy grali w sezon pierwszy. My osobiście BARDZO polecamy ten tytuł!


I.
Klimat
6/6
II.
Złożoność
5,5/6
III.
Oprawa graficzna
5,5/6
IV.
Wykonanie elementów
6/6
V.
Grywalność na 2 graczy
6/6
VI.
Grywalność na więcej osób
6/6

Ocena Końcowa: 5,83


Nazwa: Pandemic Legacy: Season 2

Wydawca: Lacerta

Rok: 2017

Sugerowana cena: 295 zł

Za przekazanie gry do recenzji dziękuję wydawnictwu Lacerta:
Share:

18 gru 2017

Czy Tesla wynalazł ogień, a Skłodowska telefon? - recenzja gry Legendarni wynalazcy

Świat ciągle prze do przodu z nauką i technologią. Takie wynalazki jak papier, prąd elektryczny itp., dały podwaliny do rozwoju cywilizacji. Bez nich i wielu innych ludzkość dalej jadłaby kolację przy świecach w nieogrzewanych domach. Dzisiaj tworzy się już elektryczne TIRy, wysyła ludzi na Marsa, a nawet robi przeszczepy głów. Jeśli jest w Was jakaś chęć do chłonięcia wiedzy i odkrywania nowych rzeczy, to rozwijajcie się! Jeśli natomiast chcielibyście dowiedzieć się, jak powstał np. telegraf, to zapraszamy do lektury recenzji Legendarnych Wynalazców wydawnictwa Rebel.

Legendarni Wynalazcy to rodzinna gra planszowa dla 2-5 graczy w wieku 10+. Będziemy w nią grać około 40 minut, ale z naszych obserwacji wynika, że czas jest zależny od ilości graczy. W większym gronie czas się może trochę wydłużyć. W grze będziemy dowodzić grupami naukowców, aby stworzyć najważniejsze wynalazki naszej cywilizacji. Dzięki tym odkryciom prowadzony przez nas zespół będzie miał możliwość zdobycia punktów zwycięstwa oraz rozwoju. Grę wygrywa gracz, którego odkrywcy zdobyli najwięcej punktów.

Zanim przejdziemy do tworzenia wynalazków, chcemy powiedzieć trochę o wykonaniu gry, które nas bardzo pozytywnie zaskoczyło. W średniej wielkości pudełku znajdziemy 20 kafli wynalazców, 75 drewnianych kostek, 85 żetonów nagród (w tym żetony startowe) spakowanych w materiałowy woreczek, 36 kart historycznych wynalazków, 1 plastikowa figurka, książeczka do zapisywania punktów, instrukcja oraz książeczka – ciekawostka, o której zaraz opowiemy. Wszystkie elementy są bardzo dobrze wykończone. Kafle gracza są bardzo grube, ale ich rozmiar dodaje tylko smaczku tytułowi. Karty twarde nie pogną się łatwo. Ilustracje są świetnie namalowane, a podobizny postaci historycznych są dobrze odwzorowane.

Niejednokrotnie wspominamy w niektórych recenzjach o nieproporcjonalnie wielkich pudełkach do ich zawartości. Tutaj po spakowaniu gry zastanawiamy się, czy pudełko się domknie. Jednak bez obaw - wszystko zostało dobrze przemyślane. Nawet po schowaniu wszystkich elementów do dołączonych woreczków strunowych, wszystko ma swoje idealnie dopasowane miejsce w wyprasce. Wspominaliśmy o pewnej ciekawostce - jest to mały zbiór życiorysów wszystkich wynalazców, których znajdziemy w grze. O każdym z nich możemy przeczytać całkiem sporą dawkę najważniejszych informacji z jego życia.

No dobrze, ale przystąpmy w końcu do tworzenia wynalazków! Po przetasowaniu kart wynalazków, umieszczeniu żetonów początkowej wiedzy w odpowiednich miejscach na kaflach drużyny oraz wylosowaniu żetonów nagród i wybraniu pierwszego gracza, przystępujemy do rozgrywki. Każda osoba dowodzi grupą czterech wynalazców. Gracze w swojej turze mają do dyspozycji jedną z dwóch dostępnych akcji. Pierwszą jest wysłanie wynalazcy do badań, a drugą jest zapewnienie swojemu zespołowi odpoczynku.
Wykorzystując wiedzę z fizyki, chemii, matematyki lub mechaniki każdego wynalazcy (każdy ma odpowiedni poziom startowy) rozpoczynamy badania nad wynalazkiem. Gracz wybiera jednego z czterech wynalazców. Kładzie możliwie jak najwięcej drewnianych kosteczek naszego koloru na pustych polach na karcie wynalazku, które odpowiadają typowi i aktualnemu poziomowi rozwoju danego wynalazcy.

Wynalazek zostaje ukończony w momencie zapełnienia wszystkich pól na jego karcie. Wtedy wszyscy gracze, którzy przyczynili się do stworzenia wynalazku, dzielą się nagrodami (kartą wynalazku lub znacznikami nagród). O kolejności wybierania decyduje ilość dołożonych znaczników na karcie, a o ewentualnych remisach rozstrzyga figurka Leonardo da Vinci.

Gra toczy się przez trzy epoki, podczas których tworzymy wynalazki z określonego przedziału czasowego. I tak w pierwszej epoce możemy wynaleźć ogień czy papirus. W drugiej epoce już dostępne do odkrycia są np. zegar mechaniczny czy też balon, a w ostatniej telefon czy kinematograf. Oczywiście z każdą kolejną epoką wymagania potrzebne do ukończenia wynalazku są coraz wyższe. Po skończeniu trzeciej epoki przystępujemy do podliczania punktów. Punkty zdobywamy za karty wynalazków, rozwój naukowców, sekwencje wynalazków oraz za żetony punktów. Jak już wspominaliśmy, wygrywa gracz z najwyższym wynikiem.

Życie naukowca to nie lada wyzwanie. Wzory matematyczne, obliczenia, projekty, prototypy są na porządku dziennym, a trzeba również uważać, aby nie popełnić plagiatu! Starodawni wynalazcy prześcigali się między sobą i rywalizowali na polu nauki. W Legendarnych Wynalazcach gracze również ścigają się między sobą o konkretne wynalazki i nagrody.

Gra jest interesująca. Co prawda nie porywa mechaniką, bo ta jest bardzo prosta, ale zachęca tematyką. Poprzez zabawę uczymy się. Dowiadujemy się o najważniejszych wynalazcach, w jakich dziedzinach nauki się rozwijali. Uczymy się, kiedy powstał np. zegar słoneczny. Poza walorami edukacyjnymi, gra przyciąga również regrywalnością. Losujemy wynalazki, które musimy ukończyć oraz żetony nagród. Te drugie są ważne, ponieważ to od nagród zależy, jak będziemy rozwijać nasz zespół naukowców. Ponadto w grze kilkuosobowej trzeba szybko reagować na zmiany na stole, aby zbierać jak najlepsze nagrody.

W Legendarnych Wynalazcach mechanika jest bardzo prosta. Dzięki temu doświadczeni gracze mogą ten tytuł wykorzystać jako dłuższy, ciekawszy filler. Gra natomiast ma predyspozycje do tego, aby zachęcać do grania w planszówki. Świetnie się nada jako gra dla początkujących, ponieważ mamy doskonałe wykonanie z mnóstwem ładnych elementów. W grze rozwijamy wiedzę naszego zespołu, no i rywalizujemy między sobą. Legendarnych Wynalazców polecamy wszystkim. Od graczy początkujących, aby spróbowali się wciągnąć w planszówki, przez rozgrywki przy rodzinnym stole, do ludzi wymagających od gry czegoś więcej.

I.
Klimat
4/6
II.
Złożoność
5/6
III.
Oprawa graficzna
5,5/6
IV.
Wykonanie elementów
5,5/6
V.
Grywalność na 2 graczy
4/6
VI.
Grywalność na więcej osób
5/6

Ocena Końcowa:4,83 

 Nazwa: Legendarni Wynalazcy
Wydawca: Rebel
Rok: 2017
Sugerowana cena: 102,95zł

Dziękujemy wydawnictwu Rebel za przesłanie gry do recenzji.
Rebel i wszystko gra


Share:

16 gru 2017

Święta, prezenty, propozycje!


Jeśli należycie do grona naszych stałych Czytelników, zapewne nie trzeba Was przekonywać do gier planszowych, bo doskonale znacie wszystkie zalety planszówek… Być może jednak Wasze najbliższe otoczenie nie podziela jeszcze Waszych zainteresowań? Ponieważ wielkimi krokami zbliżają się Święta i pewnie powoli zaczynacie obmyślać prezenty dla najbliższych, dzisiaj spróbujemy udowodnić Wam, dlaczego to właśnie gry planszowe mogą być idealnym prezentem pod choinkę.


Prezent dla rodzeństwa, dziecka, przyjaciół, a nawet całej rodzinki? Proszę bardzo! Oto niepodważalne dowody na to, że planszówka to idealny prezent na Święta…

Coraz bardziej uwielbiamy gry…

Niezależnie od tego, czy ktoś woli planszówki, czy może gry karciane, gry video, czy też Totolotka albo systemowy EuroJackpot, wszystkie gry mają to do siebie, że wywołują pozytywne emocje. Gramy, bo chcemy poczuć odrobinę rywalizacji, dreszczyk emocji albo mocniejsze bicie serca. W końcu jednym z synonimów „gry” jest „zabawa” – a ta jest nie tylko domeną dzieci, lecz osób w każdym wieku.

Nie da się ukryć, że planszówki ostatnio wróciły do łask. W każdym większym mieście znaleźć można kawiarnie czy bary zaopatrzone w kolorowe pudełka z grami, a także specjalistyczne sklepy wyłącznie z grami planszowymi. Samoistnie nasuwa się tutaj pytanie: Jak to możliwe, że w dobie technologii i innowacji, coraz więcej osób woli planszówki od gier video? Z psychologicznego punktu widzenia odpowiedź wydaje się bardzo prosta: Tęsknimy za prawdziwymi relacjami i kontaktem z ludźmi – czyli tym wszystkim, czego nie dadzą nam ani gry online, ani social media. Dlatego też gra planszowa może być idealnym prezentem dla całej rodziny…

Planszówka – prezent dla całej rodziny

Wiele osób co roku staje przed tym samym dylematem – Co kupić mamie, tacie, rodzeństwu i najbliższej rodzinie? Gra planszowa jest chyba jednym z niewielu upominków, który ucieszy wszystkich. Zwłaszcza jeśli każdy będzie miał okazję pograć podczas Świąt i odpocząć od wspólnego biesiadowania i nieustannego jedzenia.

Poza tym – powiedzmy sobie szczerze – przy świątecznym stole pada bardzo wiele niekomfortowych pytań. Ciocia, babcia czy dziadek chcą wiedzieć, kiedy w końcu znajdziemy pracę, dlaczego nam się przytyło, czemu wszystkie koleżanki wyszły już za mąż a my jeszcze nie, i tak dalej… Pierwszy i drugi dzień Świąt to taki czas, kiedy wciągająca gra planszowa nie tylko zachęciłaby rodzinę do wspólnej zabawy i spędzenia czasu razem, ale także pomogłaby nam uniknąć wielu niewygodnych pytań czy dyskusji.

Kogo ucieszy gra planszowa?

Poza sprawieniem niespodzianki całej rodzinie, warto pomyśleć o indywidualnych prezentach z grą planszową w roli głównej. Jeśli planujecie zrobić radość jakiemuś dziecku, koniecznie zajrzyjcie do jednego z naszych poprzednich artykułów (znajdziecie go tutaj). „Pędzące żółwie”, „Domek”, a może „Ciasteczkowe potworki”? Wszystkie nasze propozycje będą dla najmłodszych wspaniałą odskocznią od wieczorów spędzonych w towarzystwie tabletu czy smartfona.

Najlepszemu kumplowi, przyjacielowi czy przyjaciółce możecie sprawić grę zgodną z ich zainteresowaniami. Wystarczy, że skorzystacie z zakładki „spis recenzji” na naszej stronie i na pewno znajdziecie coś odpowiedniego. Wielbiciele Daenerys Targaryen i Jona Snow z pewnością docenią popularną grę Cluedo w ostatniej wersji: „CluedoGra o Tron”. Z kolei klasyczny i kultowy już Dixit ucieszy każdego, kto lubi pobudzać swoją kreatywność i wyobraźnię. Co więcej, okazuje się, że Dixit jest grą wręcz uwielbianą przez coachów i osoby zajmujące się rozwojem osobistym. W ich wydaniu kolorowe karty Dixit są narzędziem wspierającym proces rozwojowy czy coachingowy.

Osoba, która nieustannie mówi o polityce na pewno uśmiechnie się na widok gry o wiele mówiącym tytule: „Jak żyć, Panie Premierze?”, a imprezowicze z pewnością docenią prezent w postaci gier: „Telepatia”, „Karaluszek Kłamczuszek” czy „Czarne Historie”.

Planszówki mają to do siebie, że integrują i łączą ludzi, przełamując największe lody. Sprawdzą się więc idealnie zarówno dla osoby ekstrawertycznej, która lubi błyszczeć na każdej domówce, jak i dla osoby nieśmiałej, która – dzięki grze – będzie mogła się rozluźnić i poczuć swobodnie w każdym towarzystwie.

Nie ma też tutaj żadnych ograniczeń, jeśli chodzi o wiek. Ta sama gra może zaangażować zarówno dzieci, ich rodziców, jak i osoby starsze. Planszówki to bowiem nie tylko dobra zabawa i „kupa śmiechu”, ale też czas spędzony wspólnie z najbliższymi. A przecież o to przede wszystkim chodzi w Świętach Bożego Narodzenia, prawda?
Share:

12 gru 2017

Wsiądź na statek i rozwiąż zagadkę! - recenzja gry M/S Batory

Jak już pewnie wiecie (szczególnie Ci, którzy czytają nas często) lubimy gry, w których trzeba do czegoś dojść. Cluedo i Sherlock to tytuły, do których siadamy stosunkowo często. Teraz do tego grona dołączył nowy tytuł od wydawnictwa Granna, który przy okazji nawiązuje tytułem do dzielnicy, w której mieszkamy. Zapraszamy więc do zajęcia miejsc na M/S Batory.

M/S Batory to detektywistyczna gra, w której będziemy musieli odnaleźć złodzieja bezcennych klejnotów hrabiny. Jest to trochę cięższy tytuł niż wspomniany wcześniej Sherlock, ale to dobrze, bo takie gry nie mogą być łatwe. Wydanie gry? Świetne, ale o tym opiszemy później. Najpierw opowiemy, co Was spotka, gdy otworzycie pudełko i wypchniecie wszystko z wyprasek.

Na początku przygody z tą grą przydadzą się zdolności manualne. Pod wieczkiem znajdziemy bowiem duży, trójwymiarowy statek, który będziemy musieli sami sobie poskładać (nie martwcie się, jest to prosta sprawa, a do tego instrukcja świetnie opisuje jak to zrobić). Poza statkiem w pudełku znajdziecie jeszcze 12 pionków postaci, 13 kart postaci, 9 kart wydarzeń, 33 kart pytań, 4 zasłonki, notesik z kartami dochodzenia, zasłonki, no i instrukcję.

Teraz, gdy wiecie już, co znajduje się w środku, możemy Wam co nieco powiedzieć o samym wykonaniu. Po pierwsze trójwymiarowa plansza statku (która nadal robi na nas wrażenie) wykonana jest w sposób solidny. Elementy się nie rozchodzą, wszystko trzyma się kupy. Trochę obawialiśmy się czytelności pomieszczeń statku (mamy w końcu 3 poziomy). Całe szczęście nie dość, że ich nazwy najczęściej znajdują się przy brzegach, to jeszcze same pomieszczenia są oznaczone konkretnymi kolorami, a to pozwala szybko zerknąć na część statku bliżej nas o tym samym kolorze i już wiemy, co i jak. Karty postaci, jak i pionki postaci, też są wykonane w sposób klarowny i czytelny, a to duży plus. Każda postać ma 3 cechy – płeć, wiek i role (wyjątkiem są papugi). Spis postaci mamy na dużej zasłonce (my zasłonek używamy też w Sherlock i Cluedo) wraz z ich rolami. Karty dochodzenia są już ciut mniej czytelne, gdyż mimo że mamy postaci i ich cechy + duuuużo miejsca na notatki przy graczach, to nad cechami są tylko ikonki postaci. To dość utrudnia szybkie rozpoznania, ale od tego mamy spis na zasłonce.

Trochę się rozpisaliśmy o samym wykonaniu, napiszmy też może trochę o samej rozgrywce. Jak to w grach detektywistycznych, naszym zadaniem będzie odpowiednie zadawanie pytań innym graczom, dzięki czemu uzyskamy odpowiedź, kto jest złodziejem. Pionki wszystkich postaci układamy na statku w wyznaczonych miejscach. Jak to w takich grach bywa – z talii 13 kart postaci, jedną odkładamy na bok, a resztę rozdajemy pośród graczy. W zależności od liczby graczy dostaniemy różną liczbę kart. Gdy odhaczymy sobie postaci, które posiadamy na ręce (wiemy, że one nie są złodziejami), możemy przejść od obmyślania taktyki. Na początku otrzymamy również karty pytań. Na kartach może być kilka rzeczy, o które możemy spytać (na jednej karcie – jedna rzecz) – pomieszczenie, miejsce, rola, płeć, wiek, liczba. Aby móc zadać pytanie, musimy zagrać odpowiednią kombinację kart pytań. Np. Zagrywając karty „Płeć”, „Pomieszczenie” i „Wiek”, możemy spytać „Czy masz kobietę w średnim wieku w holu?”. Ważne jest, że pytania muszą być tak zadane, aby gracz mógł odpowiedzieć tylko słowami „tak” lub „nie”. Jedynym wyjątkiem jest karta z pytaniem „Liczba”, wtedy możemy zadać pytanie zaczynając od „Ilu masz…”. Jeśli na karcie pytania był czerwony pasek, to dobieramy kolejną kartę pytania (z 3 odsłoniętych lub w ciemno). Dodatkowo w grze występują wydarzenia, które pozwalają nam zdobyć karty pytań, a najczęściej sprowadzają się one do spotkania postaci lub przemieszczenia postaci w dane miejsce. Na początku swojej tury mamy 4 punkty ruchu, które możemy dowolnie rozdysponować wśród wszystkich postaci (przemieszczenie się o jedno pomieszczenie to jeden punkt ruchu, a po schodach to dwa punkty). Gdy już wiemy, kto jest złodziejem, to możemy w dowolnym momencie spróbować to ogłosić. Następnie w tajemnicy sprawdzamy odłożoną kartę – jeżeli mieliśmy racje, to wygraliśmy, jeśli nie, to nie mówimy, jaka jest prawda. Sami już zgadywać nie będziemy, ale za to będziemy musieli dalej odpowiadać na pytania.

Zasady już znacie. Spotkałem się z wieloma opiniami i porównaniami, że to przecież bardzo podobne do Cluedo. W pewnym stopniu mogę się z tym zgodzić, jednak trzeba wskazać też ważne różnice. Przede wszystkim pytania – mamy ograniczoną możliwość manewrowania pytaniami i w zasadzie jest tak, że musimy dostosować pytanie, a co za tym idzie wytężyć jeszcze bardziej myślenie, do kart które posiadamy. Choć brzmi to banalnie to uwierzcie mi – my mieliśmy problem ze sklejeniem pytania w taki sposób, aby uzyskać informację, które byłyby dla nas bardzo przydatne. Druga sprawa to odpowiednia konieczność manipulowania postaciami, by znalazły się na odpowiednim pokładzie albo w pomieszczeniu, byśmy mogli dobrze dopasować do nich pytanie.

Dla nas najciekawsza była rozgrywka w 4 osoby. Wtedy mamy szeroką możliwość zadawania pytań, trzeba się bardziej skupiać na tym kto, kogo i o co pyta, jednocześnie kontrolując, co zmienia się na planszy. W 3 osoby też grało się całkiem dobrze, we dwójkę trochę zmieniają się zasady – mamy szajkę złodziei składającą się z 3 postaci i musimy odgadnąć wszystkich z nich. Ten wariant wypada też całkiem fajnie.

Mogę Wam z czystym sumieniem powiedzieć, że jest to gra, do której będziemy wracać często. Istnieje też szansa, że zdetronizuje ona uwielbianego przez nas Sherlock. Jest tu masa myślenia i kombinowania. Rozgrywka, w zależności od graczy i ich rozumowania, trwa około 60 minut. Jedyny minus jaki dostrzegamy to jednocześnie to, co uwielbiamy – plansza. Jej ogrom sprawia, że jeśli ktoś jej nie postawi jako ozdoby, to będzie musiał (tak jak my) ją składać i rozkładać przy każdej partii. Fajne jest to, że na końcu instrukcji mamy też krótką historię tytułowego statku.

Czy polecam tę grę? Oczywiście! Jest to świetna gra, ale sprawdzi się tylko u tych, którzy lubią takie główkowanie i rozwiązywanie zagadek. Miłośnicy typowych gier euro raczej nie znajdą tu frajdy dla siebie. Pamiętajcie jednak, że rozgrywka w M/S Batory trwa około godziny, więc też nie wszystkim może spasować taki czas rozgrywki. Niemniej jednak polecam sprawdzić ten tytuł!

I.
Klimat
5,5/6
II.
Złożoność
5/6
III.
Oprawa graficzna
5,5/6
IV.
Wykonanie elementów
5,5/6
V.
Grywalność na 2 graczy
5/6
VI.
Grywalność na więcej osób
5,5/6

Ocena Końcowa: 5,33

Nazwa: M/S Batory

Wydawca: Granna

Rok: 2017

Sugerowana cena: 119,95 zł

Za grę dziękujemy wydawnictwu Granna:

Share:

Ścisła współpraca

My na Facebooku

Labels

Blog Archive