• Zapraszamy do kupowania

30 mar 2021

Zrób porządek na Marsie! - recenzja insertu do Terraformacji Marsa od reDrewno

Kolejne ulepszenie do bardzo dobrej gry właśnie trafiło w nasze ręce. Chodzi o drewniany insert do cenionej przez wiele osób gry Terraformacja Marsa. Insert otrzymaliśmy od reDrewno, z którymi mamy przyjemność współpracować od jakiegoś czasu.Do tej pory ukazał się tekst na temat insertu do gry Aquatica oraz porównania proponowanych materiałów – HDF vs Sklejka. Przejdźmy jednak do Terraformacji!

Insert do Terraformacji wykonany jest z HDFu, o którym rozpisywaliśmy się już TUTAJ . Składanie go zajęło nam około godziny. Sam zestaw zawiera: duży poczwórny pojemnik na karty, średni podwójny pojemnik/podajnik na karty,mały pojedynczy pojemnik/podajnik na karty, pojemnik na żetony terenu, pojemnik na mega kredyty i białe znaczniki, 5 pojemników na znaczniki graczy, pojemnik na szare znaczniki, instrukcję sklejania. UWAGA – zestaw nie zawiera kleju, w który trzeba się zaopatrzyć we własnym zakresie (można również u producenta tych insertów).

Składanie insertu jest dość intuicyjne i postępując zgodnie z instrukcją nie ma z tym większych problemów. Instrukcja jest jasna, każdy element jest w niej dokładnie opisany. Generalnie, jeśli nie jesteście narwani (i nie wyciśniecie wszystkiego naraz), to ciężko się pomylić przy składaniu.

Samo wykonanie jest bardzo dobre. Pojemniki na żetony i karty są wykonane w przemyślany sposób, tak by pomieścić wszystko w należyty sposób, nawet koszulki w kartach – o czym często zapomina się przy projektowaniu oryginalnych wyprasek do gier. Sporo wyjmowanych elementów jest od razu gotowych do użycia w trakcie gry – pojemniki na mega kredyty czy podajniki na karty i żetony. Jedynie możemy się lekko przyczepić do pojemnika na kafle terenu, który jest trochę upierdliwy – żetony trzeba wkładać niemal idealnie, a najlepiej grać z kimś, kto ma małe ręce, by wyciągać żetony.Samą funkcję porządkową spełni jednak perfekcyjnie.

W porównaniu do insertu do Aquatici, brakuje nam zaślepek z plexi, które sprawiały, że elementy nie miały żadnych szans wydostać się z pojemników – tutaj rzadko, ale zdarza się. Sam producent poinformował nas jednak, że to kompromis pomiędzy porządkiem a domykającym się pudełkiem.

No i jest jeszcze kwestia tego, co owy insert mieści. Na chwilę obecną wpakujecie do niego grę podstawową wraz z dodatkami: Preludium, Kolonie, Niepokoje, Hellas i Elysium, Wenus, zestaw 5 plansz graczy. A co z użytkownikami bez wszystkich dodatków (jak my)? Otóż zostaje trochę luzu w środku, co może sprawić, że część elementów będzie latać. Trzeba wtedy dobrze sobie dopasować karty do miejsc, w których będziecie je trzymać. Tutaj nie można mieć pretensji do wykonawcy, gdyż z założenia ludzie szukają insertów, które mieszczą wszystko, co wyszło do danej gry.

Insert do Terraformacji Marsa od reDrewno spełnia swoją rolę w 100% - mieści wszystko w jednym pudełku, dbając o porządek i komfort rozgrywki. Dla wszystkich fanów Terraformacji, którzy poszukują czegoś, co pomoże im zapanować nad zawartością, insert ten będzie bardzo dobrym wyborem.

 

Poniżej znajdziecie filmik, na którym w dużym przyspieszeniu widzicie jak przebiegało sklejanie insertu:




 Serdecznie dziękujemy reDrewno za wysłane materiały!


Share:

24 mar 2021

Układaj i wygrywaj! - recenzja gier BITS Travel i Ubongo Trigo Travel

Na dworze coraz cieplej, więc coraz więcej osób myśli o różnych krótszych i dłuższych wyjazdach. A na takie wyjazdy przydadzą się gry kieszonkowe, które można zabrać wszędzie. Dziś chcielibyśmy Wam zaprezentować dwie gry wydawnictwa Egmont, które z założenia są właśnie takimi produktami. Czy jednak w tych małych pudełkach zmieści się dużo rozrywki? Sprawdźmy!

Pierwszym opisywanym tytułem będzie Ubongo Trigo Travel, czyli podróżniczy tytuł bardzo uznanej gry Grzegorza Rejchtmana – Ubongo. Jest to gra abstrakcyjna, w której z określonych kształtów (na bazie trójkątów) musimy ułożyć dany wzór. W małym pudełku znajdziemy: 32 karty (64 łamigłówki), 28 kafelków (4 zestawy po 7 sztuk) oraz instrukcję. Wykonanie – jest dobre, ale szału nie robi, choć nadal w pamięci mamy, że to wersja kieszonkowa, więc zapewne oszczędzano na jakości, by mieć niższą cenę.

Zasady gry są bardzo proste, a grać możemy na kilka wariantów – prosty/trudniejszy oraz podstawowy/zaawansowany. Baza do rozgrywki jest taka sama – gracze otrzymują zestaw 7 kafelków, na stole wykłada się stos po 8 kart dla każdego gracza (ważne, by były tą samą stroną ku górze). Następnie gracze dociągają po karcie, odwracają ją i sprawdzają, które kafelki mają użyć do układania. Gdy gracz ułoży, krzyczy Ubongo i odlicza od 30 do 1 (w wariancie podstawowym) – jeżeli pozostali gracze w tym czasie ułożą, to każdy bierze swoją kartę jako punkt. Jeżeli ktoś nie zdąży, to dodatkowy punkt zdobywa najszybsza osoba. W wariancie zaawansowanym się nie odlicza, a punkty zdobywa tylko najszybszy gracz. Gra toczy się przez 8 rund, a gracz z największą liczbą punktów (kart) zostaje zwycięzcą.
Gra jest sprawna, dynamiczna i czuć ducha rywalizacji. Przydaje się tutaj patrzenie przestrzenne, bo  kafelki można obracać w każdym możliwym kierunku, by dopasować do wzoru na karcie, a to daje naprawdę wiele możliwości. W rozgrywce na większą liczbę graczy można wręcz powiedzieć, że przyjmuje imprezowy charakter.

Ubongo Trigo Travel to ciekawa, prosta gra rodzinna, która sprawdzi się u tych, którzy szukają gier z małą ilością zasad. Jest to również bardzo dobra pozycja dla wielbicieli „podstawowego” Ubongo, bo zamiast brać duże kwadratowe pudło, będą mogli wrzucić do plecaka wersje podróżniczą. Polecamy!


Drugim tytułem jest Bits travel, czyli kolejna wariacja na temat popularnego tetrisa. Gra jest bardzo podobna do Fits i polega na tym samym – układaniu kafelków jak w tetrise. Różnica jest taka, że tutaj mamy kafelki składające się z dokładnie dwóch kwadratów, ale za to w różnych kolorach. W równie małym pudełku znajdziemy: 56 kafelków graczy, 6 kafelków startowych, 4 plansze, 4 rampy, 9 kart zadań, 14 kart budowy. Wykonanie? Jak wyżej – tektura cienka, ale to cięcie kosztów, do samych ramp nie mamy zastrzeżeń.

Zasady są banalnie proste – każdy bierze rampę, planszę oraz zestaw kafelków gracza. Na środku stołu rozkładamy 3 stosy z kartami zadań, z podziałem na rundy według rewersów. Następnie odkrywamy kartę z jedynką, która mówi, że w pierwszej rundzie punktujemy za ułożenie dokładnie 4 kwadratów w tym samym kolorze koło siebie – za każdy taki zestaw 1 punkt. Wybrany gracz odkrywa karty, które mówią, jakie kafelki należy dokładać i tak gramy, aż zapełnimy planszę. Po podsumowaniu punktów ściągamy wszystkie kafelki i odkrywamy kartę z dwójką – tutaj już mogą być różne warianty, ale punktować będziemy za ułożenie konkretnej figury w każdym z kolorów, oraz za to samo co w rundzie pierwszej. Po kolejnym podsumowaniu punktów odkrywamy kartę rundy trzeciej, która mówi za co będą odejmowane punkty- na przykład -1 punkt za każdy „luźny” kwadracik w naszym układzie. Po trzeciej rundzie sumujemy wszystkie punkty i gracz z ich największą liczbą zostaje zwycięzcą.

BITS travel jest ciekawą wariacją tetrisa, w której odnosiliśmy wrażenie, że wybiera się mniejsze zło. Z góry wiadomo, że w każdym kolorze ułoży się maksymalnie jeden "komplet" 4 kwadracików (jest po 7 w kolorze), więc pierwsza runda jest stosunkowo prosta. Druga wymaga już większego planowania, a w trzeciej trzeba się nagłówkować, by te kwadraty, których nie użyjemy do punktowanego układu, nie spowodowały, że dostaniemy punkty ujemne. Jest to bardzo ciekawe i urozmaicone rozwiązanie.

BITS Travel mieści się, tak samo jak Ubongo travel i Fits Travel, do plecaka czy większej kieszeni w kurtce, co sprawia, że można ją zabrać praktycznie wszędzie. Do samej rozgrywki też nie potrzeba wiele miejsca, więc sprawdzić się pod namiot, czy na wycieczkę do schroniska. Wszyscy fani tetrisowych układanek zdecydowanie będą zadowoleni z tej pozycji.

Czy któraś z tych gier jest lepsza lub warta większej uwagi graczy? Naszym zdaniem nie, gdyż choć wydają się podobne, to każda z nich niesie co innego - w Ubongo musimy układać konkretne kształty z trójkątów i liczy się tutaj mocno wyobraźnia przestrzenna, podczas gdy w Bitsie musimy trochę poplanować, a trochę poddać się szczęściu. W Ubongo każdą kartę planujemy od początku do końca, podczas gdy w BITS musimy zmieniać naszą taktykę i dostosowywać ją do odkrywanych kart. Polecamy Wam byście zainteresowali się obiema pozycjami i wybrali tę, która bardziej pasuje w Wasze gusta!


Nazwa: BITS Travel   /  Ubongo Trigo Travel
Wydawnictwo: Egmont / Egmont
Rok wydania: 2021 / 2021
Gry najtaniej kupisz BITS: TUTAJ  / Ubongo: TUTAJ

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za wysłanie egzemplarza recenzenckiego

Egmont - Kraina Planszówek


Share:

18 mar 2021

Stań do wyścigu i wybierz Króla! - recenzja gry Królewski Wyścig

W ostatnim czasie szukaliśmy jakiejś ciekawej, nowej gry przeznaczonej dla dzieci. Z pomocą przyszło wydawnictwo Muduko i ich nowa gra: Królewski Wyścig. Czy podbił on nasze serca czy może graliśmy w niego na siłę? Sprawdźcie!

Królewski Wyścig to rodzinna gra planszowa przeznaczona dla 2-4 graczy powyżej 7. roku życia. W grze sterujemy jednym z klanów, który bierze udział w organizowanym raz na 100 lat wyścigu, którego zwycięzca wybiera następnego Króla. Jedna partia to około 10-15 minut.

W kolorowym pudełku znajdziemy: 5 dwustronnych plansz, 16 pionków graczy wraz z naklejkami, 12 żetonów zwycięstwa, 5 żetonów punktacji, 4 kości do gry, instrukcję. Wykonanie jest bardzo przyzwoite, tektura dobrej grubości, instrukcja na standardowym papierze, generalnie w tej kwestii nie mamy żadnych zarzutów.

Zasady gry, jak to na rodzinną planszówkę przystało, są banalnie proste. Każdy gracz kieruje 4 pionkami (w grze zawsze udział bierze 16 pionków, niezależnie od liczby graczy) w danym kolorze. Żetony zwycięstwa rozdziela się po równo pomiędzy graczy. W swojej turze gracz rzuca czterema kostkami i wykonuje wszystkie akcje, z założeniem, że tę samą może wykonać maksymalnie 2 razy. Dostępny jest 1 przerzut dowolnej liczby kości. Akcje jakie mamy do wyboru to: kradzież żetonu punktacji od dowolnego przeciwnika, usypianie/budzenie biegacza, kąpiel – przeniesienie pionka do najbliższego jeziora lub wyciągnięcie pionka z jeziora, rozproszenie – gracz bierze z jednego pola dowolną liczbę pionków (na danym polu może się znajdować maksymalnie 4 pionki) i rozkłada je od pierwszego niezajętego pola w dowolnej kolejności. Kolejną akcją jest pogoń – gracz wybiera pionka i przesuwa go do przodu na pole z najbliższym pionkiem. Ostatnia dostępna akcja to kopia innej, wyrzuconej już akcji. Po wykonaniu akcji z kości, tura przechodzi do kolejnego gracza, a gra kończy się w momencie gdy 8 pionków znajdzie się na mecie. Punktuje się w zależności od zajętego miejsca na mecie oraz od pozycji pionków, które nie ukończyły wyścigu, dodając punkty zebrane w trakcie rozgrywki (za pomocą kradzieży). Gracz z największą liczbą punktów zostaje zwycięzcą.

Jak widzicie gra prosta i łatwa do zrozumienia przez wszystkich. Toż to tylko rzut kostkami i wybór akcji. Jej dużym plusem jest plansza, którą składamy z 5 dwustronnych plansz, w wybrany przez nas sposób. Zwiększa to regrywalność tego tytułu. Dla nas bardzo ważnym aspektem jest negatywna interakcja między graczami – kradniemy punkty, przesuwamy pionki przeciwników, wrzucamy ich do jezior, usypiamy… Jest to fajny smaczek, który dodaje walorów tej grze.

Początkowo mieliśmy problem, bo nie ma tu „zwykłego” poruszania się o daną liczbę pól. Wszystko wiąże się z innymi akcjami, co również jest ciekawym rozwiązaniem. Jednak nadal trzeba mieć na uwadze, że to prosty tytuł przeznaczony dla ludzi, którzy raczej w planszówki grają „od święta”.

Czy polecamy Królewski Wyścig? To trzeba rozbić na czynniki pierwsze. Z jednej strony, grając sami, czuliśmy, że trochę nas ta grała znużyła, w końcu na co dzień gramy w cięższe tytuły. Z drugiej strony grając z dziećmi czy obserwując grę nieplanszówkowych znajomych, widzieliśmy że bawią się oni całkiem nieźle. Więc jeżeli jesteście „nowi” w świecie planszówek albo szukacie czegoś pod kątem gry z dzieciakami – to ten tytuł jest dla Was!


Nazwa: Królewski Wyścig
Wydawnictwo: Muduko
Grę najtaniej kupisz: TUTAJ
Rok wydania: 2021

Dziękujemy wydawnictwu Muduko za wysłanie egzemplarza recenzenckiego
Muduko
Share:

17 mar 2021

Najpopularniejsze aplikacje Google Play w 2021

Branża technologiczna rozwija się dynamicznie już od wielu lat i co chwila na rynku pojawią się kolejne ekscytujące nowinki. Obecnie telefony mają już parametry techniczne porównywalne do komputerów stacjonarnych, więc coraz to nowe aplikacje i gry z hojnymi promocjami oraz bonusami przy rejestracji, jak na przykład przy wejściu do Spinia casino logowanie jest obowiązkowe przy graniu na prawdziwe pieniądze. Jak się w tym połapać? Które aplikacje warto mieć? W dzisiejszym artykule podpowiadamy co pobrać z Google Play w 2021 roku.

Paired

Paired to aplikacja do samorozwoju dla osób w związkach. Jest ona oparta na badaniach psychologicznych i poprzez regularne ćwiczenia pomaga budować relację z partnerem. Codziennie otrzymujemy pytania, wskazówki oraz zadania do rozwiązania. W aplikacji jest też dostępna cała gama kursów na temat relacji i intymności w związku. Oprócz tego mamy możliwość rozwiązywania testów oraz wgląd w nasze statystyki. Paired pozwala się skupiać na różnych obszarach naszego życia w związku oraz dostrzec, nad czym powinniśmy popracować. Aplikacja jest darmowa, ale istnieje możliwość wykupienia wersji premium. W 2020 Paired zostało nagrodzone statuetką Google Play Awards w kategorii Rozwój osobisty.

Loóna

Czujesz się zestresowany i masz problemy z zasypianiem? Twórcy aplikacji Loóna starają się wyjść naprzeciw takim problemom i oferują swoim użytkownikom pomoc w zasypianiu. Jak to działa? Loóna przeprowadza użytkownika przez rutynę zasypiania za pomocą wyciszających audiowizualnych sesji, w których wykonujemy małe uspokajające zadania. Przypomina to trochę trójwymiarowe kolorowanki. Aplikacja pozwala użytkownikowi spersonalizować swoje sesje poprzez wybór dostępnych palet kolorystycznych i dźwiękowych oraz motywów. Opracowanie graficzne to istny majstersztyk. Ciekawostką może być fakt, że do sponsorów aplikacji Loóna należy supermodelka Natalia Vodianova.

Google Arts & Culture

Technologiczny gigant przygotował dla nas aplikację dzięki której będziemy mieli na wyciągnięcie ręki różne wiadomości z dziedziny kultury, sztuki i historii. Za pomocą Google Arts & Culture możemy w wirtualny sposób zwiedzać muzea i galerie, a także wykonywać różne testy oraz grać w gry edukacyjne. To świetny sposób na poznanie dorobku kulturowego różnych krajów dla tych, którzy nie mogą podróżować. Oczywiście pomysł świetnie sprawdza się w obecnych pandemicznych realiach. Aplikacja jest całkowicie darmowa.

Over

Jeśli jesteś internetowym twórcą lub po prostu lubisz wrzucać na swój profil treści w ciekawej wizualnie formie, to Over jest aplikacją którą musisz mieć. Jest to właściwie prosty w obsłudze program do edycji, dzięki któremu możemy dodawać napisy do zdjęć oraz tworzyć kolaże i grafiki. Ogromną zaletą jest fakt, że mimo swojej prostoty, Over zaadaptował zasady działania profesjonalnych programów graficznych. Projekty edytujemy za pomocą warstw, które możemy dowolnie zmieniać. Dla osób, które pracowały już z Photoshopem czy choćby Gimpem obsługa aplikacji będzie więc całkowicie intuicyjna. Oprócz czego Over oferuje użytkownikom szeroki wybór gotowych grafik i teł.

Duolingo

Mimo iż ta aplikacja istnieje na rynku nie od dziś, to wciąż zrzesza tłumy użytkowników pragnących nauczyć się języka obcego. Prawdę mówiąc, aż trudno uwierzyć, że tak rozbudowana aplikacja jest darmowa (oglądamy reklamy). Duolingo oferuje nam możliwość uczęszczania na wirtualny kurs dowolnego języka obcego. Może być to typowy język europejski lub któryś z tych bardziej egzotycznych, np. arabski, japoński czy suahili. Uczymy się poprzez krótkie zadania, za pomocą których poznajemy nowe słówka i reguły gramatyczne, a także oswajamy się z wymową. Co jakiś czas rozwiązujemy podsumowujący test, który umożliwia nam przejście do następnego poziomu. Ostatnio Duolingo przeszło całkiem ciekawe aktualizacje i niektóre kursy zostały rozbudowane o część polegającą na czytaniu ze zrozumieniem.

Whisk

Whisk to aplikacja, która pomaga sprostać wyzwaniu codziennego gotowania i planowania posiłków, które z dziwnych przyczyn staje się obecnie coraz trudniejsze. W supermarketach stajemy przed ogromnym wyborem produktów spożywczych, a żeby znaleźć jakiś przepis w Internecie musimy się przedzierać przez morze reklam i osobistych historii blogerów. Wszystko to sprawia, że stworzenie listy zakupów i ułożenie zbilansowanej diety jest nie lada wyzwaniem. Whisk umożliwia nam na zapisywanie przepisów oraz układa dla nas listy zakupów. Podaje nam również informacje o wartościach odżywczych posiłków. Wszystko to łatwej w obsłudze i przyjemnej graficznie formie.

Lightroom

Lubisz robić zdjęcia i chciałbyś nauczyć się profesjonalnej edycji? W takim razie aplikacja Lightroom od Adobe to coś dla Ciebie. Jest to bez wątpienia najbardziej profesjonalne darmowe narzędzie do obróbki zdjęć na telefonie, które możesz mieć. W Lightroomie mamy możliwość korzystania z praktycznie wszystkich niezbędnych funkcji służących do edycji: możemy ustawiać jasność i kontrast zdjęcia, manipulować kolorami, ustawiać ostrość, a także wprowadzać zmiany powierzchniowe. To świetny sposób na wprowadzanie szybkich poprawek do zdjęć bez przenoszenia ich na komputer. Dodatkową zaletą jest fakt, że Ci, którzy posiadają pakiet Adobe mogą zsynchronizować aplikację ze swoim oprogramowaniem na komputerze.

Zoom

Mimo, że Zoom jest na rynku już od jakiegoś czasu, to w czasach pandemii stał się niebywale popularny. I słusznie, ponieważ jest to świetna aplikacja do organizowania spotkań, konferencji i lekcji. Możemy za jej pomocą łączyć się z innymi użytkownikami poprzez wideo, audio i czat. Ogromną zaletą Zooma jest to, że gwarantuje stabilne połączenie bez zakłóceń nawet w przypadku, kiedy w spotkaniu uczestniczy kilkadziesiąt osób. Oprócz tego tworzenie spotkać jest niesłychanie proste, bowiem nie musimy zapraszać uczestników z osobna, tylko udostępniamy wygenerowany link. który .Zoom ma też kilka ciekawych dodatkowych funkcji, takich jak tworzenie osobnych pokoi, nagrywanie czy wysyłanie naklejek.

Aplikacje do grania w kasynie online

W ostatnich latach możemy obserwować dynamiczny rozwój branży hazardowej online. Producenci automatów korzystają z dobrodziejstw współczesnej technologii i oddają w nasze ręce gry, które są emocjonujące i ciekawe. Jednocześnie pojawia się coraz więcej aplikacji mobilnych, które gwarantują użytkownikom dostęp do ich ulubionych gier za pośrednictwem telefonów i tabletów. Jest to świetna opcja dla tych, którzy lubią pograć w darmowe gry w drodze do pracy czy w krótkiej przerwie.

LESS

Aplikacja, którą można by porównać do internetowego second handu,w którym możemy  sprzedawać i kupować używane rzeczy. LESS promuje styl życia “zero waste” i zachęca do nadawania naszym rzeczom drugiego życia. Trzeba przyznać, że aplikacja miała bardzo udaną kampanię reklamową, w ramach której polscy celebryci sprzedawali na LESS swoje ubrania. Początkowo aplikacja służyła tylko do sprzedawania odzieży, obecnie jednak umożliwiono też sprzedaż akcesoriów, książek, kosmetyków i urządzeń elektronicznych.

Podsumowanie

Obecnie w Google Play można znaleźć wiele ciekawych aplikacji, które na pewno ułatwią nam życie codzienne, relaks i samorozwój. Mamy nadzieję, że w naszym artykule udało Wam się znaleźć coś dla siebie! Do innych ciekawych pozycji, które nie zmieściły się na naszej liście, należą:

  • Calmaria,
  • Ablo,
  • Scripts,
  • Grid Diary,
  • The Pattern,
  • Headspace
  • Speekoo.

Warto śledzić nowości na rynku aplikacji, gdyż twórcy wychodzą naprzeciw potrzebom użytkowników i co chwila proponują praktyczne i komfortowe narzędzia do poprawiania jakości naszego życia. Jesteśmy ciekawi, jakie pozycje pojawią się w sklepie z aplikacjami w tym roku! Na pewno podzielimy się z Wami naszymi odkryciami.

Share:

13 mar 2021

Połącz hasła i traf w współrzędne! - recenzja gry Daj Namiar

Imprezowych gier słownych na rynku jest już naprawdę sporo. Ostatnio w nasze ręce trafiła gra Daj Namiar od wydawnictwa Rebel.pl. Czy warto po nią sięgać? A może to kolejna przeciętna gra na rynku? Sprawdźmy!

Daj Namiar to słowna kooperacyjna gra planszowa przeznaczona dla 2-6 osób powyżej 7. roku życia. Jedna partia trwa około 10 minut i opiera się o siatkę przecinających się ze sobą słów. W małym pudełku (znacie te z KingdominoDuel? To te samo :)) znajdziemy 10 płytek współrzędnych, 25 kart współrzędnych, 50 karat haseł, klepsydrę oraz instrukcję.Wykonanie gry stoi na dobrym poziomie i jest adekwatne do ceny (w sklepach można znaleźć po około 40zł).

Zasady gry są, jak na imprezówkę przystało, proste. Podczas przygotowania rozkładamy siatkę (różna w zależności od liczby graczy), a pod każdą płytką układamy kartę ze słowami tak, by jedno było widoczne. Na potrzeby tłumaczenia załóżmy, że przygotowaliśmy siatkę 4x4. Bierzemy z pudełka odpowiednie karty współrzędnych (w tym przypadku od A1 do D4), tasujemy je i rozdajemy po jednej każdemu z graczy. Można grać w wariancie z klepsydrą lub bez. Każdy gracz jednocześnie podnosi swoją kartę i sprawdza współrzędne. Powiedzmy że gracz wylosował C3 – musi teraz podać skojarzenie które połączy dwa słowa – jedno leżące pod C a drugie pod 3. Pozostali gracze muszą to odgadnąć. Jeśli się im uda, to kładą w tym miejscu kartę współrzędnej – jeżeli nie odrzucają ją na bok, a następnie gracz dobiera kolejną kartę. I tak gra toczy się do skończenia kart (lub klepsydry). Na koniec sprawdzamy, ile odgadliśmy haseł i na jakim poziome w tabelce nas to ustanawia, a potem próbujemy pobić rekord!

Rozgrywka w Daj Namiar przebiega sprawnie, a w wersji z klepsydrą, pod presją czasu. I jest to taka przyjemna presja, która sprawia, że jeszcze mocniej musimy wysilić nasze szare komórki. Bo na przykład mamy: Pustynia, Banan, Wielbłąd, Napój i ktoś nieopatrznie i szybko powie „szejk”. I teraz myśl, czy połączyć pustynię i wielbłąda czy może napój i banan. W trakcie rozgrywek często zdarzają się tego typu wpadki i to sprawia, że gra jest przyjemna i wesoła.

W Daj Namiar da się zasiąść w mieszanym wiekowo gronie. Zarówno dobrze się bawić będą osoby starsze, jak i najmłodsi. A jeśli nie przekonacie ich przy opowiadaniu o grze, to jak podpatrzą, jak się gra, to będą chcieli dołączyć – przerabialiśmy to z rodzicami, którzy najpierw kręcili nosem i się wykręcali obowiązkami, by przy kolejnej partii siedzieć z nami przy stole i wymyślać hasła.

Dużym plusem gry Daj Namiar jest jej wielkość. Gra jest mała, więc można ją zabrać wszędzie. Kolejnym pozytywem jest czas rozgrywki – 10 minut to odpowiedni czas, by się dzieci nie znudziły a rodzice przekonali. Jeżeli szukacie ciekawej gry imprezowej, którą zabierzecie wszędzie (w zimowych kurtkach wejdzie do kieszeni!), to Daj Namiar jest zdecydowanie dobrym wyborem!


Nazwa: Daj Namiar
Wydawnictwo: Rebel
Rok wydania: 2021
Grę najtaniej kupisz: TUTAJ

Dziękujemy wydawnictwu Rebel za wysłanie gry do recenzji








Share:

10 mar 2021

Nie wszystko złoto, co się świeci – recenzja gry Gdybyś Był…

Każdy z nas ma pewne wyobrażenie o sobie samym. Wydaje nam się, że po ugotowaniu pierwszego rosołu możemy wystąpić w programie kulinarnym. Po wymianie kół w samochodzie czujemy, że możemy wymieniać rozrząd bez niczyjej pomocy. Oczywiście są to ekstremalne przykłady, ale trafnie obrazują, że nasze mniemanie o sobie jest często wyższe niż naszych znajomych, którzy bardzo szybko potrafią sprowadzić człowieka na ziemię. O tym właśnie jest gra Gdybyś Był… wydawnictwa Alexander. Poczytajcie sami!

Gdybyś Był… to imprezowa gra planszowa dla 3-8 graczy. W trakcie rozgrywki kolejno będziecie sobie zadawać pytania z serii „Gdybyś był/a… to był/a byś…?”, a waszym zadaniem podczas każdej rundy jest dopasowanie swojego skojarzenia z wylosowaną osobą. Żeby jednak nie było tak nudno, to swoje skojarzenia obstawiacie pod kątem pewności odpowiedzi, a następnie konfrontujecie z konkretną osobą w danej rundzie. To często doprowadza do wielu śmiesznych sytuacji. Zwłaszcza, gdy czyjeś mniemanie o sobie jest dalekie od skojarzeń współgraczy.

W średniej wielkości pudełku znajdziemy żetony obstawiania, pionki graczy, planszę do losowania, planszę główną, instrukcję oraz potężną talię kart z pytaniami. Nie będziemy się rozwodzić nad wykonaniem gry Gdybyś Był…, bo jest ono standardowe dla wydawnictwa Alexander. Poprawne – ale chciałoby się więcej. Jeśli zagracie w tę grę i spodoba się wam, to warto zainwestować w koszulki na karty – szkoda by cierpiały na domówkach z paczką znajomych, gdzie istnieje ryzyko rozlania napojów.

Do gry potrzebne są trzy osoby, chociaż we dwoje też możecie próbować się „odpytywać”. Wszyscy dostają swój pionek w ulubionym kolorze i stawiają go na polu „start” na planszy głównej. Dodatkowo, gracze otrzymują pięć żetonów odpowiedzi oraz trzy żetony obstawiania, którymi wskazują, jak bardzo pewni są swojego wyboru. Spoiler alert! Chociaż plansza do losowania daje pewną dozę ekscytacji, a dzieciom radochę, że mogą zakręcić wskaźnikiem, to pytania możecie zadawać zwyczajnie „w koło stołu”. Gdy wybraliśmy adresata kolejnego pytania, to dobieramy kartę pytania i czytamy na głos jej treść – razem z odpowiedziami. Następnie każdy potajemnie wybiera żeton z numerem wybranej przez siebie odpowiedzi i kładzie go cyfrą do stołu. Odpowiedzi udziela także osoba, której pytanie dotyczyło. Zanim jeszcze poznacie wyniki, musicie określić pewność swojego wyboru. Do tego służą okrągłe żetony z cyframi 1-3. Jeśli nie jesteśmy pewni swojego typu obstawiamy cyfrę 1, aby nic nie stracić i poruszyć się o jedno pole na planszy. Jeśli jesteśmy chociaż trochę pewni – obstawiamy 2, by w razie wpadki cofnąć się tylko o jedno pole lub awansować o dwa pola na planszy. A jeśli jesteście totalnymi ryzykantami to obstawiacie trójkę – trzy pola do przodu w przypadku poprawnej odpowiedzi lub trzy do tyłu w razie błędu. Na dany sygnał odsłaniane są żetony graczy i wspólnie określacie poprawną odpowiedź, którą jest ta wybierana najczęściej. Zostało wam już tylko przesunięcie swoich pionków na planszy o zdobyte lub stracone punkty i możecie przejść do kolejnej rundy! Grę wygra oczywiście osoba, której pionek jako pierwszy przekroczy linię mety.

To tyle, jeśli chodzi o główne zasady gry Gdybyś Był… Dlaczego daje ona tyle radochy i zabawy? No bo jak tu się nie roześmiać, gdy wszyscy twierdzą, że jesteś Matizem, podczas gdy ty o sobie myślisz jako o BMW. Oprócz kilogramów śmiechu dochodzi również możliwość opowiadania różnych anegdot, dlaczego wybraliśmy takie odpowiedzi, przez co atmosfera stanie się jeszcze bardziej wesoła i wyluzowana.

Bo do tego stworzona została gra Gdybyś Był… - na zakrapiane napojami dla dorosłych parapetówki, ale także na zabawy i imprezy rodzinne dla młodszych. Nie od dziś wiadomo, że im więcej osób do gier imprezowych tym lepiej, więc warto grać w jak największym składzie. Rozgrywka staje się wtedy o wiele bardziej różnorodna z racji niespodziewanych odpowiedzi oraz z faktu chęci rywalizacji, bo każdy chce dotrzeć na metę jako pierwszy.

Podsumowując krótko, gra Gdybyś Był… wydawnictwa Alexander to dobra pozycja imprezowa, w której liczy się przede wszystkim humor, dystans do swojej osoby oraz przednia zabawa! Jeśli szukacie prostej gry, która zbliża graczy i wprawia w dobry nastrój – to jest tytuł dla was.

Nazwa: Gdybyś Był…
Wydawnictwo: Alexander
Rok wydania: 2018
Grę najtaniej kupisz TUTAJ

Dziękujemy wydawnictwu Alexander za wysłanie egzemplarza recenzenckiego


 

Share:

7 mar 2021

Zostań najlepszym winiarzem w mieście! - recenzja gry Viticulture

W ostatnim czasie ogrywamy albo imprezówki lub gry lekkie, albo ciężkie tytuły. Brakowało nam czegoś pośrodku. I tu z ratunkiem przybyła księgarnia Gandalf, która wysłała nam Viticulture Essential Edition, czyli grę o prowadzeniu winnicy. Czy warto siadać do tej planszówki, czy szkoda czasu? Sprawdźmy!

Viticulture Essential Edition to gra planszowa dla 1 – 6 graczy, w wieku powyżej 13 roku życia. Jedna partia to około godziny, półtora grania. W grze wcielamy się we właściciela winnicy. Przyjdzie nam przyjmować specjalnych gości, sadzić nasiona, zbierać grona, produkować i sprzedawać wina. Mechaniki dominujące w grze to worker placement i hand management.

W zgrabnym pudełku znajdziemy: 78 dużych kart (ojców i matek, pól, wariantów solo), 154 małe karty (gości, zamówień i winorośli) planszę główną i 6 plansz Winnic, 30 pionków pracowników, znacznik pracownika tymczasowego, 6 dużych pracowników, 6 pionków pobudki, 6 pionków punktów zwycięstwa, 6 pionków Wypłaty końcoworocznej, 48 pionków Konstrukcji, znacznik pierwszego gracza, 50 szklanych znaczników gron i win, 72 żetony lirów, instrukcję. Wykonanie jest obłędne, od samego patrzenia można się zakochać w grze, a wszystko dopełnia jeszcze instrukcja wykonana z grubego, płótnowanego papieru.

Zasady gry są proste i nie ma ich aż tak wiele, jak mogłoby się wydawać. Jest to klasyczny worker placement, więc będziemy tutaj rozstawiać swoich pracowników i zyskiwać z tego powodu różne bonusy. Runda w grze nazywana jest rokiem, a w każdym z nich rozgrywamy cztery pory roku (4 fazy). W każdej fazie korzystamy z czego innego: Wiosną rozkładamy swoje pionki na torze pobudki, dzięki czemu zdobywamy bonusy i ustalamy kolejność graczy. Latem rozstawiamy swoich pracowników na lewej stronie planszy (z żółtymi kółkami), co pozwala nam budować, sadzić winorośl, sprzedawać grona, czy zagrywać karty gości letnich. Jesienią dobieramy kartę gościa (wybieramy, czy letniego, czy zimowego), a zimą rozstawiamy pracowników na prawej stronie planszy (na niebieskich polach), mogąc zbierać plony, produkować wina, zatrudniać nowych pracowników, zbierać zamówienia, czy zagrywać karty gości zimowych. Twist? Mamy określoną liczbę pracowników na cały rok, więc jeśli wykorzystamy wszystkich w lecie, to nie skorzystamy z nich w zimie. 
Każdy z graczy ma swoją planszetkę, na której są pola uprawne, miejsce na różne budynki, tłocznie z gronami i piwnice z winami. Budowanie budynków przynosi nam różne korzyści – od dodatkowych bonusów przy akcjach głównych, po powiększanie piwnicy, czy możliwość sadzenia lepszych winorośli. Na koniec roku zbieramy swoich pracowników, dostajemy wypłatę, postarzamy swoje wina i grona (podnosząc ich wartość) i rozgrywamy nowy rok. Gra toczy się do momentu osiągnięcia przez któregoś z graczy 20 punktów zwycięstwa.

Pory roku opisane są na planszy w klimatyczny sposób. Dodatkowo, każda akcja okraszona jest tekstem na planszy, dzięki czemu nie musimy co chwila sięgać do instrukcji by sprawdzić, „co się stanie, jak postawie się na tym polu”. Jest to dla nas duży plus, bo możemy skupić się na samej rozgrywce, a nie musimy się odrywać, by sprawdzać dane akcje.

Warto raz jeszcze wspomnieć o wspaniałym wykonaniu gry. Poczynając od szklanych znaczników gron i win, które są klimatyczne, po drewniane piony, które są zrobione tak, by przedstawiały konkretne budynki, butelki czy koguta, dzięki czemu każdy otrzymuje swój zestaw pionów, w którym powtarzają się jedynie pracownicy.

Viticulture Essential Edition jest grą klimatyczną, a wpływa na to kilka czynników. Po pierwsze, podział na 4 pory roku, które odwzorowują to, co się dzieje w procesie wytwarzania wina – wiosną planujemy, latem sadzimy, jesienią zapraszamy gości, zimą zbieramy i produkujemy (oczywiście w dużym uproszczeniu). Kolejny aspekt to karty początkowe – ojca i matki, które decydują, co dostajemy „w spadku”. Dzięki temu każda rozgrywka jest inna, bo jest małe prawdopodobieństwo, że trafi się nam taki sam zestaw kart początkowych. Starzejące się wina i grona to kolejny element, który sprawia, że Viticulture to klimatyczna gra planszowa, bo przecież wino im starsze, tym lepsze.

Viticulture Essential Edition to solidny worker placement, do którego zdecydowanie będziemy wracać. Obszerna, acz bardzo dobrze napisana, instrukcja może pierwotnie odrzucić początkujących graczy, ale to kwestia szczegółowego opisu, tak by nie pozostawiać pola domysłom. Polecamy grę wszystkim, którzy lubią pokombinować i trochę poprzepychać się z przeciwnikiem na planszy!


Nazwa: Viticulture Essential Edition
Wydawnictwo: Phalanx
Rok wydania: 2020
Grę kupisz TUTAJ

Dziękujemy Księgarni Internetowej Gandalf.com.pl za wysłanie egzemplarza recenzenckiego








Share:

Ścisła współpraca

My na Facebooku

Labels

Blog Archive