23 lis 2017

Wciel się w dzielnego Inspektora i rozwiąż sprawę! - recenzja gry Inspektor Tusz

Przyznam się szczerze, że rzadko wygrywam w gry, w których trzeba rysować lub pokazywać. O ile dobrze bawiłem się przy Imago, o tyle zwykłe kalambury to nie moja bajka. Postanowiliśmy jednak, że przełamię swoją złą passę w takich grach i spróbuję, szczególnie że dostaliśmy bardzo interesującą propozycję. Przybył do nas bowiem Inspektor Tusz.

Inspektor Tusz to gra rodzinno-imprezowa, w której przyjdzie nam rysować i zgadywać hasła. Nie jest to jednak takie proste, jak mogłoby się wydawać. Część graczy (albo wszyscy) nie będą widzieć, co jest rysowane, a nawet co rysują! Tak, tak. Do gry dołączone są okulary, które powodują, że nie widać specjalnego tuszu (no dobra, po prostu zakreślacza).
Jest to z pewnością dodanie ciekawej opcji do znanych już zasad gry. W pudełku (dość klimatycznym, przez które widać okulary) znajdziemy: 6 par okularów, 200 dwustronnych kart z hasłami, 6 teczek graczy, kostkę, 60 żetonów punktów, specjalny pisak i klepsydrę. Nie mogło zabraknąć oczywiście instrukcji, która jest napisana zwięźle i na temat, więc nie ma problemu z szybkim rozpoczęciem grania. Na kostce występują trzy symbole – dymek, pisak oraz dymek z pisakiem. Karty są podzielone na trudne i łatwe hasła i występują w dwóch wersjach językowych – polskiej i angielskiej. Wszystkie elementy są wykonane bardzo dobrze, klimatycznie. Jak wypada gra?

Zasady są bardzo proste: gracz aktywny (rysujący) bierze kostkę i rzucając nią określa, kto zakłada okulary – rysujący, zgadujący czy wszyscy. Następnie wylosowani zakładają okulary, gracz pociąga kartę i czyta sobie hasło, które musi narysować. Obracamy klepsydrę i zaczynamy rysować oraz zgadywać. Słowo musi brzmieć dokładnie tak jak na karcie. W wersji podstawowej mamy dwa hasła – podstawowe i dodatkowe. Gdy zostanie odgadnięte dodatkowe, to można dalej zgadywać podstawowe, lecz jak odgadniemy podstawowe to musimy przerwać zgadywanie. W wersji zaawansowanej mamy zakazane wyrazy, za które tracimy punkty. Po odgadnięciu hasła (lub upływie czasu) przechodzimy do kolejnego gracza i tak zgadujemy, aż skończą się znaczniki punktów (przygotowujemy po 10 na gracza). Za odgadnięte hasła gracze dostają odpowiednio 1 punkt za hasło dodatkowe oraz 2 punkty za hasło podstawowe.

Tak w skrócie wygląda rozgrywka. Warto wspomnieć, że hasła podstawowe, dodatkowe czy zakazane są do siebie zbliżone, np. wymiona i rękawiczka. Jest to niezłe utrudnienie, szczególnie jeśli chcemy zdobyć pełną pulę punktów. Na początku mieliśmy obawy, że gra będzie fajna, dopóki będziemy mieli działający „magiczny tusz”. Zauważyliśmy jednak, że to zakreślacz i nasze obawy minęły. Jedyne co musimy przygotować sami, to białe kartki. To daje nam również dodatkowe możliwość grania na dużym płótnie, które będą widzieć wszyscy.

Fenomenem tej gry dla nas jest to, że często musimy zgadywać po ruchu pisaka, co autor miał na myśli. Najśmieszniej jest, gdy rysujący ma okulary, a reszta widzi, że stara się on coś namalować, często nie trafiając tak jak być powinno. I właśnie o to chodzi w tej grze – by panował dobry humor podczas grania. I nie można powiedzieć, że tutaj on nie występuje.

Wersja z angielskimi hasłami to też ciekawe rozwiązanie do nauki języka poprzez zabawę. O ile w domu sprawdza się to bez zarzutu, o tyle Agnieszka postanowiła sprawdzić, jak to wygląda u dzieci w szkole językowej. I powiem Wam – sprawdza się rewelacyjnie! Do tego stopnia, że okulary, kostka i pisak częściej są w jej torebce, niż na swoim miejscu, czyli w pudełku.

Gra jest bardzo ciekawa, ale przede wszystkim inna, przyciągająca uwagę. Mnie swoją formą przekonała trochę bardziej do kalambur, ale póki co zostaną one chyba tylko w wersji Inspektora Tusza (szczególnie z moim antytalentem rysowniczym). Gra się dobrze zarówno w 3 jak i w 6 osób. W gręmożna grać wielokrotnie, dzięki aż dwustu kartom z hasłami. Z każdym dodatkowym graczem zwiększa się rywalizacja.

Grę Inspektor Tusz polecam serdecznie wszystkim, którzy szukają ciekawej odmiany kalambur. Jest to bardzo dobra rozrywka zarówno na imprezę ze znajomymi, jak i na wieczorne granie z dziećmi. Do tego możemy zawsze dołożyć element edukacyjny, co znacznie podnosi walory gry. Jeśli nie macie pomysłu na zakup prezentu (a zbliżają się święta), to serdecznie polecamy ten tytuł!


I.
Klimat
4/6
II.
Złożoność
5/6
III.
Oprawa graficzna
5/6
IV.
Wykonanie elementów
5/6
V.
Grywalność na 3 graczy
5/6
VI.
Grywalność na więcej osób
5,5/6

Ocena Końcowa: 4,92


Nazwa: Kiwi. Leć nielocie, leć 

Wydawca: Kraina Planszówek 

Rok: 2017

Sugerowana cena: 69,95zł 

Za grę dziękuję wydawnictwu Kraina Planszówek


Share:

3 komentarze:

  1. Czyli zwykłym zakreślaczem też daje radę? Bo mnie ta gra kusi, ale bałam się że jest krótkotrwała ze względu na pisak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daje radę, nie ma żadnego problemu :)

      Usuń
  2. Oooo a niedawno ktos chcial u mnie kalambury :D A tu cos podobnego!

    OdpowiedzUsuń

My na Facebooku

Labels

Blog Archive