16 maj 2016

Plansza okiem Muffina - #13 Recenzja gry Smoczy Wyścig

- Odpalam się, mam zielonego, niebieskiego i czerwonego smoka – tak i otrzymuję turbo w wysokości dwa!
O czym mowa? O najnowszej grze Ogry Games Smoczy Wyścig. Mam przyjemność recenzować właśnie tą produkcję dzięki wydawnictwu, dla którego moim zdaniem wydanie właśnie tej gry było strzałem w dziesiątkę! Smoczy Wyścig jest grą familijną, gdzie każdy z nas będzie pędził po torze smokami – ciekawa oprawa graficzna jak i JUŻ ukazane recenzje przekonują do tego, aby rzeczywiście sięgnąć po ów tytuł i posiadać go w swojej planszówkowej kolekcji.

W solidnie wykonanym pudełku i w plastikowej wyprasce znajdujemy sześć kart graczy, dwanaście drewnianych znaczników smoków, talię kart smoków oraz płytki toru. Nie mogę powiedzieć złego słowa o poziomie wykonania owych elementów – karty super, płytki porządne, postacie dwustronne – dziewczynka może być dziewczynką a chłopiec chłopcem. Ma to znaczenie, zwłaszcza gdy gra się z dziećmi, które zwracają na takie niuanse uwagę – my dorośli dostajemy dobrą postać i się cieszymy, a młodsi niestety chcą mieć postać odpowiadającą płcią samemu sobie – chłopiec przecież nie może być dziewczynką, czyż nie?

Układając tor, cztery narożne elementy są stałe natomiast płytki górnego i dolnego toru zmieniają się za każdym razem. Wprowadza to ciekawą różnorodność, która sprawia, że musimy się pilnować kiedy draftujemy talie. Każdy z graczy dostaje trzy smoki do swojej drużyny. W trakcie gry owe smoki możemy podmienić na szybsze i starać się zaszkodzić innym graczom poprzez rzucenie im smoka sprawiającego, że będą potrzebować kolejnej karty do odpalenia członka swojej smoczej ferajny, czy też otrzymywać bonus w postaci TURBO, który pozwala na przesunięcie znacznika o kolejne pola. Z każdą odkrytą krainą do naszej startowej talii dochodzą kolejne smoki – szybsze i bardziej kosztowne. Każdy smok aby wypalić musi mieć zapewnione odpowiednie wsparcie – bez niego… cóż niestety. Zaśmierdzi nieodpalonym smokiem!

Losowość w tej grze sprowadza się do draftowania talii i rzeczywiście, gdy karty nie siedzą uczestnik nie jest w stanie w inny sposób interweniować i zmodyfikować to co się dzieje w trakcie rozgrywki. Gra nie jest trudna – w instrukcji zostało wszystko ładnie i zgrabnie wypisane i wytłumaczone. Dzięki temu owa produkcja na pewno zdobędzie wielu młodych odbiorców i popleczników! O wykonaniu już wspominałam, ale muszę podkreślić to, że grafiki kuszą. Ja, maniaczka pstrokatości w każdej ilości bardzo mocno pożądałam tej gry w mojej biblioteczce. Smoczusie są prześliczne! Zachwycą nie tylko dzieci, ale również dorosłych. Interakcja – przy draftowaniu i atakowaniu smokami. Poza tym żadnych walk wręcz nie ma.

Fajną rzeczą jest to, że możemy tę grę rozszerzać o kolejne pudełka i móc grać w większym gronie osób. A tak jak wspominałam w moim odcinku jest to gra ZARAŹNIK. Tak właśnie nazywam produkcje, które moim zdaniem przekonają nowicjuszy do zabawy z planszówkami!

Rzeczą, która razi recenzentów i o której wspomina #StertaGier jest to, że jest słabo zbalansowana. Owszem, postacie są lepsze i gorsze i ich zdolności mogą znacznie ułatwić rozgrywkę, ale czymże byłby wyścig bez kombinowania i myślenia jak dokonać manewru wyprzedzenia, nawet gdy gramy domniemanie słabszą postacią? W pewnej chwili to może wkurzać kiedy ktoś ma non stop bonus +2 bo podmienił sobie smoka, ale gdyby było za prosto gdzie byłaby w tym wszystkim frajda?

Finalnie uważam, że gra zasługuje na 3/5 pkt. Z muffinkiem! Tytuł, który nam się bardzo spodobał i który na pewno będzie gościł na spotkaniach i różnego typu eventach – jego zaletą jest szybkość, prostota i atrakcyjność. Czymże byłaby gra o smokach bez przystojnych przedstawicieli swojego gatunku? ;) Z czystym sumieniem polecam. Naprawdę warto!



Wolisz posłuchać o grze? Zapraszamy tutaj:
 

Autor: Karolina Krukierek
Share:

0 komentarze:

Prześlij komentarz

My na Facebooku

Labels

Blog Archive