11 lip 2017

Koszmar z Wesołego Miasteczka - recenzja gry komputerowej Dark Arcana: The Carnival

Każdemu z nas wesołe miasteczko kojarzy się z uśmiechem i zabawą. A co, jeśli podczas beztroskiej zabawy bliska nam osoba zniknie bez śladu? Z taką historią przyjdzie nam się zderzyć w Dark Arcana: The Carnival, gdzie jako detektyw musimy pomóc odnaleźć mamę zrozpaczonej dziewczynki.

Po przekroczeniu bram lunaparku uderzy nas jego cukierkowy, a jednocześnie nieco ciężki klimat. Już na początku widzimy postać w kapeluszu, która czmycha przed nami jednocześnie utrudniając pościg. Zaczynamy zabawę typu point and click, a rozwiązywanie kolejnych zagadek i łamigłówek, z których zabrzańskie studio Artifex Mundi uczyniło swój znak rozpoznawczy, prowadzi nas w głąb historii. Odkrywamy alternatywną mroczną rzeczywistość po drugiej stronie lustra w domu strachów, a proste z pozoru śledztwo okazuje się być walką na śmierć i życie.

Osobiście bardzo lubię grać w tzw. „indyki”. Za każdym razem odczuwam dreszczyk emocji, bo w przypadku produkcji małych i niezależnych twórców nigdy nie wiem czego się spodziewać. Artifex Mundi ma na koncie już sporo gier (obecnie doliczyłam się ponad 60 tytułów), a ja do tej pory ani razu nie trafiłam na ich pozycje – nad czym teraz bardzo ubolewam. Co mnie urzekło? Zdecydowanie ręcznie malowane tła, płynne animacje i przede wszystkim poziom łamigłówek, czy zagadek typu „znajdź ukryte przedmioty”. Naprawdę momentami trzeba było nieźle się nagłówkować, by rozwiązać zagadkę, a ukryte przedmioty były naprawdę dobrze ukryte.

Gra czerpie garściami z klasyków wśród horrorów. Mamy więc przerażającego klauna, dom strachów pełen czaszek, nietoperzy i pajęczyn. Wiedeńska karuzela pięknie zdobiona, którą napotykamy na początku gry w alternatywnym świecie obsadzona jest przez mroczne i demoniczne rumaki z piekła rodem. Krwiożercze rośliny, przerażające laleczki a nawet królik z kapelusza przyprawiają nas o gęsią skórkę. Mamy też do pomocy słodką cyrkową małpkę która pomaga nam zdobyć przedmioty umieszczone poza naszym zasięgiem. No i muzyka, która oczywiście pasuje tutaj idealnie, czyli od klasycznego cyrkowego motywu przewodniego do mrocznych i tajemniczych partii instrumentów smyczkowych.

Co również mnie zaskoczyło, ale negatywnie, to czas gry. Za pierwszym razem grę ukończyłam w niespełna 3 godziny. Za drugim w godzinę. Czemu przechodziłam dwa razy? Bo gra posiada system osiągnięć, a ja chciałam zrobić „platynę” (grę przechodziłam na PlayStation 4). Ale chciałam też jeszcze chwilę pobyć w tym świecie i klimacie jaki Dark Arcana: The Carnival oferuje. Gra nie jest typowym samograjem jakich obecnie na rynku gamingowym jest mnóstwo. Zmusza nas do uruchomienia szarych komórek i wytężenia wzroku, bo bez rozwiązania zagadki nie posuniemy się dalej. Oczywiście istnieje system podpowiedzi ale jest on czasowy i po użyciu podpowiedzi trzeba poczekać by ponownie z niej skorzystać. Dialogi momentami były nieco sztampowe i uproszczone. Finalnie w moim odczuciu historia okazała się dość przewidywalna, jednak w żaden sposób nie umniejszyło to przyjemności z gry.

Tytuł po raz pierwszy został wydany w 2012 roku na PC, iOs i Androida. Natomiast 27 czerwca tego roku pojawił się na PlayStation 4 oraz XboxOne. W PlayStation Store dostępny jest za 40 złotych a w sklepie Steam za 7,99€. Polecam każdemu miłośnikowi przygodówek, bo Dark Arcana: The Carnival to perełka artystyczna wśród gier, która świetnie sprawdzi się szczególnie podczas letnich burzowych wieczorów.


Za przekazaną do recenzji grę dziękujemy wydawnictwu Artifex Mundi:



Share:

0 komentarze:

Prześlij komentarz

My na Facebooku

Labels