9 paź 2017

Oczami recenzenta: Jak długo się recenzuje gry (gościnnie Diceland)

Temat ten już wstępnie poruszyłem w tekście na temat egzemplarzy recenzenckich. Postanowiłem go poruszyć troszkę szerzej, gdyż spotykamy się z wieloma opiniami, że to przecież nic trudnego. Żeby przeczytać książkę trzeba spędzić kilka-kilkanaście godzin, a w grę wystarczy zagrać i można recenzować. Czy tak jest naprawdę?

Otóż nie! Ludzie z reguły źle podchodzą do tego tematu. Wielu myśli, że jak recenzent dostanie grę to ją odpakowuje, poczyta chwilę instrukcje, siada, gra i pisze recenzje. Może i jest w tym ciut prawdy, ale fragment „gra” nie jest taki oczywisty jak się niektórym wydaje. W naszym gronie staramy się wycisnąć sporo z gry, oczywiście w realnych możliwościach. Zawsze rozgrywamy wszystkie dostępne warianty danej rozgrywki (podstawowe, rozszerzone, jednoosobowe). Bardzo często, bo nie zawsze się uda, rozgrywamy w każdym wariancie osobowym jaki oferuje gra. Więc zakładając, że jedna rozgrywka podstawowa trwa 45 minut, a w grę zasiądziemy od 2 do 5 osób to daje nam już 4 gry po 45 minut. A to tylko wariant podstawowy, gdy dodamy do tego rozszerzenia oferowane przez grę ten czas się wydłuża. Ale jedna partia nie wystarczy. W każdym wariancie rozgrywamy kilka lub kilkanaście partii zanim tekst zostanie napisany. Po co? Otóż przede wszystkimi chcemy określić kilka ważnych czynników, które wpływają na recenzję. Pierwszym z nich jest regrywalność – sprawdzamy czy za każdym razem gra nam się równie ciekawie czy każda rozgrywka jest inna od poprzedniej. Sprawdzamy też losowość i jej wpływ na końcowy wynik. Ważnym aspektem na który zwracamy uwagę jest to czytelność kart i ikon. Bywają gry, które na pierwszy rzut oka są bardzo nieczytelne, ale po drugiej-trzeciej partii ogarniamy już tak ikony, że wszystko wiemy przy pierwszym rzucie oka.

Mamy zatem granie z różna liczbą graczy, mamy granie w różnych wariantach oferowanych przez grę, ale jest jeszcze jeden aspekt na który staramy się zwracać uwagę i udaję się on w miarę często, ale nie tak często jakbyśmy chcieli. Chodzi przede wszystkim o grupy wiekowe. Jeżeli gra jest dedykowana młodszym graczom to staramy się grać z dzieciakami i obserwować jak się bawią, jak reagują na zwycięstwo/porażkę oraz na werdykt końcowy, który uzyskujemy prostym pytaniem „gramy jeszcze raz?”. Bywa tak, że dzieci nieświadome nadchodzącego pytania same krzyczą, że chcą jeszcze raz, albo pytają czy mamy coś innego. Gorzej wypadamy w testowaniu gier przeznaczonych dla doświadczonych graczy. Testujemy je przede wszystkim w swoim gronie, czasem zagramy z nastolatkami, czasem zagramy z osobami po 50ce. Jednak nie mamy możliwości robienia tego tak często jak byśmy chcieli.

Podsumowując – recenzowanie gier zajmuje nam kilkanaście, czasem ponad 20 dni, licząc same rozgrywki. Gdyby przeliczając to na rozgrywki to musimy poświęcić około 20 godzin na daną grę, nie licząc późniejszego pisania tekstu i fotografowania. Wiadomo, że są gry krótkie, które recenzujemy szybko, ale bywają też duże, z którymi schodzi nam dłużej. Nie jest więc tak kolorowo jakby się mogło niektórym wydawać


DICELAND: Gdy stajesz przed półką z grami, ponieważ chciałbyś w coś zagrać, myślisz sobie co tym razem. Ulubiona Agricola? Może kolejna partia w świetną Terraformację Marsa? Albo spróbujemy swoich sił w Alchemikach? Jednak po chwili zdajesz sobie sprawę, że przecież jesteś recenzentem (z własnego wyboru) i nie możesz zagrać w to co lubisz, tylko w to co musisz. Mina nieco rzednie, zerkasz na swoją listę gier do recenzji, widzisz że deadline jest nieubłagany i jako że jesteś profesjonalny, decydujesz się na grę, która jest pierwsza w kolejce recenzenckiej. Zaczynasz czytać zasady, następnie jeśli nie do końca wszystko zrozumiałeś, czytasz je ponownie (musisz znać dobrze grę i grać poprawnie jeśli chcesz być profesjonalny). Gdy nadchodzi ten moment, w którym zrozumiałeś grę, to siadasz do pierwszej partii. Zaraz po niej czytasz ponownie zasady sprawdzając czy wszystko robiłeś poprawnie. Nie? Hmmm… w następnej zagramy poprawnie. Oczywiście tyczy się to gier bardziej zaawansowanych, które zawierają setki mini reguł i nie sposób je wszystkie zapamiętać. Co gorsza, wiele instrukcji zawiera zbyt dużo skrótów myślowych i czasem o pewnych zasadach dowiadujesz się z różnych forum, Board Game Geek czy też zagranicznych gameplayów. Czasem jednak wystarczy rzucić okiem na angielską instrukcję, która zazwyczaj jest lepsza od polskiego odpowiednika.

Spoglądasz na pudełko i widzisz, że gra jest przeznaczona dla od 1 do 5 osób. No więc wypadałoby sprawdzić grę w każdym wariancie osobowym. Dzisiaj nie bardzo możesz przetestować wariant trzyosobowy, czy czteroosobowy, gdyż akurat nie masz nikogo w pobliżu, kto byłby chętny na partyjkę w daną grę. Dlatego też musisz znaleźć takie osoby, lub poczekać z recenzją do momentu aż w końcu uda ci się zagrać w takim wariancie. Rozgrywki solowe nie zawsze należą do najprzyjemniejszych, gdyż jak dla mnie gry planszowe to raczej ludzie, społeczność, rywalizacja, a nie nudne klepanie jak najwyższych wyników i pasjansowe rozgrywki. W końcu udało ci się rozegrać partie w każdym wariancie osobowym.

Jako że jesteś profesjonalistą, to starasz się przygotować dobre zdjęcia, które spodobają się czytelnikom. Dlatego też kolejnym etapem jest sesja zdjęciowa elementów gry. Dlatego też musisz się do tego odpowiednio przygotować, ponieważ wiesz, że starasz się zrobić zdjęcia produktowe. Nie, nie podobają mi się zdjęcia recenzentów na różnego rodzaju dywanach, stołach i tłach, które nie potrzebnie odwracają uwagę od najważniejszej rzeczy, czyli elementów gry. Takie mini studio należy odpowiednio przygotować. Patrzysz za okno i widzisz, że jest późna godzina i słońce już zaszło, a przy sztucznym świetle, zdjęcia nie wychodzą tak jak byś chciał. No więc czekasz na kolejny dzień i dopiero wtedy się tym zajmujesz. Cykasz około 100 zdjęć różnym elementom, w różnych konfiguracjach, by następnie dokonać ostrej selekcji tych najlepszych. Kolejnym krokiem jest obróbka graficzna, kadrowanie, zmniejszanie rozmiarów zdjęcia na bloga, podkręcenie kolorów, dodanie więcej światła, itd. Mamy zdjęcia, no więc możemy zacząć pisać w końcu recenzję, ale przedtem należy odpowiednio przygotować szablon i miniaturkę recenzji. Udało się? Ok. Lecimy dalej. Moje recenzje są podzielone na 3 główne elementy: wykonanie, rozgrywka i podsumowanie. W wykonaniu staram się pokazać jak najwięcej zdjęć wszystkich elementów gry i opisać ich wygląd i jakość. W rozgrywce opisuję główne zasady gry, pomijając te bardziej szczegółowe. Podsumowanie to najważniejsza część czyli sedno recenzji. Tutaj staram się napisać wszystko co o grze myślę, jakie były moje wrażenia podczas rozgrywki, trochę o skalowalności, mechanice, regrywalności itd. Jeszcze jedną ważną rzeczą jest SEO, czyli narzędzie, która jest związane z wyszukiwarką Google. Jeśli chcesz, by twoja recenzja była wysoko w wynikach wyszukiwania i ludzie trafiali na twoją stronę, to musisz też nad tym trochę popracować. Gdy już recenzja jest gotowa, należałoby ją przeczytać. Podczas pierwszego jej czytania wyłapujesz pewne zdania, które należałoby poprawić. Jednak nigdy, przenigdy nie uda ci się wyłapać wszystkiego. Dlatego też czekasz, aż tekst przeczyta druga osoba. Wtedy też wyłapie ona błędy, których ty nie zauważyłeś. Ostatecznie można powiedzieć, że recenzja jest gotowa. No to udostępniasz ją na stronie i przechodzisz do kolejnego kroku.

Marketing, czyli promowanie swojego bloga. Czy to na specjalnych grupach na facebooku, czy to na forum, wysłanie maila do wydawnictwa o gotowości recenzji. Dodatkowo należałoby odpisywać na komentarze czytelników i wszelkie pytania związane z grą.

Jak widzicie pisanie recenzji, to nie jest lekka sprawa. W moim przypadku są to długie godziny poświęcone jednemu tytułowi. Pomijając już same rozgrywki, które przy cięższych i dłuższych tytułach zabierają sporo cennego czasu. Samo napisanie recenzji i wykonanie zdjęć, to kwestia od 4 do 8 godzin. Tak jak wcześniej wspominałem, dochodzą do tego różnego rodzaju zmienne, które zazwyczaj wydłużają jeszcze bardziej ten czas. Kiedyś gdy byłem tylko graczem, to miałem zdecydowanie więcej czasu na granie i ogrywanie ulubionych tytułów. Teraz jako recenzent mam tego czasu znacznie mniej, ale tak jak mówiłem jest to mój wybór, dlatego że lubię to robić. A nie oznacza to, że czasem po prostu ci się nie chcę i wolisz swój wolny czas poświęcić po prostu na odpoczynek. Przecież życie nie polega tylko na graniu w gry planszowe, czy pisaniu o nich. Często padają zarzuty, że recenzenci dostają swoje gry za darmo. Nie, nie dostajemy ich za darmo! Jest to praca jak każda inna, może i w ramach twojego hobby, ale wciąż praca. Dlatego też bądźmy poważni w tej kwestii i przestańmy rzucać tego typu teksty wyssane z palca. Jeśli chcesz dostawać gry „za darmo” to zacznij działać w tej kwestii. Załóż bloga, opłać płatne hostingi, zajmij się grafiką lub zapłać za płatny szablon. Zadbaj o marketing i wypromowanie go, gdyż żadne wydawnictwo nie wyślę ci gry jeśli nie będziesz miał czytelników. Napisz przynajmniej 10 nie byle jakich recenzji i wtedy jeszcze raz się zastanów nad pytaniem, „czy recenzenci dostają gry za darmo?”

My ze swojej strony serdecznie dziękujemy naszemu gościowi za obszerną odpowiedź. A jakie jest Wasze zdanie w tym temacie? Zgadzacie się z tym co napisaliśmy czy nie?
Dodatkowo jeżeli macie jakieś pytania czy chcielibyście, abyśmy napisali na jakiś konkretny temat z naszej perspektywy to również zapraszamy do komentowania!
Share:

2 komentarze:

  1. Zdecydowanie zgadzam się z tym, co tutaj napisano. Sam postanowiłem wykorzystać zdobytą na przestrzeni ostatnich lat wiedzę o grach i założyłem własnego bloga, którego regularnie prowadzę od dwóch miesięcy (http://custodianofmecatolrex.znadplanszy.pl).

    Pisanie o grach, choć osobiście dla mnie przyjemne, nie jest łatwym kawałkiem chleba. Aby tekst miał jakiekolwiek podstawy do tego aby nazwać go recenzją, faktycznie należy zagrać minimum 5-10 razy w daną grę, aby poznać jej mechanikę i zauważyć ewentualne plusy i minusy. Samo pisanie także nie jest czymś, co przychodzi z łatwością, mimo że na co dzień możemy być bardzo bystrzy i elokwentni, zalewając towarzystwo potokiem słów. Pisanie to sztuka, której trzeba się nauczyć niczym malarstwa. Jednym przychodzi to łatwiej, innym gorzej. Inną sprawą jest kwestia techniczna, czyli przygotowanie tekstu pod wordpressa (tu przydaje się odrobina znajomości HMTLa), zrobienie i obróbka zdjęć a po samej publikacji - promowanie artykułu aby dotarł do jak największego grona czytelników.

    Ostatnim, lecz nie mniej ważnym aspektem jest sama motywacja. Bycie recenzentem musi wypływać bezinteresownie od nas samych. Jeśli chcemy zarobić na blogu czy dostawać "darmowe" gry to srogo się rozczarujemy, gdy po kilku miesiącach spędzonych na ciężkiej i czasochłonnej pracy nie uzyskamy spodziewanych efektów. Nie czarujmy się. Na blogach o grach planszowych nie da się zarobić. Może się to udawać kilku najpopularniejszym recenzentom, ale i tak nie są to kwoty jakie zarabiają redaktorzy blogów lifestyle'owych czy kanałów YT o grach komputerowych. Blogi o grach planszowych są i długo jeszcze będą działalnością hobbystyczną, za którą naszym najcenniejszym zarobkiem będzie pozytywny komentarz czytelnika pod artykułem, czy egzemplarz recenzencki gry, na którą zarabiamy ciężką pracą.

    Pozdrawiam,

    Krzysztof Szarawarski
    redaktor bloga Custodian of Mecatol Rex

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko co chce sie nazywac recenzja musi dojrzec. Granie raz i pisanie o grze bo juz odbebnilem jest dziwnym zabiegiem. Jednakze czytajac dzisiejszy post widze pelna profeske. Takie osoby chce sie czytac i sugerowac ich zdaniem. Tak samo jest z ksiazkami ktos przeczyta "po łebkach" i pisze obszerna opinie. Dzieki takim wpisom powraca moja wiara w ludzi :D

    OdpowiedzUsuń

My na Facebooku

Labels