11 paź 2017

Co skrywa lustro? - recenzja gry Eventide 2: The Sorcerer’s Mirror

Po przygodzie z pierwszą częścią Eventide nie mogłam się doczekać, aż zasiądę do dwójki. Słowiański klimat, znane postacie z legend w grze HOPA bardzo przypadły mi do gustu. Czy i tym razem studio The House of Fables stanęło na wysokości zadania?

Odpowiem na to pytanie na końcu. Studio Artifex Mundi, które jest wydawcą gry przyzwyczaiło nas już do tego, że gry są wysmakowane, dość trudne a fabuła, choć przewidywalna to jednak wciągająca. Tutaj początek gry mamy podobny jak w poprzedniej części. Tym razem jednak porwana zostaje nasza siostrzenica. My oczywiście ponownie wcielamy się w znaną botaniczkę Mary. Ruszamy, więc na ratunek po drodze odkrywając kolejne tajemnice.

Okazuje się, że naszą siostrzenicę porwał Twardowski a pomagał mu w tym… Janosik. Twardowski odkrył, bowiem sposób jak za pomocą magicznego lustra przywoływać dusze zmarłych. Nasza siostrzenica, która jak się okazuje jest łudząco podobna do zmarłej żony Twardowskiego, ma stać się ofiarą, dzięki której Twardowski sprowadzi duszę żony do świata żywych. Cała wioska korzysta z usług Twardowskiego by kontaktować się ze swoimi bliskimi. Rozwiązując kolejne zagadki typu „ukryte obiekty” odkrywamy motywy Janosika, który dzięki nam przestaje pomagać Twardowskiemu, a ostatecznie znajdujemy sposób na pokonanie Twardowskiego i zapewnienie duszom spokoju.

Poziom zagadek przyznam, że tym razem nie był wymagający. Taśmowo rozwiązywałam jedną zagadkę za drugą na poziomie eksperta. Nie było też żadnych zaskoczeń. Dla kogoś, kto już wprawiony jest w grach HOPA, wszystkie zagadki będą znane.

Fabuła gry dość mocno mnie zawiodła. Ja rozumiem, że gry HOPA są zazwyczaj przewidywalne, a nawiązywanie do prawdziwych legend nie musi być dosłowne, ale Janosik, jako zwykły zagubiony wieśniak? Nie tak Polacy postrzegają tę postać! Historia bardzo krótka i przewidywalna. Co do postaci Twardowskiego, to tutaj zadanie domowe zostało odrobione na piątkę. Bo owszem według legendy Twardowski przywołał za pomocą swojego lustra duszę żony… ale nie swojej a króla Zygmunta Augusta. Zabrakło mi też większej ilości nawiązań do słowiańskiej kultury. W pierwszej części były one widoczne wszędzie. Tutaj liczyłam na podobne doznania.

Cała gra jest też bardzo krótka. Dwie godziny na poziomie eksperta? Za mało, za krótko. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam napisy końcowe. Tym razem też, zabrakło rozdziału dodatkowego, który w wielu grach wydawanych przez zabrzańskie studio się pojawia i wydłuża przyjemność.

Ale żeby nie było, że tylko krytykuję czy narzekam. W poprzedniej części bardzo irytowało mnie kilkukrotne wykorzystywanie plansz, które już przeszłam. Czasem trzeba było się mocno wracać po jakiś przedmiot. Takie skakanie powodowało, że gubiłam wątek i po chwili zapominałam, o czym jest opowiadana historia. Tutaj na szczęście twórcy mi tego oszczędzili. Zdarzały się powroty do jednej, dwóch plansz wstecz, ale zazwyczaj tylko raz i to w dodatku było poniekąd uzasadnione scenką fabularną. Zaskoczył mnie też system wyboru wybieranych przez nas rozwiązań. Podobno gra ma kilka zakończeń, ale to już musicie sprawdzić sami.

Oczywiście graficznie Eventide 2: The Sorcerer’s Mirror prezentuje się świetnie. Ręczne malowane tła jak zwykle robią wrażenie a płynne animacje są bardzo dobrze dopracowane. Muzycznie szału nie ma, ale ścieżka dźwiękowa jest dobrze wkomponowana w grę, przez co czasem nawet jej nie zauważamy.

Ciężko mi polecić Eventide 2: The Sorcerer’s Mirror, bo ja mam duży niedosyt. Jeżeli ktoś jeszcze nie miał styczności z tego typu grami to na pierwszy raz jest idealna. Łatwa i krótka, niemęcząca i fabularnie poprawna. Ale dla wytrawnego gracza HOPA ta gra będzie mocno przeciętna, za krótka i za łatwa.

Mam nadzieję, że Eventide 3: Legacy of Legends prezentuje dużo wyższy poziom.


W Eventide 2: The Sorcerer’s Mirror grałam na PlayStation 4, gra jest dostępna na konsole od 24 września. W storze Sony kosztuje 42 złote a na platformie Steam za 7,99 €.

Za grę dziękujemy Artifex Mundi:
Share:

0 komentarze:

Prześlij komentarz

My na Facebooku

Labels